Gwinea Bissau - nowe "narkopaństwo"

Podobnie jak w czasach kolonialnych, znajduje się wśród najuboższych państw świata. Ma jednak coś co przyciągnęło narkotykowe kartele z Kolumbii i zagraża przyszłości jej mieszkańców. To coś jest urozmaiconą linią brzegową z licznymi zatokami, opuszczonymi wyspami i brakiem sprawnie funkcjonujących władz, a przede wszystkim służb bezpieczeństwa.

a.

Kategorie

Źródło

afryka.org

Odsłony

740

Gwinea Bissau, kraj pozbawiony ropy i diamentów, swój dochód może zawdzięczać jedynie eksportowi orzechów nanercza zachodniego. Podobnie jak w czasach kolonialnych, znajduje się wśród najuboższych państw świata. Ma jednak coś co przyciągnęło narkotykowe kartele z Kolumbii i zagraża przyszłości jej mieszkańców. To coś jest urozmaiconą linią brzegową z licznymi zatokami, opuszczonymi wyspami i brakiem sprawnie funkcjonujących władz, a przede wszystkim służb bezpieczeństwa.

To coś postanowili wykorzystać narkotykowi baronowie z Kolumbii. W czasach, kiedy przestało opłacać się wysyłanie kokainy do Stanów Zjednoczonych, z racji słabnącego dolara, zrozumieli, że przy rosnącej konsumpcji narkotyków w Europie i coraz mocniejszym euro, lepiej skupić się na handlu ze Starym Kontynentem. Problemem pozostawało dostarczanie kokainy do europejskich odbiorców. W końcu na terytorium Unii Europejskiej trudniej jest wwieźć duże ilości narkotyków z racji działających tam agencji zwalczających nielegalny proceder. Rozwiązanie znaleźli w Afryce, a dokładnie na jej zachodnim wybrzeżu, tam gdzie znajduje się Gwinea Bissau. Ubogi kraj, nieopłacane wojsko oraz policja, brak politycznej stabilizacji i doskonałe warunki do przemytu w labiryncie wysp i mangrowych lasów. W takim państwie łatwo korumpować, nie ponosi się zbyt wielkich inwestycji związanych z organizacją narkotykowego ogniwa pomiędzy dostawcą a odbiorcą. Wreszcie można taki kraj kupić skoro dochody z handlu kokainą przekraczają nawet dziesięciokrotnie roczny dochód Gwinei Bissau.

I zaczęło się. Kokainę ładowano na samoloty, które lądowały u wybrzeży Gwinei Bissau. Każdy z nich przewozi za każdym razem około 800 kilogramów narkotyków. Na miejscu kokaina jest przeładowywana albo na statki, albo na inne samoloty, albo trafia w ręce narkotykowych kurierów, którzy wraz przemytnikami nielegalnych imigrantów do Europy bądź na pokładzie rejsowych samolotów próbują dotrzeć z towarem do celu. Szacuje się, że każdego dnia przez Gwineę Bissau jest transferowana ponad jedna tona kokainy. W Bissau pojawili się przybysze z Ameryki Południowej, którzy bezkarnie nadzorują cały transfer i kupują wszystko w tym piątym wśród najuboższych krajów świata. Kupują urzędników, dowódców i żołnierzy, policjantów, sędziów... Kupują też zwykłych obywateli. Ostatnio coraz częściej nie czynią tego pieniędzmi, ale uzależnianiem Gwinejczyków od kokainy. Skoro sześć gramów tego narkotyku jest warte tyle co przeciętna roczna pensja obywatela Gwinei Bissau, jeszcze lepszym i tańszym sposobem staje się uczynienie z niego nie tylko swojego pracownika, ale i narkomana. Za działkę narkotyku zrobi on wszystko.

Ci, którzy podnoszą głos i mówią, że Gwinea Bissau staje się państwem rządzonym przez Kolumbijczyków, są uciszani i w obawie przed utratą życia wyjeżdżają z kraju albo milkną. Tymczasem na liście płac karteli znaleźli się już czołowi dowódcy, szefowie sztabu i marynarki wojennej. Oczywiście oskarżeni udają swoją niewinność, bo ciężko dowieść ich winy, skoro policja też jest opłacana przez handlarzy kokainą. Podobnie jest z sądami, ministerstwem sprawiedliwości. Kiedy dwa lata temu, policja złapała dwójkę Latynosów, zostali wkrótce wypuszczeni a kokaina zniknęła z policyjnej przechowalni. Jest też inny problem. Nawet jeśli przemytnik zostanie schwytany, to Gwinea Bissau brakuje więzień i średnia długość przetrzymywania w zakładzie karnym nie wynosi dłużej niż rok.

Tego czym staje się Gwinea Bissau boją się Stany Zjednoczone, Unia Europejska i ONZ. Kilka lat temu, kiedy wszyscy zaczęli sobie uświadamiać zmianę tras i kierunków przemytu, na wybrzeżu Gwinei Bissau ludzie znaleźli biały proszek, który został wyrzucony na plażę. Na początku uznali go za nawóz bądź farbę do malowania domów i próbowali wykorzystać znalezisko do tych celów. Wkrótce pojawili się Kolumbijczycy, oferując pieniądze za znalezione narkotyki. To wtedy świat otworzył oczy i zobaczył co tak naprawdę dzieje się w Gwinei Bissau. Dziś Afryka Zachodnia to punkt przerzutowy narkotyków. Są nim także inne kraje, ale to właśnie Gwinea Bissau z racji braku odpowiednich służb i wykupienia jej przez kolumbijskie kartele, stała się centrum transferu kokainy. Natomiast w Ghanie, Gwinei-Conakry czy Nigerii dochodzi do przypadków wykrycia przemytu, co zwiększa jego ryzyko. Państwa te nie mają też takiej linii brzegowej i archipelagu wysp jak Bissau, przez które można przemycać narkotyki. Gwinea Bissau zamienia się w „narkopaństwo".

