Chemiczna lobotomia spowodowana neuroleptykiem, cierpienie ciągnące się już wiele miesięcy

Dział dostępny także bez rejestracji, gdzie szybko możesz otrzymać odpowiedź, gdy czas jest na wagę złota.

Moderatorzy: Wszyscy moderatorzy, Zdrowie

Posty: 18 Strona 1 z 2
Rejestracja: 2018
  • 163 / 37 / 0

Cześć. Postaram się pokrótce opisać sytuację, w jakiej obecnie się znajduje, bo szanuję Wasz czas, chociaż wiem, że nie będzie łatwo streścić to w kilku zdaniach.

Od kilku lat leczę się psychiatrycznie; OCD, depresja. Powiedziano mi, że leki mają mi pomóc, więc zgodnie z tym szukałem cały czas odpowiedniego leku, co sprawiało tylko więcej nieszczęść. Nieraz z prośbą o pomoc zwracałem się tu na forum, jednak sytuacja, w której obecnie się znajduję, jest dla mnie czymś, co przytrafiło mi się pierwszy raz w życiu, i jestem przekonany, że bardziej cierpieć mógłbym tylko w sytuacji, gdybym dodatkowo był katowany fizycznie, chociaż powiedziałbym, że nawet fizycznie jestem już wystarczająco bardzo skatowany. Wydaje mi się, że kilka miesięcy temu pisałem już o tym, co mi się stało, ale stwierdziłem że osobny wątek będzie najbardziej odpowiedni.

Odkąd zaznajomiony zostałem z działaniem co niektórych leków, od czasu do czasu lubiłem sobie przyćpać, chociaż nie były to dragi najwyższego kalibru, może za wyjątkiem klonazepamu. Zawsze miałem awersję do narkotyków, więc unikałem ich jak ognia, chociaż czasami jakieś niepowodzenia życiowe dyktowały mi, że powinienem od czasu do czasu się odurzyć. W lutym bieżącego roku miałem krótką serię gorszych dni, więc zdecydowałem się na klona, pregabalinę, kodeinę, DXM. Nie wiem dlaczego nie wyciągnąłem z tego lekcji dużo wcześniej, ale za każdym razem, gdy coś brałem, dopadała mnie labilność emocjonalna, płacz. Tak było i w tym przypadku. Rodzice wezwali pogotowie, ja zostałem zabrany na oddział psychiatryczny. Tamtejsi lekarze za każdym razem, kiedy po dragach ładowałem w szpitalu, twierdzili że mam schizofrenię. W rzeczywistości zawsze chorowałem tylko na depresję i ZOK, ale nie sprzeczałem się z lekarzami ze szpitala, bo chciałem jak najszybciej opuścić szpital. Jednak tym razem lekarze zdecydowali się na zastrzyk z neurola - Abilify Maintena 400mg, bo zawsze odstawiałem neuroleptyki, jak tylko mi je zaczynano podawać, moja psychiatra jest przekonana, że nie mam schizofrenii, tylko nerwicę, no i ma rację. Jednak tym razem po wyjściu ze szpitala nie miałem jak ot tak odstawić lek, bo był to zastrzyk z okresem półtrwania 46,5 dnia. Z dnia na dzień mój stan psychiczny po podaniu zastrzyku się pogarszał. Straciłem możliwość odczuwania przyjemności, przez pierwsze miesiące bardzo dokuczała akatyzja, do tego przestałem mówić, posiadam bardzo ograniczone myślenie, boję się gdziekolwiek wyjść. Myślałem, że z czasem te objawy znikną, bo substancji w teorii jest coraz mniej w organizmie, ale zamiast zdrowieć, czuję się tylko coraz gorzej. Stałem się warzywem, człowiekiem który wegetuje na utrzymaniu rodziców, bo nie jestem w stanie zrobić nic, z trudnością przychodzi mi chociażby nawet zrobienie sobie śniadania. Po ponad pięciu miesiącach nie mówię nic, tylko kiwam głową, czasami uda się kilka słów jakoś z siebie wykrzesać. Panicznie boję się wychodzić z domu, na spacery chodzę wieczorami, kiedy nie ma zbyt dużo ludzi i nikt mnie nie widzi. Nie wiem dlaczego, ale nie jestem za bardzo w stanie opisać dokładnie, co mi się dzieje, ale przechodzę tortury, to na pewno. Zapomniałem wielu słów, zapomniałem jak budować zdania, zapomniałem jak to jest odczuwać przyjemność. Stałem się w dosłownym znaczeniu głupi, paradoksalnie zlękniony, niemową, zakompleksionym człowiekiem. Nie jestem w stanie chodzić do pracy, mam 21 lat i jedyną czynnością, którą jestem w względnie w stanie zrobić, jest podcieranie tyłka w ubikacji. Próbowałem już wszystkiego, nie ma nienwazyjnego sposobu na usunięcie substancji z organizmu. Ostatnio nie mam w ogóle apetytu, schudłem jakieś dwa kilogramy i zacząłem odczuwać skutki uboczne jeszcze mocniej, bo najprawdopodobniej jakieś ilości substancji uwolniły się z tkanki tłuszczowej do mózgu, pojawiła się między innymi na nowo akatyzja. Nigdy wcześniej nie posiadałem takich myśli, ale teraz odnoszę nawet wrażenie, że kilkuletnie dzieci posiadają bardziej zróżnicowane i rozbudowane słownictwo ode mnie. Pomyślę o czymś, a po kilku sekundach nie wiem o czym myślałem. Na zagranicznym forum znalazłem przypadki osób, które też po zastrzyku neuroleptyku zaczęli cierpieć, ale nie zauważyłem, żeby z kimkolwiek było aż tak źle, jak ze mną.

