Czechy - wszystko legalne?

Podejście do narkotyków w innych krajach.

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 524 Strona 47 z 53
Rejestracja: 2011
  • 2341 / 386 / 0

@KamilZdun666 O piguły pytaj na Stodolni tych samych gości od których bierzesz zioło. Oni mogą załatwić wszystko i jeśli masz wystarczająco dużo motywacji na tej ulicy możesz ogarnąć co tylko chcesz.

Kiedyś w lokalu o którym piszecie wyżej kupowałem od gościa zioło, spytał czy coś jeszcze chce, ja na to odparłem co ma do zaoferowania, a on otworzył swoją saszetkę, szerzej znaną w Polsce jako kołczan prawilności i poza ziołem miał tam jakieś dwa rodzaje piguł, kryształ (meth) oraz kartony. Mówił, że jeśli chce koks muszę poczekać pół godziny, bo przy sobie nie nosi. Tego wieczora zostałem i tak przy ziółku.

Generalnie na tej ulicy w piątkowy czy sobotni wieczór jest masa mocno naćpanych ludzi, to widać, nikt się tym specjalnie nie przejmuje. Nawet policja patroluje tę ulicę i nie zwraca na tych ludzi uwagi. Kiedyś siedziałem w Cafe de la Ostrava, paliłem blanta (jak zresztą sporo innych osób, przy okazji w środku można palić) po czym do środka weszło 4 policjantów, przeszli przez cały lokal, na jarających ludzi nawet nie zwrócili uwagi, a po chwili wyszli. Widać było, że kogoś szukali, na konsumentów kompletna wyjebka.

Byłem na baletach w wielu czeskich miastach i Ostrawa zdecydowanie jest moim faworytem. Można ogarnąć co się tylko chce w spoko cenach, dziewczyny chętne, nocą naprawdę zajebiście wygląda, sporo zabytków do zwiedzenia, ludzie o wiele milej i pozytywniej nastawieni do Polaków niż w Pradze, cenowo też wychodzi o wiele korzystniej.

Przy okazji: jadłem pizzę o której piszesz @rooney, ale mi nie zasmakowała. Nie wiem czy akurat trafiłem na taki moment, czy cały czas taka była. Jeśli Tobie zasmakowała być może jest warta drugiej szansy. Niestety nazwy lokalu nie pamiętam.

Oczywiście nigdy żadnych interesów z cyganami.


PS. Od siebie dodam, że jeśli już jeździcie do Ostrawy nie powielajcie stereotypów o Polakach, na Stodolni Polaka można rozpoznać ze stu metrów po tym jak drze mordę najebany, a z bliskiej odległości po dresach ganja mafii czy innej śmiesznej marce. Czesi z Ostrawy są naprawdę bardzo gościnni w stosunku do Polaków (zaznaczam: Czesi, nie czescy cyganie) i szkoda wyrabiać sobie taką opinię. Zwłaszcza widać to w słynnym lokalu o którym ciągle piszemy, z jednej strony siedzą Czesi, normalnie ubrani, pełna kulturka piją sobie piwko i oglądają meczyk przy okazji paląc jointy, a z drugiej strony 10 Sebixów w dresach, którzy na barze kupują 2 cole żeby można było posiedzieć, wyciągają zioło i siedzą przez te 6h jarając blanty, od czasu do czasu robiąc mniejszy lub większy rozpierdol. Jakby się dało to pewnie wiadro by zrobili na środku. Zdaje sobie sprawę z tego, że ta knajpa nie jest kurwa jakimś wykwintnym lokalem i kible nawet wyglądają jak wyglądają, ale to nie znaczy, że trzeba tam odpierdalać patologie. Barmanki są mega uprzedzone w stosunku do Polaków w tym miejscu, głównie dlatego, że mają cały czas do czynienia ze "śmietanką" z polskich blokowisk.
Rejestracja: 2014
  • 48 / 1 / 0

Orientuje się ktoś czy po czeskiej stronie Cieszyna, Ostrawie lub okolicach Cieszyna można bezpośrednio w jakimś sklepie kupic naboje N2O czy tylko internet albo makro w bielsku?
Ostatnio zmieniony 05 października 2019 przez Eskevar, łącznie zmieniany 1 raz.

Odwyk w raju: uzależnieni z Zachodu wybierają detoks w Tajlandii

50 mężczyzn w czerwonych szatach z napisem “POKONANY” klęczy nad rynną przy murze otaczającym kompleks świątyń ze złotymi dachami. Podchodzi do nich świątynny zielarz i podaje każdemu gęsty brunatny płyn do wypicia, po którym zaczynają wymiotować do rynsztoka. Niektórzy słabną, inni się trzesą, jeszcze inni chodzą na czworaka. Nowy film Tarantino? Nie – tak wygląda jeden z najpopularniejszych odwyków w Azji.

Kontrowersyjne słowa sędziego z Niemiec. Zachęca do palenia trawki

Poleciłbym wszystkim niemieckim sędziom palenie trawki. Większość nie zauważy różnicy, a inni stwierdzą: „Och, nie jest tak źle” – powiedział w rozmowie z serwisem Welt niemiecki sędzia Andreas Mueller, który specjalizuje się w sprawach młodocianych przestępców.

gbu

Rejestracja: 2007
  • 735 / 38 / 0

Fajnie że na stodolni jeszcze można sobie spokojnie siąść , ale jeśli chodzi o Czechy np. 10 lat temu a teraz, to se ne vrati.

Ciekaw jest jakiś opinii, tych co mieli styczność z czeską policją, bądź mieszkają w Czechach i po prostu wiedzą jak jest.
Rejestracja: 2011
  • 2341 / 386 / 0

@gbu No to co konkretnie Cie interesuje, bo kilka spotkań z czeską policją zaliczyłem, żadne nie zakończyło się źle.

Teoretycznie jest mandat za np. palenie jointa w miejscu publicznym, mi w Pradze zdarzyło się palić na Starym Mieście z 10 metrów od dwóch policjantów i nawet nie podbili, aczkolwiek było to w środku tygodnia wieczorem - nie wiem jak zachowali by się w weekend, gdy są tłumy turystów. Generalnie w wielu częściach tego pięknego kraju zdarzało mi się wiele razy jarać blanty w niedalekiej odległości od patrolu policji, nigdy nie spotkała mnie przykra sytuacja, ewentualnie kończyło się na gadce.

Raz podbił do mnie jeden podczas palenia gibona i mówi żeby mu dać dokumenty (podejrzewam, że chciał wpierdolić mandacik), ja na spokojnie gasze joya, podaje mu je, gram głupa - czyli pytam czy zrobiłem coś nie tak etc. On się orientuje, że nie jestem Czechem, pyta skąd jestem, ja odpowiadam, że z Polski przyjechałem na weekend pozwiedzać, słyszałem że tu jest legalne bla bla bla, typowe lanie wody. On w końcu coś tam mówi, że palenie na środku ulicy nie jest legalne (mimo, że byłem w bocznej uliczce przykitrany) i zrobimy tak, że w tym momencie łamię przy nim tego jointa na pół i wyrzucam do śmietnika, a on zapomina o całej sprawie %-D Zrobiłem to co chciał, jeszcze coś tam rzucił, że następnym razem wklepie maksymalną kwotę jaką może :) Nie mogę powiedzieć, że był misterem uprzejmości, natomiast faktem jest to, że kompletnie olał temat.

Sytuacja numer dwa.
Pojechaliśmy z ziomkami na tygodniowy wypad, wylądowaliśmy na jakiejś kompletnej wiosce w celu ogarnięcia zioła (byliśmy pierwszym autem, które wzięło na siebie pojechanie po towiec, drugie auto składu już czekało w umówionym lokum służącym za nocleg). Z racji tego, że byliśmy większą ekipą na owej wiosce zakupiliśmy 50g naprawdę kozackiego materiału prosto od miejscowego growera (którego zresztą znaliśmy już od dłuższego czasu) i wrzuciliśmy do bagażnika obok naszych toreb. Byliśmy już kompletnie zajechani, za nami kilka męczących godzin (plus kilka dodatkowych spędzonych w korku), chcemy tylko dojechać na miejsce i iść spać, a przed nami kolejne 2 godziny drogi. Generalnie godzina 1 w nocy i lecimy po czeskich szosach, na polskich blachach, w samochodzie produkcji niemieckiej koloru czarnego (zaznaczam, że nie był to 20 letni dresowóz, a 3 letnia furka zakupiona w salonie).
Nagle w lusterku pojawia się znany wszystkim niebieski sygnał, zjeżdżamy na pobocze w sumie obsrani - bo to pierwsza nasza taka akcja w Czechach na dotychczasowe kilkadziesiąt wizyt. Wysiadają policjanci, podbijają od strony kierowcy, ten otwiera szybę, świecą nam latarkami po mordach (w tym momencie muszę zaznaczyć, że pomimo stereotypowego samochodu nikt z nas nie miał tzw. zakazanej gęby), jeden z nich mówi, że chcą od nas wszystkich dokumenty. Zebrali dowody, poszli do radiowozu, po 5 minutach wrócili, oddali nam je i w końcu pada hasło aby otworzyć bagażnik. Ja już w głowie myśl, że zajebiście, noc na czeskim dołku, chuj wie gdzie, potem pewnie sprawa w czeskim sądzie, generalnie chujnia. Kierowca otwiera bagażnik, policjant świeci latarką, ja normalnie oczy już zamknięte i wiem co zaraz będzie. Gość zadaje pytanie czy jedziemy teraz do Polski, czy zostajemy w Czechach, kierowca odpowiada, że zostajemy bo dopiero przyjechaliśmy, kilkanaście sekund ciszy i policjant stwierdza, że ok - możemy jechać. Musiał zauważyć to zioło, bo nawet specjalnie go nie kitraliśmy. Leżało pośrodku toreb - on je olał.

Sytuacja numer trzy.
Pojechaliśmy na inny wypad, tym razem Ostrawa, gdzieś na wiosnę. Pobalowaliśmy trochę na Stodolni, poznaliśmy jakiś Czechów (nie czeskich cyganów), pochodziliśmy z nimi po różnych knajpach, spaliliśmy w chuj gibonów, jakieś piwka, niektórzy wrzucali inne specyfiki, generalnie integracja na całego do północy. Po północy skończyło nam się jarando, ale nasi nowi czescy przyjaciele zaproponowali żeby podbić do nich na osiedle i zaraz coś się ogarnie. Tak więc bez namysłu ruszyliśmy w drodzę ku przygodzie. Tu w sumie wszystko wyglądało jak na typowym polskim blokowisku, gość poszedł do bloku i wyszedł z kilkoma workami jarania od dila, padła kolejna propozycja, aby skoczyć gdzieś na ławkę, po drodze poszliśmy do nocnego, gdzie każdy zaopatrzył się w to czego akurat potrzebował - czyli lokalne piwka, papierosy, bletki etc.
Na owej ławce czułem się jakbym cofnął się do lat 90, bez kitu - siedzimy sobie pod blokiem na jakimś czeskim osiedlu, palimy jointy, pijemy piwka, śmiejemy się i mimo, że sami nie mówimy po Czesku to z naszymi nowymi ziomkami dogadujemy się znakomicie :)
Niestety najprawdopodobniej jakiś okoliczny tubylec mieszkający w bloku pod którym aktualnie się znajdowaliśmy zadzwonił po policję, zresztą nie dziwie mu się, bo chyba się głośno zachowywaliśmy, na usprawiedliwienie dodam, że był weekend (chyba %-D).
Policjani podeszli akurat jak paliliśmy jointa, od razu z jakimś takim bojowym nastawieniem, ale po tym, gdy zebrali nasze dokumenty w stosunku do nas (Polaków) zaczęli być neutralni, a w stosunku do miejscowych... no powiedzmy, że nie byli zbyt uprzejmi. Przetrzepali nas wszystkich, mieliśmy łącznie ze sobą 3g trawy, plus jeden ziomek z Polski miał przy sobie dwie piguły. Założyli rękawiczki lateksowe, wzięli jakieś swoje worki strunowe, do jednego wrzucili zioło, do drugiego te piguły, coś tam ponotowali, oddali dokumenty, niektórym Czechom wystawili mandaty, zawinęli towar i odjechali. Po tej sytuacji zakończyliśmy imprezę, ale jeszcze udaliśmy się do bankomatu żeby dorzucić naszym nowym ziomkom połowę kasy na zapłacanie kary (pamiętajcie, tak trzeba robić). Reasumując poza zawiniętym towarem konsekwencji żadnych i wszyscy spokojnie wrócili do domów.

Jak widać zdarzają się policjanci, którzy mają wyjebane na większe ilości, a zdarzają się też tacy, którzy nawet najmniejsze potrafią powinąć i dorzucić mandat w gratisie. Ogólnie rzecz biorąc czeskie prawo jest wymierzone przeciwko dilerom, nie przeciwko konsumentom. Natomiast są pewne limity czego ile możesz posiadać i przy przekroczeniu tych limitów możesz (zaznaczam możesz) mieć kłopoty, ale nie musisz. Wszystko leży w gestii policjanta, może Ci spierdolić życie albo to olać, mnie tylko raz zatrzymali z większą ilością (sytuacja opisana wyżej) i olali. Tak samo nie zaliczysz większego przypału jeśli uprawiasz małą liczbę krzaków (chyba limit wynosił 5, nie pamiętam). To znaczy jeśli wpadną na trop Twojej uprawy odwiedzą Cie w domu z nakazem o 6 rano, przetrzepią go (jak w Polsce), ale jeśli znajdą mniej niż 5 roślin zniszczą je, a Ty dostaniesz karę finansową (o ile nie znajdą w mieszkaniu np. pół kilo amfetaminy, wtedy raczej tak przyjemnie się nie skończy %-D).
Poza tym Czesi jarają w chuj zioła i pisząc w chuj naprawdę mam na myśli ogromne ilości, czeska mentalność ma również dość wysoko postawioną poprzeczkę jeśli chodzi o tolerancję dla substancji psychoaktywnych i nie tyczy się to jedynie osób z młodszego pokolenia, a ogółu społeczeństwa. Są bardzo liberalni w tych kwestiach, zarówno prywatnie jak i prawnie, podejście 90% niećpających Czechów do dragów to coś w stylu "aaa chcesz sobie ćpać to ćpaj, to Twoje zdrowie, mi nic tego i mnie to nie interesuje". Zupełne przeciwieństwo polskiej mentalności.

Przepraszam, że wyszło tak długo, ale jestem aktualnie po dobrym nabiciu sativy, samych historii z Czech mam mnóstwo - kilka tomów można by napisać, w przeciągu ostatnich 10 lat byłem tam spokojnie ponad 100 razy (a podejrzewam, że może i dwa razy tyle). Bywały takie okresy, w których dwa dni siedziałem w Polsce, a później na kilka dni jechałem do naszych sąsiadów i tak w kółko przez kilka miesięcy.

gbu

Rejestracja: 2007
  • 735 / 38 / 0

Wiesz, ja też mógłbym książkę napisać jeśli chodzi o wizyty u naszych południowych sąsiadów;). Bardziej chodzi mi o to czy teraz policja tam jest bardziej upierdliwa niż to miało przed tą niby legalizacją. Wcześniej w teorii prawo było takie jak w PL teraz, w praktyce była totalna wyjebka z ich strony. Teraz mają instrumenty prawne do karania i z Twojego tekstu , wynika że jednak część z nich korzysta

gbu

Rejestracja: 2007
  • 735 / 38 / 0

05 października 2019UltraViolence pisze:
Kiedyś siedziałem w ***, paliłem blanta (jak zresztą sporo innych osób, przy okazji w środku można palić)
Zarzucę 'abdejta'. Na chwilę obecną jest całkowity zakaz palenia czegokolwiek, tak na sali przy barze jak i tej obok z pięterkiem. Nawet lokalsi się stosują, podobnie barmani.Byłem nawet świadkiem gdzie grupka no taka +40lat(nie żadne drechy) zapaliła dżointa, barmanka wyskoczyła zza baru i po prostu z pyska wytargała ledwo odpalonego dzointa kolesiowi. Oczywiście mu nie oddała;).Ale jest palarnia(patrzcie na znaki na podłodze, (obok kibla) i tam można. Jedynie elektroniki jakimś cudem są dozwolone wszędzie, więc pięknie zadymiliśmy lokal bez krzywych spojrzeń. Choć na początku od kopa było ' co wy kurite(czy jakioś tak)' - Elektorniczny - aaa ok.;).

Gdyby nie PS który wkleje, autorstwa UltraViolence, było by super - niestety buractwo z Polski to wrzód na dupie tego miasta.
05 października 2019UltraViolence pisze:

PS. Od siebie dodam, że jeśli już jeździcie do Ostrawy nie powielajcie stereotypów o Polakach, na Stodolni Polaka można rozpoznać ze stu metrów po tym jak drze mordę najebany, a z bliskiej odległości po dresach ganja mafii czy innej śmiesznej marce. Czesi z Ostrawy są naprawdę bardzo gościnni w stosunku do Polaków (zaznaczam: Czesi, nie czescy cyganie) i szkoda wyrabiać sobie taką opinię. Zwłaszcza widać to w słynnym lokalu o którym ciągle piszemy, z jednej strony siedzą Czesi, normalnie ubrani, pełna kulturka piją sobie piwko i oglądają meczyk przy okazji paląc jointy, a z drugiej strony 10 Sebixów w dresach, którzy na barze kupują 2 cole żeby można było posiedzieć, wyciągają zioło i siedzą przez te 6h jarając blanty, od czasu do czasu robiąc mniejszy lub większy rozpierdol. Jakby się dało to pewnie wiadro by zrobili na środku. Zdaje sobie sprawę z tego, że ta knajpa nie jest kurwa jakimś wykwintnym lokalem i kible nawet wyglądają jak wyglądają, ale to nie znaczy, że trzeba tam odpierdalać patologie. Barmanki są mega uprzedzone w stosunku do Polaków w tym miejscu, głównie dlatego, że mają cały czas do czynienia ze "śmietanką" z polskich blokowisk.
Rejestracja: 2017
  • 6154 / 1085 / 2

26 sierpnia 2019gbu pisze:
W Pradze to 'śniade cery' szczególnie w centrum są mistrzami dilerki. Oregano czy majeranek masz na bank, ewentualnie asfalt zamiast haszu haha.Ale ja nic do nich nie mam. Na Wegrzech, przypadkowo mieszkaliśmy u cyganów.Dzielnica coś jak 'murzynowo' w Londynie.Nikt nawet krzywo się na nas nie popatrzył. Pomijam że auto bez żadnej nawet ryski.
Z cyganami jak żyjesz dobrze to nic nie zrobią.

Generalnie ja sie Ostrawa zawiodłem a piłem browarki w każdym zakątku stodolni.
W ubcroku wylądowałem tam jakoś ok 10.00 .

Na początek standardowo Gambrinus excellent w kauflandzie na dobry poczatek.
W aucie trza było sie jakoś ogarnąć, ustalić plan marszu i strategie.
Ok 11.00 radegast w którymś lokali a potem dwa jakieś inne piwka i inne lokale a ok 13.00 obiad.
Aczkolwiek obiad juz na rynku w Ostrawie.

Na 14 się skumalismy na jakąś zabytkowa wieże z której widać cała okolice.
Na 15 powrót na stodolni i tanken do 19.

Reszta jest j/w fajna miła atmosfera ceny średnie tzn wyższe niż w centrum zwykłego miasta.

gbu

Rejestracja: 2007
  • 735 / 38 / 0

Bo Stodolni to jest chujnia.Dyskoteki, angielskie knajpy, striptizy, gdzieś z boku burdele.Jak kto lubi to ok, no ale jest ten cypelek , gdzie gdyby nie nasze sebixy to by było naprawdę fajnie. Pomijam że Ostrava to duże miasto, dzielnicowe knajpki, hospody z super jedzeniem za nie wielkie pieniądze itp. Aczkolwiek samo miasto bardziej się nadaje na ćpanie/jedzenie a nie zwiedzanie.

ps. a ich rynek to strefa wymarła;), lepiej sobie kilka przystanków odbić w byle którą stronę.
Rejestracja: 2011
  • 2341 / 386 / 0

20 października 2019gbu pisze:
Zarzucę 'abdejta'. Na chwilę obecną jest całkowity zakaz palenia czegokolwiek, tak na sali przy barze jak i tej obok z pięterkiem
Dzięki za info, dobrze wiedzieć. Aktualnie już dłuższy czas tam nie byłem, aczkolwiek tak jak pisałem wcześniej miałem wiele udanych baletów w Ostrawie i praktycznie wszystkie wspominam zajebiście.
Tak z ciekawości, skoro jest zakaz palenia automat z papierosami, który stał obok stołu z piłkarzykami zniknął? %-D

I tak, masz racje @gbu; Ostrawa to idealne miasto pod ćpanie (kolejny atut to możliwość ogarnięcia praktycznie wszystkiego), ale prawdziwy urok tego miasta można dostrzec, gdy chodzisz w zimową noc w opór porobiony różnymi dragami i sobie je obserwujesz. Wtedy dzieje się magia i właśnie Ostrawa nocą po różnych specyfikach mnie urzekła - zwłaszcza zimą :)

Burdeli i striptizów jest sporo, nie wszystkie zwiedziłem, nie wiem ile z nich jeszcze istnieje, ale z drugiej strony Czeszki bardzo lubią seks (czasami sobie żartuje z ziomkami, że seks jest dla Czeszek sportem narodowym %-D) więc wystarczy wybrać dobry klub i wpaść którejś w oko (chociaż musze przyznać, że jedna nawet poderwała mojego ziomka w Cafe %-D). Tak jak w Polsce to raczej goście podbijają do dziewczyn a te zgrywają niedostępne, tak w Czechach jest na odwrót - to one podbijają, bajerują i próbują Cie zaciągnąć do łóżka. Zupełnie inna mentalność.

ZOO w Ostrawie jest mega zajebiste, więc jeśli ktoś akurat jest i ma opcje odwiedzić szczerze polecam. Jest mega duże, zorganizowane na kształt parku po którym swobodnie sobie chodzisz. W tygodniu jest względnie mało ludzi, ja miałem okazję być w zimie i byłem chyba jedynym odwiedzającym - chodziłem po nim, jarałem blanty (nikomu to nie przeszkadzało, bo nikogo nie było), czilowałem i oglądałem zwierzęta. O ile dobrze pamiętam jest to drugie co do wielkości ZOO w Czechach. Bilety są taniutkie - nie pamiętam dokładnie, ale wychodziło coś koło 20 złotych. Można płacić polskimi banknotami.

Czechy to taka ulepszona wersja Polski i powtórzę się, ale nic nie szkodzi: w Ostrawie nigdy nie spotkało mnie nic złego, wręcz przeciwnie. Wszyscy Czesi (oraz Czeszki) których poznałem byli dla mnie życzliwi i pomocni, z wszystkimi bez problemu zawsze dogadałem się po Polsku, z wieloma przegadałem pół nocy rozmawiając na ciekawe tematy przy jointach. Miałem też kilka sytuacji, w których dilerzy nawet przyjmowali ode mnie złotówki po kursie korzystnym dla mnie, bo akurat wyjazd wypadł spontanicznie i nie zdążyłem wymienić. Dlatego jeśli tam jeździcie nie róbcie kurwa syfu tylko zachowujcie się jak należy. Jeśli macie robić bydło i psuć Polakom tam reputacje lepiej od razu darujcie sobie wyjazd. A jeśli jeden z drugim jesteście zbyt porobieni słynnym czeskim piko i musicie wszędzie szukać awantury to po prostu nie ćpajcie, widocznie to nie dla was.
20 października 2019Stteetart pisze:
Z cyganami jak żyjesz dobrze to nic nie zrobią.
Nie jestem ekspertem od cyganów, jeśli żyjesz z nimi dobrze może rzeczywiście jakieś szanse, że nic nie zrobią są, ale jeśli dopiero co poznałeś cygana, a on oferuje Ci uber zajebisty towiec tylko musisz na niego poczekać 15 minut uprzednio płacąc chyba nie powiesz mi, że nie skorzysta z okazji :)
Przy okazji protip dla potomnych: jeśli zdarzy wam się sytuacja, że idziecie z gościem (najprawdopodobniej cyganem) po towar, dochodzicie do jakiejś klatki a on mówi, że tylko wchodzi do gościa i wychodzi z tematem olejcie to. Patent stary jak świat: na klatce jest drugie wyjście. Inny wariant tego patentu wygląda tak, że są w dwie osoby, jedna wchodzi, druga zostaje z Tobą. Gdy tej pierwszej osoby nie ma już dłuższy okres czasu ta druga osoba mówi, że idzie sprawdzić co się dzieje i też znika tylnym wyjściem. Może to komuś ocalić w przyszłości wieczór, także wolałem napisać :)

gbu

Rejestracja: 2007
  • 735 / 38 / 0

20 października 2019UltraViolence pisze:
20 października 2019gbu pisze:
Zarzucę 'abdejta'. Na chwilę obecną jest całkowity zakaz palenia czegokolwiek, tak na sali przy barze jak i tej obok z pięterkiem

Tak z ciekawości, skoro jest zakaz palenia automat z papierosami, który stał obok stołu z piłkarzykami zniknął? %-D
Trzyma się;). W tym rejonie już tak nie gonią bo za daleko haha zaraz masz dużą sale gdzie się kopci.

ps Expresso mają dobre;) a jak byłem przez te kilka dni to strasznie ściemniają jeśli chodzi o 'napiwki', najczęściej nie mają wydać:D , oczywiście chodzi o drobne.Zamówisz 2 piwa po 40 koron to nie mają wydać zez 100 itp.Śmieszne ale przez to użeranie się to rozumiem.
Posty: 524 Strona 47 z 53
Wróć do „Narkotyki za granicą”
Na czacie siedzi 1348 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości