Co polecacie na imprezy na początek?

Luźne dyskusje na tematy związane z substancjami psychoaktywnymi

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 65 Strona 4 z 7
Rejestracja: 2014
  • 1702 / 370 / 0


Odstawa benzodiazepin jest znacznie cięższa od odstawy opio, w skrajnych przypadkach zagraża życiu, a przynajmniej mocno je zmienia - choćby przez napięcie, epilepsję, utrzymujące się lęki, a epilepsji mamy kilka rodzai - petit MAL, no i m.in. grand MAL, która z otwartymi ramionami czeka na kloniarzy i innych miłośników benzo grzebiących przy mięśniach szkieletowych. Dlaczego benzo są gorsze? Bo są legalne i bardziej dostępne. Wiesz, kiedyś był tu taki RC, czyli niezaaprobowana medycznie substancja, nazwij to dopalaczem jeśli chcesz, Klonazolam. Nie klonazepam. Mnie te dwa "cudowne" leki pozwoliły żyć przez dwa lata bez lęków, a byłam naprawdę trudnym przypadkiem, za to z grand MAL będę żyć już do końca swojego życia - o ile podczas jednego z ataków się nie wypłaszczę. Wiesz, ile to wstydu? Ile nerwów dla świadków takiego napadu? Ile nerwów dla, na przykład, partnera, który widzi jak sztywnieją Ci mięśnie i zanika bicie serca (bo na tym polega grand MAL, petit MAL to trzęsawka tradycyjna), a po przebudzeniu boli wszystko, bo takie zesztywnienie potrafi trwać piętnaście minut, dwadzieścia? I częstotliwość ataków tylko się zwiększa. Ja już wiem, że mam tzw. "dożywotkę" na klonazepamie. 4mg dziennie nie dają mi żadnych efektów "rekreacyjnych" (przypomnę, że lek ten dostepny jest w wersji 0,5mg, a niektórzy nie mogą wejść do tramwaju po połówce takiej tabletki), tylko tyle, że nie zbliżam się do podłogi ani EKG mi się nie wypłaszcza. W karetkach byłam więcej razy niż u dilerów hery, w sumie.

Dlaczego prowadzę krucjatę benzo w tym temacie? Heh, nie prowadzę. Ale tłumaczę. Klonazolam to alprazolam+klonazepam w moim pojmowaniu, dwie najsilniej działające substancje (słynny bananowy xanax i klony) przyjmowane często synergicznie z innymi, które je podbijają, weźmy już np. tę morfinę. Powstaje błędne koło. Istnieje co prawda np. pregabalina czy gabapentyna (raczej to pierwsze...) do odstawiania benzodiazepin, ale jest to piekło nieopisywalne słowami. O ile przed opiatami przestrzegać będzie Cię każdy myślący człowiek, to podstępność benzo polega na tym, że człowiek z lękami myśli sobie - okej, mam tabletki od lekarza, mam brać jak jest źle, przecież są z APTEKI, to nie narkotyki. morfinę ja też mam z apteki. :) Czy fentanyl. Niestety, te substancje uzależniają jak skurwysyn, a są opakowywane w coraz bardziej atrakcyjne "opakowania" dla konsumentów i przepisywane bez większego pomyślunku. Udało mi się w ciągu półtora dnia na trzy osoby zdobyć ~30 opakowań klonów 2mg (na zniżkę niektóre), jak potrzebowałam jadąc do Wawy. Podejrzewam, że trochę Wawy zaopatrzyłam niechcący. klony lecą jak cukierki, wystarczy że masz RAZ wpisane je w kartę i dalej to tylko ponawianie recepty. Z alprazolamem... znam lekarzy stojących murem za tym benzo (ale KRÓTKOTRWALE i z tym się zgodzę) i jego kategorycznych przeciwników. Usunięcie bodźca lękowego farmakologicznie nie sprawi, że pacjent sobie poradzi z nim - on po prostu go zignoruje, nie zauważając. A po ustąpieniu działania leku bodziec wróci z intensywnością pomnożoną od czasu brania danej benzodiazepiny.

