Zygmunt B. byl - zarowno w opinii rodzicow, jak i znajomych z bloku
- tzw. dobrym dzieckiem. Spokojny, grzeczny, ulozony, nie sprawial klopotow
zarowno w domu, jak i w szkole. Poza wzrostem i zamilowaniem do jezyka
starocerkiewnoslowianskiego nie wyroznail sie specjalnie z grona
rowiesnikow.
Z czasem do jego pasji lingwistycznej dolaczyla sie komputerowa. Zygmunt
zaczal od gier, tak jak wielu kolegow, ale w przeciwienstwie do nich nie
zajmowal
sie nimi zbyt dlugo. Rychlo zaczal odkrywac tajniki programowania i systemow
operacyjnych, ktore wydaly mu sie znacznie ciekawsze od odstrzeliwania glowy
kolejnemu kanciascie animowanemu potworowi. Gdy w nagrode za dobre
oceny rodzice dokupili mu modem, Internet wciagnal go bez reszty i wkrotce
Zygmunt odkryl swoje powolanie: tworzenie stron WWW. O ile do czasu zakupu
modemu Zygmunt czesto siedzial przy komputerze, o tyle teraz wprost oden
nie wstawal. Ojciec, uradowany informatyczna pasja potomka, ale i nieco
zaniepokojony jej intensywnoscia, dal synowi rade 'moze poszukaj sobie
jakiejs
dziwczyny'. Zygmunt, jako mlodzieniec posluszny, sprobowal sie do niej
zastosowac,
piszac 'man dziewczyna', ale tym razem informacje podane w manualu byly
dziwnie
skape i niewiele mu powiedzialy, postanowil zatem odlozyc te kwestie na
pozniej.
Pierwsze niepokojace objawy zauwazyla matka Zygmunta. Co prawda jej syn byl
'zrosniety z komputerem' niemal od zawsze, a jego zainteresowanie swiatem
zewnetrznym nie nalezalo do przesadnych (jak notuja kroniki rodzinne, miedzy
szesnastym a dwudziestym rokiem zycia odezwal sie niepytany zaledwie
dwukrotnie),
ale teraz miala coraz silniejsze wrazenie, iz jego izolacja znacznie sie
poglebila.
Nie chodzilo jej bynajmniej o fakt, ze od dawna mowil (takaze w rozmowach
z rodzina) wylacznie HTML'u - do tego juz sie przyzwyczaila, a nawet sama
opanowala Perl i Java-Script, czym zarazila nawet kilka swoich kolezanek.
Nie, to bylo cos nowego, groznego... cos, czego nie umiala nazwac, ani
okreslic,
ale czula intuicyjnie.
Jej obawy wkrotce zaczely sie potwierdzac. Pierwszym namacalnym symptomem
bylo spalenie czajnika. Tlumaczenia syna, ze po prostu o nim zapomnial, nie
brzmialy
prawdopodobnie - dotad, niezaleznie od obciazenia nauka i praca (zaczal
bowiem
tworzyc komersyjne serwisy sieciowe) nigdy mu sie to nie zdarzalo, pomimo
swej komputeromanii byl obowiazkowy i punktualny. Dodatkowo zaniepokoilo
ja to, ze mowiac to wygladal na zmieszanego i uzywal DHTML, czego dotad
nie robil.
Matka postanowila przyjac na razie jego wyjasnienia i potraktowac spalenie
czajnika
jako zwykla pomylke, ale jej niepokoj narastal. Nie czekala zbyt dlugo: nie
minely
nawet trzy tygodnie, gdy jej syn spalil kompletnie kolejny czajnik. Tym
razem nie
probowal nawet niczego wyjasniac, lecz zaszyl sie w swoim pokoju i przestal
odpowiadac na wysylane przez nia cookies. Nad domem panstwa B. zalegla
duszna
atmosfera podejrzen.
Traf chcial, ze kilka dni pozniej, jadac do pracy, pani B. zauwazyla
bilbord,
przedstawiajacy widziany z gory spalony czajnik, przekreslony bialym
napisem:
'tak dziala lista [uzywki] - spojrz dziecku w kuchnie'. Nagle wszytko stalo
sie
jasne: jej nieszczesna pociecha wpadla w sidla sieciowych narkomanow
i najprawdopodobniej zdazyla sie juz uzaleznic. Jeszcze tego wieczora pani
B.
odbyla z synem tzw. zasadnicza rozmowe, zakonczona niestaty kompletnym
niepowodzeniem. Zygmunt, acz z pewnymi oporami, wyznal, ze istotnie od
pewnego czasu czyta owa liste, a nawet na nia pisze i - jak oswiadczyl
- bardzo mu sie to podoba i wcale nie zamierza przestawac. Nie pomogly lzy
pani B. ani podsuwany winowajcy pod oczy czarny od sadzy czajnik - Zygmunt
zaparl sie w swoim narkomanskim uporze, oswiadczajac, ze 'kontakt z ludzmi
jest wazniejszy od paru glupich czajnikow'. Slyszac z ust syna takie slowa,
pani B. zemdlala.
Gdy Zygmunt ocucil ja za pomoca pianki Amberclan do czyszczenia
komputerowych
obudow, oswiadczyla stanowczo: 'synu, kocham cie, ale nadszedl czas bys
wybral:
rodzina czy narkotyki'. Zygmunt, ktory podczas omdlenia matki zdarzyl
policzyc
kilka dat na kieszonkowym kalkulatorku, oswiadczyl zimno, ze jak wynika z
jego
przyblizonych obliczen, jest pelnoletni, i to juz od dluzszego czasu,
przeciw rodzinie
nic nie ma, ale nie zyczy sobie dalszych tego rodzaju ingerencji w swoje
zycie.
I gdy matka ze lzam w oczach wyszeptala: 'Zygmus... musisz to odstawic'
odstawil...
ja na kredens, a potem na pawlacz (z ktorego zlazla z niejakim trudem), a
nastepnie
calkowicie, wyprowadzajac sie z mieszkania panstwa B. wraz z komputerem.
Zarobione dotychczas na webmasterstwie pieniadze starczyly mu na wynajecie
mieszkania ze stalym laczem.
Gdy juz sie urzadzil, przypomnialy mu sie slowa ojca, wypowiedziane na
pozegnanie:
'pamietaj, Zygmus'. Polecenie 'man dziewczyna' ponownie nie dalo rezultatu,
ale wkrotce na liscie znalazl rozwiazanie w postaci inteligentnej, milej i
dobrze
znajacej CGI korespondentki, ktora wkrotce wprowadzila sie do jego
mieszkanka.
Od wydarzen opisanych powyzej minelo piec lat. Zygmunt i Klara, bo tak
nazywa sie
jego dziewczyna, zdazyli sie pobrac i maja nawed dwojke dzieci: blizniaczki
Marie
i Joanne. Do gotowania wody uzywaja samowylaczajacego sie czajnika
elektrycznego,
ale do rodzinnego rytualu weszlo, ze pan Zygmunt raz w miesiacu z
premedytacja spala
zwykly, blaszany czajnik. Gdy wietrzy potem kuchnie, w jego oczach lsni
satysfakcja., tak jakby patrzac na spalony czajnik przezywal ponownie swe
wyzwolenie i po raz kolejny gratulowal sobie udanego wyboru.
Gdy wraca do pokoju, wylacza na reszte wieczoru komputer i patrzac
na bawiace sie na dywanie dzieci, przytula mocno usmiechnieta zone
i jest szczesliwy jak nigdy przedtem.
Komentarze
A ja mysle ze takie opowiadania sa potrzebne :P
hyhy, co za wena.
Śmierć jeździ szybko.
Ale ja jeżdżę szybciej.
..Manta pisał,że spalił czajnik i jeszcze jeden.
Potem zniknął i pojawił się Lew Syjonu.
Potem zniknał i pojawił się ...........ik.;-)
greetz for Manta a.k.a ...... ....ik:-).
z początku myslalem ze to jakas bardzo slabych lotow propaganda antykomuterowa hehe :D ale skapowalem ;) spoko artykuł.. ide z premedytacją spalic czajnik :D hehe
o co chodzi w tym opowiadanu?
nie czaje co to ten czajnik elektryczny?
a moze Mantel jest robotem i robi tak jak bender w futuramie ;)
Latanie nie jest trudne, gorzej z lądowaniem. Człowiek który lata to imitator ptaków. Problem stanowią druty wysokiego napięcia, niby nie kopią ale kto wie? A jak nie wytrzymają twojego ciężaru? Z lataniem trzeba uważać, to nie takie hop-siup. Latać trzeba potrafić, choć jest to jak z jazdą na rowerze, każdy to potrafi ale niektórzy nie potrafią lądować ale jak tu sprawdzić czy ty to potrafisz? Najprościej zacząć próbować latać z małego stołka stopniowo zwiększać odległość od ziemi, co po pewnym czasie wejdzie w krew skakanie z klocków olbrzyma. Silnie uzależnia, zaczynasz latać to tu to tam, po pewnym czasie stajesz się gościem w domu, latającym na odległość trzech rzutów beretem po okolicy. Po dłuższym locie warto spocząć na chmurach wsłuchując się w szum wiatru w malinowym chruśniaku czy w falujących morzach zbóż. Niestety, nie każdemu dane tego doznać.......
Do tych co nie wiedzą-wiecie co to jest przenośnia?
naprawde fajne :)
ja też sobie spaliłem czajnik dzisiaj rano..
i poszedłem do pracy..
tiaa, fajnie task sobie spalić jakiś czajnik ;)