Denerwuje mnie to, że nie jestem w stanie nawet popełnić samobójstwa w takim przypadku. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje życie polega wyłącznie na chronicznym cierpieniu, ale boję się umrzeć. Najlepiej by było, gdybym nigdy się nie urodził, ale ja na to wpływu niestety nie miałem żadnego.

Ludzie zdrowieją od tych zastrzyków przeciętnie po ok. 1,5 roku, ale ja odnoszę wrażenie, że u mnie będzie trwało to o wiele dłużej. Rodzice chcą, żebym starał się o rentę socjalną, jeśli po około roku, półtora, nie wyzdrowieję. Kłopot w tym, że obecnie mam umiarkowany poziom niepełnosprawności, ze względu na diagnozę lekarzy ze szpitala, na schizofrenię. Nawet gdybym starał się o rentę, to nie wiem, jak miałoby to wyglądać. Najpierw zdiagnozowana niby schizofrenia, a później co, diagnoza mówiąca o cierpieniu spowodowanym przez neuroleptyk? Przecież nie ma nawet takiej choroby, chyba że wpisaliby po prostu coś na wzór "depresja". Boję się, że jeśli będę starał się o tę rentę, to będą chcieli mnie znów na jakimś neurolu posadzić, ja bym tego nie wytrzymał. Moja psychiatra jest przekonana, że nie mam schizofrenii, ale nie wiem co na to powiedziałaby komisja lekarska; no bo jak to, najpierw taka, a później inna diagnoza. Sytuacja patowa.
Rejestracja: 2018
  • 1273 / 186 / 0

Moim zdaniem masz nadszarpnięty układ nerwowy, nie tak jak ja w szczycie urojenia science fiction....sory, ale ciężko Ci będzie znalezć na forum receptę na wyzdrowienie....masz zbyt obszerne objawy na jedną czy dwie porady od użytkownika lub kilku pocieszających wpisów......terapia, psycholog czy jakaś inna forma terapii....kurde balans, jesteś chory i sam to potwierdzasz, więc urojenia można skreślić....rada ode mnie to nie popadać w skrajność emocji i logiki czasoprzestrzeni dookoła Ciebie, jeśli ktoś da ci propozycję rozwiązania jednego czy innego problemu, to zapytaj się np dlaczego i w jaki sposób ma to pomóc, a nie metaforycznie ujmując krzykniesz spierdalaj i uciekniesz (metaforycznie choć obrazowo).........I ZERO ćpanka...........