Oceń treść:

Average: 8.5 (2 votes)

Komentarze

Astacus (niezweryfikowany)

"Gwinea Bissau, kraj pozbawiony ropy i diamentów" oraz "piąty wśród najuboższych krajów świata". I co się dziwić mieszkańcom, że witają narkobiznes z otwartymi ramionami, skoro daje im on szansę przeżycia w tak pozbawionym perspektyw kraju? Wiem, że nie każdy dostrzega w jakimś wychudzonym murzyniaku człowieka, ale spróbujcie postawić się w sytuacji kogoś, komu 8 na 9 dzieci umiera przed 12 rokiem życia z głodu, przepracowania czy chorób. Czy to są w ogóle ludzie, skoro żyją w takich warunkach? Może zamiast rozpatrywać wysłanie z ramienia ONZ kolejnej "ekipy stabilizacyjnej a'la Somalia" wielcy władcy naszego świata powinni rozpatrzyć zniesienie ceł i otworzenie granic dla handlu z Trzecim Światem? Bo co to za dobrobyt mamy w USA czy Europie, skoro okupiony jest skrajną nędzą setek milionów (jeżeli nie miliardów!) ludzi znajdujących się za barierą handlową? To pewnie tylko mrzonki głupiego idealisty, ale chciałbym zobaczyć kiedyś realną pomoc dla tych państw, a nie wykopaną przez jakiegoś aktorzynę studnię, czy zawszonego wygłodniałego dzieciaka adoptowanego przez jakiegoś "bogatego człowieka o dobrym sercu". Bo podstawy problemu leżą w ekonomii czyli handlu (a dokładniej w jego braku).
Konserwatywny L... (niezweryfikowany)

Lewackie masz myślenie, biali oddali władzę czarnym i wszystko się spierdoliło,mają to na co zapracowali
dmt (niezweryfikowany)

a Ty rasistowskie. Biali wyzyskiwali te kraje...
Bunia2004 (niezweryfikowany)

Brawo tak dalej trzymać Kolumbijczycy!! Wykupcie jeszcze Polskę a sej możecie sobie wziąść za niewolników ;) Przynajmniej do tego by się nadali
Bunia2004 (niezweryfikowany)

o sejm mi chodziło ;)
tyntyryntyn (niezweryfikowany)

"Szacuje się, że każdego dnia przez Gwineę Bissau jest transferowana ponad jedna tona kokainy." 1x360-tyle co wykryją przemytu w ełropie i już wiemy ile koki ląduje na naszym kontynencie. Niedziwota, że w ściekach Florencji wykryto ponad 150 ton koki
Zajawki z NeuroGroove
  • Inne
  • Inne
  • Uzależnienie

Noc, łóżko

Klonazolam miał pierwotnie być dla mnie tanią benzodiazepiną do usypiania po innych dragach i na początku w istocie tak było. Dzięki wysokiej aktywności szybko kończył działanie substancji przynosząc upragniony i na pewno bardziej regenerujący sen od innych usypiaczy, np. GBLa który robił z człowieka po przebudzeniu szmatę. Usypia bardzo mocno i w miarę szybko - to trzeba przyznać. Nie raz wyciągał mnie ze schiz po mocnych tripach na dxm, czasem 1p-lsd czy przegięciu z alkoholem.

  • Dekstrometorfan
  • Dimenhydrynat
  • Tripraport

Żadne

Rzecz dzieje się już długo po utracie magii. Ostatnie 10-15 "tripów" z dawkami, które kiedyś powodowały mi znane z poprzednich raportów akcje z kosmitami, nie wywoływały żadnych efektów (oprócz ogłupienia i strucia).

Jakiś czas temu głupota znowu wzięła górę i uznałem, że zażyję 300 mg oraz 2 sztuki Aviomarinu, żeby sprawdzić jego cudowne właściwości przeciw nudnościom. Po dwóch godzinach byłem już pewien, że i tym razem nie zadziała ,bowiem czułem już to samo, co ostatnie kilkanaście razy — wrażenie bycia strutym i ogłupienie.

  • Bad trip
  • Grzyby halucynogenne

Spróbuję opisać teraz swoje drugie spotkanie z grzybami, które miało miejsce dzień przed napisaniem tego tekstu. Mając w pamięci pierwszą, bardzo intensywną i nieprzyjemną podróż (około 10 g), postanowiłem przyjąć mniej, czyli 3,8 g ususzonych cubensisów, co w teorii miało zapewnić mocny trip, nie powodujący utraty świadomości.  Zmieliłem grzyby, zalałem sokiem z cytryny i odstawiłem na je na 7h (polecam taki sposób przygotowania osobom, które szczególnie nie tolerują smaku grzybów). Do konsumpcji przystąpiłem przed godziną 23.00.

  • Dekstrometorfan
  • Grzyby halucynogenne
  • Przeżycie mistyczne

Wieczór, wolna chata; przygotowane świeczki, kadzidła, muzyka; pierwszy samotny grzybowy trip, lekka obawa i duża ciekawość

22.30
Spożywam radośnie gorący kubek borowiko-psylocybinowy. Mniam, mniam. Z najwyższej jakości suszonych grzybów, jak twierdzi napis na opakowaniu :)
Jeszcze nie skończyłem posiłku, a ściany pokoju już przybierają cieplejszą barwę. Jaki on przytulny!