Choroba afektywna dwubiegunowa - wątek ogólny

Dział, w którym omawiane są konkretne kondycje, oraz ich wpływ na i współzależności z efektami środków psychoaktywnych.

Moderator: Zdrowie

Posty: 164 Strona 14 z 17
Rejestracja: 2018
  • 9 / / 0

Hej. Dziękuję za odpowiedzi. Biorę czasami benzo na uspokojenie, jak już mi korki wywala... Kwetę wzięłam raz i podziękuję. To był horror: bałam się, że kogoś skrzywdzę - tak wysoki poziom agresji. A do tego spowolnienie psychoruchowe. Coś strasznego. Mam zamienić na lamo - gdybym źle się czuła. Póki co - nie zgadzam się z diagnozą. Mogę mieć pewne zachowania ze spektrum ChAD, ale nie pełnowymiarowe. I na ch... faszerować się chemią, skoro można spróbować inaczej...
Niestety - dziś zorientowałam się, że psychiatryca może mieć rację: po okresie (ok. dwa tygodnie) mocno obniżonego nastroju czuję to charakterystyczne pobudzenie - niezbyt przyjemne, aczkolwiek motywujące do działania. Natłok myśli i wrażliwość na nadmiar bodźców :(
Jak sobie przypomnę, to taki cykl funkcjonuje od paru lat: dwa tygodnie dobrego nastroju i energii, a potem dwa tygodnie doła. Zwykle zrzucałam to na PMS, boję się jednak, że teraz ChAD się rozkręca...
Rejestracja: 2014
Użytkownik nieaktywny
  • 3407 / 839 / 2

Jeśli nie masz reakcji alergocznej to lamotrygina może pomóc. Chyba w tej chorobie najważniejsze jest poznanie swoich słabości. Obserwuj swoje zachowania. Najlepiej zapisuj na papierze swoje spostrzeżenia. To ważne dla autoterapii. W ChAD nie koniecznie trzeba faszerować się neuroleptykami. Wszystko zależy od człowieka i siły jego psychiki do okiełznania choroby.

Na "wojnie z narkotykami"

Od ich zażywania umiera tysiące ludzi. Budzą silny sprzeciw osób o konserwatywnych poglądach. Równocześnie badania pokazują, że psychodeliki pomagają w leczeniu depresji, PSD, uzależnień i lęku związanego ze śmiercią. W książce o przewrotnym tytule: "Czy psychodeliki uratują świat?" Maciej Lorenc o narkotykach rozmawia z ekspertami.

Nikt nie ostrzega przed uzależnieniem od leków – konieczne zaostrzenie przepisów

Mimo obowiązujących przepisów dotyczących sprzedaży leków z pseudoefedryną, uzależnienie od leków, szczególnie wśród dzieci i młodzieży, ma się dobrze. Ponadto całkiem łatwy dostęp do tych środków napędza działalność przestępczą.
Rejestracja: 2018
  • 2204 / 459 / 155

Zachorowałam po traumatycznym wydarzeniu, kiedy właściwie byłam jeszcze dzieckiem. Ciężko mi się tu o tym rozpisywać, ale pewnego dnia ,,kropla'' przelała czarę goryczy i odtąd zaczęłam nienawidzić siebie, skończyło się moje dzieciństwo, ucierpiała na tym cała moja rodzina, poza kilkoma najbliższymi osobami zostałam zupełnie sama. Miesiąc później pierwszy epizod choroby. Nie chcę dokładnie opisywać, przez co musiałam przejść w tamtej szkole, ale z chorobą walczę już od prawie 11 lat. Typ I ChAD ze szybką zmianą faz. Oprócz tego lęki, epizody zaburzeń odżywiania, uzależnienie od dużych dawek morfiny i.v. oraz stimów, rozwalone zdrowie psychiczne i fizyczne, o jakimkolwiek postrzeganiu siebie pozytywnie lub nawet neutralnie nie mówiąc. 8 prób samobójczych, 2 poważne operacje, kilka(naście) hospitalizacji w ciągu samych tych 11 lat, 2 reanimacje, ponad 60 różnych leków na samego bipolara, kilkanaście razy o mały włos nie zeszłam z tego świata, a i tak codziennie od tylu lat myślę o tym, co mnie spotkało wtedy. Taki mój bullshit, żeby przybliżyć temat mojej choroby w tym temacie. Do dziś nie potrafię przestać o tym myśleć i nie obwiniać w myślach tych osób, bo myślę, że może bym była zdrowa, może zachorowała później, może choroba by przebiegała lżej, gdyby, gdyby, gdyby, gdyby... Sratatata.
Rejestracja: 2017
  • 321 / 63 / 0