Podobny mechanizm "odbicia" obserwujemy przy typowo nasennych lekach, na których można też ładnie naodpierdalać - zolpidem, zopiklon. Niech jeden z użytkowników opowie, jaką mają tendencję do znikania i jak obudził się ze zdemolowanym mieszkaniem i liniami usypanymi z kurkumy + całe mieszkanie upierdolone kurkumą. ;) Możesz odbyć rozmowy telefoniczne, których nie pamiętasz. Możesz nawrzucać szefowi, kochance, żonie, dowolnej osobie i na drugi dzień nie będziesz miał zielonego pojęcia. A to tylko takie leki nasenne, które TEORETYCZNIE nie są zaliczane do benzodiazepin...

Zmierzam do tego, że w społeczeństwie istnieje bardzo niebezpieczna tendencja pt. "problem -> alprazolam/klonazepam lub to i to -> problem nie ustępuje, bo czasem tabletek brakuje -> dobicie do max dawki -> mamy uzależnionego pacjenta z problemem, który ustępuje (DO CZASU) tylko, gdy bierze lek.
I spróbujmy teraz takiego pacjenta odtruć. Ambulatoryjnie? Nie, ludzie przechodzą to w domach. Z zachowaniami godnymi psychiatryka i kaftana, bo o ile skręty po opio są okropne, świat jest śliski, ohydny, nie jesteś w stanie sklecić zdania, to trwają one ze dwa tygodnie max, w przypadku pewnych środków dłużej. Wysuwam średnią. Skręty po benzodiazepinach trwają natomiast... Cóż, miesiącami.
Ale przecież to cukierek na problemy kupowany ze zniżką w aptece.
Co złego może się stać?

PS osobiście dostałam klonazepam 2mg na pierwszej wizycie u starego internisty gdy powiedziałam mu, że mam takie "szarpnięcia" przy zasypianiu, czasem uderzę nogą niekontrolowanie o ścianę itepe, wyslał na badania, ale najpierw wypisał klonazepam. Neurolog? To samo, tylko dodał mi jeszcze nasenne typowo. I takim to sposobem w mojej karcie jest wszystko, od luminalu, przez benzodiazepiny, a na nowszych lekach typu pregabalina kończąc. To była PIERWSZA wizyta, a ja nie pamiętam (heh), czy miałam 18 lat... Teoretycznie musiałam mieć, ale nie jestem pewna. Dwie minuty rozmowy, jeb, pieczątka, nawet nie zaczął od połówek bo "to tani lek, pani sobie podzieli".
Tyle, że jak odkryłam, jak ściąga ten lek ze mnie lęki w postaci CAŁEJ tabletki, to przeżyłam najintensywniejsze dwa lata swojego życia. Wylot samolotem. Norwegia z dnia na dzień, bookowanie biletów. Campingi. Mnóstwo znajomych. Festiwale muzyczne. Przypominam, że mówimy o osobie ze zdiagnozowaną fobią społeczną (mówię tu o sobie). Zaliczyłam świetne znajomości, świetne miejsca i świetne historie. Co z tego, skoro niewiele z nich pamiętam? A i tak nie jestem kompletnym benzowrakiem, uwierz, spotkałam ludzi o pamięci złotej rybki. Mnie również okresowo się pogarszało, choćby po ataku epilepsji.

Którego można doznać, na przykład, na rozpoczęciu studiów - uroczystym - bo dlaczego nie? To takie miłe, gdy masz nadzieję na wkręcenie się w nowe towarzystwo, a zamiast tego w karetce ładują ci w pośladek ampułkę klonazepamu właśnie i w zaleceniach wypisują "niepomijanie dawki leku, branie w stałej dawce o stałej porze, odmowa przyjęcia do szpitala" - szczegóły pomijam. A gdybyś chciał wiedzieć, to wypłaszczyłam się na półtorej minuty w centrum handlowym, nic nie wskazywało na atak, nie była to sytuacja stresowa, szłam za rękę z kimś i rozmawiałam. Półtora minuty byłam technicznie martwa przez legalne tabletki, do których wypisywania są zachęcani u nas lekarze, a każdy ma swoją kombinację - jeden nie lubi pisać rolek, drugi alpry, trzeci ma jakąś dziwną fobię na sedam. A czwarty wypisze wszystko. Oczywiście proceder ten nie jest taki, jak w przypadku np. firmy Purdue i oksykodonu w USA ("opioid crisis"), ale jest sporawy.

@Sawant, podobnie byś to ujął? ;)

Edit: skoro masz takie ciśnienie na cokolwiek, to może nootropy? Jest cały temat odnośnie poprawiania pracy mózgu naturalnymi substancjami, ziołami, a także mniej naturalnymi substancjami - nootropami właśnie, coś jak leki poprawiające kognitywność, coś jak tabletki podawane osobom po udarze, by szybciej ich mózg wrócił do poprawnego nazywania przedmiotów, składania zdań. Bardzo popularne na sesję wśród studentów, sama zażywam cholinę plus noopept rosyjski. Aczkolwiek tutaj DUŻO, naprawdę DUŻO trzeba poczytać, by nie zrobić sobie krzywdy, bo taka niepozorna kurkuma - tak, kurkuma ma pewne działanie, nie narkotyczne w stylu "ale się ujebałem", ale wpływ na synapsy - czy dostępne powszechnie zioła (dziurawiec) mogą mieć FATALNE kombinacje z lekami. Szczególnie dziurawiec. Ja, na przykład, nie wiem jak ma się kombinacja ciężkich opio i benzo z nootropami. Ale żyję, nie miałam ZS [zespołu serotoninowego], u mnie raczej jest problem z dopaminą. Mam za to problem z hormonami, na który działa... metformina dla cukrzyków. Ale to zupełnie inna historia.
Rejestracja: 2019
  • 91 / 6 / 0


@Jamedris

mnie już starszą osobę przerażasz... niby młoda a stara w chuj ;)

Organizatorzy imprez opisują najdziwniejsze sposoby szmuglowania na nie narkotyków

Jeśli jest jakaś zasada, która nagminnie łamana jest we wszystkich klubach, barach i na festiwalach muzycznych, z pewnością będzie nią ta dotycząca narkotyków i zakazu i ich wnoszenia...

Na widok radiowozu pośpiesznie gasili światła w aucie

...co okazało się nie być najrozsądniejszym posunięciem.
Rejestracja: 2017
  • 240 / 21 / 0


Masakra, dobra nie mam już nic do dodania, a i sam się czegoś nauczę z posta @Jamedris

Najlepsze jest to, że ja niedawno byłem jak autor tematu, czytałem Hajpka i myślałem sobie "co za ćpuny, jak można się wjebać, trzeba być głupim, ja będę sobie brał odpowiedzialnie" ale benzo są strasznie zdradliwe, ja np. nie czułem po nich typowej fazy i nie miałem jakichś mega patologicznych akcji, ale miałem objawy odstawienne i po krótkiej przerwie znowu do nich wróciłem (i to zacząłem od razu od tych najsilniejszych RCków- flua, Klonazolam, flubromazolam... od razu mnie odcinało na paręnaście godzin+amnezja. Na szczęście nie jestem z tych co wychodzi na miasto i odpierdala chore akcje, ale po prostu spałem). To mnie wkurwia w benzodiazepinach, te substancje nie dają jakiegoś "haju", jak człowiek tak mądry jak ja, może tak działać na swoją niekorzyść w dłuższym okresie czasu.

btw. szybko piszesz, zacytowałaś mnie bez edita po paru minutach od mojego posta, wtf xd
Rejestracja: 2014
  • 1702 / 370 / 0


Tak, napierdalam w klawiaturę za 15zł bez patrzenia (ciemno w pokoju i wsunięta półka z nią, pozdzierane litery) mimo spowolnionej teoretycznie motoryki (dzienna dawka benzo i opio, tak?), uczyłam się za dzieciaka na Mistrzu Klawiatury (nostalgia...), na instagramie zbanowali mnie za szybkość komentarzy na nie wiem ile. ;) True story.

@Sawant pozwolę sobie na lekkie OT, kiedyś ojciec [tfu, kurwa] nazwał mnie w przypływie złości "stara malutka" gdy dorwałam lakier do paznokci mamy i się nim nacieszyłam malując krzywo paznokietki w wieku kilku lat; co do narko, widzę podobną analogię. Środowisko jest jakie jest. Powiedziałabym, że rok przeżyty w tym środowisku to jak trzy lata takie normalne. Niedługo będziemy przeliczali jak psie, heh. ;) Ale to zależy od tego, czy ktoś bezmyślnie napierdala w kable, czy czyta o tym, co robi, jakie są interakcje, jak wzmacniać, jak unikać niepomyślnych działań, co zrobić lepiej, na co uważać - i, szczerze mówiąc, takie czytanie czasem działa na niekorzyść. Piszę to jako (nie lubię się na to powoływać) moderatorka, kompetentna oraz osoba odpowiedzialna za FAQ (Frequently Asked Questions) odnośnie metod przerabiania morfiny z tabletek dostępnych na rynku do podań dożylnych oraz autorka kilku innych pomysłów czy tłumaczeń i wspólnych "ulepszeń", choćby DHC czy... A, dosyć.

Powiedziałam swojemu terapeucie, że pewna wiedza mnie upośledza. Na przykład wiedza, jak zrobić kompot, która na chuj mi jest potrzebna, bo nie ma już maku wysokomorfinowego. Ale dzięki niej mogłam lepiej pojąć pewne reakcje potrzebne do np. acetylacji morfiny, a gdy kombinujesz przy związku który wtłaczasz sobie w żyły, masz naprawdę małe pole błędu - jeśli w ogóle. Że nie wspomnę o wyjebkach, akcjami z policją, wzajemnych złośliwościach... Są ludzie, którzy pomogą, ale to promil. Nawet nie procent. Taki fentanylowy mikrogram.
Ale dalej obstaję przy zdaniu, że ta wiedza upośledza. Znam też inne syntezy, to nie temat do chwalenia; ale w chwilach słabości mózg odwiedza tę część, gdzie mam je zachowane. Informuje mnie, że mogę w 15 minut zrobić coś o sile uzależniającej 80% metamfy z dostępnych OTC w aptece leków. Czy przypomina mi o kodeinie, którą wielu uważa za nieszkodliwą zabawkę, a można wpierdolić się w nią po uszy, w ilości gram plus spokojnie.

Tak, wiele nauczyłam się z tego forum, wiele też z książek, wiele razy zawiodłam się na ludziach i wiele razy pewnie ja ich zawiodłam; takie życie, mam wrażenie, że życie opio-benzo ćpuna albo staje w miejscu [nic się nie zmienia, każdy dzień taki sam] albo zapierdala tak szybko, że mogłabym grać w drugiej części filmu o tym facecie, który urodził się stary, a potem młodniał - u mnie odpowiednikiem "młodnienia" byłoby branie benzo właśnie, tracenie pamięci np. ;) Choć znam języki, nie mam z nimi problemu, ale po atakach mam duże problemy z przypomnieniem sobie podstawowej składni. To przerażające. A bez klonazepamu? Szczerze, nie wiem. Od paru lat nie byłam w sytuacji, by na nim nie być. Od wypłaszczenia się. Natomiast słoiki pełne alpry mam w odległości 1.5m może od siebie, kilka, i też biorę je trochę nasennie, a trochę jak sobie film oglądam albo jak coś mnie na studiach wkurwi, co ostatnio zdarza się b. często - albo jak np. myślę, że biorę ostatnią działkę, a ostatnia działka mi się przedłuża na tydzień. No bo wiadomo, że jak ostatnia działka, to trzeba dopierdolić sobie do utraty oddechu niemal.
Rejestracja: 2018
  • 25 / 3 / 0


@Jamedris Az trudno uwierzyć, że z tak infantylnego tematu, do czego się przyznaję, wywiązała się całkiem sensowna dyskusja. W związku z tym pozwolę sobie zapytać, czy myślałaś o tym, jak będzie wyglądać twoje dalsze życie? Jesteś na studiach, potrafisz poświęcić się swojej pasji czy jedyne o czym myślisz, to kolejna dawka opio? Myślałaś o odwyku od benzo i opio i rozpoczęciu normalnego życia jeśli to w ogóle możliwe? Tak czy inaczej trzymam kciuki za ciebie i mam nadzieję, że z tego wyjdziesz.

@edit gdzieś tu zaginął mój post, albo się nie dodał wcale. Pisałem, że kilka dni temu czytałem o klonazolamie przeglądając oferty sklepów z RC, ale nie zainteresowały mnie benzo w kontekście rekreacji, bo mnie alpra nawet w ilości 2mg + alko nie sprawiają żadnej przyjemności, tylko kiedy jestem na minusie to mnie zerują, ale nigdy nie dają odczucia na plus, gdybym był akurat w dobrym optymistycznym nastroju to pewnie w ogóle nie poczulbym ich działania. Biorę alpra na ataki paniki, które zdarzają się rzadko, niestety bardzo często po to, żeby odgonic natretne pesymistyczne myśli i problemy z którymi sobie nie radzę, bo jestem po prostu pizda. Jeśli z benzo jest tak jak mówisz, to czuję, że nie skończy się to najlepiej w przypadku takiej ofermy jak ja. Biorę z różna częstotliwościa, raz nie biorę cały miesiąc, raz co kilka dni. Kiedyś się kontrolowałem z tym bardzo, teraz mam to w dupie i już jest tydzień 'ciągu', ale uświadomilas mi, że trzeba by się w końcu ogarnąć bo to nie żarty.
Ostatnio zmieniony 25 sierpnia 2019 przez Elegist, łącznie zmieniany 1 raz.
Rejestracja: 2014
  • 1702 / 370 / 0


edit: osoba niezaburzona "nie poczuje" benzo tak, jak osoba z np. lękami, fobią, będzie miała wrażenie, że nie działa; dużo bym oddała, by należeć do osób, na których benzo "nie działa" - bo nie ma na co. Plus benzo, zwłaszcza klonazepam, ma tzw. "złudną trzeźwość".

@Elegist napiszę teraz coś, co dla 80% forum będzie nie do pojęcia, a jednak jest prawdą. Dużo osób pisze tu o ukrywaniu ćpania, podwójnym życiu. Ja takiego nie mam. Dlaczego? Bo podjęłam decyzję o transparentności. Moja matka ćpała kompot za swoich młodych czasów, dość długo, robiła, wiadomo jak to było. Łódź potwierdzi. Mój ojciec ćpał kompot, ale na Śląsku. Spotkali się w Monarze i tak, po raz pierwszy rozmawiali ze sobą w Monarze. Można powiedzieć, że narkomanię mam we krwi, jak wiele razy kąśliwie słyszałam. I pamiętam, że jak stałam na ulicy Żeromskiego w Łodzi, przed pierdoloną apteką, to byłam cholernie ciekawa "co takiego jest w tych opioidach, że moi rodzice, wcale niegłupi ludzie, zmarnowali tyle szans?" - zauważ, że NIE poszłam po nie przez chwilowy dołek, przez chęć szpanu, przez smutek, tylko właśnie przez ciekawość.

Ciekawość, czyli narkomański grzech pierworodny.

A jak wygląda moje życie? Jestem absolutnie transparentna dla swojej matki z braniem, niestety moja matka po pogrzebie ojca i po trzech latach trafiła na partnera-damskiego boksera, który zahaczył o AS, interwencję policji, niebieską kartę i wpierdol m.in. ode mnie; zaczęła wtedy grzać morfinę z ampułek do której miała dostęp z tak śmiesznego źródła, że nawet nie przytoczę. Życie pisze komiczne historie. I tragiczne, bo i ja brałam z tego źrodła. Cudowne, prawda? :) Jak się połapałyśmy - a matka doskonale wiedziała, co robię, no trudno schować pierwsze wyrzuty histaminy i sprzęt zawsze w porę jak odetnie, a najlepiej było, jak weszła mi do pokoju w połowie BARDZO wkurwiającej i.v., zastrzyku nad którym spędziłam z godzinę, by się w siebie wkłuć - spojrzałam na nią i docisnęłam tłok. Usiadła obok i mnie przytuliła, pokazując swoje miejsce wkłucia. Od tego momentu wszystko załatwiamy uczciwie między sobą, na tyle uczciwie, na ile kurwa mogą dwie ćpunki związane więzami krwi. Wiem, że nie bierze więcej, bo jest ode mnie zależna przy podawaniu i.v., oczywiście może dobierać i.m. i jest o dwa strzały do przodu, bo jak widzę jak zapierdala w pracy, to robi mi się jej szkoda i jej odłożyłam ze swoich. Ale czy umiałabym bezgranicznie, na słowo zaufać? Nie wiem.

Zadałeś mi intymne pytanie, ja odpowiadam pytaniem. Czy umiesz sobie wyobrazić, jakie to uczucie, gdy matka budzi Cię przed pracą o 4:50 nad ranem, byś podała jej morfinę, bo ona nie wkłuje się po udarze tak sprawnie w jedyną w miarę okej żyłę?

Ale wiem, że jestem ewenementem na tym forum. Cóż, osoby które mnie znają wiedzą o tej historii, osoby udzielające się tutaj też. Mam na myśli poznanie w realnym życiu.

Pasja? Nie jestem po studiach. Jestem w trakcie, miałam praktyki w przedszkolu [sic] choć nie cierpię dzieci, ale interesuje mnie "jak działają ludzie". Wiesz, dlaczego? Bo od początku byłam aspołeczna, tak mnie nazwano, nie dogadywałam się i wolałam siedzieć i czytać książki albo rozmyślać niż ganiać za piłką. Za piłką też ganiałam, ale nie jak głupie zwierzątko. Tak czy siak, odstawałam od grupy, a to nic dobrego u osoby z taką skłonnością - 100% - do uzależnień, no jakbyś nie zrobił "krzyżówki genowej", to wyjdzie stówa. O ile skłonność ta siedzi w genach... Myślę, że raczej w zaobserwowanych zachowaniach.

Zapomniałam nadmienić, że moja matka miała nawrót jak miałam trzy lata. Czy cztery. Ojciec żył i nie brał, on nigdy się nie poślizgnął po monarze. Był pojebem, agresywnym, pamiętam jak przyszła naćpana, a ten wtargał ją za włosy do mieszkania i uderzył w twarz.

Więc, wiesz, można powiedzieć, że zamiast dzieciństwa miałam narkomański poligon wojskowy. Odwiedzałam swoją matkę w Babińskim, gdy tylko mogłam. Nie mam prawa tego niby pamiętać, zwłaszcza z benzo - a tak mnie to przeryło, że pamiętam. Pamiętam, że wręczyłam jej białego kota, przytulankę, którego przy mnie rozpruto bo musiano go spawdzić pod kątem szmuglowania dragów, co TERAZ rozumiem, WTEDY płakałam.

Czy skończę psychologię? Pewnie tak. Co dalej ze mną i z moją matką? Nie mam, kurwa, pojęcia. Jej zachowanie mogę przewidzieć, swoje mniej. Zwłaszcza, gdy dowiaduję się o smierciach znajomych, innych niekorzystnych wydarzeniach, problemach formalnych na studiach. Uwierz, że mam ochotę jebnąć to wszystko z jakiegoś wysokiego piętra w pizdu i żyję w szantażu matki; "zabij się, to i mi pęknie serce".

Czy mam inny powód do życia? Nie. Ja wegetuję. Czasem mnie coś zaciekawi, a książki pożeram jako eskapizm, nie jako pasję. Ale rzeczywiście interesuje mnie neuropsychologia/neurobiologia/psychologia poznawcza. Polecam książki Sacksa i wykłady Vetulaniego, książki też. Uderzył w niego jakiś nafukany sebek na pasach i wybitny profesor zakończył żywot. Ironia losu.

Pojechałam chyba troszeczkę grubo, ale w końcu pytałeś.
Rejestracja: 2018
  • 1060 / 282 / 0


Benzo nie działa psychoaktywnie? To już jest jakiś nowy poziom wyparcia, co mnie nie dziwi bo bierzesz codziennie więc musisz jakoś sobie to wyjaśnić i usprawiedliwić. Nie ma problemu z dostepnością? Póki zmieniasz psychiatrów to tak, bo każdy w końcu może przestać dawać bibuły. Nie szkodzi na zdrowie? Rozmawiałeś z kimś kto bierze parę lat? Polecam. Poza tym poszukaj sobie badań o długotrwałym wpływie benzodiazepin na emocje, pamięć, logiczne myślenie. Paradoksem jest że na dłuższą metę ludzie biorący benzynki mają znacznie większe problemy z lękami/snem/nerwami niż przed rozpoczęciem "leczenia". To tylko maskuje objawy, jak chcesz na tym jechać całe życie to proszę bardzo, twoja sprawa. Ale nie mów że to jest nieszkodliwe i nie działa psychoaktywnie bo to po prostu brednie.
Rejestracja: 2014
  • 1702 / 370 / 0


W którym miejscu napisałam, że benzo nie działa psychoaktywnie? Jeśli to do mnie.
Napisałam, że nie zadziała z "pełną mocą" u ludzi, u których nie ma czego "naprawiać". Zmuli ich, usną, ale nie odczują tej ulgi - braku lęku!
Lęku przed porozmawianiem z kasjerką w Żabce! Przed staniem w kolejce i wyjściem z domu!
NIE mówię tu o kleptomanii klonowej czy o zjawisku deficytu lęku, gdy się odpierdala właśnie.
To takie wrażenie "a więc tak czują się NORMALNI ludzie", gdy puszcza lęk, który czułeś całe życie. Nie do opisania.

Chyba, że pomyliłeś wersy o nootropach i kurkumie. @WrakCzlowieka

A jak nie do mnie, to scrolluj dalej i pardon. ;)
Rejestracja: 2018
  • 1060 / 282 / 0


Nie do ciebie oczywiście, do autora tematu który lata na różowej chmurce znanej każdemu z pierwszych miesięcy zabawy z narkotykami/lekami. A wspomniane lęki nie są mi obce i do dzisiaj się pojawiają. Nieregularnie, mniej intesywnie i rzadziej od kiedy przestałem żreć klony i alprę, a przeszedłem na SSRI.
Rejestracja: 2014
  • 1702 / 370 / 0


"Przez dwa miesiace będzie najlepiej na świecie". ;)

Widzisz, on trzyma kciuki za mnie, a ja mam nadzieję, że na tyle logiczny i elokwentny w miarę w wypowiedziach chłopak - pewnie młodszy ode mnie, nie czytałam aż tak dokładnie, ale niewiele [23 lata z tej strony, jak ktoś ciekawy] - nie wpierdoli się w dostępne na każdej ulicy tableteczki, pod warunkiem pokazania dokumentu albo e-dokumentu. Kiosk z narkotykami, naprawdę. W jednym z postów pisałam o ciekawych zabezpieczeniach, jakie im założyli; to tak jakbyś chciał przeczytać... ;)

A więc trzymamy kciuki za siebie i się nie puszczamy (to wersja różowa, ja trzymam za niego tak realnie, za mnie nie wiem czy można trzymać, ale nie będę tak chamską deterministką), choć ja mam wrażenie że ciągle lecę, lecę, lecę w dół i najgorsza jest ta niepewność, że nie wiem, kiedy uderzę plecami o grunt. Nie chodzi mi o trzeźwość ani o jakieś emo-myśli. Ciągle towarzyszy mi to niezręczne uczucie, gdy wchodzisz czy schodzisz po znanej klatce schodowej i NIE natrafiasz stopą na schodek, który powinien tam być, you know what I mean? ;) Nic przyjemnego, w każdym razie.
Posty: 65 Strona 4 z 7
Wróć do „Substancje psychoaktywne”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Herbata47 i 3 gości