Kodeina okazjonalnie?

Alkaloid opium - metylowana pochodna morfiny.
Więcej informacji: Kodeina w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Opioidy

Posty: 147 Strona 14 z 15
Rejestracja: 2014
  • 5176 / 488 / 0


Potwierdzam - bieganie to najlepszy nałóg pod słońcem. "Niestety" jak to nałóg rządzi się tymi samymi prawami. Chce się częściej i więcej. Pogoda schodzi na dalszy plan i od biegania jest mnie wstanie powstrzymać tylko silna ulewa / gradobicie : )
Polecam - stan psychiczny po 40-45 minutach wysiłku jest boski!
Efekty tego nałogu są w gruncie rzeczy same pozytywne. Poza endo-fazą, w dłuższej perspektywie bardzo dobrze robi na sylwetkę. Kondycja i sprawność fizyczna znacznie się podnoszą. Bieganie zimą hartuje organizm (i ducha), co skutkuje praktycznie brakiem przeziębień itp. Dodatkowo często można przebiec kilka kilometrów za zgrabnym tyłeczkiem w leginsach, co czyni całą zabawę jeszcze bardziej atrakcyjną : )
Rejestracja: 2011
  • 5495 / 408 / 0


@jezus_chytrus
Jednak zamiast biegania...wole kodeinę ;)

Jak ochronić amerykański pejotl?

Mały, bulwiasty kaktus ma kluczowe znaczenie dla ceremonii religijnych Kościoła Tubylczoamerykańskiego, jednak kłusownictwo i niezrównoważone praktyki zbiorów powodują, że na terenie Stanów Zjednoczonych istnieje ryzyko jego wyginięcia.

Jeff Goldblum wspomina dawne doświadczenia psychedeliczne!

67-letni Jeff Goldblum ("Mucha", "Park Jurajski") ujawnił ostatnio w wywiadzie dla pitchforkowego Over/Under, że na początku lat ’70 kilka razy zarzucił meskalinę i kwas.
Rejestracja: 2015
  • 1426 / 88 / 0


05 grudnia 2018Uroboros pisze:
01 sierpnia 2018Drevolt pisze:
smieszy mnie czytanie wypocin takich glupich ludzi zyjacych w wyparciu ze oni to tylko okazjonalnie i sie nie wpierdolą na pewno xD
Oj, Drevolt ;). Zapomniał wół, jak cielęciem był. Sam kiedyś rozważałeś branie na sportowo, a dziś reagujesz agresją na podobne rozważania. Co innego jest uświadamiać, co innego szkalować i drwić. Trochę jak stary alkoholik, który umiera ze śmiechy z widoku młodszego kolegi, który porzygał się 'ledwie' po pół litra %-D.
01 sierpnia 2018nowyjastaryja pisze:
Wygląda to jak próba wjebania się na siłę. Sam próbowałem wjebać się psychicznie i się nie udało. Do tego służą lepsze opio.
01 sierpnia 2018GG Allin pisze:
ŻE KURWA CO?
Dżi Dżi - serio tak cię dziwi, że ktoś chciał się wjebać w opio na siłę ;)? No, w sumie u niezachwianych psychicznie i emocjonalnie ludzi to może i normalne. Ja osobiście swój pierwszy ciąg na kodzie zacząłem specjalnie. Wcale nie działała (i żadne opio do dziś nie działa) na mnie tak jak na innych, raczej taki dodatek niż pierwszoplanowy aktor mej fazy. I nie ciągnęło mnie wtedy do kody, bo po przeczytaniu setek historii z hajpa miałem automatyczny odruch Pawłowa na słowo "opio" : ZŁO OSTATECZNEEE...
Dziś zastanawiam się, czy to 'specjalne' rozpoczęcie ciągu, to nie był to bardzo skomplikowany mechanizm oszukania swego ego przez prymitywną podświadomość, która pragnęła prostego zaspokojenia instynktu szczęścia (coś jak wmawianie sobie, że boli cię ząb, czy plecy, żeby tylko łyknąć tramal). A było to tak, że byłem kurewsko, nieszczęśliwie zakochany. Tak, że skończyło się to próbą samobójczą. Kobieta zajmowała 23/24 godziny mojej doby (tzn. w mojej głowie). A, że od dzieciństwa moim jedynym marzeniem było mieć żonę i rodzinę - byłem mocno zdeprawowanym romantykiem. Całe moje życie było oparte na nieszczęśliwych miłościach, więc gdy zauważyłem, że po kodeinie zupełnie znika potrzeba miłości - stało się to bardziej kuszące niż sama faza (która szczerze mówiąc była taka sobie). Przez wiele miesięcy brałem kodeinę albo z przyjacielem (puszczając jego murzyńskie nuty o purple swag i eksploatując fazę), albo gdy wracałem zapłakany do domu, bo widziałem z człowiekiem, którego również uważałem za przyjaciela (swoją drogą pierwszy raz z kodą też był w takiej sytuacji). Czyli dość rzadko. I nie ciągnęło mnie dopóki nie postanowiłem skończyć raz na zawsze z miłością. Od tamtej pory wiele kobiet było w moim życiu, ale oprócz seksu i przyjaźni z żadną mnie nic nie łączy. Żadnej do siebie do dopuściłem, tzn. do wnętrza mojego serca i umysłu. Opioidy wypłukały mnie z uczuć i nawet nie wiem, czy tego żałuję, czy nie.

Uff, sorry za takie wynurzenia, ale dawno mnie tu nie było i chyba kisiłem w sobie przez wiele tygodni potrzebę jakiegoś chwilowego ekstrawertyzmu.
02 sierpnia 2018Syropik pisze:
Nie umiem. Nie umiem się pożegnać z opio na zawsze. Nie umiem go wymienić na alkohol. Jestem w potrzasku. Albo zacząć żreć codziennie od nowa, ale zaprzepaścić swoje życie, albo chodzić codziennie wkurwiona, ale być normalnie funkcjonującym człowiekiem. Ciekawe jak będzie wyglądać moja przyszłość...
Moim zdaniem to wszystko kwestia chemii. W ciągu tygodnia brakuje ci wrażeń, a więc naturalnego źródła neuroprzekaźników. Jestem już zmęczony pisaniem, więc pokrótce ci napiszę, że najlepszy jest jogging, bo dostarcza i serotoniny, i endorfiny, a wymaga tylko nieco ponad pół godziny dziennie. Efekt czuć już po pierwszym razie, a uzależnia prawie jak koda ;). A jak nie, to nie wiem, jakaś dieta z tryptofanem naturalnym; witamina d3; może dziurawiec (bo to słabe iMAO, czyli antydepresant) - oczywiście najpierw o tym poczytaj, czy w ogóle możesz to pić, bo to zioło to nie zabawka. W skrajnych przypadkach SSRI. Musisz po prostu podnieść sobie poziom neuroprzekaźników w środku tygodnia bez używek. Może wtedy i koda przestanie cię tak kusić?
znajdz mi te posty, juz jeden mi pisal ze niby pisalem na poczatku ze ja to sie nie wpierdole, przeszukalem specjalnie swoje posty z poczatku istniena na tym forum i pokazalem mu ze sie jednak mylil
i czemu sie kurwa chuju jebany nie odzywasz przez tyle czasu a wczesniej mi piszesz o ciezkiej chorobie, myslalem ze nie zyjesz
Rejestracja: 2014
  • 5176 / 488 / 0


@UJebany
Zrozumiałe : ) Ćpanie opio i sport raczej nie idą w parze (choć u mnie przez długi czas wjebania w kodeinę sport przewijał się regularnie w postaci koszykówki).
Rejestracja: 2017
  • 1592 / 204 / 2


Zależy o jakim opio mówimy i o jakim stopniu nałogu, początkujący-średniozaawansowany kodeiniarz może ogarniać sport, później to już jest coraz cięższe, a na mocniejszych opio to już jest wyzwanie, gdyż nie ma w ogóle motywacji do tego z różnych powodów.
Rejestracja: 2014
  • 5176 / 488 / 0


Racja. Im dalej w las, tym bardziej pozostaje już tylko narciarstwo statyczne.
Rejestracja: 2017
  • 79 / 6 / 0


@jezus_chytrus u mnie tak samo, przewijalo się z raz dwa w tygodniu i do tego 4 dni treningu interwalow na rowerze po pracy. Więc jak najbardziej się da i nie czuć spadku znacznego wydolnosci i siły na drugi dzień po braniu.
Rejestracja: 2014
  • 5176 / 488 / 0


Ja ten sport traktowałem wtedy jako takie uspokojenie sumienia : ) Musiałem wypocić się przez 1.5 h, żeby później cieszyć się kodeiną. Takie oszukiwanie siebie...
Kiedyś miałem tak z fajkami - postanowiłem, że zapalę tylko... po wjechaniu rowerem 5-6 km pod górę (i tak jeździłem 5 x dziennie).
Rejestracja: 2017
  • 110 / 5 / 0