Ekstaza pod kontrolą

Współczesny, zachodnioeuropejski szaman siedzi za biurkiem w domowej bibliotece w Hanowerze. Na pozór nie ma żadnych atrybutów szamańskich. Rozmawiamy jeszcze w pandemicznych, sterylnych warunkach, świeżo oswojeni z narzędziami do wideokonferencji.

Próbował wprowadzić na rynek ponad 121 kg dopalaczy

Nawet 12 lat pozbawienia wolności grozi 31-letniemu mieszkańcowi Kielc, który miał ponad 121 kg tzw. dopalaczy, wpisanych na listę zabronionych środków. Policjanci z Kielc w listopadzie 2018 r. skonfiskowali z jego mieszkania nielegalne substancje. Od tego czasu ich właściciel ukrywał się poza granicami kraju. Został zatrzymany w miniony piątek. Decyzją kieleckiego sądu kielczanin został tymczasowo aresztowany na dwa miesiące.
Rejestracja: 2018
  • 163 / 37 / 0

Jeden z największych u mnie problemów polega na tym, że nawet gdybym chciał skorzystać z pomocy psychologa (a bardzo chcę), to nie mam jak z nim rozmawiać, ze względu na brak myślenia, niemożność konstruowania zdań, otępienie, problemy z wysławianiem się. Jak tylko chcę zacząć coś mówić, czuję masakryczną blokadę, jakby moje mięśnie wokół twarzy zostały permanentnie zablokowane. Mówię jakbym miał kluski w gębie, tak cicho że nawet jak staram się powiedzieć coś głośniej, to i tak jest zbyt cicho, w dodatku nie potrafię używać takiej "instant" mowy, jak ludzie którzy ze sobą rozmawiają potrafią gadać godzinami. Mi z trudnością przychodzi wypowiedzenie jednego, dwóch słów. Wydaje mi się, że nazywa się to dyzartria hipokinetyczna albo anartria, nie ośmieliłbym stwierdzić nawet, że może to być coś pokroju afazji, ale jednak np. "tak" lub "nie", z trudnością, bo z trudnością, jestem w stanie wypowiedzieć. Do swojej psychiatry jak chodziłem przez ostatnie miesiące, to przynosiłem kartkę ze ścianą tekstu, bo nie potrafię mówić. Jak tylko się coś mnie zapytała i musiałem odpowiedzieć na głos, to nie była w stanie mnie za bardzo zrozumieć, mówiła że to przez maseczkę mnie nie słychać, ale to chyba tylko po to, żeby nie robić mi przykrości.

Staram się nie rozmyślać zbyt dużo, ale mój nastrój nie za bardzo zależy ode mnie. We wszystkim znajdę jakiś kłopot, coś smutnego, nie jestem w stanie nawet komedii obejrzeć, bo powoduje to u mnie myślenie "chciałbym być zdrowy i być w stanie śmiać się jak oni". Po głowie nieustannie chodzą mi jakieś urywki piosenek albo filmów, nie mogę się tego pozbyć, natręctw nie potrafię w żaden sposób zahamować. Nieustannie martwię się tylko o przyszłość, myślę czy nie ogarniać teraz wyższego stopnia niepełnosprawności czy poczekać z rok, żeby stwierdzić, że nic się nie poprawia i tak.
Rejestracja: 2019
  • 4 / 1 / 0

