REKLAMA




Łóżka wytrzeźwień dla dzieci

frodo

Kategorie

Odsłony

801
Pijane małolaty to już prawdziwa plaga. Największy problem sprawiają muskularni, łysogłowi nastoletni chłopcy. W Szczecinie w szpitalu przy ul. Wojciecha powstanie miejsce, gdzie będą trzeźwieć pod okiem krzepkich sanitariuszy i toksykologa - To nie tylko nasz problem, ale całej Polski. Takich dzieci jest coraz więcej. Dlatego zgadzamy się na stworzenie przy oddziale pediatrycznym łóżek toksykologicznych - tłumaczy Marek Hok, wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego (to do marszałka należy szpital dziecięcy przy ul. św. Wojciecha). A Tomaszowi Jarmolińskiemu, wiceprezydentowi Szczecina marzy się, żeby taki pododdział zaczął pracę już od czerwca. - Będzie przyjmował dzieci zatrute alkoholem, ale i innymi środkami, np. lekami - mówi. Koledzy odbijają pacjenta Z nadzieją czeka na to dr Tadeusz Sokala, ordynator oddziału ratunkowego szpitala dziecięcego przy ul. św. Wojciecha. To przede wszystkim do niego są przywożeni tacy pacjenci. Trafiają także do innych szpitali i na izbę wytrzeźwień. - Dezorganizują nam pracę - mówi dr Sokala. Przedwczoraj ratował kompletnie pijaną dziewczynkę. Właśnie dziewczynki w wieku dojrzewania - 12 do 14 lat - przyjmuje najczęściej. Najmłodszy pijany pacjent miał osiem lat. - Wielu pije do nieprzytomności. Przywożeni tu mają 2,5-2,8, a rekordzista nawet prawie 4 promile - mówi ordynator. Szacuje, że połowa jest z tzw. dobrych domów. Stać ich na imprezę z niezłym alkoholem. - Najmłodszych traktujemy jako przypadkowo zatrutych, np. dlatego, że chcieli wypróbować, co rodzice mają w barku albo zobaczyć, jak to jest. Ale nastolatki kupują alkohol, by się upić. Niektórych znamy już dobrze - opowiada. Największy problem sprawiają muskularni, łysogłowi nastoletni chłopcy. Personel musi wzywać policję, zanim zdemolują oddział. - Bywa, że za takim pijanym chłopcem zjawiają się koledzy. Chcą go odbić, bo traktują leczenie jak zatrzymanie. Czasem dzieją się tu dantejskie sceny - twierdzi ordynator. Jego zdaniem oddział do odtruwania dzieci z czterema silnymi sanitariuszami i toksykologiem znacznie poprawiłby sytuację. Teraz ekipa z oddziału ratunkowego jest w ciągłym stresie. Jej pracownicy zajmują się chorymi i nie mają czasu bez przerwy pilnować pijanego dziecka. A ono może zachłysnąć się wymiocinami albo uciec z oddziału. Dziecko trzeźwieje, a lekarzom dochodzi nowy problem. Muszą znaleźć rodziców, by odebrali pacjenta. Część szybko zjawia się i ze wstydem przeprasza. Wielu w ogóle nie ma zamiaru przyjechać. Jeden z ojców powiedział wprost gdzie to ma, skoro 12-letnia córka "to zrobiła". Inny odpyskował, że lekarzom nic do tego, bo syn ma ponad 15 lat, a alkohol jest dla ludzi. Mój syn? Niemożliwe! Tatiana Duklas, główny specjalista Wydziału Zdrowia i Polityki Społecznej ds. Uzależnień Urzędu Miasta tłumaczy, że problem w Szczecinie, tak jak w całym kraju, narasta. - Z badań krajowych i lokalnych wynika, że coraz więcej dzieci pije i że obniża się wiek inicjacji alkoholowej - mówi. - Gimnazjaliści z trzecich klas popijają regularnie. Gdy robiono badania ankietowe ESPAD dla Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, okazało się, że w ciągu miesiąca od dnia badań alkohol piło prawie 66 proc. 15-latków i aż 79 proc. 17-latków. Upiło się prawie 29 proc. Duklas wylicza, że w Szczecinie tylko do izby wytrzeźwień w całym roku 2005 przywieziono 28 chłopców i dwie dziewczynki, a w pierwszym kwartale tego roku już 42 chłopców i siedem dziewcząt. Najpopularniejsze jest piwo. - Problem się pogłębia - mówi Duklas. - I co ciekawe, z wielu naszych badań wynika, że dzieciaki znacznie więcej wiedzą o substancjach uzależniających, w tym alkoholach, niż rodzice. Pytamy o to samo dziecko i rodziców. Dziecko wykazuje się ogromną wiedzą, a rodzice upierają się, że to niemożliwe, bo ich syn czy córka na pewno absolutnie nic nie wie. Pozytywne jest to, że w społeczeństwie nie ma przyzwolenia na picie dzieci. - Gdy szczecinianie widzą pijane dziecko, dzwonią po policję, straż miejską lub karetkę - mówi Duklas. Wiceprezydent Jarmoliński chce, by nowy oddział współpracował z Miejskim Ośrodkiem Interwencji Kryzysowej. - By po opuszczeniu szpitala kontynuować pracę z dzieckiem i z rodziną i monitorować to - tłumaczy Jarmoliński. - Przecież takie picie to sygnał, że dzieje się coś złego - dodaje. W czwartek Jarmoliński spotkał się z wicemarszałkiem Hokiem, dyrektorką szpitala i przedstawicielami NFZ. - Zgodziliśmy się, że takie miejsce musi powstać - mówi. - Termin uruchomienia go uzależniamy od tego, kiedy będą pieniądze z NFZ. - Jesteśmy za. Analizujemy koszt takich świadczeń, by wiedzieć, jaki kontrakt zaproponować - mówi Małgorzata Koszur, rzeczniczka zachodniopomorskiego NFZ. Źródło: Gazeta Wyborcza - Szczecin

Komentarze

tomahawk (niezweryfikowany)
małoletnim pijakom mówimy stanowcze" 'nie!' ;]
Kurwik (niezweryfikowany)
Pijakom mówię stanowcze NIE. Nie tylko małoletnim.
jamajkapl (niezweryfikowany)
picie i palenie to szybkie samobujstwo, bo obie substancje podnosza cisnienie. ja nie pije juz ponad dwa lata i czuje sie z tym doskonale. naprawde polecam lol
randomness