TRUJĄCE ROŚLINY
Substancje trujące, występujące w świecie roślinnym i zwierzęcym, należą do wielkiego i raczej przykrego rozdziału historii chemii. Od zarania wieków stosowano je, zwłaszcza na dworach panujących, do podstępnego pozbywania się przeciwnika, a także do uśmiercania skazańców. Występujące w roślinach i zepsutych produktach spożywczych związki trujące były niejednokrotnie przyczyną przypadkowych zatruć, często śmiertelnych, zwłaszcza wśród dzieci.
W V wieku p.n.e. sąd ateński skazał na śmierć wielkiego filozofa Sokratesa. Podano mu do wypicia odwar z pietrasznika, zwany cykutą.
Jest to jedna z najstarszych trucizn ludzkości.
Pietrasznik, czyli szczwół plamisty, dość pospolity chwast podobny do pietruszki. Zebrany omyłkowo w ogrodzie może spowodować niebezpieczne zatrucia. Liście tej rośliny roztarte z odrobiną sody wydzielają mysi zapach. W ten sposób można ją odróżnić od pietruszki. Roślina zawiera kilka alkaloidów, a wśród nich koniinę, porażającą zakończenie nerwów oraz ośrodek oddechowy.
Wiele roślin z rodziny Psiankowatych (Solanaceae), występujących również i na naszym terenie, zawiera tzw. alkaloidy tropeinowe o silnych wlaściwościach fizjologicznych. Wykazują one kilka wspólnych, charakterystycznych cech - rozszerzają źrenicę oka, porażają zakończenia gruczołów wydzielniczych, powodują suchość ust, zanik pocenia i zahamowanie wydzielania soków żołądkowych. Porażają też pracę serca. Podane w większych dawkach powodują śmierć.
Często występująca u nas roślina, zwana lulkiem, blekotem lub szalejem, zawiera głównie dwa alkaloidy - hioscyjaminę i skopolaminę. Nasiona tej rośliny są z wyglądu podobne do maku i z tego powodu zdarzają się zwykle na wsi ciężkie żatrucia dzieci. Obecnie, przy mechanicznym zbiorze, istnieje duża możliwość zanieczyszczenia maku nasionami lulka.
W czasie II wojny światowej otrzymywano masowo z lulka skopolaminę wchodzącą w skład tzw. leków lokomocyjnych, zapobiegających nudnościom i wymiotom, kiedy to masy ludzi przerzucano na wielkie odległości samolotami lub okrętami. Skopolaminę użyto wówczas również w innym celu. Osoba zatruta tym alkaloidem mówi prawdę, gdyż nie jest w stanie logicznie ocenić swej sytuacji. Zastosowali ją Niemcy wobec osób uwięzionych, zwłaszcza członków ruchu oporu, celem wydobycia z nich prawdziwych zeznań.
W okresie powojennym władze sądowe wielu państw zastosowały skopolaminę wobec osób podejrzanych o przestępstwo, jako tzw. chemiczny wykrywacz kłamstwa. Użycie tego "serum prawdy" godzi jednak w człowieka, który nie tylko mówi prawdę, lecz - podobnie jak pijany - oskarża się o przestępstwa nigdy nie popełnione.
Liczne nadużycia przy użyciu skopolaminy, zwłaszcza w procesach politycznych, skłoniły ONZ do wydania w roku 1958 manifestu potępiającego użycie środków chemicznych do wymuszenia zeznań. Broniąc praw człowieka, jego godności, uznano stosowane praktyki za powrót do średniowiecznego barbarzyństwa. Jednogłośnie przyjęta rezolucja brzmi: "Zastosowanie w stosunku do obwinionego, aresztowanego i zatrzymanego człowieka jakichkolwiek metod fizycznego lub psychicznego przymusu (włączając w to stosowanie środkÓw narkotycznych i aparatów do rejestracji tętna) powinno być bezwarunkowo zakazane. Prawa poszczegÓlnych narodÓw powinny uważać zastosowanie tych zakazanych metod za przestępstwo".
