Manifestanci zasadzili pod komisariatem krzaki konopi

Przyszło kilkudziesięciu zwolenników popalania trawki, skrzykniętych przez Inicjatywę Wolne Konopie. To grupa, która walczy o legalizację posiadania przy sobie niewielkiej ilości marihuany. Powodem do sobotniej pikiety było jednak zatrzymanie trzech młodzieńców, którzy na początku sierpnia próbowali wwieźć z Czech do Polski 300 gramów marihuany, stąd manifestacja odbywała się pod hasłem "Uwolnić 300 gramów"

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza

Odsłony

4701

Manifestacja zwolenników zalegalizowania marihuany nie przyciągnęła w sobotę do Rybnika tłumów. Na rynku więcej było policjantów kryjących się w bramach z kamerami i komórkami w dłoniach niż manifestantów.

Przyszło kilkudziesięciu zwolenników popalania trawki, skrzykniętych przez Inicjatywę Wolne Konopie. To grupa, która walczy o legalizację posiadania przy sobie niewielkiej ilości marihuany. Powodem do sobotniej pikiety było jednak zatrzymanie trzech młodzieńców, którzy na początku sierpnia próbowali wwieźć z Czech do Polski 300 gramów marihuany, stąd manifestacja odbywała się pod hasłem "Uwolnić 300 gramów".

- Ta marihuana była lekarstwem dla chorego Tomka, który jest teraz zmuszony kupować ją na czarnym rynku - tłumaczył Tomasz Obara, organizator pikiety. Z rozbrajającą szczerością przyznał, że to on jest owym "chorym Tomkiem".

Kyo, szczupły blondyn, który przyszedł na manifestację, przyznaje, że pali przynajmniej raz w tygodniu. To - jego zdaniem - najlepszy sposób, żeby się odprężyć. - Gdyby państwo zalegalizowało marihuanę, znikłaby szara strefa. A tak trzeba płacić handlarzom albo samemu hodować - zauważa Kyo. Ma żal, że ludzie nie dopisali i nie przyszli na rynek. - Bo, kurde, słabo to wszystko było rozreklamowane. Ja sam dopiero wczoraj dowiedziałem się o pikiecie, i to przez przypadek. Mało brakowało, a by mnie tu nie było - mówi.

Po godzinie przesiadywania na rybnickim rynku pikietujący przeszli w końcu pod miejską komendę policji. Tam czekały już na nich barierki, które miały oddzielać tłum od komisariatu, ale biorąc pod uwagę znikome siły amatorów marihuany, okazały się całkiem niepotrzebne. Manifestanci zasadzili pod komisariatem symbolicznie kilka krzaków konopi. Po cichu liczyli chyba na jakąś reakcję stróżów prawa, ale się nie doczekali.

Oceń treść:

Average: 9 (1 vote)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

Nasiona tam w ziemię wsadzili, czy co?

Anonim (niezweryfikowany)

wsadzili nasiona do doniczek z ziemią, i podlali ;]

na YT są filmiki

Anonim (niezweryfikowany)

Szkoda tylko że takie wiadomosci jak ta albo o tym że Komorowski zablokowal prace nad legalizacją pojawiają sie za późno. Moze gdyby ktoś wiedział o manifestacji to może by się tam wybrał. Albo kukiełka nie wygrała by wyborów.

Anonim (niezweryfikowany)

haha. słyszałem ostatnio że gota (vel Tomasz Obara) ma papiery zaswiadczajace o jego uzaleznieniu od marihuany. w zwiazku z czym nie moze zeznawac bez niej, ani pod jej wplywme zgodnie z polskim prawem. cwaniaczek :]

Zajawki z NeuroGroove
  • Dekstrometorfan

Postanowilem, ze wreszcie podziele się swoim doswiadczeniem z

dekstrometorfanem. Pierwszy raz był dla mnie absolutnym szokiem, gdyz po pochlonieciu

paczki acodinu (450mg) w ciagu godzinki rzucilo mna o sciane, podloge, kibel (male

rzyganko), a nastepnie o lozko i tam zostalem przez kolejne godziny. Po

miesiacach poszukiwan, odnalazlem wresczie srodek, który przenosi w inny wymiar.


  • Bad trip
  • Dekstrometorfan

Koniec lata, wycieczka pociągiem nad jeziora, 4 osoby

15:30 Siedze z dziewczyną i wyciagą aco z torebki. Mnie ciężko nie jest namówić. Zarzyliśmy po 20tabletek. 16:00 Przyjechał mój ziomek z dziewczyną i zapaliliśmy jointa 16:10 będąc kompletnie upalonym zaczałem odczuwać deks powolutku wchodziła faza. 16:15 poszliśmy sobie pochodzić po parku co jakiś czas lufka itd. 16:30 siedzimy na ławce ja i moja dziewczyna kompletnie sponiewierani siedzimy i kmininmy gdzie jesteśmy(ogólnie wyedy było spoko śmiechawa rozkminy jak to po zielski zazwyczaj.

  • Grzyby halucynogenne

Jednej jesieni przyszedł do mnie kuzyn. miał ze sobą litrowy słoik grzybków i zapytał mnie (i moich braci), czy

chcemy spróbować. jak nie jak tak. wzięliśmy chleb, masło :) i grzyby i poszliśmy na siłownię miejscowego

budynku stowarzyszenia kulturalno oświatowego. oczywiście nigdy tu nie ćwiczyliśmy ale o tej porze nikogo tu

nie było. przygotowaliśmy sobie kanapki (po pięćdziesiąt) i po zjedzeniu poszliśmy do baru. tu po piwku i prosto

ze słoika jeszcze po 20. do tego paluszki :).