Co robić kiedy w naszej rodzinie mamy osobę uzależnioną od alkoholu?

Mając wśród najbliższych nam osób alkoholika zawsze zadajemy sobie pytanie: co powinniśmy zrobić? W jaki sposób możemy wpłynąć na tę osobę, żeby zmienić jej postępowanie?

"Kiedy nareszcie uprzytomnimy sobie, że nawet pomiędzy najbliższymi sobie osobami istnieją nieskończenie wielkie przestrzenie i jeżeli będą one w stanie pokochać te przestrzenie, które je dzielą, może się wyłonić cudowny sposób wspólnego życia (ramię w ramię ), które daje możność widzenia siebie w pełni na tle nieba."
Rainer Maria Rilke

Mając wśród najbliższych nam osób alkoholika zawsze zadajemy sobie pytanie: co powinniśmy zrobić? W jaki sposób możemy wpłynąć na tę osobę, żeby zmienić jej postępowanie?

Otóż niestety możliwości oddziaływania bezpośrednio na osobę uzależnioną od alkoholu są niewielkie. Istnieje natomiast możliwość wpłynięcia pośrednio na alkoholika poprzez zmianę własnej postawy wobec niego.

Wiele osób zada pytania: dlaczego?, po co?, co to zmieni?

Okazuje się, że rodzina, w której jest osoba uzależniona od alkoholu, działa jak mechanizm zegarka. Członkowie tej rodziny to coś w rodzaju pojedyńczych trybów, elementów, które zazębiają się wzajemnie i obracają w tym samym kierunku i rytmie. Zazwyczaj alkoholik wymusza na członkach rodziny, by podporządkowali się jego własnemu, choremu rytmowi. Jest to coś w rodzaju tyranii.

Żaden człowiek nie powinien tyranizować innego człowieka, a każdy człowiek ma prawo nie poddawać się tyranii.

Wniosek z tego jest taki: członkowie rodziny poprzez zmianę swojego nastawienia i postępowania wobec alkoholika, powinni dążyć do tego, by on sam podporządkował się określonemu przez nich wspólnemu rytmowi.

Szanse na powodzenie całego planu zwiększają się tym bardziej, im więcej członków rodziny uczestniczy w przedsięwzięciu i im lepiej ze sobą współpracują.

Wskazówek jest wiele, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że teoria jest łatwiejsza od praktyki. Praktyka bowiem wymaga byśmy w swoich działaniach byli konsekwentni. To wszystko jest trudne, gdy w grę wchodzą powiązania rodzinne, emocjonalne i finansowe, ale nigdy nie jest to niewykonalne.

Oto wybrane wskazówki jak powinniśmy reagować, co robić, a jakich zachowań i sytuacji unikać, gdy członek naszej rodziny jest uzależniony od alkoholu:

  • Zawsze należy pamiętać, że alkoholizm to ciężka, przewlekła choroba i aby pomóc członkowi rodziny w pokonaniu jej, trzeba koniecznie zaakceptować ten fakt i przestać się wstydzić. Często bowiem jest tak, że alkoholizm bliskiej osoby traktowany jest jako "hańba" dla jego rodziny. To bardzo złe podejście do sprawy. Alkoholizm to bardzo uciążliwa choroba, ale jedna z wielu, z której powrót do zdrowia jest możliwy.

  • Nie wolno traktować alkoholika jak "niegrzeczne dziecko". Przecież nie traktuje się w ten sposób żadnego chorego. Chory człowiek wymaga akceptacji i tego, by godnie go traktowano. Wymówki, groźby, kary, wymuszanie obietnic, gderanie nie pomogą, a być może pogorszą tylko wasze relacje. Zamiast tego ważne by alkoholik był traktowany jak człowiek dorosły, zmuszany do dbania o siebie i do ponoszenia konsekwencji swoich zachowań. Pozwól więc swojemu alkoholikowi obudzić się w stanie w jakim przyszedł do domu i runął na łóżko. Pozwól mu zobaczyć jak wygląda pokój, w którym się awanturował. Nie sprzątaj. Nie zamykaj drzwi przed dziećmi. One już i tak od dawna o wszystkim wiedzą. Lepiej uczynić sprawę otwartą. Jeśli trzeba - wezwij policję.

