Alkohol i automaty pod oknem. Przez całą dobę

Czy nowe przepisy ukrócą plagę nocnych punktów sprzedaży alkoholu? W delikatesach Promilek w środku osiedla dzień i noc działa też salon gry.

pokolenie Ł.K.

Kategorie

Źródło

Gazeta Wyborcza
Wojciech Karpieszuk

Odsłony

457

Czy nowe przepisy ukrócą plagę nocnych punktów sprzedaży alkoholu? W delikatesach Promilek w środku osiedla dzień i noc działa też salon gry.

- Ten sklep jest jak Dr. Jekyll i Mr. Hyde. W dzień sprzedaje lizaki dzieciakom i bułki, w nocy staje się kasynem z alkoholem. Nie jesteśmy przeciwko sklepowi z bułkami, tylko przeciwko alkoholowi, kasynu i nieustannemu zakłócaniu ciszy nocnej - mówi Grzegorz, mieszkaniec domu przy Bachmackiej.

To niewielka uliczka na Górnym Mokotowie. Kilkanaście metrów od bloków stoi drewniana budka. Kiedyś był tu warzywniak. Teraz są delikatesy Promilek, a z tyłu salka z trzema automatami do gry. - To sprawia, że ruch jest tam non stop. Są krzyki i wystawanie pod sklepem. Nawet jeżeli klienci Promilka rozmawiają ze sobą normalnie, to w środku nocy niesie się to po całej okolicy - denerwuje się pani Iza, też z Bachmackiej. Dodaje: - Notorycznie zwracam uwagę klientom. Najczęściej słyszę: "Będę pił tam, gdzie chcę". Sikają mi pod oknem, gonię ich, ale najczęściej nie dają się zawstydzić.

Adrian, mieszkaniec innego bloku z Bachmackiej: - Czujemy się bezsilni. Jak ktoś o pierwszej w nocy wali do drzwi i krzyczy: "Dwie ćwiartki", to później przez godzinę nie mogę zasnąć. A jak w końcu zasnę, to przychodzi kolejny klient.

Tuż obok sklepu mieszka pisarz Kazimierz Orłoś. Mówi, że w sprawie Promilka pisze do urzędników w dzielnicy mniej więcej od dwóch lat. Sąsiedzi wiele razy wzywali też straż miejską i policję. - Mam całą teczkę korespondencji z urzędem. Za każdym razem przychodziła odpowiedź, że wszystko jest zgodnie z przepisami - rozkłada ręce Kazimierz Orłoś. - A przecież bardzo blisko monopolowego są dwie szkoły, przedszkole. Raz widzieliśmy z żoną pijane dzieci: 12-14-latki, którym ktoś kupił alkohol.

Dzieci mówią do mnie "ciociu"

Obecne przepisy stanowią, że sklepy z alkoholem muszą być oddalone od szkół o 50 m (kilka lat temu było to 100 m). Do społecznej podstawówki i gimnazjum przy Bachmackiej 3 jest w linii prostej ok. 40 m, ale odległość mierzy się od drzwi do drzwi. A to już ponad 100 m.

Katarzyna Zakrzewska, właścicielka Promilka, przekonuje, że to nie jej klienci są uciążliwi. - W najbliższej okolicy jest 11 sklepów monopolowych otwartych całą dobę. Obok moich delikatesów przechodzą w nocy klienci tamtych punktów i hałasują - stwierdza. Mówi, że u niej nie ma taniego alkoholu "w plastiku", że handluje głównie artykułami spożywczymi, choć po wejściu do Promilka na pierwszy rzut oka widać, że dominuje tu asortyment alkoholowy. - Na samych kajzerkach nie zarobię. Mam poprawne relacje z klientami. Przychodzą tu małe dzieci i mówią do mnie "ciociu". Automaty do gry wyciszyłam do minimum - opowiada właścicielka. Zapewnia, że nigdy nie złamała prawa - nie sprzedała alkoholu nieletnim, pijanym, nie pozwala też pić pod sklepem. Stwierdza: - Nie mogę pozwolić sobie na to, by ograniczyć godziny otwarcia.

Budka stoi na dzielnicowej działce. - Jestem za likwidacją punktów z alkoholem otwartych całą dobę, ale dziś nie mamy do tego narzędzi. Jeżeli ktoś stara się o koncesję na alkohol i spełnia wymogi, to nie mamy prawa odmówić - utrzymuje burmistrz Mokotowa Bogdan Olesiński (PO).

Koncesji będzie mniej

Ratusz dopiero szykuje zmiany przepisów dotyczących usytuowania sklepów monopolowych. Odległość od tzw. miejsc chronionych (kościoły, szkoły) ma być zwiększona do 100 m. Będzie też inaczej mierzona: od drzwi sklepu do granicy chronionego obiektu. W tej grupie dodatkowo znajdą się żłobki i placówki wychowawcze. - Planujemy zmniejszyć limit koncesji na alkohol. Teraz jest ich 3,1 tys. Stopniowo zejdziemy do 2,5 tys. - zapowiada wiceprezydent miasta Michał Olszewski.

Radni zagłosują nad zmianami w czerwcu, ale obejmą one tylko nowe sklepy. W przypadku tych, które mają koncesję (zazwyczaj dwuletnią), trzeba czekać na jej wygaśnięcie.

- To dobrze, że ratusz proponuje zmiany. Szkoda, że tak późno, bo o narastaniu problemu alarmowaliśmy od dawna. Już w poprzedniej kadencji postulowaliśmy na Mokotowie powrót do mniejszej liczby punktów sprzedaży i większej ich odległości od miejsc chronionych, ale wtedy radni PO się z tego wycofali - przypomina Marcin Gugalski, dzielnicowy radny PiS i przewodniczący komisji ds. bezpieczeństwa, porządku publicznego i przeciwdziałania patologiom. Dodaje: - Dotąd walkę z tymi budkami prowadziliśmy głównie na zasadzie podobnej do skazywania Ala Capone za niepłacenie podatków. Np. jedną z budek udało się zamknąć, bo zajęła nielegalnie półtora metra chodnika. To były batalie długotrwałe, a przecież te sklepy to duży problem. 

Oceń treść:

Average: 8 (1 vote)
Zajawki z NeuroGroove
  • Grzyby halucynogenne


Łysiczka Lancetowata


enteoczekolada nadziewana mielonymi grzybkami w ilości ok 60-80 szt.


(dostawca przywiózł materiał pokruszony dlatego tródno dokładnie określić ilość ;)


miałem zaszczyt próbować grzybków wcześniej, zmieniły mnie, pokazały coś...

teraz zrozumiałem co to było, zrozumiałem bo czas był odpowiedni.


-------


set&settings:


6 dzień 3 miesiąca, 6 marca 2004, sobotni wieczór, pełnia, rok przestępny, dziwna data...

  • Amfetamina



Komentarz autora do "am...-fe!-ta-mina! high-ku" (okazał się potrzebny)





UWAGA! NA SAMYM KOŃCU TEKSTU AUTOR POZWOLIŁ SOBIE POCHWALIĆ I PODZIĘKOWAĆ TYM CO GO OCHRZANILI, A UDERZYĆ PO GŁOWIE TYCH, KTÓRZY MU PRZYKLASNĘLI.





Geneza tekstu:




  • Dekstrometorfan

Dzikie, rozkopane pole nad rzeczką, gdzieniegdzie wielkie, betonowe studnie nazywane mariobrosami, wszechogarniający sceptycyzm z nutką wewnętrznego podjarania, sam na sam z kumpelą.

20:15 zjadłyśmy po 15 tabletek. Po upływie pół godziny zaczęła mnie swędzieć głowa, nogi miękły. Wrażenie wchłaniania się w ziemię. Lekko przerażona wdrapałam się na 1.5 metrową studzienkę. Zajebiście kołysało. Przeszyła mnie fala gorąca, zrzuciłam szalik, kurtkę i sweter. Słońce paliło mi skórę. Wypłynęłam w rejs. Ja na pokładzie statku, wraz ze mną całkiem spora załoga (miałam wrażenie, że otacza mnie grupa bardzo bliskich mi osób, chociaż w rzeczywistości byłam sam na sam z A.). Od tego kołysania zaczęło mnie mdlić. Choroba morska?

  • Pozytywne przeżycie
  • Silene Capensis

Nastawiony na senne podróże.

17.11