Wiecie co, ja tak się zastanawiam trochę, i takim moim prywatnym wnioskiem jest to, że opiowractwo w większej mierze wynika z jakiejś tragedii życiowej, bądź przez ogólny zarys 'życiorysu' osoby wjebanej - często pasmo niepowodzeń, bądź ogólnie niewielkie powodzenie w zyciu. . To trzymanie się w ryzach typu raz na 2tyg, tydz itd. będzie konsekwentnie trzymane, dopóki nie wydarzy się w życiu coś negatywnego. I wtedy jest "przełom" - TO, to słynne wjebanie. I wtedy ta negatywna sytuacja może zostać zaleczona wiadomym środkiem, wtedy te poprzednie próby ograniczania zostają złamane i podejmujemy na własną rękę leczenie (np. epizodu depresyjnego) - długofalowo i bardzo intensywnie, jeśli wiecie o co chodzi :) pewnie Ameryki nie odkryłem, ale no. I w sumie podobnie było na moim przykładzie - trzymałem się półtorej roku, wiedziałem że prędzej czy później się wpierdole, tylko nie wiedziałem kiedy przydarzy mi się w życiu coś, co o tym zaważy - to trochę jak oczekiwanie na wyrok :) No i sie wydarzyło, i tym o to sposobem biorę codziennie 450, a wcześniej było 150 przez pół roku co 2 tyg i przez rok 300 również co 2 tyg. I moim (nie)skromnym zdaniem śmiem twierdzić, że większość przeszła przez podobny proces.

ps. też pisałem tutaj, tj. na forum że się nie wjebie %-D %-D
Rejestracja: 2012
Użytkownik nieaktywny
  • 477 / 70 / 0


10 grudnia 2018januszpe pisze:
Wiecie co, ja tak się zastanawiam trochę, i takim moim prywatnym wnioskiem jest to, że opiowractwo w większej mierze wynika z jakiejś tragedii życiowej, bądź przez ogólny zarys 'życiorysu' osoby wjebanej - często pasmo niepowodzeń, bądź ogólnie niewielkie powodzenie w zyciu. .
Ja natomiast jestem zupełnie odmienego zdania. Wyobraź sobie początek życia, przychodzisz na świat w bardziej lub mniej zamożnej rodzinie. Rodzice cię kochają, ewentualnie nie mają dla ciebie tyle czasu ile byś chciał. Idziesz do podstawówki jesteś lepszym lub gorszym uczniem, kończysz szkołę. Kontynuujesz naukę, masz lub nie masz pomysłu na siebie (tak jak zdecydowana większość). Tak wygląda życiorys znakomitej większości ludzi, gdzie tu życiowe tragedie? Znam ludzi którzy mieli najróżniejsze od śmierci matki w młodym wieku po wypierdolenie ze studiów, które miały być ich przyszłością na "kobiecie życia" która się puszcza kończąc i żaden z nich nie wjebał się w dragi tak jak ja, mimo że w życiu nie zastałem żadnej tragedii. Jak wygląda ta mityczna sytuacja, przez którą zaczynasz wpierdalać więcej leków niż króliki doświadczalne? Uzależnienie to nie są ludzie co przeżyli tragedię. Uzależnieni od narkotyków to ludzie, którym czegoś w życiu brakuje.
To trzymanie się w ryzach typu raz na 2tyg, tydz itd. będzie konsekwentnie trzymane,
Nie, nie będzie. Tak samo jak byłeś mały nie mogłeś doczekać się wielu rzeczy i gdyby nie to, że nie miałeś na nie wpływu to byś nie doczekał. Tutaj sam dozujesz sobie "szczęście".
dopóki nie wydarzy się w życiu coś negatywnego. I wtedy jest "przełom" - TO, to słynne wjebanie.
To dlaczego pojawia się coś pozytywnego TO słynne wjebanie nie przemija i nie odechciewa nam się żreć tej chemii?
pewnie Ameryki nie odkryłem, ale no. I w sumie podobnie było na moim przykładzie - trzymałem się półtorej roku, wiedziałem że prędzej czy później się wpierdole, tylko nie wiedziałem kiedy przydarzy mi się w życiu coś, co o tym zaważy - to trochę jak oczekiwanie na wyrok :)
No własnie!! Nie wiedziałeś, że się wpierdolisz. Ty już byłeś wpierdoolony tylko nie rozumiałeś tego.
No i sie wydarzyło, i tym o to sposobem biorę codziennie 450, a wcześniej było 150 przez pół roku co 2 tyg i przez rok 300 również co 2 tyg. I moim (nie)skromnym zdaniem śmiem twierdzić, że większość przeszła przez podobny proces.
Tutaj dochodzimy do pytania w samo sedno. Po co ćpałeś (i to regularnie!) skoro byłeś szczęśliwy? Jeżeli brałeś kodeinę z równym (mniej więcej) odstępem to znaczy, że już wtedy było coś nie tak.

Nie twierdzę, że to ja mam rację. Może po prostu pochodzimy z dwóch innych światów i mamy inne postrzeganie na te sprawy.
Posty: 147 Strona 14 z 15
Wróć do „Kodeina”
Na czacie siedzi 86 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość