Więcej informacji: Grzyby w Narkopedii [H]yperreala
25 sierpnia 2014Melancthe pisze: Ja pierdole, jaka bieda umysłowa.
Niech zgadnę: mieszkasz z rodzicami/rodzicem, nie zarabiasz, studia Ci nie poszły, zainteresowania liczne acz powierzchowne.
No i jak już będziesz po - zdaj relację, bom ciekaw.
A tu na zdjęciu, po lewej jasne grzyby suszone przez 3 dni w całości pod wentylatorem, dopiero potem pokrojone i wstawione na 2h do piekarnika żeby dosuszyć. Po prawej sine jak cholera grzyby pocięte na kawałeczki zaraz po zbiorach, suszone 22h pod wentylatorem i 2h w piekarniku
24 listopada 2025Aristo pisze: Mam taki temat - może coś mi doradzicie. Brałem grzyby 4 razy - z własnej hodowli, 2 - 3,5g. Za każdym razem mam na początku silny stan lękowy. Wszystko zgodnie z zasadami - muza, opiekun, itp. Ten stan lękowy jest cholernie mocny i trwa tak z połowę całego tripa, pewnie z 2h. Potem jest super, ale ten stan lękowy mocno mnie zniechęca do powtórzenia, może da się coś z tym zrobić?
Ja od jakiegoś czasu biorę po 1 max. 2 gramy co parę dni (wiem, że to za często i za krótki okres pomiędzy tripami, ale mi to pomaga z moimi paranojami i mocną depresją), za każdym razem wyłapuję "rzeczy" które mnie blokują jakby grzybki przygotowywały mnie na Prawdziwy Trip na potężnych dawkach(7-10g), wyrzucając te elementy na tripie które nie pozwalają na poddanie się im i wspólny pełnoprawny lot)
Uświadom sobie, że One nie chcą Ci zrobić krzywdy, chyba że sam sobie chcesz zrobić krzywdę to Ci w tym pomogą. Bardzo ważne jest podejście do tego.
Kilkanaście zdań ode mnie - grzyby cytrynowe, marihuana, inne chemikalia i ich dawkowanie.
Po pierwsze całkowite wyzerowanie THC z ciała to niebo a ziemia w jakości tripu. Wcześniej do standardowej porcji 2g cubenisów dodawałem sesje z waporyzatorem dzięki czemu dolegliwości żołądkowe praktycznie nie istniały. Jednocześnie z pespektywy czasu wiem, że traciłem też na "głębi" całego przeżycia. Intensywność introspekcji to jedno - efekty wizualne drugie. Po wapku wizuali po prostu nie było. Jeszcze do niedawna paliłem sporo i nawet na 3g cubenisów obraz pozostawał w dużej mierze taki sam. Ależ się zdziwiłem jak po odstawieniu zaatakowałem ten sam pułap i świat zaczął się demorfować. Także trip z THC okej, ale nie jest to pełne doświadczenie.
Po drugie grzyby w zalewie z cytryny - zmielone mielarką do kawy, zalane świeżym sokiem z cytryny, dojrzewające przez równy kwadrans. Przed zmieleniem zaparzona i ostygła zielona herbatka (przeczytałem gdzieś wyżej, że powyżej 60 stopni umiera esencja grzybka - w każdym dużym hipermarkecie powinien być termometr do żywności, polecam go mieć). Cytrynka zalana herbatą, łyżeczka miodu i chlust. Benefit to szybsza faza - kwadrans moczone i w kwadrans was zaatakują z zegarkiem w ręku. Minus - brzuszek narzeka i boli (za kwaśno dla niego), lekkie zaparcia. Dobrze też umyć zęby bezpośrednio po zażyciu bo sok z cytryny nie pozostaje bierny wobec uzębienia.
I finalnie - dawkowanie. Skończył się medyczny susz z konopii, zaczęła się walka o utrzymanie trzeźwości. Pierwszewgo dnia po odstawieniu wziąłęm 2.5g cubenisów. Fajna, dosyć głęboka introspekcja, efektów wizualnych brak, ziobro zdziwienia. Trip pomógł zaadresować powody dla których dużo paliłem i to się liczyło najbardziej. Przerwa około dwa tygodnie (dokładnie 11 dni), ante up do 3g. Wykładniczy wzrost introspeckcji, przez czas trwania tripu przeszedłem przez całą paletę emocji począwszy od tych które zalegały jak łój w pryszczu przed wyciśnięciem. Efektów wizualnych wciąż brak. Dochodzimy do punktu krytycznego
Kolejna przerwa około dwa tygodnie i ante up - tym razem circa 4.1g. Na tym etapie przygody jestem już po trzech tygodniach abstynencji od THC. Przygotowuję swój cytrynowy wywar zgodnie z przepisem nie świadom, że napinam swoją procę jak pracownicy bloku nr.4 elektrowni atomowej w czarnobylu napięli reaktor jądrowy. Załatwiłem wszystkie sprawy, posprzątałem mieszkanie i zainstalowałem się w kocowy kokon. Byłem gotowy (jak mi się wydawało) na spotkanie z samym sobą, czekałem na moment tranzycji do pozycji embrionalnej i uderzenie podświadomości. Stało się - w przeciągu godziny wystrzeliłem się z procy do stratosfery gdzie przyjdzie mi walczyć o każdy oddech.
Tutaj chciałbym zrobić małą przerwę i dodać kluczowy błąd jaki popełniłem. Zalewa cytrynowa może i przyspieszyła szybkość przyswajania grzybów ale tego dnia wziąłem również małą dawkę Elvanse (max 3-4mg dekstroamfetaminy po przeliczeniu).
Minuta po minucie obserwowałem jak mój umysł robi speedrun przez każdy poziom fazy. Nigdy wcześniej nie miałem takiej gonitwy myśli, czułem się jakbym swoim umysłem obejmować każdy kąt, każdy aspekt wszechświata. To było to, nieograniczon dostęp do swojej osobowości i wspomnień. Leżąc dalej w pozycji embrionalnej otoczony łożyskiem z poliestru z nasilającymi się tikami nerwowymi zacząłem coś mamrotać pod nosem. To było ważne przemyślenie, którego nie zdołałem chwycić przed opusczeniem stratosfery. To był ostatni moment mojej prezencji w rzeczpospolitej ludzkiej rzeczywistości.
Ostatnie połączenie z korą przedczołową zostało zamrożone zostawiając mnie na ringu sam na sam z Innym. Umiejętność odrózniania to co jest i to czego nie ma zanikła. Co więcej, słowa które padały z moich ust nie były "moimi" słowami. Ona zawsze były słowami Innego. To Inny ukształtował myśl która następnie została wypowiedziana przez korę z którą straciłem częściowo kontakt. Każda czynność wypowiedzi tworzyła wąski pasaż pomiędzy kosmosem w jakim się znajdowałem a mieszkaniem w którym znajdowało się moje embrionalne ciało. Obiekty straciły swoją namacalność, zaczęły przenikać przez siebie. Ja zacząłem przenikac przez te obiekty. Przeniknąłem przez łożysko, przeniknąłem przez kanapę, zwiedziłem wiele miejsc i momentów których doświadczyłem w życiu. Możliwości były obraniczone jedynie siłą z jaką trzymałem się wagonika na tej pojebanej przejażdżce. Na ziemi znajdował się drugi człowiek którego percepcja pomogła przy spisywaniu tych doświadczeń. Wszedłem w interakcję z tą osobą, ona istniała ale jednocześnie jej nie było. Nie było tej osoby w moim ego, bo nie byo mojego ego. Inny wiedział że ta osoba tam jest, komunikował się z nią. To nie byłem ja, ale to byłem ja.
Złożoność tego przeżyia zaczęły przeważać nad moimi siłami. Siła z jaką trzymałem się wagonika osłabła, zacząłem odpływać w kierunku nicości. Moje zwierzęce układy szybko to podchwyciły, zaczął się bad trip. Reakcja organizmu była natychmiastowa (propsuję), w przeciągu kilkunastu sekund moje ciało przeszło dreszcze, wszystkie pory się otworzyły pokrywając mnie potem. Resztką sił pobiegłem do toalety i cały obslizgły przykleiłem się do deski. Nie umiałem wymiotować. ja, człowiek z wódki i zioła zrobiony, który nie raz doświadczył nadużycia i przyckrych ich konsewencji gastrycznych nie wiedział jak wywołać wymioty. Palce w gardle nie dawały efektu. Dopiero po kilku próbach i ponownej "rozkminie" jak wywołac wymioty zwróciłem zawartość żołądka. To co opusczało moje usta raz istniało a raz nie, totalnie abstrakcyjny przypadek dla kogoś kto wczesniej stąpał tak blisko ziemi jak się tylko da.
Reszta wieczoru to mozolna walka o powrót z kosmosu. Przerażająca walka o odzyskanie kontroli gdy nic w okół nie ma już sensu a wzrok nie mówi prawdy. Ciągłe powtarzanie do siebie "to się przecież niedługo skończy, to nie jest rzeczywiste". Drugi homo sapiens stał sie z powrotem moją parterką która pomogła w uspokojeniu. Minęła godzina i statek zaczął lądować, byłem w domu.
TLDR/Co z tego wyniesć - atakując heroiczną dawkę może warto zaczął bez zalewy cytrynowej i zdecydowanie bez stymulantów (nawet w małych dawkach). To co jest pomiędzy nami a światem jest warte zbadania. Początkowo nie chciałem wracać do stanu rezszczepu ego ale mając już doświadczenie z czym przyjdzie mi się zmierzyć i cenną naukę jak nie wrzucać sobie kłód pod nogi ten strach przeszedł.
Wrzuć grzyby do regularnego jadłospisu - np shitake, enoki, pieczarki. Jak organizm nauczy się je prawidłowo trawić to i dolegliwości żołądkowe albo znikną całkowicie, albo staną się mniejsze. Ja jem grzyby regularnie i nie mam żadnych dolegliwości.
Popijaj ziołami wzmagającymi trawienie. Też powinny złagodzić dolegliwości brzuszkowe :)
Zamiast robić zalewę - połknij witaminę C lub zagryź kiszonym ogórem. Kwaśne środowisko wzmacnia działania grzybków. Jak tripujesz regularnie to zamiast bawić się termometrem kup czajnik elektryczny z opcją ustawienia temperatury. Jest to zdecydowanie wygodniejsze.
Dobrze też działają ćwiczenia oddechowe (na mnie najlepiej działa oddychanie rezonansowe), muzyka medytacyjna czy też mieszanki ziołowe na stres, spokojny sen czy relaks.
Historyczna zmiana w globalnej polityce narkotykowej
Podróż z medyczną marihuaną samolotem – co musisz wiedzieć?
Ekstaza i ekstaza: jak patrzyliśmy i patrzymy na narkotyki
Danii: jazda autem po zażyciu gazu rozweselającego na równi z jazdą pod wpływem narkotyków
W Danii prawnie zabronione jest prowadzenie samochodu pod wpływem gazu rozweselającego (podtlenku azotu). W takim wypadku kierowca będzie traktowany tak, jakby zażył narkotyki, i może stracić prawo jazdy na trzy lata
Donald Trump podpisał ustawę rekryminalizującą produkty z konopi zawierające THC
Historyczny zwrot w amerykańskiej polityce konopnej. Prezydent Donald Trump podpisał ustawę budżetową, która zawiera kontrowersyjne zapisy. W praktyce oznaczają one rekryminalizację konopi w USA. Nowe prawo uderza w tysiące produktów z THC, w tym popularne Delta-8. To radykalne cofnięcie liberalizacji, którą Trump sam wprowadził, podpisując słynną ustawę Farm Bill w 2018 roku. Decyzja zapadła po tygodniach paraliżu rządu. Izba Reprezentantów przyjęła pakiet w środę, głosami 222 do 209.
Marihuana a ciąża i płodność – badacze z UM Wrocław: „Nie ma bezpiecznej dawki”
Normalizacja marihuany w debacie publicznej idzie w parze z rosnącym przekonaniem, że to „naturalna” i mniej inwazyjna alternatywa dla farmakoterapii. Jednak najnowszy przegląd 64 badań przeprowadzony przez naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pokazuje, że THC nie jest obojętne dla układu rozrodczego ani dla rozwijającego się płodu. Eksperci wskazują, że kannabinoidy wpływają na centralne mechanizmy płodności, a skutki ich działania mogą być długofalowe – także dla przyszłych pokoleń.
