REKLAMA




Polityka ekstazy - Rozdział 6 - Tajemnicza podróż magiczna

Polityka ekstazy - Rozdział 6 - Tajemnicza podróż magiczna

TAJEMNICZA PODRÓŻ MAGICZNA

tłumaczenie: Dariusz Misiuna

Od kilku lat Ameryka znajduje się w Tajemniczej Podróży Magicznej obmyślonej i prowadzonej przez Anglików.

CZASEM COŚ STWORZĄ CZASEM PRZEWRÓCĄ,
ALE Z PEWNOŚCIĄ W PYŁ SIĘ OBRÓCĄ.

Wszystko, co dobre i harmonijne w elektronicznej rewolucji psychodelicznej lat 1960–tych przybyło w imporcie ze wschodniej Anglii. Ż Imperium Opatrzności.
Anglicy mają styl. Eleganckie przedstawienie oparte na micie rasowym. Hippisowską rdzenną strukturę DNA, która umożliwia im w sposób instynktowny obcować z pulsującymi energiami naszego czasu — elektroniką i psychodełikami.

OTO MAHARISZI ŚPIEWA NA ODLOCIE CZŁOWIEKU ZOBACZ UPALONYCH W ACAPULCO ZŁOCIE.

Rozmawiałem ostatnio z członkiem jednego z czołowych amerykańskich zespołów acid–rockowych, który dopiero co wrócił z Anglii.
"Człowieku, Anglicy zbyt ciężko podchodzą do sceny. Za dużo literatury".
"Za dużo literatury?"
"Pewnie, człowieku. Ciągle mówią o książkach i rozkładają je na czynniki pierwsze. Robią to samo nawet z trawą. Mają mózgowego tripa".
"No cóż, to chyba najlepsze w Brytanii. Największy kłopot z naszymi hippisami polega na tym, że nie są podłączeni. Nie mają korzeni. Otwarci, lecz nie dostrojeni. Kwasiarze osiągnęli by więcej, gdyby zainteresowali się przeszłością. Wiesz, doświadczenie psychodeliczne liczy sobie kilka tysięcy lat więcej od Haight–Ashbury. I to Brytyjczycy byli pierwszymi hippisami. Pisali już o tym trzysta lat temu."
"O nie. To nie rzecz w historii. To zwykły wykręt. Przekręt! Zwykły trip na władzę. Lepiej przypal. O tak!."
To dziwne zjawisko, że amerykański ruch psychodeliczny jest prawie w zupełności brytyjskim importem. LSD. Funty, szylingi i pensy.

A WIERZCHOŁKI GŁÓW WIDZĄ ŚWIAT OTWARTY W PEŁNI ZNÓW.

Przyjrzyjmy się linii przekazu. Czołowym architektem rewolucji jest brytyjski psychiatra Humphrey Osmond. Kto? To on wymyślił termin psychodelik. Humphrey? To on sfrikował Aldousa Huxleya i Geralda Hearda. Doktor Osmond? To on wraz z Abramem Hoferem (cudownym neurologiem kanadyjskim) jako pierwszy pokazał pożytki z LSD w leczeniu alkoholików. Humphrey Osmond? To on opublikował pierwsze artykuły sugerujące, że substancje psychodeliczne mogą wywoływać doświadczenia transcendencji.

Doktor Humphrey Osmond jest rzeczywiście spokojnym, mądrym, pełnym współczucia Anglikiem. Uważnym, dociekliwym naukowcem nie pozbawionym poczucia humoru. Władcą swego czasu. Przenikliwym. Rozumiejącym znaczenie historii polityki. Posiadającym szeroką perspektywę filozoficzną obejmującą zjawiska, o których nie mają pojęcia psychiatrzy.

W ciągu 20 lat, jakie upłynęły od pierwszych wybuchów, Ameryka nie wytworzyła jeszcze psychiatry, który wraz z Osmondem mógłby powiedzieć: "Spokojnie, to się dzieje od tysiącleci, jest nieuchronne i normalne. Przeczytaj sobie Junga, młody człowieku".

I dzięki ci Evansie–Wentzie i Arthurze Waleyu za Aldousa Huxleya. Al–dous od prawie 40 lat szperał dociekliwie w biologii, fizyce, literaturze, filozofii i wedancie, szukając po omacku w krzywych zwierciadłach klucza do rozwiązania zagadki życia. Lecz to dopiero Humphrey Osmond sfrikował go meskaliną i przeprowadził przez bramy percepcji, dzięki czemu Aldous przez resztę życia śmiał się i chichotał z niewymownym wdziękiem.