Bracie mam to samo od 7 lat, tylko ja mam schizofrenie :( ...Ja sobie pomagalem amfą ale nie spowodowalo to u mnie poprawy tylko bardziej sie "wycofalem" tez mam tak jak ty z mysleniem... Ja biore 3 różne psychotropy aktualnie, i w sumie wróciłem z Narni ale ,objawy negatywne nie dają mi żyć...
Rejestracja: 2018
  • 1273 / 186 / 0

To co ty opisujesz to mój stan podczas gdy miałem praktycznie to samo, ale przez myśl mi nie przeszło że to choroba, odbierałem to wszystko jako pojebany świat, a którym ja sam jestem lekko pierdolnięty ( to tak z humorem traktuj). Nie zapomnij że pewne problemy to składnik życia codziennego u zdrowych ludzi, tylko być może ty nie nadążasz i odpadasz na starcie...chyba twój świat to coś w rodzaju: wiem co się dzieje, ale nie nadążam, a mimo to sens i znaczenie ogarniam. na razie tyle ode mnie

ZX

Rejestracja: 2018
  • 895 / 301 / 0

Dziurawiec pomaga w depresji i rowniez trawi ten lek.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/10824623/

Najlepszy ekstrakt w kapsulkach.

W razie czego tez nie jest zbyt silny i przez pierwsze 2 tygodnie lub dluzej moze powoli wchodzic w tym czasie nie koniecznie musi byc milo.
Rejestracja: 2018
  • 163 / 37 / 0

Myślałem nad podaniem induktora CYP3A4 wcześniej, ale jestem konkretnie wystraszony. Nie mogę wymazać z pamięci stanu, w jakim się znalazłem, kiedy spaliłem trochę tkanki tłuszczowej i zaczęła na mnie oddziaływać zwiększona ilość substancji. Przy podaniu induktora będzie pewnie bardzo podobnie, bo przyspieszę metabolizm, teoretycznie pozbywając się w szybszy sposób leku. No i nie wiem jak by się to miało w sytuacji, gdzie receptory serotoninowe i dopaminowane są zantagonizowane, nie wiem czy w takiej sytuacji odczułbym chociaż jakiś przeciwdepresyjny efekt.
Rejestracja: 2018
  • 79 / 23 / 0

Odpisywałem Ci już w tamtym temacie więc powtórzę się, że nie ma czego się obawiać. Uwalnianie leku z tkanki tłuszczowej a przyspieszanie metabolizmu substancji krążącej w danej chwili we krwi (a o tym mówimy w kontekście indukcji tych enzymów) to w zasadzie odrębne mechanizmy. Dziurawiec nie spowoduje szybszego uwalaniania "zapasu" leku z tkanek. Czy antydepresyjny efekt dziurawca sam w sobie osłabi działanie neurolepu osobiście wątpię, raczej nie ten kaliber, ale to już tylko moja opinia a szansa zawsze jest.

sem

Rejestracja: 2008
  • 859 / 56 / 0

A nie możesz po prostu powiedzieć że źle na ciebie działa abilify i przestać go przyjmować? a potem ewentualnie wskoczyć na jakiś antydep?
Rejestracja: 2018
  • 163 / 37 / 0

Trudno jest mi sobie wyobrazić w jaki sposób miałby działać ten mechanizm. Podaję induktora, on przyspiesza metabolizm leku, co skutkuje jego mniejszym stężeniem we krwi, a uwalnianie z tkanek zostaje w stanie nienaruszonym? W ten sposób mógłbym brać dziurawiec np. przez dwa lata i skutecznie obniżać jego stężenie, mimo że z tkanek nie wszystko jeszcze się uwolniło i uwalnia się w swoim tempie, ale we krwi substancji jest mniej?

Abilify już nie przyjmuję, to był jeden zastrzyk. Psychiatra wie, że lekarze w szpitalu popełnili błąd.
Posty: 18 Strona 1 z 2
Wróć do „Sytuacje kryzysowe”
Na czacie siedzi 1482 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości