Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.
ODPOWIEDZ
Posty: 59 • Strona 6 z 6
  • 1990 / 294 / 0
Awatar użytkownika

Mi się śniło po obiedzie, nie w nocy, że byłem na jakiejś sali gdzie był mikrofon i bardzo chciałem zaśpiewać KIM JESTEM, JESTEM SOBIE, Dżemu Ryśka Riedla ale nie pamiętałem tekstu i zacząłem nerwowo przeglądać katalogi na odtwarzaczu mp3, aż w końcu jak nie mogłem znależć zacząłem się wydzierać do mikrofonu BREAK ON TROUGH The Doors. A bardzo głośno się wydzierałem, nagle obudziłem się i zapytałem się ojca czy coś gadałem przez sen, powiedział że nic nie słyszał.
JEŚLI 1000 RAZY COŚ CI NIE WYSZŁO,
NAUCZYŁEŚ SIĘ 1000 SPOSOBÓW JAK TEGO NIE ROBIĆ
  • 4 / / 0

Od kiedy się ustabilizowałem i głównie palę mj, to snów nie mam prawie wcale. Choć wiosna po łysiczkach miałem dziwne i realistyczne sny. Jakbym biegł w górę w jakiejś wieży i nie mógł znaleźć końca, wyjścia... To pewnie alegoria cpunskiego życia. Jak raz wejdziesz to już nie znajdziesz wyjścia 😜
  • 1990 / 294 / 0
Awatar użytkownika

Jest coś takiego że ja np po chodzeniu po domu z pokoju do pokoju, lub kuchni, ale to tak w długim dystansie czasowym, jak np słucham muzyki i mechanicznie chodzę bezcelowo, pózniej śni mi się .że jestem w jakimś budynku pełnym połączeń między pokojami, ale to też jest przechodzenie z pokoju do pokoju gdzie nic z tego nie wynika ani nie ma tam nic ciekawego, jak chęcią wywołania siłą woli sennej obecność np pięknej kobiety....i jak po złości nie wiadomo czego, nic takiego się w tych snach nie wydarza .
JEŚLI 1000 RAZY COŚ CI NIE WYSZŁO,
NAUCZYŁEŚ SIĘ 1000 SPOSOBÓW JAK TEGO NIE ROBIĆ
  • 1373 / 221 / 0
Awatar użytkownika
Atropolamine
Kompetentny
Kompetentny

Znów miałem dzisiaj ostro poryty sen.Fraktale,jakieś wybuchające kule.Czasem sie siebie boję.
  • 705 / 205 / 0
Awatar użytkownika
TymekDymek
Kompetentny
Kompetentny