  • Bardzo szkodliwym i bezsensownym jest wdawanie się w kłótnie z alkoholikiem. Szczególnie należy przestrzegać tej reguły, gdy jest on pod wpływem alkoholu. Kłótnia z człowiekiem pijanym, a do tego alkoholikiem, może mieć opłakane, a niekiedy wręcz tragiczne skutki dla członków rodziny i samego chorego.

  • Alkoholik może mieć ubytki pamięci. Jeśli zrobi coś złego, niestosownego pod wpływem alkoholu i tego nie pamięta, nie należy dręczyć go wymówkami, wygłaszać kazań na temat szkodliwości picia. On to wszystko już wie, ale nie może sobie z tym poradzić, bo choroba jest od niego silniejsza. Trzeba powiedzieć mu to, co niezbędne, bez kazań, złości i wymówek, przekazując tylko "nagie fakty". Jest to sposób na to, by alkoholik mógł zobaczyć samego siebie takim, jakim w rzeczywistości jest będąc pod wpływem alkoholu. Pozwolenie mu na chwilę refleksji w samotności może wiele zdziałać.

  • Często popełnianym błędem jest przyjmowanie obietnic dawanych przez uzależnionego członka rodziny. Alkoholik daje obietnice, których nie będzie w stanie wypełnić i doskonale o tym wie. Robi to dla "świętego spokoju", by rozładować nerwową atmosferę w domu. Członkowie rodziny natomiast, dając się okłamywać, utwierdzają alkoholika w przekonaniu, że potrafi przechytrzyć rodzinę. Będzie on zatem próbował robić to wiele razy, a członkowie rodziny będą za każdym razem rozgoryczeni, że nie dotrzymał danego im słowa.

  • Podobnie nie wolno wypowiadać pod adresem osoby pijącej gróźb, których nie jesteśmy w stanie spełnić. W oczach alkoholika jesteśmy wtedy osobami ,które nie traktują poważnie tego, co mówią. Zamiast powiedzieć: "Jeśli nie przestaniesz pić - pozbawię cię praw rodzicielskich!", zacznij informować alkoholika o jego niewłaściwym postępowaniu: "Kiedy wczoraj przyszedłeś pijany obudziłeś dzieci, wyzywałeś syna, zwaliłeś czajnik z wrzątkiem a potem długo nie mogliśmy zasnąć bo śpiewałeś wulgarne piosenki. Dzieci rano nie mogły wstać do szkoły... Nie chcę się kłócić, chcę tylko abyś o tym wiedział". Z tak podanymi faktami trudno dyskutować.

  • Nie wolno szantażować osoby uzależnionej od alkoholu. Często słyszymy "gdybyś mnie kochał - nie piłbyś!", itp. Po pierwsze nie jest to prawda, ale przede wszystkim - nie jest to metoda. Taka informacja zwiększa tylko poczucie winy osoby pijącej. To przykre uczucie, z którym alkoholik potrafi sobie "poradzić" tylko w jeden znany sobie sposób: sięgając po kolejny kieliszek. Przecież chorej na zapalenie płuc osobie nie mówimy "gdybyś mnie kochał, to byś nie chorował na zapalenie płuc!". Alkoholizm to też choroba.

  • Wskazanym jest znalezienie "zdrowego" sposobu na rozładowywanie swoich ujemnych uczuć. Jest to droga do rozsądnego i spokojnego porozumiewania się z alkoholikiem. Świetnym miejscem dla wyrażenia i odreagowania wszystkich przykrych, ciążących od lat jak głaz na sercu uczuć, jest spotkanie grupy wsparcia Al-Anon.

  • Nie należy kontrolować alkoholika. Sprawdzenie ile pije jest niemożliwe.

  • Nie wolno zabierać lub chować alkoholu osobie uzależnionej. Takie postępowanie zmusza ją jedynie do desperackich prób odnalezienia wódki, wina czy piwa. Alkoholik musi się napić i zrobi wszystko, by osiągnąć swój cel, w odruchu desperacji może nawet sięgnąć po alkohole niekonsumpcyjne. Będzie też wyszukiwał coraz to nowe kryjówki, by skuteczniej ukryć alkohol. Nie stawaj między alkoholikiem, a butelką - rezultatem może być tylko wygrana mała bitwa w przegranej wojnie.

  • Dużym błędem jest picie alkoholu z osobą uzależnioną. Robimy to zazwyczaj po to, by alkoholik mniej wypił. Powoduje to jedynie odwleczenie w czasie momentu, w którym uzależniony od alkoholu sam poprosi o pomoc.

  • Nie wolno robić za alkoholika niczego, czego nie mógłby zrobić sam. Taka ochrona przed przykrymi konsekwencjami picia alkoholu przekreśla szanse na to, że alkoholik zauważy wreszcie fakt, że picie doprowadza go na "dno" i żeby się podnieść trzeba coś ze sobą zrobić, radykalnie zmienić swoje dotychczasowe postępowanie. Jeśli robisz wszystko by twój alkoholik nie stoczył się na dno - załatwiasz mu zwolnienia i usprawiedliwienia do pracy, kupujesz alkohol i podajesz jak na tacy do łóżka byle tylko nie wyszedł z domu w kierunku: knajpa, spłacasz jego długi zaciągnięte na poczet picia, dorzucasz 2 złote do "ratującego życie klina", odbierasz pijanego w środku nocy z meliny na drugim końcu miasta by bezpiecznie dotarł do domu, itp. - przekazujesz mu tym samym jasną informację: "Pij dalej bezpiecznie! Bez strachu o jutro."

  • Jeśli osoba uzależniona zaczyna się leczyć, nie należy liczyć na natychmiastowe efekty leczenia. Alkoholizm jest chorobą przewlekłą, leczenie również wymaga czasu, a nawroty są prawdopodobne. Bardzo potrzebne jest w tym czasie wspieranie osoby, która się leczy. Abstynencja to wielkie cierpienie i wyrzeczenie dla alkoholika, szczególnie w początkowej fazie. Pomóż mu w tym, wspieraj go uprzejmością, miłością, zrozumieniem. Pamiętaj o tym, że osoba ta nie zawsze była uzależniona od alkoholu a kochasz ją za to, kim jest, a nie za to na co jest chora.

Nie musisz dłużej kontrolować picia alkoholika. Zacznij koncentrować się na jego potrzebie leczenia.

Dostosowanie się, do powyższych wskazówek, skorzystanie z nich w odpowiednich momentach, może być bardzo pomocne w obcowaniu z osobą uzależnioną. Należy jednak pamiętać o tym, że chorego leczy terapeuta, a zadaniem rodziny jest wspierać go w trudnych chwilach.

Rodzinom, w których ktoś pije alkohol w sposób patologiczny, niezbędna jest pomoc profesjonalistów. Musi ona być udzielona zarówno osobie chorej - alkoholikowi jak i jego najbliższym. Będąc bowiem w bliskim kontakcie z osobą uzależnioną od alkoholu sami stajemy się ofiarami koalkoholizmu czyli wpółuzależnienia od destruktywnych zachowań alkoholika. Syndrom ten nie znika samoistnie po tym jak alkoholik zaprzestanie picia. Najczęściej natomiast jest czynnikiem podtrzymującym osobę uzależnioną w jej pijackich nawykach i ułatwiającym jej nawrót w stronę alkoholu.

Zatem jednoczesne poddanie się terapii osoby uzależnionej i członków rodziny daje większe szanse na powodzenie przedsięwzięcia, którego głównym celem jest to, BY OSOBA UZALEŻNIONA ZOSTAŁA WYLECZONA A CHORA RODZINA ZACZĘŁA FUNKCJONOWAĆ NA ZDROWYCH ZASADACH.

