Półtora kilograma narkotyków w żołądku

Narkotykowy kurier, złapany na lotnisku w Pyrzowicach na Śląsku, miał w żołądku półtora kilograma haszyszu.

Koka

Kategorie

Źródło

interia.pl

Odsłony

1257
Narkotykowy kurier, złapany na lotnisku w Pyrzowicach na Śląsku, miał w żołądku półtora kilograma haszyszu. Celnicy nie chcą ujawnić, jak przemyt wpadł w ich ręce, mówią jedynie o pracy operacyjnej i wytypowaniu osoby na podstawie tzw. oceny ryzyka. Przemytnik to 29-letni mieszkaniec Śląska. Do Katowic przyleciał z Francji. Po szczegółowym badaniu okazało się, że miał w żołądku 123 szczelnie zapakowane kapsułki haszyszem. To w Polsce nowość. Do tej pory przemytnicy połykali narkotyki w proszku - kokainę i heroinę. Mężczyźnie grozi do 15 lat więzienia.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

jakis pedal anonimowo sie wyzalil
Anonim (niezweryfikowany)

albo koleś pierdnoł i pies go wyczuł
celnik (niezweryfikowany)

wiem o metodzie,ktora polega na szybkim i delikatnym klepnieciu lub nacisku(np. kciukiem)w odpowiednia czesc brzucha i wykonywana jest podczas standartowego przeszukania.powoduje ona pewna reakcje odczytywana przez sluzby celne
Anonim (niezweryfikowany)

idiota, mógł posadzić a teraz jego posadzą
Zajawki z NeuroGroove
  • 25C-NBOMe
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Nastawienie bardzo pozytywne, miałem głód psychodelicznych doświadczeń, bo minęło już kilka miesięcy od ostatniego "konkretnego" tripu. Nastrój bardzo lekki, ogólna wesołość i świadomość bycia w dobrym towarzystwie, brak poważniejszych obaw, może trochę lekkomyślne podejście. Przyjęcie głównej substancji krótko po północy w noc sylwestrową, podczas imprezy połączonej z mini-koncertem w domu znajomych. Wszystko odbywało się w jednym z dużych polskich miast. NBOMe brałem sam, wcześniej spaliłem kilka jointów z innymi ludźmi i wypiłem dwa piwa w ciągu ok. 3 godzin. Podczas tripa spaliłem kolejne kilka jointów.

Postanowiłem, że ta noc będzie wspaniała. Po prostu nie mogło być inaczej. Ostateczny plan spędzenia sylwestra ukształtował się w mojej głowie dość późno. Wiedziałem, że na pewno zafunduję sobie jakąś psychodeliczną podróż, problemem był tylko dobór środków i okoliczności. W weekend poprzedzający koniec roku zostałem zaproszony na imprezę w domu kolegi. Muzyka na żywo, dobrzy znajomi - uznałem, że to jest to!

  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

przyjemny wieczór w domku letniskowym pośrodku niczego, w pełni kobiece towarzystwo, trochę niezręczna atmosfera

Chcąc wykorzystać ostatnie ciepłe dni mijającego lata razem ze znajomymi wynajęliśmy domek letniskowy. Dwa piętra, duże patio, dookoła tylko las i jakieś zapomniane jeziorko - idealnie. Przyjechałam na miejsce w sumie nieprzygotowana na żadne ekscesy, zabrałam tylko jakieś mięso na grilla i sałatkę. Porzuciłam nawet chęć wzięcia wina, bo byłam w trakcie odstawiania wszystkich używek (robię sobie taki detox raz na jakiś czas). Na miejscu zebrało się łącznie pięć dziewczyn, kilka z nich miało się pojawić z chłopakami, ale finalnie nie przyjechali (i dobrze).

  • Benzydamina


Doświadczenie: alkohol (praktycznie codziennie jestem pijany chyba, że cos łykam), marihuana (bardzo wiele razy), aviomarin (2 razy), gałka muszkatałowa (2 razy), DXM (1 raz), benzydamina (poniżej opisywany pierwszy raz).



Set&Setting: we własnym domu, prawie cały czas sam, żadnych zagrożeń w stylu rodzice, ciotki, wujki itp. ogólny brak stresu i totalnie odprężenie.



Nastawienie: jak najbardziej pozytywne.



Oczekiwania: halucynacje.


  • Dekstrometorfan
  • Tripraport

Nastawienie neutralne, pokój, wiatr i deszcz za oknem, ambientdub w słuchawkach (koan sound głównie).

Latający hamak