Ostatnio coraz częściej mam sny, w których spotykam kogoś, kto ma tabletki z heroiną. Opakowanie wygląda jak takie typowe pudełko w kształcie beczki na odżywki białkowe dla sportowców. W każdym z tych snów ta osoba nie chce się podzielić nawet połówką tabletki, choć mówię im, że niedługo jadę do Monaru i czekam na termin, więc niech pozwolą mi raz spróbować i rozjebać się tą heroiną, bo zawsze chciałem spróbować – a lepiej, żebym zrobił to teraz, niż po powrocie z terapii do tego wracał. Zawsze jest to jakiś pojebany nierealny świat z dziwnymi rzeczami i zawsze jakimiś zakamarkami, chociażby i nawet małymi przejściami, łączy się z tym całym uniwersum snów, które mam w głowie od 20 lat. Generalnie chodzi o to, że kilkanaście razy w roku mam sny, w których spędzam całe tygodnie i po przebudzeniu pamiętam dokładnie całe te tygodnie, a wszystkie z nich są połączone, tzn. miejsca w nich obecne się powtarzają, mają między sobą ukryte podziemne przejścia, no i zawsze rozpoznaję te motywy i pamiętam przeżycia z poprzednich snów i wydarzenia tam przeżyte (choć w 99% przypadków nie rozpoznaję nadal, że to jedynie sen). No i tak samo tutaj, w każdym z tych heroinowych snów były np. jakieś schody do piwnicy, w której było ukryte przejście do podziemnego kompleksu tuneli, labiryntów i świątyń, z których można się wydostać na powierzchnię do kilkunastu innych lokalizacji z tych snów. No więc w jednym z tych snów żyłem sobie z paroma znajomymi w wielkim bąblu powietrza głęboko w oceanie. Dookoła pływały rekiny i jakieś potwory, ale w bąblu powietrza nie było wody, więc nie mogły do niego wejść, bo by spadły na dół bąbla i wpadły z powrotem do wody (WTF). Bańka powietrza nie była niczym przyblokowana, po prostu bąbel, który z niewiadomych przyczyn nie zmierzał w górę wody. W owym bąblu mogłem oddychać, chociaż poruszałem się po nim jak w wodzie, tzn. pływałem itd., we wszystkich kierunkach. W końcu musieliśmy statkiem płynąć dalej i znaleźć inny bąbel, no i znaleźliśmy jakąś szczelinę w oceanie, pod którą był jeszcze większy bąbel i tam był jakiś statek. Statek pod wodą, w nieruchomym bąblu powietrza, który w tym bąblu pływa i porusza się jak w wodzie, ale także w górę i dół XD Mieszkała tam jakaś kapitan piratów, no i na górnym pokładzie było wszystko poustawiane jak w normalnym statku, ale można było wejść pod pokład i tam były ogromne komnaty tej piratki. Na jednym z biurek tam miała właśnie owe tabletki z heroiną. Przeżyłem tam kilka dni przygód, podczas których zawsze starałem się w pewnym momencie podkraść jedną tabletkę, jednak zawsze z jakiegoś powodu się nie udawało. Koniec końców wygoniła mnie z dolnych części statku i spałem na górze, w jakiejś jaskini podobnej do budy psa, która z drewnianej podłogi statku powstała naturalnie z powodu uderzenia pioruna. Rozpaliłem tam ognisko i mieszkałem kilka dni, zanim przeniosło mnie do jakiejś dziwnej areny, w której stałem się monstrum walczącym z innymi monstrum, a po każdej walce dostawałem nowy wygląd, ruchy, moce, itd. Trwało to jeszcze kilka dni ciągłego napierdalania się z innymi potworami, pamiętam np. że po każdej walce padało pytanie w stylu "CZY WYRZEKASZ SIĘ MOCY PIORUNÓW, ABY NA CHWILĘ SIĘ OSŁABIĆ I W PRZYSZŁOŚCI DOSTAĆ MOC OGNIA?" xDD Zawsze się zgadzałem, a nową moc dostawałem od razu i nie byłem nigdy stratny, zawsze byłem mocniejszy. Jak dostałem moc ognia, to miałem kształt jakby dużego psa, ale przednie łapy miałem jak takie dłuższe nogi słonia, no i nimi wlatywałem we wrogów po prostu ciosając ich nimi niczym maczugami, przeciwnicy odlatywali w tył, po czym zionąłem z pyska ogniem i ich spalałem. Po kilku walkach się obudziłem, jednak no opowiedziałem może z 1/50 wydarzeń z tego snu, jakie pamiętam. Najdziwniejsze jest to, że spałem tylko godzinę i to wszystko się tam zdążyło wydarzyć. Po przebudzeniu miałem jeszcze najdłuższy paraliż senny w życiu, po odgłosach pochodzących od domowników wiem, że trwał ponad pół godziny. Bałem się, że zostanie mi już na zawsze ten paraliż. Podczas niego wszystko było okej, jednak jak zamykałem z powrotem oczy, aby spróbować usnąć, to przenosiło mnie do dziwnego świata demonów, który znikał po otwarciu oczu. Z biegiem czasu zdążyłem się pogodzić z myślą, że mi ten paraliż zostanie na zawsze, więc zamiast otwierać oczy i bezskutecznie próbować się poruszyć czy wołać domowników, nauczyłem się w miarę kontrolować świat widziany na zamkniętych oczach, a w końcu przerodzić go w świadomy sen. Pojebane, bo wciąż miałem paraliż senny i przy każdym otwieraniu oczu normalnie leżałem w pełni świadomy w pokoju, wiedząc, iż mam paraliż. W trakcie paraliżu było jeszcze więcej pojebanych rzeczy, ale to już może opowiem jak ktoś zechce w osobnym poście, ten jest już za długi. Tak czy siak, kurwa, żadne używki nie dały mi w życiu tak pojebanej jazdy, jak ten sen i późniejszy paraliż.
  • 705 / 205 / 0
Awatar użytkownika
TymekDymek
Kompetentny
Kompetentny