Następną rośliną z rodziny Psiankowatych powodującą ciężkie, a nawet śmiertelne zatrucia, jest dziędzierzawa lub bieluń. Jego ojczyzną są Indie Wschodnie, skąd przeniosły go wędrujące plemiona cygańskie w celach przestępczych [hmmm czyżby dopisek cenzorów? - p]. Jeszcze w okresie międzywojennym Cyganie odurzali zaprawioną wódką chłopów na jarmarkach przy kupnie koni. Delikwent zatruty "durmanem" bredził od rzeczy i sprawiał wrażenie człowieka dotkniętego obłędem. W takim stanie z łatwością można było go oszukać. Przypadek takiego zatrucia połączonego z kradzieżą opisuje Bolesław Prus w "Placówce". Cyganki sprzedawały natomiast podrostkom tzw. "płyny miłosne", które jednak nie wywoływały fali miłości u wybranej dziewczyny, lecz powodowały u niej stan zamroczenia. Rozpowszechniane natomiast pokątnie tzw. "lubczyki" zawierały wyciąg z pryszczawek (kantaryd), którego stosowanie prowadziło do ciężkiej choroby przewodu pokarmowego i nerek.
Najwięcej składników czynnych, głównie alkaloidów hioscyjaminy i skopolaminy, mają małe czarne nasiona bielunia zawarte w kolczastej torebce, pękającej na cztery części w okresie jesiennym. Dzieci wiejskie zjadają niekiedy nasiona tego chwastu biorąc je za mak i ulegają ciężkim, a nawet śmiertelnym zatruciom. [kurde to już druga publikacja, która porównuje ziarna bielunia do ziaren maku, podczas gdy zawsze mi przypominały te od kolorowych papryk- świeżo białe, potem brązowiejące, płaskie niewypukłe fi3].
W tej samej rodzinie roślin występuje pokrzyk, czyli wilcza jagoda, roślina stosunkowo rzadko u nas występująca. Najczęściej spotyka się ją w lasach Krynicy, Żywca i Dolnego Śląska. Słodkie, czarnogranatowe jagody wielkości wiśni, zawierające nasiona podobne do maku, są niebezpieczną pokusą dla dzieci. Już po zjedzeniu kilku jagód może nastąpić śmiertelne zatrucie. Roślina zawiera zespół alkaloidów, a wśród nich hioscyjaminę i atropinę.
Do rodziny Psiankowatych należy również nasz popularny ziemniak. Zawiera on tzw. glikoalkaloid solaninę, będący połączeniem alkaloidu z cukrami. Solanina występuje w ziemniaku w ilości do 0,01%. Nie ma to żadnego znaczenia toksykologicznego, gdyż znajduje się ona w warstwach zewnętrznych odpadających przy obieraniu. Reszta solaniny przechodzi do wody podczas gotowania. Jednak na wiosnę, gdy ziemniaki są bardzo skiełkowane, zawierają więcej solaniny niż w jesieni, zwłaszcza w miejscach przykiełkowych i kiełkach.
Ponieważ solanina ma właściwości silnie trujące, może dojść, zwłaszcza przy niedokładnym obraniu ziemniaków, do zatruć objawiających się nudnościami i przewlekłymi wymiotami, dreszczami, a nawet zaburzeniami mowy i wzroku.
Najbardziej szkodliwe alkaloidy, mogące już w ułamkach miligrama spowodować śmiertelne zatrucia, znajdują się w bulwach korzeniowych tojadu mordownika. W zespole występujących tam alkaloidów najbardziej trująca jest akonityna, będąca mieszanką trzech odmian tego związku. Już jedna kropla 0,01 - procentowego, a więc bardzo rozcieńczonego roztworu tego związku powoduje znieczulenie języka. Akonityna poraża ośrodek oddechowy i unerwienie serca, a w większych dawkach powoduje śmierć.
Silne własności toksyczne akonityny wypróbowali Niemcy w czasie II wojny światowęj zatruwając nią pociski. W tym celu specjalnie dobrana grupa "naukowców SS" stworzyła "placówkę badawczą" w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Zaprawionymi akonityną pociskami rewolwerowymi strzelano w biodra bezbronnych więźniów, a następnie obserwowano ich reakcję. Pierwsze oznaki zatrucia pojawiały się po u pływie 20 minut jako pobudzenie ruchów i ślinotok. Po dalszych 40 minutach wyciek śliny był tak wielki, że zatruci nie nadążali z jej wypluwaniem i zaczęli wymiotować. Pojawiały się następnie silniejsze pobudzenia ruchów, jak rzucanie się na ziemię i przewracanie oczami. Po upływie dwóch godzin pobudzenie ustawało i bestialsko torturowani więźniowie umierali.
Istnieje domniemanie, że akonityna i podobne jej w działaniu jady były stosowane do zatruwania różnego rodzaju pocisków, jak również w postaci trucizny dywersyjnej do zaprawiania artykułów żywnościowych i napojów, w lokalnych działaniach wojennych stale toczących się w niespokojnym dziś świecie.
Sekretni doradcy dawnych władców świata musieli być doskonałymi botanikami, ogrodnikami, lekarzami i chemikami, jeśli chcieli przyrządzić swemu panu od powiedni "eliksir".
Pierwsze badania nad działaniem trucizn rośIinnych rozpoczęto już w 11 wieku p.n.e., a doświadczenia przeprowadzano na skazańcach. W ogrodach królewskich istniały plantacje roślin trujących. Równocześnie pracowano nad odtrutkami. Uniwersalnym lekiem odtruwającym była niegdyś słynna driakiew przyrządzana aż z 60 składników, o wątpliwych jednak własnościach leczniczych.
Wśród trucicieli dawnych czasów najstraszniejszym był cesarz rzymski Kaligula, który pod byle pretekstem przesyłał ofierze zatrute smakołyki. Przemyślne trucizny, umieszczane w wieńcach i girlandach kwiatów zdobiących znienawidzonego gościa, produkowała królowa egipska Kleopatra. Nie gorszą znajomością trujących napojów odznaczał się legendarny książę Popiel, który podstępnie wytruł swych stryjów. Doskonale opanowaną sztukę trucia we Włoszech przeniosła do Polski królowa Bona. Miała ona na terenie dzisiejszej dzielnicy Zwierzyniec olbrzymie plantacje roślin sprowadzonych z Italii. Niestety, została sama otruta przez swych przeciwników politycznych. Rodzina Borgiów we Włoszech stała się synonimem najwyższej sztuki trucicieiskiej. Szczytem bestialskiego i masowego trucia więźniów była jednak działalność Niemców w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.
W średniowieczu występowała często wśród ubogiej ludności wiejskiej choroba zwana "tańcem świętego Wita", ogarniająca całe wsie. Ludzie byli nawiedzani charakterystycznymi drgawkami i kurczami, co przypominało diabelski taniec. Niektórych mieszkańców opanowywała natomiast innego rodzaju choroba, nazwana "ogniem świętego Antoniego" (ignis sancti Antonii). Rozpoczynała się od mrowienia w palcach rąk i nóg, które po pewnym czasie ogarniała gangrena. Nie pomagały w przypadku tych epidemii żadne leki, okadzania, zamawiania i zaklinania. Nie znano przyczyny tej zarazy. Dopiero nowoczesna chemia wytłumaczyła istotę tych dziwnych chorób mających jedno źródło. Uboga ludność odżywiała się często pośladem żytnim, zawierającym znaczną ilość sporyszu, będącego przetrwalnikiem grzyba pasożytującego zwykle w kłosach żyta. Niektóre dzielnice nawiedzane częstymi opadami mają ziarno w wielkim stopniu porażone tym przetrwalnikiem. W "tańcu świętego Wita" pewien wpływ na przebieg choroby odgrywał też brak witaminy A. Sporysz zawiera szereg alkaloidów, pochodnych kwasu lizergowego, o bardzo silnym działaniu fizjologicznym. Jest on trujący dla człowieka i zwierząt.
Objawem zatrucia są bardzo silne skurcze naczyń krwionośnych, na skutek czego występuje złe ukrwienie, a w końcu obumieranie tkanek, zwłaszcza w kończynach. Obecnie zboże jest przed przemiałem starannie czyszczone.
Średniowieczne epidemie znikły bez śladu.
Rośliny krajów tropikalnych zawierają wiele substancji o własnościach trujących. Spośród nich wymienimy jedynie kurarę, wyciąg roślinny preparowany przez Indian z dorzecza Amazonki. Kurara jest bardzo gwałtownie działającym jadem, jeśli przedostanie się do krwiobiegu. Zawiera ona alkaloidy o różnym składzie, zależnie od sposobu przygotowania, wywołujące śmierć przez uduszenie. Indianie przechowują kurarę w kawałkach trzciny, tykwach lub w naczyniach glinianych. W razie potrzeby zatruwają nią drobne strzały wydmuchiwane z zasadzki z długich rur bambusowych. Strzały nasycone kurarą były bardzo groźną bronią zwalczającą przeciwników, ale ułatwiały też polowanie na zwierzęta: Mięso zwierzęcia ubitego kurarą można konsumować bez obawy, gdyż jad nie działa trująco, gdy przedostanie się do przewodu pokarmowego.
Najważniejszym spośród występujących w kurarze alkaloidów jest d-tubokuraryna, związek chemiczny o skomplikowanej wielopierścieniowej budowie. Obecnie produkuje się syntetycznie substancje o działaniu podobnym do alkaloidów kurary. Służą one jako środki pomocnicze podczas narkozy porażając zakończenia ruchowe.
Każdego roku w okresie letnim prasa donosi o ciężkich i nierzadko śmiertelnych zatruciach grzybami. Najczęstsze zatrucia w Polsce są wywoływane przez muchomory, z których najniebezpieczniejszy jest muchomór żółtawy, zbierany ze względu na podobieństwo do pieczarki. Zawierają one związki silnie trujące jak: fallinę, pochodną choliny, rozkładającą czerwone ciałka krwi, oraz alkaloid L-muskarynę, wywołujący skurcze żołądka, zahamowanie czynności serca, a często też napady szału i halucynacje, a wreszcie porażenie oddechu i śmierć. Zielonkawy muchomór sromotnikowy zawiera bardzo skomplikowany w budowie chemicznej peptyd cykliczny faloidynę, uszkadzający wątrobę, nerki i serce.
Drugim rodzajem grzybów powodujących u nas częste zatrucia są piestrzenice. Uważa się je powszechnie za grzyby jadalne, jeśli odleje się wodę, w której były gotowane. Zawierają one łatwo rozpuszczalny w wodzie trujący kwas helwelowy, uszkadzający czerwone ciałka krwi, a także szpik i tkankę mózgową.
Do grzybów wywołujących też ciężkie zatrucia należą: tęgoskór pospolity, uważany często za trufle, niektóre surojadki oraz bardzo trujący grzyb szatan z wyglądu podobny do borowika.
Zawierają one substancje o nie zbadanym jeszcze dostatecznie składzie chemicznym.
Również niemal w każdym roku dochodzi u nas do ciężkich, a nierzadko masowych zatruć pokarmowych, występujących najczęściej po spożyciu mięsa i jego przetworów zawierających zarazki z rodzaju salmonelli lub beztlenowe zarodnikujące laseczki Clostridium botulinum.
Drobnoustroje te wytwarzają, jako produkt przemiany materii, toksyny zaliczane do najsilniejszych substancji trujących. Zakażone produkty najczęściej nie wykazują zewnętrznych cech produktu zepsutego. Ciężkie zatrucia powstają zwykle po spożyciu długo przechowywanych i zakażonych, a następnie ponownie zamrożonych lodów.
W otruciach pokarmowych pewną rolę od grywają też tzw. jady trupie, zwane ptomainami, będące produktami bakteryjnego rozkładu białka. Należą do nich kadaweryna, putrescyna, a zwłaszcza silnie działająca neuryna i metyloguanidyna. Nieprzyjemny zapach rozkładającego się białka i ptomain powstających w procesie gnicia powinien być dostatecznym ostrzeżeniem przed spożyciem zepsutego pokarmu.
Krótki przegląd trucizn roślinnych winien zwrócić uwagę na grożące niebezpieczeństwo zatrucia, które każdego roku zbiera ofiary w miesiącach letnich, zwłaszcza wśród dzieci.
BIAŁA TRUCIZNA
Specjalny rozdział należy się związkowi nieorganicznemu - trójtlenkowi arsenu As2O3 czyli arszenikowi, najsłynniejszej truciźnie w dziejach ludzkości.
Związki arsenu, zwłaszcza trójsiarczek arsenu As2S3, nazwany aurypigmentem z powodu złocistożółtego koloru, były znane już w starożytności. Chciwy cesarz rzymski Kaligula usiłował przerobić aurypigment na złoto wierząc, że wszystko co żółte, ma w sobie zalążki tego metalu. Kobiety starożytności były bardziej rozsądne i stosowały ten związek jako depilator do usuwania zbędnych włosów.
W VIII wieku naszej ery arabscy alchemicy otrzymali po raz pierwszy trójtlenek arsenu w postaci czystej. Arszenik jest białym bezpostaciowym związkiem, bez smaku i zapachu, trudno rozpuszczalnym w wodzie. Już dziesiąte części grama wprowadzone do przewodu pokarmowego są dawką śmiertelną dla człowieka. Jego działanie toksyczne jest wielokrotnie większe, jeśli przedostanie się do krwiobiegu.
Medycyna arabska stosowała go w minimalnych dawkach jako lek przeciw anemii oraz w chorobach nerwowych i skórnych. Natomiast ludność żyjąca pod panowaniem Arabów używała go jako skuteczną truciznę na myszy.
W wiekach średnich arszenik stał się najsłynniejszą trucizną na wielu dworach panujących, zwłaszcza na bizantyjskim, gdzie bez skrupułów pozbywano się przeciwników politycznych i ludzi niewygodnych. Ponieważ nie ma on specyficznych oznak organoleptycznych, trudny był do stwierdzenia w przygotowanej potrawie. Obawa przed zatruciem była tak wielka, że królowie francuscy część swego posiłku dawali wpierw do spożycia dworzanom. Król Henryk IV przez pewien okres życia żywił się wyłącznie jajkami, które sam gotował.
Do picia pobierał własnoręcznie wodę z Sekwany, gdyż obawiał się zatrucia studni.
W nowszych czasach zastosowano arszenik do systematycznego podtruwania Napoleona wygnanego z kraju. Zbrodnie arszenikowe występowały jednak najczęściej we włoskiej rodzinie Borgiów. Białą trucizną zaprawiano nie tylko żywność, ale nasycano nią knoty świec i papier książek. Alchemicy Borgiów opracowali wytwarzanie słynnej trucizny arszenikowej o nazwie cantarella, której skutki objawiały się dopiero po pewnym, ściśle określonym, czasie, co uniemożliwiało stwierdzenie truciciela. Najpewniej i najszybciej działał jednak arszenik w postaci czystej, toteż był on najczęściej stosowany. Historia zanotowała, że Aleksander VI Borgia i jego syn kardynał Cesare przyrządzili własnoręcznie zatrute konfitury dla swych gości, lecz przez pomyłkę spożyli je sami. Smierć najwyższych dostojników kościelnych odbiła się głośnym echem w całej Europie.
Obecnie arszenik nie przedstawia już takiej groźby jak niegdyś, ze względu na łatwość wykrycia go na drodze chemicznej już w minimalnych ilościach. Masowe zatrucia związkami arsenu zanotowano na początku naszego wieku w Szwecji, gdzie zastosowano tapety z nadrukiem barwnym zawierającym arsen.
Obecnie występują jedynie sporadyczne zatrucia arszenikiem w hutach szkła, gdzie służy on do odbarwiania zielonkawej masy szklanej.
Jako odtrutkę przeciw zatruciom arszenikowym stosowano na dworach panujących zażywanie tej trucizny od najmniejszych, nieszkodliwych dawek, aż do dużych, przewyższających wielokrotnie dawkę toksyczną. Okazało się, że przy tym sposobie postępowania ściany żołądka nie wchłaniają arszeniku, który jest w końcu wydalony z kałem. W północnej Syrii oraz w Tyrolu (w Austrii) od przeszło dwustu lat wśród mieszkańców gór jest rozpowszechniony zwyczaj zażywania arszeniku w dużych dawkach wraz z pożywieniem. Na skutek przyzwyczajenia nie wywołuje on zatruć śmiertelnych. U ludzi wykonujących wielki wysiłek podczas wędrówki w górach praktyki te pozwalają na wydobycie z siebie ostatnich rezerw energii, przy czym dają odczucie siły i wytrwałości. Zjadacze arszeniku wydają się w pierwszym okresie zdrowi i silni. Ale przeciążenie organizmu prowadzi wreszcie do całkowitej ruiny zdrowia.
Zjawisko kumulacji energii żywotnej po zażyciu małych dawek arszeniku wykorzystywali Cyganie już od XVI wieku w oszukańczym handlu końmi. Stare zniedołężniałe chabety po kuracji arszenikiem odzyskiwały na pewien czas energię i ładny wygląd, a po przemalowaniu sierści znajdowały chętnych nabywców.
Niektóre szkoły lekarskie zalecają stosowanie odpowiednio małych dawek arszeniku w przypadkach wielkiego wyczerpania. W 1909 r. związek arsenowy salwarsan wszedł do praktyki lekarskiej jako skuteczny lek przeciw kile.
Obecnie leki arsenowe, ze względu na równoczesne oddziaływanie toksyczne, są wypierane przez antybiotyki. Groźna niegdyś biała trucizna, przetworzona w użyteczne związki, została oddana na pożytek człowieka i wreszcie odłożono ją do lamusa. Pozostała po niej jedynie niechlubna pamięć.


Komentarze
Cantarrella,a śmierć Borgiów
Cezar Borgia nie umarł od zatrucia cantarellą.Zginął 12 marca 1507 roku w bitwie pod Vianą, zapędziwszy się w pogoni za uchodzącymi wojskami hrabiego de Lerin. Podczas pogoni został ranny, następnie otoczony i zamordowany przez żołnierzy hrabiego.
Papież Aleksander VI zmarł 18.08.1503 roku w wieku 72 lat, prawdopodobnie z przyczyn naturalnych, choć jego śmierci rzeczywiście towarzyszyły pogłoski o rzekomej truciźnie.