Marek Posobkiewicz: Spot oglądali nawet ci, którzy go hejtowali

O pomyśle na spoty przeciw dopalaczom rozmawiamy z Markiem Posobkiewiczem p.o. głównego inspektora sanitarnego.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Medexpress.pl
Edyta Hetmanowska

Odsłony

416

O pomyśle na spoty przeciw dopalaczom rozmawiamy z Markiem Posobkiewiczem p.o. głównego inspektora sanitarnego. 

Czy liczył się Pan z tak dużą falą krytyki odnośnie spotów?

Nie spodziewałem się jaka może być skala. Spodziewałem się oczywiście, że będzie duża fala krytyki. To dla mnie naturalne. W lipcu mieliśmy sytuację nadzwyczajną, jeśli chodzi o liczbę zatruć i zgonów wśród młodych ludzi, którzy zażyli nowe narkotyki. Z nowymi narkotykami, zwanymi wcześniej dopalaczami, usiłujemy walczyć już od kilku lat. Są cały czas kampanie starające się ze swoim przekazem dotrzeć do głów młodych ludzi. Są również działania mające ograniczać dostępność tych środków. Tak samo jak wcześniejsze, nowe narkotyki były i będą. W ich przypadku smutne jest to, że ich wyprodukowanie nie wymaga dużych nakładów i za niewielka kwotę można kupić produkt, którego zażycie może spowodować ciężki uszczerbek na zdrowiu albo śmierć. Ponieważ takie przypadki skumulowały się teraz, tuż po wejściu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, mamy obecnie wzmożone działania policji i innych służb. Zatrzymywani są ludzie rozprowadzający te środki. Ale najważniejsze jest to, by dotrzeć do świadomości młodych ludzi. Koordynatorzy w wielu resortach współpracują ze sobą przy tworzeniu kampanii medialnych, które mają dotrzeć do młodych ludzi, ale spowodowanie powstania nowoczesnej i dobrej kampanii wymaga czasu. Ponieważ działo się to wszystko tu i teraz zareagowałem intuicyjnie i wyszedłem w jednej chwili ze spotem, który w lekko kontrowersyjny sposób zwróci uwagę na problem i zmusi do myślenia. Spot odniósł dobry skutek, mimo że specjaliści od mediów, wizerunku i PR go krytykowali. Okazało się, że w ciągu kilku dni spot miał kilka milionów odsłon. Prowokował to do myślenia. Spot oglądali nawet ci, którzy go hejtowali. Na końcu nagrania ukazuje się najważniejsze przesłanie – informacja, że za dziesięć złotych możesz kupić śmierć.

Czyli kampania przygotowana szybko, „domowymi metodami” odniosła większy sukces niż te, przygotowane przez profesjonalne agencje?

Szukałem sposobu komunikacji z młodymi ludźmi. Zdawałem sobie sprawę, że jeśli się przygotuję, ogolę, założę koszulę i krawat, to jakbym mądrze się nie wypowiadał w stacjach telewizyjnych, nawet w głównych wiadomościach, to kto z młodzieży, zwłaszcza tej gimnazjalnej, mnie wysłucha? Oni teraz mają wakacje i czas spędzają poza telewizorem. Większość z nich ma komórki i dostęp do Internetu. Liczyłem więc na to źródło komunikacji i w pewnym sensie osiągnąłem zamierzony sens.

Ile kosztowało nagranie spotu? Rozumiem, że gdyby to zrobiła profesjonalna agencja koszt były nieporównywany…

Wyprodukowanie profesjonalnego spotu, filmu to mogą być koszta kilkudziesięciu tysięcy złotych, może nawet więcej. W przypadku pierwszego filmu wydałem ok. trzech tysięcy (montaż i prawa do muzyki). W przypadku drugiego, bo przy pierwszym „spłukałem się”, wydałem o trzy tysiące mniej. Obniżyłem więc koszta.

Minimum środków, maksimum efektu.

W tym przypadku udało nam się to zrobić bezkosztowo w kilka minut od pomysłu.

Czy zgłaszają się teraz do Państwa agencje z propozycją pomocy w przygotowaniu kampanii?


Zwracają się do nas już od piątku, głównie z pytaniami o koszta tych produkcji. Zgłaszają się też firmy z pomocą w tym zakresie.

Czy planuje Pan kolejne spoty?

To były takie dwa nasze krótkie i impulsywne strzały, które miały sprowokować do myślenia. Ale my spoty reklamowe robiliśmy już od lat i będziemy robić. W radio często można usłyszeć spot zrealizowany przez nas – „szczęście jest ulotne, nie pozwól ulecieć swojemu szczęściu”. To takie krótkie klipy o różnej treści nadawane w telewizji i radiu. Będziemy nadal w różnej formie docierać do młodzieży.

Dziękuję i gratuluję pomysłu, odwagi i skuteczności!

Oceń treść:

Average: 8 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Benzydamina

Oto pisany w drugi dzień po zazyciu opis tripu(?) po benzydaminie:

  • LSD-25
  • Pierwszy raz

Spokojny letni weekend poprzedzony lekturą na temat LSD. Chęć odkrycia substancji dla rzekomego duchowego działania (przy jednoczesnym - w miarę możliwości - wewnętrznym stonowaniu się, tj. bez żądzy wielkich obrazów i napalania się). Dwójka znanych towarzyszy, żadnych obaw o możliwe "dziwne biegi wydarzeń".

Wprowadzenie: Niniejszy raport został pomyślany jako druga część psychodelicznego tryptyku. Pomysł polega na tym, że każdy z trójki osób uczestniczących w podróży, napisał na jej podstawie TR opisujący wydarzenia sprzed 2,5 roku. Nie narzucaliśmy sobie żadnej odgórnej formy ani nie dzieliliśmy się tym, kto z nas opisze konkretnie wydarzenia a kto wstrzyma się od ich przytaczania pozostawiając je dla reszty. Na pewno część wątków będzie się więc powtarzała. Zamieszczam linki do pozostałych części tryptyku:

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Pozytywny, przyjemny i ciepły nastrój, chęć doznania słynnych faz na benzydaminie, ciepły dzień w szkole (technikum) na przedmiotach zawodowych (komputery) + godzinie wychowawczej.

 

Wstęp, a zarazem lekkie rozwinięcie:

Poniedziałkowy ranek… Wstałem około godziny 8: 00, wykąpałem się, umyłem ząbki, ubrałem i ruszyłem na autobus.

Na autobus mam około 5minut spokojnego chodu, więc rzuciłem na głowę już myśl – Czy będzie zajebiście, czy tak jak opisywał każdy?

Jestem w autobusie, jadę…

 Dojechałem na krzyżówkę gdzie była apteka i obok jeszcze mieszkanie mojej babci. Stwierdziłem, że pójdę do babci, zjem coś, bo byłem głodny i ruszę do apteki.