Ja pierwsze objawy CHAD miałam już w wieku 13 lat - pierwszy poważny epizod depresji. Potem spora huśtawka przez wiele lat, ale w ogóle nie myślałam, że to CHAD. Leczyli mnie na depresję (to takie typowe). Sporo było stanów maniakalnych i jeszcze więcej hipomaniakalnych (co jest całkowicie pozytywne w moim przypadku). Na przykład w manii otworzyłam knajpę, która splajtowała po kilku miesiącach. Dopiero po 9 latach zostałam zdiagnozowana jak po fluwoksaminie dostałam strachnych jazd. To było 7 lat temu. Po 2 latach na lamotryginie miałam "próbę samobójczą" z ketrelem i przeszłam na lit, który moim zdaniem najlepiej stabilizuje - chociaż przez ćpanie nastrój nie był unormowany. Ostatnią manię miałam w 2017 roku - było dość ostro. Planowałam, że zostanę dilerem marihuany, co zupełnie nie zgadza się z moją obecną pracą i życiem. Na szczęście po 2 tygodniach na licie przeszło.
Rejestracja: 2010
  • 3483 / 380 / 0

Wielkie oszustwo Psychiatrii

"Greenberg niezwykle skrupulatnie pokazuje w swej książce, jak decyzje twórców DSM przyczyniły się do plagi fałszywych epidemii, zbędnych diagnoz i niepotrzebnych kuracji. Dla przykładu, w 1994 roku obniżono próg diagnostyczny zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, by uwzględnić również pacjentów, u których nie występuje typowa mania (a jedynie euforyczne nastroje zwane przez lekarzy hipomanią, zaś przez Greenberga żywiołowością). W rezultacie zaczęto dużo częściej diagnozować chorobę dwubiegunową, jak również przepisywać leki antypsychotyczne i stabilizujące nastrój, których reklamy po raz pierwszy pojawiły się w mediach masowych. - Nagle okazało się, że co drugi z nas ma zaburzenie dwubiegunowe - wspomina Greenberg. Obecnie w USA mieszka około sześciu milionów osób, u których zdiagnozowano tę przypadłość, podczas gdy w Wielkiej Brytanii chorobę tę rozpoznaje się u co setnej osoby."

http://www.medonet.pl/psyche/choroby-ps ... 92501.html

Wrzucam jako ciekawostkę. Sam mam dwubiegunòwkę. Jednym z takich bardzo wkurwiajacych mnie rzeczy jest to, że nie potrafię oszczędzić nawet złotòwki z wypłaty. Zawsze rozpierdole kasę na głupoty .
Żyje przez to w ciągłym stresie i jak mam zero na koncie to włącza mi się poczucie beznadziei.
Uzależnienia w tym na pewno nie pomagają xd
No, ale zanim zacząłem ćpać, też wszystko wydawałem. A zacząłem po 20stce.
Rejestracja: 2017
  • 321 / 63 / 0

Mi jednak diagnoza dwubiegunówki przyniosła ulgę. W końcu zrozumiałam co się ze mną dzieje i pamiętam jak dziś - jak zaczęłam brać pierwsze stabilizatory nastroju to pierwszy raz w życiu poczułam się adekwatnie. Pomijając to, że potem musiałam je parokrotnie zmieniać, po kilku epizodach (hipo)manii z psychotycznymi epizodami, aż w końcu doszłam do litu, który jest moim ulubionym stabilizatorem.
Rejestracja: 2014
Użytkownik nieaktywny
  • 3407 / 839 / 2

19 listopada 2019ledzeppelin2 pisze:
Wielkie oszustwo Psychiatrii

"Greenberg niezwykle skrupulatnie pokazuje w swej książce, jak decyzje twórców DSM przyczyniły się do plagi fałszywych epidemii, zbędnych diagnoz i niepotrzebnych kuracji. Dla przykładu, w 1994 roku obniżono próg diagnostyczny zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, by uwzględnić również pacjentów, u których nie występuje typowa mania (a jedynie euforyczne nastroje zwane przez lekarzy hipomanią, zaś przez Greenberga żywiołowością). W rezultacie zaczęto dużo częściej diagnozować chorobę dwubiegunową, jak również przepisywać leki antypsychotyczne i stabilizujące nastrój, których reklamy po raz pierwszy pojawiły się w mediach masowych. - Nagle okazało się, że co drugi z nas ma zaburzenie dwubiegunowe - wspomina Greenberg. Obecnie w USA mieszka około sześciu milionów osób, u których zdiagnozowano tę przypadłość, podczas gdy w Wielkiej Brytanii chorobę tę rozpoznaje się u co setnej osoby."

http://www.medonet.pl/psyche/choroby-ps ... 92501.html
Problemem Polandczyków jest to, że biorą w usta to co amerykanie dają i myślą, że u nich tak będzie. Amerykany mają swoje problemy, adderale, oxy, fenty, a w Polandii inne. Tak samo z ChAD. Według mnie diagnozowanie ChAD w Polandii nie jest nagminne i na topie, a co dopiero nazywając to żywiołowością. Co to kurwa żywiołowość? To takie polskie słowo występuje w angielskim? Czy to żywiołowość powoduje, że ludzie rozpierdalają sobie życie i skaczą między "żywiołowością" a "smuteczkiem"? Oczywiście nie piszę do Ciebie led, tylko to jest mój komentarz na ten artykuł. Wrzucam cały artykuł.
Wielkie oszustwo psychiatrii?
Psychiatria bardzo mało wie o procesach, które decydują o naszym zdrowiu psychicznym – twierdzi znany amerykański psychoterapeuta. Specjalista zwraca uwagę na fakt, jak dużo musimy się jeszcze dowiedzieć o ludzkim umyśle.
Zaburzenia psychiczne
Zaburzenia psychiczne
Fot. Shutterstock / l i g h t p o e t

Choroby psychiczne

02.09.2019
Nyktofobia
03.09.2019
Na początku była miłość
22.07.2019
Brintellix – skład, stosowanie, działania niepożądane

W swej fascynującej książce, która opowiada o medykalizacji ludzkiego cierpienia przez psychiatrów, Gary Greenberg opisuje, jak lekarz Samuel Cartwright doniósł w 1850 roku na łamach szanowanego periodyku "New Orleans Medical and Surgical Journal" o odkryciu pewnej nowej choroby. Nazwał ją "drapetomanią", od słowa "drapetes" oznaczającego w starożytnej grece zbiegłego niewolnika. Choroba ta miała "powodować, że Murzyni uciekają". Cartwright wymienił jeden podstawowy objaw diagnostyczny – "opuszczenie służby" – oraz kilka drugorzędnych, w tym "dąsy i niezadowolenie tuż przed ucieczką".

Drapetomania trafiła rzecz jasna na śmietnik historii medycyny. Nigdy nie została wymieniona w "Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders" (DSM) Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, zbiorze powszechnie respektowanych wytycznych w zakresie badań i diagnozy zaburzeń zdrowia psychicznego. Greenberg, zagorzały krytyk DSM, sugeruje jednak, że gdyby podręcznik ten był publikowany w połowie XIX wieku, zapewne uwzględniono by w nim także drapetomanię.

Autor przypomina, że homoseksualizm figurował w pierwszym wydaniu DSM z 1952 roku jako "socjopatyczne zaburzenie osobowości" i taka wersja obowiązywała aż do 1973 roku. "Lekarze dostawali pieniądze na jego leczenie, a naukowcy na badania nad jego przyczynami i terapiami", pisze Greenberg w książce "The Book of Woe: The DSM and the Unmaking od Psychiatry". "Sami homoseksualiści zaś przez lata poddawani byli leczeniu przy pomocy rozmaitych metod, w tym elektrowstrząsów, psychoanalizy, terapii behawioralnej oraz sesji z asystentkami seksualnymi".

56-letni Greenberg, amerykański psychoterapeuta z 30-letnim doświadczeniem, jest autorem licznych publikacji na temat psychicznych dolegliwości (w tym także własnej depresji po rozpadzie pierwszego małżeństwa). W swojej najnowszej książce Greenberg przyjmuje jednak inną perspektywę, rozprawiając się z DSM, tak zwaną "biblią psychiatrów", która zawiera wyczerpującą listę wszystkich zaburzeń zdrowia psychicznego wraz z kryteriami diagnostycznymi.

Ta regularnie aktualizowana publikacja – najnowsze wydanie, DSM-5, ukazało się w maju tego roku – traktowana jest jak wyrocznia niemal na całym świecie, w tym w Wielkiej Brytanii, gdzie stanowi podstawę znacznej części klinicznych zaleceń w kwestii zdrowia psychicznego. Mimo to Greenberg dowodzi, że DSM sprowadza nasze "nieskończenie skomplikowane" życie wewnętrzne do pseudonaukowego modelu, fabrykując "całe mnóstwo" nieistniejących chorób.



Autor twierdzi, że za sprawą DSM milionom osób ordynuje się mocne środki przeciwdepresyjne, mające leczyć mityczną "nierównowagę chemiczną". Greenberg podkreśla, że częstotliwość diagnozowania u dzieci zaburzeń psychicznych takich jak autyzm, choroba dwubiegunowa czy ADHD gwałtownie skoczyła. Zdaniem Amerykanina DSM to "fikcja", która medykalizuje ludzkie doświadczenie i daje psychiatrom "władzę nad światem naszego mentalnego cierpienia".

Styl ten momentami może wydawać się górnolotny, ale Greenberg nie jest odosobniony w swych opiniach. Twórcy przygotowywanego przez 14 lat DSM-5 zostali skrytykowani za uleganie naciskom przemysłu farmaceutycznego oraz dążenie do medykalizacji zachowań i nastrojów, które w opinii wielu ekspertów nie wykraczają poza normę.

- Nowy DSM nie podoba się większości specjalistów - mówi przez telefon Greenberg, który mieszka w Connecticut ze swą żoną, nastoletnim synem, kotem, psem i kilkunastoma kurami. - Jesteśmy zmuszani do diagnozowania zaburzeń, których wcale nie dostrzegamy u naszych pacjentów. A chodzi w tym wszystkim o rzecz najbardziej trywialną: pieniądze. (W USA diagnoza musi być zgodna z DSM, by pacjent mógł uzyskać środki na leczenie z ubezpieczenia zdrowotnego). - Mówię nie tylko o terapeutach. Nawet psychiatrzy przyznają, że w tej publikacji roi się od błędów.

Zdaniem Greenberga wszystko zaczęło się psuć już w XIX wieku, kiedy po odkryciu mikroorganizmów diametralnie zmieniły się oczekiwania wobec medycyny. - Pojawił się postulat traktowania wszelkich zaburzeń psychicznych tak samo jak chorób cielesnych w rodzaju ospy czy cholery. Postrzeganie szaleństwa jako uleczalnej dolegliwości o podłożu biologicznym stało się niezwykle modne.

Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik, a mianowicie wpływy przemysłu farmaceutycznego. Choć w ostatnich latach Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne starało się odciąć od tej branży, podobno aż 67 procent członków "grupy roboczej" odpowiedzialnej za DSM-5 ma powiązania z koncernami farmaceutycznymi.