źródło: psychotest.com, autor: Sylwia Czubakowska

Odpowiedzi

brat

Hej, mam 17 lat i czterech braci, ale niestety tylko jeden jest "normalny" Z Najstarszym nie ustrzymujemy kontaktów, kilka razy był w więzieniu, pije ale to nie o to chodzi. Mój brat ma na imię Mateusz ma 29 lat, miał swoje mieszkanie, pracę, znajomych wszystkich. A teraz ma tylko znajomych z pod sklepu. Zaczęło się jak jeszcze mieszkał u nas lubił wypić, zawsze w jego plecku była wódka lub piwo. Potem zamieszkał u siebie, i rok potem stracił prace. No i tak się zaczeło. Była nawet taka sytuacja, że był tak pijany że położył wodę na gazie i mu się usnęło i się zaczęło palić. Niedługo potem stracił mieszkanie, na dzień dzisiejszy jest bezdomny i jest alkoholikiem. Przeszedł 2 terapie AA ale to nic nie pomogło. Przez krótki okres mieszkał w noclegowni, potem był w szpitalu bo groziła mu amputacja nogi, na szczęscie wszystko się dobrze skończyło oczywiście z noga. Próbowaliśmy mu pomóc zapisać go gdzieś ale on nie chce. Każdy mówi, że on potrzebuje odbić się od dna tylko on chyba tego dna nie ma. Strasznie go Kocham i tęsknie za tym co było kiedyś jak był normalny, szło z nim normalnie porozmwiać a teraz nic kąpletnie nic. Często obwiniam się o to i myśle, że to moja wina, w końcu jestem jego siostrą i mogłam mu jakoś pomóc, tylko ja już po prostu nie mam siły. Nie wiem co mam zrobić, ja nawet nie wiem gdzie on teraz jest i czy wgl żyje. 

Proszę o pomoc. Dzięki Kama :(

 

brat..

Witam. Mam 21 lat, mieszkam w domu z rodzicami oraz bratem, który ma 28 lat i od 11 lat jest alkoholikiem..

 

Nie wiem gdzie już szukać pomocy, tyle ile wszyscy się wycierpieliśmy to wielu nie mieści się w głowie, bart był na detoksach, 4 odwykach, chodził na spotkani AA i nic to nie dało, nadal pije, awanturuje się, stwarza zagrożenie sobie i nam. Niektórym wydaje się że alkoholicy piją tylko wódkę czy wina, niestety u mojego brata to już denaturat, spirytus salicylowy, perfumy itp. Kocham go strasznie bo to mój brat, ale już nie mam siły fizycznej i psychicznej. Zgłaszałam go niejednokrotnie na policje, składałam wnioski do komisji osób uzależnionych, szukałam pomocy u psychologów, psychiatrów i nic z tego, on po prostu nie widzi problemu. Przeżyliśmy izby wytrzeźwień, szukania po melinach przy -15, szpitale, stany zagrażające życiu, gaz odkręcony w domu itp.  Nie chce z nami rozmawiać, tylko żeruje na nas... Rodzice oboje pracują, ja się uczę i pracuję, ale najwięcej  jestem w domu ja oraz babcia która ma prawie 80 lat i niestety zazwyczaj we dwie próbujemy uspokoić brata kiedy jest pod wpływem alkoholu, wtedy niestety zachowuje się jak zwierze.. Próbowaliśmy zostawić go samemu sobie żeby dotknął dna, ale ja nie wiem czy dno dla niego istnieje, został sam, nie ma dziewczyny, znajomych, tylko nas, ale my jesteśmy dla niego największymi wrogami bo chcemy mu pomóc. Najgorsze jest to że on nie ma jakiś celów w życiu, marzeń, nic go nie interesuje, nie ma go czym zachęcić to tego że życie na sens, życie jest piękne i można je przeżyć bez alkoholu. Zaczynam rozważać przymusowe leczenie, ale nie wiem od czego zacząć jak się o to starać, czy ktoś może wie lub ma inna propozycje jak jeszcze walczyć, proszę o pomoc!

Leczenie alkoholizmu

A ja trafiłam na wspaniałych ludzi w ośrodku leczenia uzależnień w Dziwnówku. Od prawie 3 lat jestem trzeźwa, zawdzięczam to pobytowi w Dziwnówku. Zaczęłam nowe życie. Podaję namiar na stronę ośrodka: www.psychoterapia24.pl

Alkoholizm

Ważnym aspektem w leczeniu alkoholizmu jest jego zapobieganie. Nie powinniśmy okazywać naszych słabości do alkoholu dzieciom, ponieważ istnieje wielkie prawdopodobieństwo, żę mogą zostać alkoholikami. Spotkania rodzinne odbywać się powinny bez udziału używek, pełne miłości, rozmowy i szacunku.

Moj szwagier pije

U mnie w rodzinie to szwagier pije. Sytuacja jest naprawde ciezka. Od 3 lat pije na poczatku pil mniej ale teraz to juz jest masakra. Mieszka razem z nami w domu z siostra i synem. Przychodzi sobie do domu kiedy mu sie podoba wszystkie pieniadze jakie ma to wydaje na alkohol. Tata z mama juz nie maja sil do niego nie wiedza jak do niego mowic, on twierdzi ze nie jest alkoholikiem i ze my wszyscy w domu powinnismy sie leczyc, szawgra rodzina sie wypiela wogole sie tym nie przejmuje wiedzieli o tym ze lubi sie napic ale teraz to jest wina siostry bo tak jak rodzice jego twierdza " wiedziala kogo sobie za meza bierze" ostatnio skoczyl z piesciami do mojego mlodszego brata(20l) najgorsze w tym wszystkim jest to ze siostra go broni i twierdzi ze nie chce zostac sama z dzieckiem a calymi dniami siedzi z szieckuem w domu, nie wiem do kogo sie zglosic kto moze pomoc

Witajcie, pije mój teść, pije

Witajcie,

pije mój teść, pije mój były mąż. Próbowałam wszystkiego, żeby mąż nie pił. Prośby, groźby, szantaże nie pomogły.Teściowa, która przecież doświadczała podobnego horroru nie tylko mi w niczym nie pomagała, ale wręcz utrudniała życie, pluła nienawiścią do mnie, usprawiedliwiała, bagatelizowała picie swojego syna. W końcu, prawie pięć lat temu, zdecydowałam się na terapię. Za darmo, z NFZ-etu. Chodziłam prawie dwa lata na terapię indywidualną i grupową dla osób współuzależnionych. Trafiłam też do AlAnon, w którym aktywnie działam do dziś. Teraz moje życie i życie trójki moich dzieci wygląda zupełnie inaczej. Jestem już po rozwodzie, a najmłodsze dziecko objęte jest pomocą psychologiczną. Niestety dwójka już dorosłych dzieci, jeszcze po nią nie sięgnęła, ale mocno wierzę, że i one skorzystają z pomocy, co ułatwi im budowanie swoich własnych, zdrowych rodzin.
Apeluję do Was, nie pozostawajce sami/same, bez względu na to kto w Waszej Rodzinie pije. Ojciec, matka, rodzeństwo, współmałżonek czy dziecko. Dla mnie najtrudniejszym było przerwanie zmowy milczenia i wstydu. Latami ukrywałam "swój problem" przed moimi Rodzicami i rodzeństwem oraz znajomymi i przyjaciółmi. W końcu odważyłam się o tym otwarcie mówić i sięgać po pomoc, sięgam zresztą do dziś, jeśli jej potrzebuję, choć nie zawsze spotykałam się ze zrozumieniem. W naszym kraju jest tak wielkie przyzwolenie społeczne na picie i upijanie się, że dopóki ktoś nie leży pijany w rowie, czy nie żebrze po supermarketem, problemu się nie zauważa!! "Co ty od niego chcesz, po prostu trochę za dużo wypił".Jest wiele ośrodków i instytucji, gdzie można zasięgnąć informacji o chorobie alkoholowej oraz jak my sami, niepijący, możemy sobie pomóc. Bo to my potrzebujemy pomocy. Jeśli nasz alkoholik zdecyduje się na leczenie, to świetnie, możemy go wspierać, ale jeśli nie, to trudno. Ja nie chciałam iść z pijącym alkoholikiem na dno. Wybrałam życie dla siebie i swoich dzieci. Nie jest mi łatwo, chociażby finansowo, ale osiągam coraz większy spokój i równowagę.

Pozdrawiam Was Wszystkich,
Internautka z Krakowa

Witam, ja rownież piszę z

Witam, ja rownież piszę z tego typu problemem. Moj ojciec jest alkoholikiem (pije od kąd pamiętam). Wspomnienia z dziciństwa- ucieczki z domu, awanruty, przemoc, agresja, interwencje policji. Chwila ulgi.. gdy abierała go policja po awanturze. Gdy wrócił sytuacja powtarzała sie. Wychowuje się w wielodzietnej rodzinie (mam 9-cioro rodzeństwa) utrzymuje nas tylko mama, która nie wiem dlaczego nic z tym nie robi. Nie wiem, boi sie, ze bez niego sobie nie poradzi? Poradzimy sobie ! On nie pracuje, nic nie robi.. a jesli już to od razu wszystkie zarobione pieniądze przepija. Szukam pomocy, gdyz nie boję się o siebie, lecz o moje młodsze siostry. Kocham je nad życie i nie pozwole by stala im sie krzywda. Ja a rok pójde na studia, a co z moim młodszym rodzeństwem. Juz raz zrezygnowałam z marzeń, by zostac bliej domu, pomagać. Chce iśc na studia, kształcić sie, spełniac marzenia. Mam tyle celów do osiągnięcia. Ojciec obiecywał za kadym razem, ze przestanie pić, ze sie zmieni.. Wierzylismy.. Nie pił prawie przez rok. I nowu wszystko sie zaczęło. Nie podnosi juz nas mamę reki, ani na nas bo po prostu sie boi- ma wyrok w zawiosach (była sprawa w sądzie o znęcanie sie nad mama i dziecmi). Ile jeszcze czasu mamy to znosić. Ile jeszcze mamy cierpiec.Ja jak i moje młodsze siostry bardzo się go boimy, jest agresywny i bardzo wulgarny. Na noc muszę zamknąc drzwi od pokoju na klucz, wtedy dopiero zasnę.  

witam mój mąż pije jużkilka

witam mój mąż pije jużkilka lat czy mniej czy więcej ale codziennie nie awanturuje się ale co z tegokiedy ja nie mogę znieść tego psychicznie były rozmowy prośby cuda wianki i żadnego efektu leczenie nie wchodzi w grę ponieważ on sam nie widzi problemu a ja jużsiadam psychicznie bo nikt nie może pomóc ani jemu ani mnie jeżeli on tej pomocy nie chce aszkopół w tym żeon twierdzi że nie pije poradżcie prosze jak go przekonać do leczenia

,

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Zycie z alkoholikiem jest przytlaczajace

Cześć.

Mam dopiero 13 lat, a mój tata pije już odkąd pamiętam. Najgorsze jest to, że z roku na rok jest coraz gorzej. Tata pije coraz mocniejsze trunki (zaczyna coraz bardziej "lubować" się w wódkach) i jest agresywniejszy. Dodatkowo nic nie robi, jedyne co to, pali w piecu. Kiedyś dużo pracował jak był młody i teraz ciągle o tym mówi jaki to on nie jest pracowity i że on się już w życiu dosyć narobił. Mama ma sklepy i jak nie przywiezie mu nawet piwa to juz robi jej awanture. Dodatkowo bili sie 2 razy z moim starszym bratem, bo juz tak brata wkurzal. Ma gospodarstwo (mieszkamy na wsi) i jak jest lato czy wiosna to tylko udaje ze idzie niby cos robic a tak naprawde to za niego robia jego pracownicy i brat. Siedzi w kuchni i je, albo idzie do swoich "kryjowek" (piwnica, oraz na podworku jego warsztat oraz taka kuchnia w ktorej kiedys mama skubala kurczaki) Jak dostanie pieniadze za kukurydze czy cos to juz mamie zaczyna wygadywac i nawet jak jest zima to mowi ze jego gospodarstwo duzo pieniedzy daje a mama tylko "doi". (mama ma kilka sklepow 2 spozywcze i 1 odziezowy) Nienawidze  jak sie awanturuje poprostu juz jestem taka zatracona obiecuje ze pojdzie na badania ze sie poprawi a jak narazie zadnych skutkow. Tata rzadko kiedy upije sie tak ze az lezy na podlodze ale juz nie raz troche krzywo szedl a pozatym mama zawsze go wyzywa jak widzi stan jego twarzy (tacie robia sie takie oczy zawsze i twarz drastycznie sie zmienia na odcien czerwoniejszy jak ma wypite) Zreszta w wakacje mial taka sytuacje ze policja ich zatrzymala mama kierowala ale tata i tak musial dmuchac w alkomat i mial takie 2 akcje i pozniej mial sprawe sadowa i mu odebrali prawo jazdy. Zreszta wstydze sie ojca przed kolegami i kolezankami jak mama i tata jada samochodem to mama zawsze kieruje. Tata to jechal czesciej a takie ciagle kierowanie mamy zaczelo sie tak w 2013 w 2012 jeszcze wszystko bylo okej ale tata juz naduzywal. I tata tylko szuka powodow zeby wariowac mamie wszystko wygaduje kloci sie z wszystkimi i coraz wiecej osob zauwaze ze naduzywa i nawet ma skierowanie do psychologa (przez ta akcje sadowa) i na badania ale i tak sie nie leczy chrzestny probowal w to ingerowac ale i tak nie chce na te badania. Ja juz nie mam sily ile razy sie trzese jak rodzice sie kloca a jak mocno to juz w ogole. Nie wiem co robic mama chce zeby to wszystko sie juz skonczylo ale przywozi i tak wodki tacie bo wie ze bedzie jej awantury robil i to nie byle jakie. Moja przyjaciolka jak do mnie zachodzi to widzi duzo butelek i juz pewnie i tak wie ze moj tata to alkoholik poprostu nie wiem co w tej sytuacji robic brat tym sie nie przejmuje wcale tez probowalam ale ja poprostu nie moge.

nie mam siły do życia

Czytam te historie i zastanawiam się skąd tyle tego zła? Mam 23 lata i od 10 lat robię za "anioła stróża". MIeszkam z mamą, tatą i starszym bratem, wszyscy troje piją ale najgorsze cyrki odprawia moja matka. Pije niemal dzień w dzień, z pracy wraca pijana a jak jest tylko lekko chwycona to zawsze przyniesie sobie jakąś ćwiartkę do domu i opije się na amen. Żeby było "weselej" dodam że skutki tego są tragiczne. Ona jak się opije to nie pójdzie spać tylko wstrzyna awantury, wyzywa wszystkich, w tym mnie mimo że robię wszystko żeby było jej lżej, sprzątam, piorę, prasuję, czasami coś ugotuję jak trzeba ale w jej oczach i tak jestem szmatą... Jako że mój ojciec i brat też piją jej zachowanie prowokuje awantury i bitki a ja umieram z przerażenia. Jestem sama z tym wszystkim i coraz częściej myślę nad tym żeby się zabić, nie mam siły ani chęci do życia. Oni się w końcu pozabijają, w nocy po każdej awanturze budzę się zlana potem i zapłakana bo śnią mi się sceny że mój brat albo ojciec zabijają matkę. Mimo że od 10 lat staję między nią a nimi jak ją biją i nie raz oberwałam po gębie to i tak Ja  jestem ta najgorsza. to ja jestem zła, to na mnie się wyżywa. Szczerze mówiąc mam ochotę jej wykrzyczeć że ją nienawidzę. Nie radzę sobie z tym, mam przyjaciół, narzeczonego ale czuję się cholernie samotna. Czuję się jakbym stała na środku pustej sali i krzyczała o ratunek. Moja dusza krzyczy ale nikt tego krzyku nie słyszy. A najgorsze jest to że ten koszmar sie chyba nigdy nie skończy, ona się nigdy nie zmieni bo nie chce się zmienić, mój braciszek jest skończonym nierobem, ma 29 lat (czwórkę dzieci) i nie ruszy sie do roboty, mamusia i tatuś go utrzymują a bratowa siedzi u matki z dziećmi więc po co pracować? żyć nie umierać przy takiej wygodzie. Rodzice go utrzymują a on matkę potrafi zwyzywać od najgorszych i jej dopierniczyć tak że by ją zabił jakbym nie stanęła między nimi. ale mimo to, on jest zły ale ja jestem najgorsza. Dodam jeszcze że w między czasie (tj w przeciągu tych 10 lat) od 3. do 21. r.ż. chorowałam na padaczkę i nie było mi dane żyć w spokoju przez co miałam częste ataki. Nie wyobrażam sobie życia w tym domu a jestem zmuszona pozostać w tym piekle nawet po ślubie gdyż u mojego narzeczonego nie ma warunków (za dużo ich mieszka i nie zmieścilibyśmy się) a na wynajęcie mieszkania też nas nie stać. I miej tu siłę do życia... Moja psychika jest na skraju wyczerpania