Detox - wątek ogólny

...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 3044 Strona 302 z 305
Rejestracja: 2018
  • 441 / 81 / 0

@nieprzysiadalna motyw WiedzaRadosna jest taki, że uważa się lepszy od innych ludzi, wyżej od innych ćpunów. Wyjście z nałogu jest tylko dla nadludzi, osobników z ogromem inteligencji, czyli według niego... dla niego. Jakakolwiek forma terapii jest bez sensu, bo jedyna na jaką oczęszczał to ta opłacana przez mamę. Nie ma sensu motywować, bo ćpun to tylko ćpun. Typowy mały człowieczek, który ocenia swoją wiedzę na każdy temat 10/10.

Żeby nie było offtopu...
@coldone zaczęłam czytać historię ludzi tutaj, np. użytkowniczki sandradobrze, która po 10 latach brania opiatów miała zdiagnozowanego raka trzustki. Popełniła samobójstwo w wieku bodajże 27 lat, zostawiła dziecko, bo nie chciała umierać w mękach. I słusznie, chociaż w sumie nie wiem czy osobiście bym się na to zdobyła. Trzeba mieć dużo odwagi, żeby odebrać sobie życie. Ale wracając do tematu... zaczęłam się obawiać o swoje zdrowie... o stan narządów miękkich, o zatorowość, zakrzepicę. I boję się przebadać. Boję się, że coś świadomie odjebałam, a chcę być zdrowa. Nie wspomnę już o psychice, która naprawdę nie jest w dobrym stanie, nie była nigdy, a przez opiaty jestem po prostu psychicznym wrakiem. I fajnie jest brać, ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że nie chcę iść z narkotykiem przez życie. Napatrzyłam się na ludzi, którzy biorąc stawali się innymi osobami. Kłamcami, oszustami, krętaczami, cwaniakami - byleby wziąć, byleby kupić opiaty. Nie wiem jakie narkotyki masz na myśli, więc opowiadam bezpośrednio o swojej sytuacji. Każdy, kto ma chociaż malutki fragment kręgosłupa moralnego, prędzej czy później dojdzie do takich przemyśleń.

I na etapie branie pojawia się rozdarcie - nie da się brać w nieskończoność, chcę przestać, stać mnie na godne, trzeźwe życie.
A jak przychodzi trzeźwość, zaczynasz rozumieć, że to wszystko jest bez sensu, że to wszystko jest zbyt ciężkie, żeby się podnieść, żeby nie brać i wrócić do normalnego życia. I w tym momencie koło się zapętla. Zaczynasz brać, potem masz wyrzuty, znowu jakieś marne próby odstawek.

Ja bardzo długo sobie lawirowałam, nie zawalałam niczego, potrafiłam prowadzić normalne życie i brać jednocześnie. Praca, znajomi, maskowanie się. Dlatego tak ciężko zrezygnować z tego, co właściwie na chwilę obecną nie niesie ze sobą żadnych negatywów.

Tak strasznie sobą gardzę, ale nie chcę już niczego deklarować ani sobie, ani wam, bo juz się na tym przejechałam.
Rejestracja: 2019
  • 390 / 80 / 0

przypierdoliłyście się do tego wiedza radosna nie rozumiejąc jego wypowiedzi,nauczcie się czytać.

40 Amerykanów umiera co miesiąc z powodu nowego, syntetycznego opioidu

Izotonitazen to nowy syntetyczny opioid, który nie został jeszcze objęty regulacjami. Liczba zgonów tymczasem rośnie.
Rejestracja: 2017
  • 333 / 72 / 0

28 maja 2020pomasujplecki pisze:
Nie ma chuja się z tego pozbierać, rozwazam branie pregabaliny - abstrahując już od potencjalnego uzależnienia pomogło to komuś wyjść z innych nałogów i skręta czy nie ma sensu się w to bawić?
Jak kończyłem branie pregaby, to w przeciągu kilku dni wracałem do PST, już trzy raza taka akcja, ale mną się nie sugeruj, bo ja politoksy.
Rejestracja: 2015
  • 1439 / 218 / 0

Są tego dobre strony, skoro Cie odciągnęło od opio na czas leczenia to jednak sukces
Rejestracja: 2020
  • 1 / / 0

Jak sobie z tym poradzic, kiedys bylo ostrzej - czasy liceum feta i masa nocy zarwanych. Rozmowy o zyciu, co weekend ustawka ze znajomymi. Pozniej pierwsza praca, mieszkanie wynajete - sobota impreza u mnie, niedziela u mamy przy rosole... Pozniej przerwa kilka lat. Teraz ustawiony, dziecko, zona - wlasna dzialalnosc od 15 lat. I raz w miesiacu niechcac wpada sztuka koksu i trach nocka zarwana po cichu samotnie. Zona spi w sypialni ja wiruje w salonie... Akorat umiar mam i koncze o 2 aby rege strzelic bo nast dzien plany sa... Po akcji moralniak, postanowienia. W sumie bedac na tym nie jest jak dawniej, lekkie strzaly eufori i smutku przy koncowce... Urodziny, imprezy jakies sylwestry zawsze przygotowany, 0,5 starczy bo wiecej dajac dziwne uciski szczeki i mientolenie jezykiem.
Jak to wyrzucic, omijajac specjalistow... ? Tlumacze sobie przed, ze ogarniety to moge ale po czesci swiadomy ze organizm po dupie dostaje...
Rejestracja: 2017
  • 333 / 72 / 0

@pomasujplecki A to akurat żaden problem, żeby na pregabalinie być zamiast na opiatach. Ja w życiu przerobiłem 4 paczki Egzysty, każda po 56 tabletek 150 mg, czyli tak naprawdę całkiem sporo tego poszło. Moja subiektywna opinia: włączenie do jadłospisu pregabaliny - pogłębienie własnego uzależnienia. Mam wrażenie, że coś miesza w głowie ta substancja, chociaż no ogólnie zajebista jest - bierzesz ją i nagle zajebiście chce Ci się robić rzeczy, wiesz o co chodzi, znika cała deprecha i tak dalej (fizycznego skręta opiatowego też niweluje prawie całkowicie). Tylko co to ma wyleczyć? Odstawiasz pregabę i jesteś w punkcie wyjścia. Mi ta cała egzysta dała tylko wyobrażenie o lekomanii %-D

A ja znowu poleciałem na makach, ale od dzisiaj próbuję cold turkey, to chyba jedyna droga jednak.
Rejestracja: 2017
  • 51 / 6 / 0

30 maja 2020kanda pisze:
A jak przychodzi trzeźwość, zaczynasz rozumieć, że to wszystko jest bez sensu, że to wszystko jest zbyt ciężkie, żeby się podnieść, żeby nie brać i wrócić do normalnego życia. I w tym momencie koło się zapętla. Zaczynasz brać, potem masz wyrzuty, znowu jakieś marne próby odstawek.
Niestety taka prawda.

Moim zdaniem na czas detox potrzebna jest dobra dawka optymizmu, a po detoxie bardzo dużo silnej woli i mozna wygrać z uzależnieniem. Niestety tego drugiego nigdy nie miałem.
Rejestracja: 2011
  • 46 / 8 / 0

@kanda zdaję sobie sprawę z tego, że chłopiec zignoruje moją (ewidentną) zaczepkę - bo nie ma pojęcia, o czym pisze. Trochę mnie to bawi, a trochę smuci. Bawi, bo chłopcy, którym wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy w dziedzinach, na których przypadkowo sama zupełnie nieźle się znam, a oni... nawet nie raczkują („idź do coacha”, „poczytaj „Potęgę Podświadomości””... brakowało tylko, żeby polecił Coelho;), zawsze wydawali mi się rozkosznie zabawni. Smuci, bo taka postawa wyklucza sukces terapii, a właściwie samo rozpoczęcie procesu. Ale pocieszające jest to, że często ci chłopcy z takiej postawy wyrastają. Może tak będzie i w tym przypadku :)

Swoją drogą - bardzo niewiele się tu udzielałam, ale bywałam w ostatnich latach często - pamiętam Twoje, kanda, początki z majką iv (z ampułek, waloną podskórnie, prawda?) spod znaku „ja się nie wjebię” - chociaż oczywiście wszyscy próbowali Cię przekonać, że będzie inaczej... Zapadło mi to mocno w pamięć i tym mocniej trzymam kciuki za powodzenie terapii :) samo rozpoczęcie to super ważny krok, o ile robi się go z własnej woli.
I nie zrażaj się, jezeli pierwsza próba okaże się niewypałem. Z własnego doświadczenia wiem, że czasem trzeba trochę poszukać, żeby znaleźć terapeutę, z którym dasz radę stworzyć relację. Mi się udało za trzecią czy czwartą próbą, po bodaj 4 latach, kosztowało mnóstwo frustracji (w międzyczasie, w ramach rozłożonego na raty samobójstwa, wjebalam się w opio) - ale i tak uważam, że mogło być gorzej, bo w końcu trafiłam idealnie ;)

Co do pregaby - super przydatny lek na opio-skręta, pierwsze 2-3 razy niweluje jego objawy bardzo mocno (jak bardzo - to już chyba kwestia osobnicza), później przestaje być cudownym środkiem, ale nadal pomaga. Staram się nie przekraczać 300 mg/dobę, bo ma irytujące skutki uboczne (oględnie mówiąc...upośledza błędnik); brana regularnie (75-150mg) działa trochę przeciwlękowo, znacznie słabiej niż jakiekolwiek znane mi benzo, ale ma też odpowiednio mniejszy potencjał uzależniający :) biorę okresowo chyba od 4 lat, nigdy nie miałam problemu z odstawieniem.
Rejestracja: 2017
Użytkownik nieaktywny
  • 1121 / 146 / 0

Myślę że mogę się tu wpisać nocka z głowy a dopiero pierwsza doba na 0.5mg alpry jeszcze baclofen od jutra %-D

Co do terapii też uważam ją za stratę czasu i moja i terapeuty nie uznaje żadnych autorytetów nie rozumiem co to znaczy współpraca z terapeuta chodziłem najdłużej jakies 8miesiecy od pierwszego do ostatniego dnia nie wiedzialem po co ćpaćć ćpałem jak zwykle tyle że się musiałem pilnować.

Co do siłowni to jedyna rzecz która jest mnie w stanie zmotywować do przerwania ciągu reszta to dodatki

Co do detoxu ja już przerabiałem etapy żali poczucia bezsensu chęć zmiany naprawy swojego życia. Jebać to teraz podchodzę do tego metodycznie na chłodno huj kogo obchodzi moja depr sja czy moje ulomnosci płakanie w rękaw psychologom też pierdole za stary jestem wiem że fizyczne uzależnienie pokonam zawwse psychicznego już nigdy
Rejestracja: 2014
  • 1718 / 396 / 0

30 maja 2020coldone pisze:
Jestem ciekaw - kiedy sobie uświadomiliście, że musicie zrobić detox i jaka to była sytuacja?
kiedy butla GBL zaczynała świecić dnem, a ja 2h bez dawki zaczynałem telepać się spanikowany jak jakiś jebany paralityk, zaś mój mózg smażył się jak w mikrofalówce.

i co zrobiłem? pobiegłem do sklepu po wódkę. dużo wódki.

później było już tylko ciekawiej.
Posty: 3044 Strona 302 z 305
Wróć do „Detox”
Na czacie siedzi 1236 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Feliksa i 2 gości