Greenberg uważa jednak, że wielu psychiatrów – a nawet przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego – działa w dobrej wierze. - Tu mamy do czynienia raczej z intelektualną niż finansową korupcją. Przekonanie, że ludzkie cierpienie można sprowadzić do biochemicznej nierównowagi, wynika z ideologii, a nie pobudek materialnych.

Greenberg niezwykle skrupulatnie pokazuje w swej książce, jak decyzje twórców DSM przyczyniły się do plagi fałszywych epidemii, zbędnych diagnoz i niepotrzebnych kuracji. Dla przykładu, w 1994 roku obniżono próg diagnostyczny zaburzenia afektywnego dwubiegunowego, by uwzględnić również pacjentów, u których nie występuje typowa mania (a jedynie euforyczne nastroje zwane przez lekarzy hipomanią, zaś przez Greenberga żywiołowością). W rezultacie zaczęto dużo częściej diagnozować chorobę dwubiegunową, jak również przepisywać leki antypsychotyczne i stabilizujące nastrój, których reklamy po raz pierwszy pojawiły się w mediach masowych. - Nagle okazało się, że co drugi z nas ma zaburzenie dwubiegunowe - wspomina Greenberg. Obecnie w USA mieszka około sześciu milionów osób, u których zdiagnozowano tę przypadłość, podczas gdy w Wielkiej Brytanii chorobę tę rozpoznaje się u co setnej osoby.

Greenberg opisuje też, jak luka w kryteriach DSM została wykorzystana ”przez jednego z najbardziej nikczemnych psychiatrów”, który mimo braku solidnych podstaw naukowych wylansował modę na dziecięcą odmianę choroby dwubiegunowej. Stało się to akurat w momencie, kiedy mocne środki antypsychotyczne zaczęto nazywać stabilizatorami nastroju. W efekcie liczba zdiagnozowanych przypadków zaburzenia dwubiegunowego u dzieci wzrosła czterdziestokrotnie w ciągu dekady. - Tylko w 2007 roku pół miliona dzieci, z czego 20 tysięcy poniżej szóstego roku życia, dostało leki, które dziesięć lat wcześniej przepisywano jedynie w najpoważniejszych przypadkach - opowiada Greenberg.

Skutkami ubocznymi działania owych farmakologicznych koktajli dla dzieci były między innymi otyłość, cukrzyca oraz myśli samobójcze.

By ograniczyć skalę diagnozowania choroby dwubiegunowej u nieletnich, w DSM-5 wprowadzono nową jednostkę, zwaną destruktywnym zaburzeniem labilności nastroju (DMDD) i objawiającą się gwałtownymi napadami złości lub histerii. Ta decyzja również budzi kontrowersje, wiele osób bowiem obawia się, że w kryteriach tych mogą się mieścić także zdrowe dzieci o impulsywnym temperamencie. - Kliniczne badania terapii DMDD prawdopodobnie już trwają. Może się to skończyć kolejną epidemią wywołaną przez lekarzy - ostrzega Greenberg.

Jeżeli chodzi z kolei o zespół Aspergera, amerykański terapeuta uważa, że uwzględnienie tego zaburzenia w DSM w 1994 roku przyniosło akurat pewne pozytywne efekty. - Być może nie jest to choroba, ale dzięki tej klasyfikacji zaniedbywana wcześniej grupa dzieci zyskała dostęp do pomocy i usług edukacyjnych, jak również poczucie tożsamości i wspólnoty. Z drugiej strony jednak częstotliwość diagnozowania zaburzeń autystycznych (w tym zespołu Aspergera) na całym świecie zwiększyła się niemal trzydziestokrotnie – w 1988 roku stwierdzano je u czterech na 10 tysięcy pacjentów, a dwadzieścia lat później już u co 88. badanego dziecka. Zaniepokojeni, że sytuacja ”wymknęła się spod kontroli”, autorzy DSM-5 usunęli zespół Aspergera z listy, zastępując go ogólniejszym terminem zaburzeń spektrum autystycznego. Według Greenberga oznacza to ”wyższy próg diagnostyczny”, a w konsekwencji prawdopodobnie gorszy dostęp do świadczeń edukacyjnych dla przyszłych pokoleń.

Autor książki ma też wątpliwości co do tak zwanego zespołu zbieractwa, kolejnej nowej jednostki w DSM-5. - Czy ekscentryczny staruszek gromadzący w mieszkaniu różne graty jest bardziej chory niż miliarder, który ciągle kombinuje, jak zarobić kolejne pieniądze? - pyta. Greenberg uważa też, że inną ”nową” chorobę – łagodne zaburzenie poznawcze – dałoby się zdiagnozować u każdej osoby powyżej 50. roku życia, w tym u niego samego.

Szczególnie krytycznie Greenberg wyraża się o zmianie kryteriów rozpoznawania depresji. Dotychczas diagnozę taką wykluczano w przypadkach, gdy pacjent niedawno stracił bliską osobę, uznawano bowiem, że żałoba jest uczuciem normalnym. Wyjątek ten został wykreślony z DSM-5, dlatego też krytycy oceniają, że doszło do medykalizacji żałoby.

- Ta klauzula była kłopotliwa, ponieważ podważała dogmat o biologicznym podłożu depresji, oraz dostarczała argumentów osobom, które żądały wykluczenia także innych zewnętrznych czynników, takich jak rozwód czy zwolnienie z pracy - tłumaczy Greenberg. - Dlatego się jej pozbyto. To oznacza, że jeżeli ktoś przeżywa depresję z powodu żałoby, może zostać uznany za osobę psychicznie chorą. Nie twierdzę, że ludzie cierpiący po stracie bliskich nie potrzebują pomocy. Ale czy aby na pewno jest to problem medyczny?

Co zatem należy zrobić? Greenberg przekonuje, że psychiatrzy muszą zawęzić swą dziedzinę – oraz przedstawić ”rozsądne argumenty” za istnieniem określonych chorób należących do owej domeny. - W momencie publikacji pierwszego DSM wyróżniano 14 zaburzeń psychicznych, za to obecnie jest ich aż 250. Trzeba ograniczyć tę liczbę.

Zdaniem Greenberga terapie farmakologiczne mogą znaleźć zastosowanie, choć ”wystarczy spojrzeć na badania kliniczne, by przekonać się, że pomagają one tylko niektórym pacjentom”.

Greenberg uważa, że psychiatrzy przede wszystkim powinni być uczciwsi wobec pacjentów. - Niech nie wmawiają ludziom, że ich choroby powodowane są przez nierównowagę chemiczną, kiedy nie ma na to żadnych dowodów. Psychiatria bardzo mało wie o procesach, które decydują o naszym zdrowiu psychicznym, i nie powinna udawać, że jest inaczej.
Rejestracja: 2019
Użytkownik nieaktywny
  • 49 / 17 / 0

Zycie z chad to niestety karuzela sprzeczności która rozwala nas i fizycznie i psychicznie. Z lekami da się funkcjonować. Nawet dobrze. Tylko aby do tego dojść to przeważnie parę do paręnaście lat hororu własnego lub najbliższych.
Rejestracja: 2014
Użytkownik nieaktywny
  • 3407 / 839 / 2

Żeby nie pogłębiać dzisiejszej deszczowej pogody, to dodam, z jeden +

Życie z chad to karuzela pomysłow. da Vinci też miał prawdopodobnie afektywna, mozart tez
Rejestracja: 2019
  • 241 / 18 / 0

20 listopada 2019blackgoku pisze:
... da Vinci też miał prawdopodobnie afektywna, mozart tez....

Tylko oni zostawili po sobie arcydzieła... większość tutaj pozostawi po sobie rozwalone związki, długi i nic ponadto.
Posty: 164 Strona 14 z 17
Wróć do „Zaburzenia somatyczne, psychiczne i psychosomatyczne”
Na czacie siedzi 427 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: QumilanceR i 2 gości