Kiedy zaś rankiem 22 listopada 1963 roku (ostatniego, mrocznego dnia naszego młodego prezydenta) Aldous Huxley usłyszał tybetański szept swych tkanek, że jego czas już dobiegł końca, O szlachetnie urodzony, szukaj nowych poziomów rzeczywistości, twoje ego i gra co się Aldous Huxley zowie uległy zakończeniu, napisał na kawałku papieru "LSD" i spędził ostatnie osiem godzin swego życia podłączony pod wieczną energię, konając, śmiejąc się dokładnie tak, jak śmiejąca się ze śmierci stara babka w jego utopii Wyspa.

I dzięki ci Williamie Blake'u i A. A. Orage'u za Alana Wattsa, figlarnego mistrza zen, lirycznego kapłana anglikańskiego (wysokiego kościoła), który stanowił źródło, natchnienie i radę dla (w przeważającej mierze nie świadomych tego) dzieci kwiatów z San Francisco. Jego lustrzane drzwi otwierały się z przodu na trawnik połyskujący morską wodą. Z tej właśnie wznoszącej się nad plażą kwatery głównej Alan Watts, Najwyższy Admirał Beatu, nauczał słuchających go pokoleniom Amerykanów zenu hippisowskiego i zenu skwerów, metod odlotu ze szkoły Kyoto. A kiedy scena kwasowa rozwinęła się w San Francisco, nie przypadkowo posiadała słodki posmak Wschodu, ponieważ Allen wyjaśniał, o co w tym wszystkim chodzi.

Oczywiście, istnieją dwa rodzaje kościołów psychodelicznych, wysoki i niski.

Sprawdzian–kwasu–rock–and–rollowy–odlot–na–scenie w wykonaniu Ke–na Keseya to rzecz jasna niski kościół psychodeliczny, zabawny, krzykliwy, nieopierzony. Z kolei Alan Watts jest najwyższym anglikaninem, dokładnym, estetycznym, cichym, ceremonialnym, wyważonym, klasycznym i w całej krasie arystokratycznym. Starożytne rytuały wykonuje z uśmieszkiem w oczach. Moje rozumienie marihuany i LSD w zdecydowanej mierze zawdzięczam słuchaniu i podglądaniu Allana.

Z pewnością, profesjonalni obserwatorzy wysp brytyjskich śmieją się i oburzają, kiedy tak wychwalam angielskie cnoty. Przytaczają koszmarne opowieści o wyspiarskiej kołtunerii. Ale czy wyobrażacie sobie amerykańskiego senatora lub członka Gabinetu, który by udał się na radę naukową i rozprawiał o odlocie jak Christopher Mayhew, członek parlamentu i Pierwszy Lord Admiralicji Jego Królewskiej Mości?

"Wziąłem ten narkotyk" — powiedział członek Gabinetu, Christopher Mayhew do zgromadzonych naukowców — "ponieważ jestem starym przyjacielem ze szkoły doktora X [Humphreya Osmonda]. Mój przyjaciel powiedział mi, że przyjedzie do Anglii i spytał się, czy mógłbym dopomóc mu w opisaniu jego pracy badawczej w Trzecim Programie BBC? Powiedziałem mu, nie idź tam do radia, ponieważ i tak tego nikt nie słucha. Opowiedz o halucynogenach w telewizji i daj mi ten towar przed kamerę telewizyjna".

"Okazało się, że BBC, całkiem słusznie zresztą, uznało to za pierwszorzędny pomysł na program. I wtedy to zebraliśmy się u mnie w domu i nakręciliśmy scenę, jak daje mi chyba czterysta mili tego towaru przed kamerą telewizyjną".

"Okazało się, że BBC, całkiem słusznie zresztą, uważa to za pierwszorzędny pomysł na program. I wtedy to zebraliśmy się u mnie w domu i nakręciliśmy scenę, jak daje mi chyba czterysta gram meskaliny, siedząc na fotelu w moim pokoju. Takie były okoliczności tego eksperymentu".

No tak, pewnie powiecie, że Mr. Chris(tus) Mayhew jest po prostu ekscentrykiem, lecz nie on jeden w Anglii tak myśli. Podczas tej samej konferencji naukowej poświęconej psychodelikom inny parlamentarzysta, czcigodny Donald Johnston opisał swoje doświadczenie psychodeliczne jako doznanie "stanów transcendencji". Mówił: "pozwalają one nawiązać kontakt z pewną siłą lub mocą, z którą nie obcujemy w codziennym życiu. Powracając w końcu do "znaczenia tych stanów", można powiedzieć, że w moim przypadku nie tyle sprawiały one wrażenie istotnych, lecz po prostu były bardzo ważne. Odmieniły cały bieg mego życia. W przypadku kariery polityka, jego bieg życia zmieniają tylko dwa wydarzenia: przegrane wybory i wygrane wybory. A ja jeszcze dziesięć lat temu, aż do chwili pierwszego doświadczenia psychodelicznego, przegrywałem wszystkie wybory parlamentarne. Udało mi się je wygrać dopiero po tym doświadczeniu. Dlatego mogę mówić do Christophera Meyhew: "kolego".