Dobra, to może opiszę ten paraliż XD akcja dzieje się tuż po tym pokurwionym śnie z poprzedniego posta, mało kogo to obchodzi, ale chociaż dla siebie to spiszę, żeby to znaleźć za kilka lat na forum i mieć ubaw!

No więc tak, budzę się z tego pojebanego snu i nietypowo jak na mnie, od razu się nie ruszam. Leżę nieruchomo i rozkminiam, co za pojebane gówno mój mózg wykreował. Nagle zaczynam czuć to dziwne coś, jakbym miał w sobie ludzika-patyczaka, którego nagle ktoś pompuje i on puchnie i napiera mi na całe ciało, kończyny, itd. od środka... Wtedy zorientowałem się, że mam paraliż senny i już w pełni (umysłowo) się przebudziłem. Trochę męcząca sprawa, bowiem jak kiedyś miałem paraliże, to nieważne, czy próbowałem się miotać bezskutecznie, czy odpuszczałem, to w ciągu minuty przychodziło to dziwne nadmuchiwanie w połączeniu z falą ciepła i wtedy odzyskiwałem kontrolę nad ciałem... Wierzcie mi lub nie, ale po wielu latach paraliży, oswojeniu się z nimi, próbach przerodzenia ich w OBEE itd., moje paraliże zaczęły trwać nawet po 4-5 minut, a takich fal pompowania/gorąca zawsze było kilka, zanim się mogłem obudzić. W opisywanej sytuacji paraliż trwał ponad pół godziny, co dla mnie jest niezwykłym zjawiskiem i gdybym sam o tym czytał przed przeżyciem tego, to bym nie uwierzył...

Ale dobra, do sedna. Zorientowałem się, że mam paraliż. Leżałem na lewym boku, prawie na brzuchu i lewe oko miałem wgniecione w poduszkę. Momentami prawie przysypiałem, jakoś byłem w połowie na jawie, tj. przez pierwsze 3-4 minut miałem wrażenie, że lewą ręką próbuję na siłę otworzyć to oko, rozerwać je na siłę xD czułem jakby było mega spuchnięte i jakbym miał z 10 warstw powieki na nim... Na tym etapie jeszcze prawe oko chciało mi się same zamykać i ciężko było to kontrolować... No i w ciągu następnych 10 minut przeżyłem kilkanaście razy, to co teraz opiszę:

Odpuszczam z lewym okiem, przypominając sobie usilnie, że przecież mam paraliż, więc tą lewą ręką to nawet nie ruszyłem xD Próbuję utrzymać się przy świadomości, bo panicznie boję się usnąć w trakcie paraliżu, od zawsze. Wolę z niego wyjść, potem przyjąć trochę nikotyny, poczytać coś kilka minut i dopiero wrócić do spania. Nagle nie wytrzymuję, no i prawe oko mi się zamyka. Momentalnie jestem w całkiem innym pomieszczeniu. Leżę w tej samej pozycji, również z paraliżem, ale mam otwarte oczy (naprawdę miałem zamknięte) i widzę całe mnóstwo demonów i dziwactw, które chcą przejąć nade mną kontrolę. Mówią mi, że w trakcie paraliżu jest to bardzo łatwe i chcą to zrobić.

Powtarza się to przynajmniej z 10-15x, bo spanikowany otwieram to prawe oko. Wówczas jestem znowu w swoim pokoju, nic się nie dzieje. Tutaj podkreślam, że zarówno z otwartym prawym okiem, jak i zamkniętym, będąc rzekomo w tym dziwnym świecie, przez cały czas miałem świadomość, że to paraliż senny, byłem w pełni przytomny. Fizjologia, oko się zamykało samo, nie wiem czemu, a lewe wgniecione w poduszkę i tak nic nie widziało.

Potem miałem kilka halucynacji ze współlokatorami, już na otwartym prawym oku. Nie wchodząc w szczegóły i prywatne sprawy, miałem z nimi trochę spinę. Wydawało mi się, może w jakimś półśnie, że udaje mi się ledwo coś mówić, resztkami sił próbując się drzeć, że wydobywam z siebie ciche dźwięki... Czasami mi się tak zdarza podczas paraliży, no i co dziwne, zawsze wtedy wierzę, że te dźwięki wydaję. Udało mi się zawołać współlokatorów, jedno z nich siedziało blisko i z uchem przy moich ustach słuchało co mówię, a drugie stojąc w drzwiach powtarzało ciągle coś w stylu "niech ten debil nie udaje i nie wymyśla żadnych paraliży". Nie chcieli mi wierzyć, a ja tylko chciałem się ocknąć. Wówczas już prawie uwierzyłem, że zostanie mi to na zawsze... W pewnym momencie jedno z nich, siedzące bliżej, włożyło mi stuzłotową monetę w zęby i coś zaczęło się śmiać, że to opłata za to, żebym przestał pierdolić... Wtedy zrozumiałem, że oboje są halucynacjami... Omamy wzrokowe i dźwiękowe ostatnio przy paraliżach mam coraz częściej, ale zawsze to jakieś demony, duchy, czy kroki po domu i zawsze wiedziałem, że to halucynacje. Czasem nawet się śmiałem w duchu, ich doświadczając. Tym razem mój mózg mnie przechytrzył i do samego końca wierzyłem, że owi współlokatorzy są prawdziwi XD

Zniknęli, ale ja się męczę dalej. Momentami z ciekawości sam zamykałem prawe oko i zanurzałem się w świat tych demonów. Chwile, dłuższe chwile, rozmowa z samym sobą i dość szybko przekonałem samego siebie, że skoro to wytwór mojego własnego umysłu, to mogę to kontrolować!

Kurwa, to było coś. Momentalnie okazało się, że zamykając oko jestem jakby w idealnej grze komputerowej, mogę robić wszystko, bez ograniczeń! Zacząłem latać, tworzyć rzeczy, kurwa, cuda. Mózg na 100% odpalony i żyję w raju. Gdybym umiał wywoływać ten stan teraz, to bym tylko dbał o minimum egzystencjalne jeść/srać i siedział tam każdą wolną chwilę, jebany wirtual i cuda XD Oczywiście dalej mogłem otworzyć oko i wówczas leżałem nieruchomo na lewym boku, sparaliżowany. Oczywiście również na zamkniętym oku miałem świadomość, że to bajka, sen, że mam paraliż. Podkreślam.

Wszystko zmierzało ku końcowi, ale tego nie wiedziałem. Wówczas byłem już pogodzony z tym, że do końca życia będę sparaliżowany, że mnie znajdą unieruchomionego i koniec. Jebać. Liczyło się tylko to, że zamykając oko jestem w świecie, w którym jestem bogiem i mogę co chcę... To mnie zgubiło i doprowadziło do końca tego cudownego stanu. Momentami bowiem zaczęło się to powoli zamieniać w sny, np. zacząłem latać, coraz szybciej itd. (pierwsze loty po DXM to nic przy tym XD) więc latałem w głowie, aż po prostu się odklejałem podniecony efektami, że latanie zaczęło się "samo kontrolować" i zaczęło być losowe. Pojawiały się dziwne rzeczy, aż się nagle przestraszyłem, przypomniałem sobie w jakim stanie jestem i otworzyłem oczy. Chuj. Leżę kolejne minuty i się nie mogę ruszać...

Po każdym takim odklejeniu, gdzie świat, w którym byłem bogiem stawał się snem, po ponownym zamknięciu oczu, znowu byłem twórcą świata w głowie, nic nie traciłem. Niesamowite... Chyba tylko dzięki temu nie panikowałem, że nadal mam paraliż... Dalej nie będę wchodzić w szczegóły, ale w pewnym momencie odkleiłem się podekscytowany rzeczami z prywatnego świata na tyle, że przeżyłem 3-4 minuty filmu-snu i ocknąłem się spanikowany. Wiedziałem, że muszę zakończyć ten paraliż. Otworzyłem po raz ostatni prawe oko i znowu zacząłem się "wierzgać" z całych sił, a właściwie próbować, jak przy pierwszych paraliżach... Nie wiem ile to trwało, ale kolejne kilka minut na pewno. W końcu odpuściło... Musiało, bo byłem tak przerażony, że nie byłbym w stanie już więcej prawego oka zamknąć.

Gdyby istniały używki, które dają takie loty, to o kurwa, panie... DXM+DMT czy inne mieszanki mi tego nie dały.... Na koniec tylko dodam, że nie jestem w stanie stwierdzić, czy na pewno przez 24h przed tym lotem byłem czysty... Na pewno w trakcie byłem trzeźwy, ale 12h przed tym pewnie poszła kodeina z alkoholem. Na pewno inne substancje nie. Tyle pamiętam. Pozdro.
  • 1082 / 138 / 0
Awatar użytkownika

Oczywiście że tak, w śnie zazwyczaj wciągam mefedron, kokainę, amfetaminę.

Jem LSD i MDMA, palę też papierosy :) ketamine parę razy jadłem, MXE we śnie

Gibona pale i jem ciastka z tych raz nawet jadłem żelki

Czyli śni mi się wszystko od czego jestem uzależniony psychicznie
PRAWDA :heart: :old: MIŁOŚĆ :old: :heart: MUZYKA :heart: :old:
  • 1990 / 294 / 0
Awatar użytkownika

Kurde, ja mam tak intensywnie przygodowo psychodelicznie sny że już nie zwracam na nie uwagi, a mimo to pamiętam migawki w tym stopniu że jak bym miał taką umiejętność to bym narysował z pamięci. Jak np zinterpretować taki sen że miałem projekcje olbrzyma NEO z matrixa ponad blokami jakby Godzilla z oldschoolowych japońskich filmów, albo śpiewam jakieś hity Budki Suflera albo the doors, tak że się wydzieram słysząc dzwięki normalnie dobrej jakości. A koszmary mam bardziej depresyjne niż straszne w temacie lęku, co ciekawe czuję ogólnie zmysły w niektórych projekcjach, smak, dotyk, słuch, nawet zapach zdarza mi się przyśnić, jeden z moich najgorszych koszmarów to zapach zjełczałej musztardy albo coś w ten deseń.
JEŚLI 1000 RAZY COŚ CI NIE WYSZŁO,
NAUCZYŁEŚ SIĘ 1000 SPOSOBÓW JAK TEGO NIE ROBIĆ
  • 370 / 34 / 0
Awatar użytkownika

Mi się ostatnio nic nie śni tzn sni się ale nie pamiętam.
Nie mam z tym nic wspólnego.
ODPOWIEDZ
Posty: 59 • Strona 6 z 6
NarkoMemy dodaj swój
[mem]
Artykuły
Newsy
[img]
Jacht z kokainą o wartości 80 milionów funtów zmierzał w stronę Wielkiej Brytanii

Prawie tona „narkotyku klasy A” została znaleziona na jachcie płynącym z wysp karaibskich do Wielkiej Brytanii. Jej rynkowa wartość została oszacowana na 80 milionów funtów.

[img]
Handel narkotykami: Rynek odporny na COVID-19. Coraz większe obroty w internecie

Dynamika rynku handlu narkotykami po krótkim spadku w początkowym okresie pandemii COVID-19 szybko dostosowała się do nowych realiów, wynika z opublikowanego w czwartek (24 czerwca) przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) nowego Światowego Raportu o Narkotykach.

[img]
Meksyk: Sąd Najwyższy zdepenalizował rekreacyjne spożycie marihuany

Sąd Najwyższy zdepenalizował w poniedziałek rekreacyjne spożycie marihuany przez dorosłych. Za zalegalizowaniem używki głosowało 8 spośród 11 sędziów. SN po raz kolejny zajął się tą sprawą, jako że Kongres nie zdołał przyjąć stosownej ustawy przed 30 kwietnia.