"I mogę teraz powiedzieć, nawet po upływie tych z górą pięciu lat, że było to najbardziej ciekawe i wzbogacające doświadczenie, jakie przeżyłem w swoim życiu. I mogę nawet dziś powiedzieć, kiedy emocje opadły, a w głowie pozostał intelektualny namysł, że mogłem dzięki temu wygrać nie tylko wybory parlamentarne, lecz i bardzo osobiste wybory. Tak, panie i panowie, radzę wam to sobie przemyśleć".

MGŁA SIĘ ROZTACZA NAD NEW DELHI,
KIEDY ZNAJOMI ODCHODZĄ W PSYCHODELII.

W porządku. Czy wyobrażacie sobie senatora amerykańskiego, powiedzmy pana Fulbrighta z Arkansas lub pana Charlesa Percyego z Illinois, przypisującego żaden z polityków nie ośmieliłby się bronić LSD i tego wielkiego roślinnego zagrożenia, marihuany. Macie prawie rację. W Chinach ekstaza karana jest jak zdrada. W Rosji przyjemność oznacza działalność antykomunistyczną. W Skandynawii odlot zakłóca socjalizm dobrobytu–na–pchanych–tłuszczem–posępnych–blondynów. Dla afrykańskiego dyktatora, który zrobił fortunę na whisky i handlu bronią, znalezienie się na haju jest dowodem spisku kolonialnego. Gwałtowny Nasser boi się bardziej łagodnego haszyszu od samolotów izraelskich. Senator Fulbright, ów wielki liberał, pozwala purytaninowi Harryemu Anslingerowi, reżyserowi naszego pogromu narkotykowego, na przepchnięcie przez Kongres USA traktatu międzynarodowego, który zabrania Ameryce legalizacji marihuany. I tylko w Anglii możliwa jest debata parlamentarna w roku 1967, roku naćpanego Boga śmiechu:

IZBA GMIN
Piątek, 28 lipca 1967 roku
DEBATA PARLAMENTARNA
MIĘKKIE NARKOTYKI

Mr. H.P.G. Channon (Southend West): Wszyscy członkowie Izby Gmin pewnie się zgodzą co do tego, że istnieją wyraźne powody ku temu, by sadzić, że w ciągu minionych kilku lat znacznie wzrosło spożycie wszelkiego rodzaju narkotyków w naszym kraju, szczególnie wśród osób młodych.

Nie ma wśród czcigodnych parlamentarzystów zapewne takich, którzy by nigdy nie zażyli jakiegoś miękkiego narkotyku, jak mała kawa czy herbata, niewielu także obywa się bez alkoholu i nikotyny. Są to wszystko miękkie narkotyki, akceptowane przez społeczeństwo tego kraju.

Najbardziej kłopotliwą i kontrowersyjną obecnie kwestią jest stosowanie cannabis, czyli marihuany przez młodych ludzi. W tym właśnie przypadku najbardziej lekceważy się prawo. Pragnę więc zapytać szanownych zebranych, czemu to właśnie te substancje tak bardzo lubią młodzi. Każde pokolenie chce się buntować, przede wszystkim przeciwko standardom poprzedniej generacji. I coś w tym jest, jeśli chodzi o spożywanie cannabis. Młodzi ludzie nadal nie mają wystarczającego pojęcia na temat niebezpieczeństw związanych z narkotykami. Bardzo się cieszę z tego, że Sekretarz Stanu ds. Edukacji i Nauki przygotowuje dla szkół wielki program poświęcony tej kwestii.

TRANSCENDENTALNA HERBATKA DLA TADKA NIEJADKA,
TADEK DOSTAŁ ODLOTU, TERAZ GRYZIE STOPY DZIADKA.

Przede wszystkim, istnieje rozpowszechnione przekonanie, że ludzie trochę starsi są hipokrytami, w szczególności w odniesieniu do cannabis. Młodzi ludzie sądzą, nie wiem czy słusznie, że są prześladowani za nieszkodliwą przyjemność, podczas gdy dorośli swobodnie spożywają nikotynę, która prawdopodobnie prowadzi do raka, i alkohol, którego skutki są aż nadto widoczne. Młodzi ludzie sądzą również, że jest wyrazem wielkiej obłudy, kiedy państwo robi interes na handlu tytoniem i z ich punktu widzenia wartości moralne państwa są złe. Wcale nie bronię ich postawy, ale mogę ją zrozumieć.

Należy to sobie dobrze przemyśleć, kiedy weźmie się pod uwagę wzrastającą w ostatnich miesiącach ilość młodych ludzi palących cannabis. Należy to uczynić tym bardziej po ogłoszeniu, które pojawiło się w jednym ostatnich numerów Timesa, w którym wielu wybitnych ludzi, w tym lekarze i Beatlesi, twierdza że obecne prawo przeciwko cannabis jest "ze swej istoty niemoralne i nie do zrealizowania w praktyce".

ODCHODZĄ Z DOMU. PA PA.

Jestem gotów się zgodzić z drugą połową tego stwierdzenia. Sądzę, ze prawo staje się coraz bardziej nie realizowalne w praktyce. Nie wiem, czy Izba zdaje sobie sprawę z tego, ilu młodych ludzi jest zaangażowanych w ten proceder. Nie mówię tu tylko o dołach społecznych, ludziach, których tak nęka życie, że musza się zadawalać marihuana. Obawiam się, że jest również wielu godnych szacunku ludzi, posiadających dobre prace lub studiujących, którzy biorą narkotyki i reprezentują inteligencje naszego społeczeństwa. Nie wystarczy w ich przypadku represja. Potrzeba ich przekonać, skoro już trzeba ich represjonować.

MŁODZI LUDZIE IDĄ DALEJ.

Chciałbym zobaczyć rozwiązanie tego problemu, ponieważ wiem, że młodzi ludzie będą dalej konsumować narkotyki, chyba że przekona się ich argumentami intelektualnymi o powszechnie wiadomych ich niebezpiecznych skutkach. Mówiono mi, że posiadamy obecnie w Wielkiej Brytanii najlżejszą odmianę marihuany i że całe niebezpieczeństwo pojawi się dopiero wtedy, gdy dotrze do nas "ulepszona" marihuana, przypuszczalnie zmieszana z heroiną lub opium. A może dojść do tego wtedy, gdy pozwolimy dalej na te sytuacje.

W PARLAMENTU JEDNYM RZĘDZIE
SIEDZĄ ZŁOŚLIWI POSŁOWIE NA GRZĘDZIE.

Poważnie wątpię, czy prawo jest najlepszym sposobem kontrolowania tego rodzaju ludzkiego zachowania. Sadze, że należało by to zbadać i być może widziałbym jakieś pożytki z tego, gdyby narkotyk ten kontrolowano w podobny sposób co alkohol — ze znacznie większą kontrolą osób niepełnoletnich. Oczywiście, na przykład ludzie prowadzący samochód pod wpływem tego narkotyku powinni być również surowo karani.

Najbardziej niepokoi mnie fakt, że podobnie jak inne liczne problemy społeczne, ten problem rozwijał się niezauważalnie przez wiele lat, dopóki nagle nie przybrał rozmiarów kuli śniegowej. Problem ten osiągnął swój punkt krytyczny. Wiele mówi się dzisiaj o luce pokoleniowej. Powiedzmy to sobie szczerze, ona istnieje zawsze. Niemniej, jest w tym coś dzisiaj na rzeczy. Jestem pewny tego, że luka między pokoleniami jest dzisiaj znacznie większa niż była dziesięć lat temu, ponieważ wielu młodych ludzi podejrzewa naszą generację o hipokryzję.

Mr. Tom Driberg (Barking): Powiem bardzo krótko, żeby pozwolić mojej czcigodnej przyjaciółce, Minister Stanu odpowiedzieć w tej debacie oraz pozwolić innym członkom Izby wypowiedzieć się w tej kwestii. Debata ta będzie mieć dla nas wielki pożytek wtedy, gdy doprowadzi do dalszych badań i działań, o których mówił czcigodny parlamentarzysta z Southend West (Mr. Channon), za co mu pragnę niniejszym bardzo podziękować.

Wspomniał on o ogłoszeniu [na rzecz legalizacji marihuany] w poniedziałkowym numerze Timesa. Byłem jednym z dwóch członków tej Izby, który podpisał ten apel i nie zrobiłbym tego, gdybym nie zgadzał się z jego ogólna wymowa. Ogłoszenie to poddawano krytyce, ale nie sadze by tacy ludzie jak dr Stafford–Clark, dr Antony Storr i wielu innych lekarzy i naukowców, w tym dwóch nobli–stów podpisali je, gdyby było niedorzeczne.

Mr. Marcus Lipton (Brixton): Czcigodny członek Izby Gmin z Southend West (Mr. Channon) wyrządził wielką usługę poruszając tę trudna i jakże ważką kwestię. W olbrzymiej mierze zgadzam się z celami tego komitetu, o którym niewiele wie opinia publiczna. Dlatego przydało by się jakieś ogłoszenie w prasie.

Warto też byłoby się dowiedzieć, kiedy ten komitet zaczął omawiać problem cannabis, jak często się spotyka i kiedy zamierza przedstawić swoje sprawozdania. Kto w nim się znajduje? Jest niesłychanie ważne, by wszystkie raporty tego komitetu spotkały się z ogólną akceptacją opinii publicznej, szczególnie z akceptacja młodej generacji. Nie ma sensu stosować języka wiktoriańskiego w rozmowach z młodymi.

OTO JAK BACON TRZĘSIE SIĘ I SAPIE,
MYŚLĄC ŻE DO NOWEGO PARLAMENTU SIĘ DOCZŁAPIE.

Pani Alkę Bacon, Minister Stanu ds. Wewnętrznych: Mam tylko kilka minut, których nie mogę oddać.

Dzisiaj rano przedstawiono różne spojrzenia na cannabis. Byłoby kompletnym szaleństwem, gdyby rząd poluzował prawo, bez zgromadzenia większej ilości informacji przez komitet. Prasa poranna donosi, że w Birmingham wielu młodych ludzi zażywających heroinę zaczynało od marihuany. 95 procent osób uzależnionych od heroiny, które znane są Biuru Spraw Wewnętrznych, zażywało wcześniej marihuanę.

Mr. Driberg: I alkohol.

Pani Bacon: Rząd musiałby być szalony, gdyby niezależnie od podpisanych konwencji międzynarodowych poluzował te restrykcje.

Sądzę, że nasz kraj znajduje się dzisiaj w wielkim niebezpieczeństwie. Nie mówię tu tylko o cannabis, lecz również o innych wspomnianych tu narkotykach, w szczególności LSD. Niektórzy ludzie wprowadzają w błąd młodzież, sami nie biorąc narkotyków, lecz zachęcając ich do zażywania narkotyków. Rzadko zdarza mi się czytać Queen, ale byłam wczoraj u fryzjera. [Czcigodni członkowie Izby Gmin: "To słychać, to słychać".] Ten magazyn wpadł mi w ręce, kiedy byłam pod suszarka. Jest w nim długi artykuł zatytułowany "Pokolenie Miłości" z wypowiedziami piosenkarzy i ich menadżerów. Byłam przerażona niektórymi z nich. Na przykład, Paul McCartney powiedział miedzy innymi:

Bóg znajduje się we wszystkim. Bóg jest w przestrzeni między nami. Bóg jest w stole przed tobą. Bóg jest wszystkim i każdym wszędzie. Doszedłem do tego dzięki kwasowi [LSD], choć mogłem pewnie to zrozumieć przy wykorzystaniu innych środków. Tak naprawdę, nie ma to znaczenia jakich. Liczy się końcowy rezultat.

Mr. Channon: Czemu czcigodna pani cytuje prominentną postać opowiadającą się za narkotykami? Jest wielce niebezpieczne posługiwanie się takimi przykładami, skoro jest się przeciwko zażywaniu narkotyków.

Mr. Driberg: On [Paul Mc Cartney] jest bardzo dobrym człowiekiem.

DZIECIAKI NIGDY ICH NIE SŁUCHAJĄ,
PONIEWAŻ ZA GŁUPKÓW ICH MAJĄ.

Miss Bacon: Podaje tylko przykład ilustrujący mój argument. Czcigodny członek poruszył ię kwestie dziś rano w swoim przemówieniu i odniosłam wrażenie, że opowiada się za poluzowaniem prawa odnośnie cannabis. Może się mylę, lecz jeśli nie mamy tych spraw upubliczniać, to może lepiej by się stało, gdyby zaniechano tej debaty.

Menadżer Beatlesów powiedział w tym artykule, że kraj ogarnia nowy nastrój i że: "Ten nowy nastrój ma swoje źródło w halucynogenach, co jest rzeczą ze wszech miar godną poparcia".

Może to brzmi nieco dziwnie dla czcigodnych członków tej Izby, ale młodzi ludzie traktują bardzo poważnie wypowiedzi gwiazd pop. Jakie społeczeństwo stworzymy, kiedy wszyscy będą chcieć uciekać od rzeczywistości?

Mr. Driberg: Oni chcą uciekać od tego okropnego społeczeństwa, które stworzyliśmy.

Pani Bacon: Mamy dziś do czynienia z ludźmi, którzy widzą w stosunku społeczeństwa do zażywania narkotyków sposobność kwestionowania tradycyjnych wartości i dogadzania sobie, a poza tym przypisują tym przyjemnościom cele wykraczające daleko poza ich działanie. Branie narkotyków jest dla nich sposobem, drogą życia, na którą wchodzą z ciekawości, frustracji bądź demoralizacji. W sposób ukryty i jawny, celowy i niezamierzony, młodych wprowadza się w otoczkę doświadczenia psychodelicznego, gdzie przechwytują frazesy kultów narkotykowych.

DZIEWCZYNO MOGŁAŚ BYĆ FRYZJERKĄ,
PIĆ ALKOHOL, MIEĆ ŁADNE FUTERKO,
A ROZBIJASZ SIĘ W OKOLICZNYCH BARACH
TAK BARDZO PO USZY NAĆPANA.

Takie wydaje się prawdziwe przesłanie miękkich narkotyków, które coraz głośniej do nas dociera. Rząd uważa, że nadszedł czas na odpowiedzialna zmianę tego trendu. Trzeba jasno powiedzieć, że branie narkotyków przez nastolatki jest czymś złym, jeśli nawet nie niebezpiecznym dla osobowości i zdrowia. Nadszedł czas by obalić argumenty tych, którzy obiecuję nastolatkom, że zrobię z nich mistyków. Jest to wyzwanie przed którym stoją wszystkie sektory społeczeństwa. Rząd jest gotów zrobić w tej mierze to, co do niego należy.

Dziękuję wam panowie Channon, Driberg i Lipton za tę odrobinę poczucia humoru w tych ponurych czasach. Oby wasi wyborcy dorośli do wieku wyborczego i pozwolili wam na dalsze odloty, a skutecznie uziemili tych, którzy są waszymi nieprzyjaciółmi.

ALE DZIECI Z DRESZCZEM WIDZĄ SŁOŃCE JESZCZE.

Jest w końcu jeszcze Ronald Laing, otwarty, pokręcony szkocki szaman.

Pewnego dnia w 1964 roku odebrałem telefon od brytyjskiego psychiatry, przebywającego z wizytą w Nowym Jorku. Powoływał się na Allena Ginsberga. Chciał mnie odwiedzić. W porządku. Przyjechał nazajutrz południowym pociągiem. Na imię miał Ronald Laing.

Kiedy zadzwonił ze stacji, jęknąłem. Jeszcze jeden ponury, drętwy psychiatra. Wszedł do kuchni, gdzie tak stanęliśmy przyglądając się sobie. Solidny brązowy tweed z iskierką złota.

Usiedliśmy przy stole, zjedliśmy sandwicza, napiliśmy się wina. Powiedziałem mu, że medyczno–terapeutyczna gadka o LSD to lipa. Interesowały mnie tylko mistyczne aspekty narkotyku.

Poruszył się.

Powiedział, że tylko taki lekarz może leczyć, który rozumie szamański, cudotwórczy aspekt medycyny.

Ronald Laing zdjął z siebie płaszcz i poluzował krawat.

A WZGÓRZA NA WYSPIE WIDZĄ JAK PRZEWRACA SIĘ ŚWIAT.

Po krótkiej chwili powiedział, że zna ciekawą grę. Spytał, czy chcę w nią zagrać?

Zdjęliśmy buty i stanęliśmy w przestrzeni między zlewem kuchennym a stołem.

Gra ta polega na poruszaniu rękoma i ciałem bez mówienia.

Zaczęliśmy walczyć ze sobą w stylu karate, robiąc ataki i uniki.

Czemu walczymy?

Wzruszenie ramionami.

Nasze ręce przechodzą w taniec, tworzą się rzeźby w przestrzeni, różne płynne formy, obracane powoli, potem w kółko. Przykułem swoje oczy do jego oczu. Odpadłem daleko od kuchni w Millbrooku, daleko od czasu. Nawalony baletem sufich. Byliśmy dwoma organizmami z różnych planet, które porozumiewają się. Ja jako Eskimos na krze lodowej, on jako przybysz. Wymienialiśmy między sobą sam rdzeń informacji o naszym życiu, plemieniu, misterium. Byliśmy dwoma zwierzętami z różnych gatunków, z tego samego gatunku, z tej samej ściółki, z odmiennych wieków.

Siedzieliśmy na podłodze w pozycji lotosu ze splecionymi rękami, dłońmi. Rozmowa trwała przez godzinę czasu Greenwich. Dziesiątki ludzi weszło, zatrzymało się i wyszło z kuchni. Mój syn wrócił do domu ze szkoły wraz ze swymi przyjaciółmi, popatrzyli trochę na dwa siedzące kształty, zjedli lunch i wyszli. "Mój tata i jego przyjaciele są stuknięci".

Otworzyliśmy oczy. Było ciemno. Czas na pociąg powrotny do Nowego Jorku.

W sześć miesięcy później w londyńskim "gorącym" mieszkaniu Alexa Trocchiego ludzie rozsiedli się w koło zapodając trip Trocchiego. Otworzyły się drzwi. Wszedł Ronald Laing. Usiadł na materacu. Zaczął opisywać pewne tantryczne rytuały seksualne, które usłyszał od jakiegoś pacjenta–schizo–frenika. Mówił niewyraźnie. Wyborną poezję psychodeliczną. Wszyscy jedliśmy mu z ręki. Szczególnie kobiety.

CZEMU NIE PRZEŻYJEMY TEGO RAZEM?
OTWÓRZMY SWE SERCA NA NADCHODZĄCĄ WIZJĘ.

Nie ma na tej planecie bardziej fascynującej osoby od Ronalda Lainga. Pontifex. Budujący mosty między światami. Jako zwykły psychiatra pisze głębokie, przenikliwe książki o znaczeniu społecznym choroby psychicznej. Wykonuje najkoszmarniejszy zawód z gracją i wdziękiem. Elegancki hippis. Bystre obserwacje z Eden–burga. Postawa akademicka. Dostrojenie do filozofii Wschodu, poezji angielskiej. Magister ludi. Tka najśliczniejsze paciorki z nauki–religii–sztuki–doświadczenia.

NIECHAJ TWA MATKA POPŁYNIE NA PRZODZIE,
A GURU O WSZYSTKIM TYM SIĘ DOWIE.

Nota historyczna: 31 grudnia 1600 roku królowa Elżbieta nadała przywilej Angielskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej. Chodziło tu o przywóz pieprzu i przypraw. Roślin, które miały dawać odlot. Ten wydany ponad 350 lat temu przywilej miał większy wpływ na rewolucję psychodeliczną lat 1960–tych niż Laboratoria Sandoza i odkrycie przez nie kwasu. Bez tej wyprawy do wschodnich Indii, LSD stanowiłoby nadal tajemnicę farmakologiczną.

A było to tak. W latach 1600–1946 kilkaset tysięcy Anglików, żołnierzy, urzędników, badaczy, odbyło podróż do Indii. Przybywali tam by tworzyć kolonię, lecz umysły wielu z nich skolonizował uśmiechnięty Kriszna, afro–dyzjakalny bóg miłości. Podróż do Indii oddziałuje psychodelicznie. Odciąga od tożsamości czasoprzestrzennej. W Indiach rozwija się przed nami milionami kwiatów zwój wężowy, życie pełne starożytności, uśmiechu, tańca, głodu, chichotu i chorób, życie zatłoczone, niepojęte, niezrozumiałe, pozorne, śpiewne, jeden wielki taniec roześmianego Boga.

Tak więc Anglicy w Indiach dostali odlotu. Otworzyły im się klapy w mózgu. Jeszcze do dziś turysta, który zboczy z przetartego szlaku i zawita do jakiejś wioski, otrzyma bhang, czarras, gangę, attar, jedną z tysięcy odmian przetworzonej marihuany.

O TAK, MY TEŻ MAMY LICZNYCH GURU I CUDOWNE TABU.

Spędziłem niegdyś zimę w małej chatce u podnóża śnieżnych szczytów Himalajów. Raz w tygodniu mój muzułmański kucharz przed podróżą do wiejskiego sklepu pytał mnie czy chcę dwa attary. Kiwałem głową i dawałem mu dodatkowego dolara, dzięki czemu on po powrocie przynosił mi dwie kostki haszyszu o wielkości małego palca, haszyszu najwyższej jakości, który kiedyś uwalał cesarzy mongolskich. Dawałem mu jedną kostkę. Uśmiechał się serdecznie i rozpoczynał ceremonię, którą praktykowano od trzystu lat. Rolnicy rolowali haszysz ręcznie i palili go na spółkę z tymi Anglikami, którzy mieli uszy by słyszeć i oczy by widzieć co się dzieje. Nasza cotygodniowa ceremonia miała trzystuletnią tradycję.

A kiedy już otworzy nas haszysz, możemy dostroić się do niesamowicie zmysłowego uderzenia Indii oraz setek tysięcy mozaik mistycznych tego kraju. Naszymi własnymi komórkami możemy odczytywać wedy i wedan–ty i rozumieć je.

W ten sposób setki tysięcy Anglików powróciło do domu z otwartymi umysłami, a wszystko to dzięki kontaktowi ze świadomością indyjską. Brytania władała ziemią, lecz Indie zawładnęły umysłami posiadaczy. Kwitnące zioło wplotło się w materiał intelektualny Anglii.

MEHER BABA HOOVER WSPINA SIĘ PO KOPULE DOLARA.

Prawdopodobnie z tych wszystkich względów angielscy intelektualiści nigdy nie przyswoili sobie francuskiego racjonalizmu, który z konsekwencją ruchów szachowych nieustannie prowadzi do końca każdego egzystencjalnego odlotu. Rozum jest niedorzeczny, lecz świadomość energii–maji–prany nie jest absurdalna, gdyż porusza się, splata, kopuluje, uśmiecha i z miłością pochłania umysł. Tylko nieliczni intelektualiści francuscy byli w stanie to zrozumieć, a ci, którzy to zrozumieli, jak Rene Daumal i Baudelaire, palili haszysz i studiowali sanskryt.

Przypomnijcie sobie, że kiedy Jules Verne rozmyślał o mechanicznych tripach 1000 mil podwodnych, czyli o dołowaniu, H.G. Wells, ów wizjonerski Anglik, dostrzegał że umysł goni resztkami i bardzo słusznie przewidywał, że ludzkość przerodzi się w dwa odrębne gatunki: łagodnych ludzi kwiatów żyjących na słonecznej powierzchni i ludzi maszynowych żyjących w podziemiu.

Także E.M. Foster odbywał podróż do Indii, Charles Dodgson wędrował z jedzącą grzyby Alicją, Jonathan Swift podróżował z Guliwerem, James Joyce z Bloomem i Earwickerem, John Bunyan z Pielgrzymem Christianem, J.RR. Tolkien z elfami, nie mówiąc już o Aleisterze Crowleyu i Conan Doyle'u.

Brytanio — jesteś narodem niestrudzonych wędrowców, trąconych frików i wizjonerów.

Nie dało się tego uniknąć, że pierwszą powieść psychodeliczną napisał ktoś o nazwisku John Fowles. Był to Mag. Po raz pierwszy od 1941 roku, gdy przeczytałem Ulissesa Jamesa Joycea, lektura książki wywołała we mnie to tajemnicze uczucie. Mag podnosi podstawowe pytania ontologiczne, stawia czoło pradawnej, boskiej tajemnicy i rozwiązuje zagadkę z poczuciem humoru i powagi. W Millbrooku Mag służył nam za psychochemiczny papierek lakmusowy. Ludzie, których nudziła ta lektura, po prostu nigdy nie podróżowali.

A wtedy pojawili się Beatlesi i zabrali nas w podróż.

Wielkie dzięki i błogosławieństwo wam, natchnieni odkrywcy wielkich wibracji.

Czterej Ewangeliści!

Masz na myśli św. Pawła, św. Jana i św. Jerzego? Tak, mam na myśli ich wszystkich i ich krzyk, który prowadzi błąkających się we mgle. Jest z nimi także św. Ringo. I George Martin. I Rolling Stonesi.

Lato 1967 roku spędziłem z Rosemary w tipi na Wzgórzu Ekstazy w Mil–Ibrook, poświęcając codziennie godzinkę lub dwie na odlot, kiedy to wsłuchiwałem się w przenośny magnetofon zwiastujący nowy testament według Sierżanta Pieprza i Jego Szatańskich Mości. Wszystko w tym było. Jakże bystry i nieprzewidywalny musi być Bóg, skoro przesyła nam przekazy za pośrednictwem instrumentów elektrycznych czterech ludzi z Liverpoolu. ŚWIAT BEZ ZABAWY BĘDZIE ŚWIATEM ŻELAZNYCH RÓWNIN. Kochani guru z Liverpoolu, jestem cały z wami. Nie powiem nic, czego byście wy nie powiedzieli krócej, jaśniej i mocniej.

Było do przewidzenia, że George Harrison pojedzie do Indii, tak jak wiadomo było, że Elvis Presley znajdzie się w Hollywood, a Mick Jagger i Keith Richards napiszą w więzieniu święte hymny przebaczenia swoim oprawcom.

Przyszłym historykom społecznym mogę jedynie zasugerować, że duchowy węzeł, który trzyma naszą cywilizację przed samobójstwem, ciągnie się od himalajskich lasów, w których filozofowie wedyjscy pili somę, w dół Gandzi, przez Suez aż do Liverpoolu.

Moi drodzy amerykańscy odlotowcy, hippisi, dzieci kwiaty, zakonnicy, zakonnice, badacze, podróżnicy, serdecznie wam doradzam, jeśli chcecie odnaleźć Boga, nauczcie się angielskiego. Tak nam podpowiada DNA.1

 

 

1 Ten artykuł stanowi pierwszą z dwóch części eseju. W drugiej części autor pokazuje na podstawie dowodów filologicznych, antropologicznych i historycznych, że duch literacki języka angielskiego wywodzi się od Celtów.

Kategorie

randomness