Strona 1 z 3

Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: Opt2
Cześć, nie wiedziałem gdzie to umieścić, jednak dział zdrowie wydal mi sie najodpowiedniejszy. Szukam osoby (najlepiej z kujawsko pomorskiego) z którą moglbym zapoznac sie prywatnie i która ma doswiadczenie w psychodelikach (nie znam się na nich), dostęp do nich i która przy wzajemnej wspolpracy podjełaby sie próby pomocy mi wyjsc z zyciowej depresji, marazmu, stagnacji umyslowej, totalnej drętwoty, otępienia w jakim funkcjonuję na codzień, przy użyciu tychże środków. Pokryję wszelkie koszty współpracy, w tym załatwienia wszelkich substancji.

Mam 27 lat, moje problemy zaczęły się już od końca podstawówki i ciągną się za mną. Aktualnie jestem w takim stanie że wegetuje na codzień, praca, DOM, praca, DOM. Nic nie sprawia mi przyjemnosci, życie jest szare, jest męczarnią i pozbawione celu, sprawia mi ból ze musze wstawać i chodzic do pracy. Czas wolny zabijam przy komputerze na necie lub grając w gry. Miewam myśli samobójcze, chodzenie do pracy mnie męczy, muszę tam sprawiać pozory uśmiechniętego i wesołego, nie mam siły na to.

Moim największym problemem w życiu jest to ze czuję sie gleboko nieszczeliwy, a nie znam przyczyny tego stanu. Z takich ludzkich rzeczy, moim najlepszym przypuszczeniem tego jest samotność. Jestem strasznie samotnym czlowiekiem, nie mam znajomych. Jestem osobą bardzo "anxious" jak to bym ujął używając angielskiego, czującą sie niekomfortowo w obcym środowisku wśród obcych ludzi.

Nigdy nie byłem typem czlowieka który łatwo nawiązywał znajomosci, a jednoczesnie takim ktory zawsze desperacko potrzebowal miec kogos przy sobie, bo bez tego czuje ze jestem zupelnie oderwany od zycia, totalna pustka i nuda (to co czuje teraz). W dzieciństwie miałem tylko jednego dobrego kolegę, potem nasze drogi się rozeszły, w szkole była chujnia, byłem gnębiony (wtedy też zaczęły się dziać moje problemy). Od tamtej pory miałem tylko jedną dziewczynę na dłuższy związek i było w miarę ok, choć szału nie było bo jej nie kochałem, tylko traktowałem jak przyjaciela, kogoś z kim mógłbym dzielić życie.

Czasem wydaje mi się jednak, że mój permanentny stan pesymizmu, braku energii, apatii i nieszczęśliwości nie jest zależny od czynników zewnętrznych i mam wrażenie, że żadna zewnętrzna (nawet pozytywna) okoliczność nie potrafiłaby zmienić mojego stanu, mojego nastawiena do wszystkiego. Niewiele wiem o sobie, wiem natomiast jedno i to jest bardzo cenna wiedza - problem nie lezy w swiecie zewnętrznym, lecz we mnie. Więc wiem na 95% że zmiana miejsca zamieszkania, pracy itd. nic nie pomoże (moze nawet posiadanie znajomych tez). Dlatego tak bardzo chciałbym spróbować psychodelików bo myślę że jest ze mną cos nie tak, na poziomie psychiki, mózgu. Jakby to było zakodowane we mnie. Pamiętam, że byłem z dziewczyną na wakacjach, powinno być fajnie, wynajęslismy samochód, jeździlismy sobie po chorwacji, a mimo to nadal czułem w sobie pustkę i apatię niewiadomego pochodzenia. Chciałbym najchętniej wymazać swoją osobowośc (nie cierpie siebie, jestem wiecznie posępny i nie ma we mnie życia) chciałbym przeżyć w końcu w życiu jakieś doświadczenie które wstrząśnie mną na tyle mocno by pomóc mi ukształtować się na nowo, narodzić się na nowo, chciałbym wymazać własne "ja", chciałbym umieć cieszyć się życiem i mieć siłę i chęć by to życie zbudować.

Jest we mnie pewien wewnętrzny konflikt i sprzeczność w działaniu. Jestem zawieszony, np. Jestem samotny, myślę ze chciałbym mieć znajomych ale uwazam siebie za takiego nudziarza, że nikt nie chciałby się ze mną kumplować, nie ma o czym ze mną gadać (oprócz gier i siłowni), bo mało w życiu przebywałem wśród ludzi, więc nie szukam nikogo bo uważam że ja ze swoją apatią nie nadaję się do towarzystwa, zabierałbym jedynie energię innym. Poza tym nie mam obecnie siły wychodzić gdzieś na zewnątrz i "szukać szczęścia". Ten stan zawieszenia mnie wykańcza, nie odrzucam życia wprost co oczywiste, ale nie umiem też zawalczyć o lepsze. Chcę najpierw uporać się z problemami ze mną, a nie szukać na siłę kogoś kto pomoże mi te problemy zamieść pod dywan. Przez to wszystko jestem strasznym prokrastynatykiem, odkładam wiecznie wszystko na później bo nic mi się niechce, również moje obowiązki w pracy i inne rzeczy związane z samodoskonaleniem się.

Nigdy w zyciu nie bralem zadnych narkotyków, trawy nic, papierosów nie pale, jestem abstynentem a więc nie pije w ogóle, nie smakuję mi alkohol, ale jeśli nie znajdę nigdzie pomocy to chyba zacznę pić bo już nie wytrzymuję ze soba. Brałem z przerwami od gimnazjum jakieś leki antydepresyjne jak seronil, ale z reguly odstawialem po paru miesiącach zniechęcony rezultatem. W tej chwili nie biorę nic od jakichś 5 lat.

Zdaję sobie sprawę, że może być różnie po psychodelikach i to niczego nie gwarantuje, ale moim celem jest po prostu spróbować wyleczyć moją apatię, dostać kopa, otworzyć umysł, poczuć że życie ma jakieś kolory, smak, zapach. Mam nadzieję że dzięki temu zmienię się jakoś i otworzę bardziej na świat i życie zacznie mnie znów ciągnąć do siebie.

Jeśli z tekstu wyłania się obraz osoby chaotycznej, zagubionej, pesymistycznej to jest to właściwy moim zdaniem obraz mnie. Dzięki za przeczytanie, i mam nadzieję że ta szalona prośba pójdzie gdzieś w eter.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: kws_
Polecam zapoznać się z tym tematem jak-zachowac-odpowiedni-poziom-testoste ... 45301.html

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: eth0
[mention]Opt2[/mention]
Ja bym Tobie psychodeliki odradzał, przynajmniej na początku. Robiłem to, jak byłem młodszy to próbowałem "terapii psychodelicznej", która zaprowadziła mnie tylko do eksperymentów z kolejnymi substancjami, co skończyło się ciężkim uzależnieniem od depresantów. Nie tędy droga. Wiem, że są osoby, którym takie pojedyncze tripy mogą pomóc, ale to jest droga na skróty, bardzo ryzykowna.

Próbowałeś może psychoterapii? Jeżeli nie to spróbuj. Jak nie wyjdzie to wtedy szukaj alternatywy, ale naprawdę, na Twoje konflikty wewnętrzne (swego czasu moje problemy pokrywały się z Twoimi w jakiś 80% z tego co piszesz) naprawdę lepsza by była odpowiednio poprowadzona psychoterapia, taką w którą sam też się mocno zaangażujesz, bo tylko taka daje rezultaty. To jest ciężka i długa droga, ale skuteczna i co najważniejsze - nie jest tak inwazyjna jak psychodeliki.

Nie chcę tu umniejszać psychodelikom, bo mają duży potencjał, chociażby to co opisał Stanislav Grof daje nadzieje na skuteczne ich wykorzystanie, ale to się powinno odbywać pod okiem specjalisty, a nie jakiegoś losowego człowieka z forum. Oczywiście zrobisz jak zechcesz, ale po prostu radzę uważać i nie rzucać się od razu na głęboką wodę. Doskonale rozumiem co to znaczy być "anxious", bo sam taki jestem, ale tym bardziej psychodeliki mogą być zbyt gwałtownym przeżyciem dla osoby z zaburzeniami lękowymi. Ja po jednym badtripie miałem potem przez długi czas wszystkie objawy PTSD. Wyciągnęło to ze mnie takie "brudy", które siedziały głęboko w podświadomości, że nie poradziłem sobie z tym i długo dochodziłem do siebie. Uwierz mi, nie chcesz tego, mimo że wydaje się to kuszące. A miałem dokładnie takie samo nastawienie jak Ty teraz. Dlatego z czystym sumieniem wolę przestrzec przed takimi eksperymentami.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: NegatywneWibracje
Też zafascynowany psychedelikami skończyłem kilka lat później waląc niemożliwe miksy depresantów i stymulantów.

Szansę na to, że psychodeliki cokolwiek pomogą na dłuższą metę oceniam na jakiś 1%. :D To już lepiej jak wyżej o teścia zadbać.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: Opt2
Dziękuję za odzew, miałem trochę wrażenie że mnie wyśmieją tu jak napiszę taką prośbę.

@[mention]eth0[/mention]
Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Nie wykluczam szukania pomocy u psychoterapeuty, nigdy tego nie próbowałem, może jest sens spróbować. Jestem ciekaw czy komuś takie terapie pomogły. Znasz w swoim otoczeniu osobę, której taka terapia znacząco pomogła z perspektywy czasu?

Jednym z powodów, dla których chciałbym spróbować psychodelików jest także ciekawość i otwartość na "duchowe" doświadczenia. Pragmatyzm życia mnie przytłacza. Pragnę działać i doświadczać, przeżywać życie, jednak mój marazm mi wszystko blokuje. Warto może dodać, że mam "objawy" takie jak niemożność odczuwania emocji (zwłaszcza pozytywnych, z takimi jak strach czy lęk nie ma problemu :) stąd myślę że zażycie jakichś środków pozwoliłoby mi się odblokować. Bo psychoterapia to bardziej na poziomie życiowym, radzenie sobie z problemami, praca nad kontaktem z ludźmi itd.

Nie chciałbym trafić do "przypadkowej osoby z forum", napisałem ten temat w nadziei, że odezwą się osoby, które naprawde mają jakąś wiedzę. Jestem tu zbyt krótko by znać tutejszą społeczność i wiedzieć kto jest kim. Znałem kiedyś gościa, który opowiedział mi historię jak się zmienił po zażyciu jakichś psychodelików. Wspominał m.in. że wpadł w jakąś euforię, płakał ze szczęścia, że nigdy nie czuł się tak dobrze i od tamtej pory trochę mu się zmieniło w głowie na lepsze. Brzmi trochę zbyt pięknie żeby było prawdziwe, pewnie miał szczęście i akurat na niego w ten sposób podziałało lub/i miał właściwy set&setting, jednak ciekawi mnie w jaki sposób zadziałało by to na mnie.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: ravez
Zadbaj o tescia, idź do psychiatry, bierz SSRI.
Jeżeli Ci się nie spodoba ten sztuczny godmode, to pojedź latem na festiwal psytrance. Tam się Tobą zajmie jakiś szaman ;)
Albo ceremonia ayahuasci jeżeli nie boisz się zaorania mózgu traktorem.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: kebec
Przeczytaj uważnie,

Jesteś w absolutnie złym miejscu do szukania pomocy...inaczej... sposób który obrałeś sobie za drogę która rzekomo ma ci pomóc, czyli kolega ćpun który ogarnie dragi i psychodeliki mogą Ci juz doszczętnie i kompletnie rozpierdzielić i tak zszarganą psychike.

Narkotyki niszczą życie, nikomu jeszcze go nie uratowały a jakiekolwiek oświecenie z nich płynące jest krótkotrwałe i jest jedynie zachętą do zatracania swojego ciala i duszy.

Jedyną, jedyną absolutnie jedyną drogą ktora może Cie wyprowadzić z twoich problemow jest Bóg.
Poznanie go..i uwierz mi ze jest to coś niesamowitego, zacznij od prostej modlitwy;

Boże jeśli istniejesz to pokaż mi to, udowodnij mi to, bo już nie mam siły.

Daje sobie obciąc, ręke, głowe, wszystko że jeśli szczerze zaczniesz w ten sposób to wygrasz w tym życiu, wiem to bo jeżeli takiej pale życiowej jak ja Bóg się objawił to Tobie tym bardziej kochany przyjacielu.

Jeśli bedziesz potrzebował jakiś wskazówek to służe Ci pomocą odezwij sie na moje gg: 65229728

ps. Nie bój sie nie chce Cie wciągnąć do zadnej sekty, nie chce od Ciebie pieniedzy :)
Po prostu jak poznaje sie prawdziwego Boga, ze jest ktos kto nad nami czuwa to czlowiek chce sie tym podzielić z całym światem.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: Opt2
Dzięki @kebec za bardzo miłe słowa, jednak jakby to delikatnie ująć... nie jestem zbytnio osobą wierzącą (czego w sumie żałuję bo wiara w cokolwiek na pewno podnosi na duchu, jednak nie zmienię swoich przekonań religijnych).

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: Jamedris
[mention]Opt2[/mention] Nie ma problemu z Twoim brakiem religijności. Duchowość = / = religijność.

Jeśli już psychodeliki, to nie karton od kolegi mający być rzekomo LSD, a będący w najlepszym przypadku 1P-LSD, a w najgorszym jakimś NBOME czy DOC. Jeśli zdecydujesz się na psychodelę, to poszłabym wedle znanej maksymy - uda się albo nie uda - i zdecydowała na ceremonię z DMT/ayahuascą, bo ibogaina to raczej nie, tutaj odpowiedniejsza do przewartościowania swojego życia, wyzbycia się lęku jest aya lub DMT przyjęte w inny sposób. Jako osoba o doświadczeniach psychodelicznych powiem Ci, że żadne, nawet najbogatsze słowa nie są w stanie oddać tego, co się czuje... I co zostaje. A gdy raz poczujesz, że jesteśmy wszyscy wspólnotą, jednym, no nie ma na to słowa - to czego się bać..? Nie można bać się siebie.
Taka psychodeliczna podróż wywraca wiele rzeczy do góry nogami. Licz się z tym, że to będzie... nie tyle bad trip, co będziesz MUSIAŁ przepracować wszystkie rzeczy, które męczą Cię na trzeźwo w stanie psychodeli. Po to przydaje się community wiedzące "o co biega", a przynajmnij obeznany z Twoim stanem trip-sitter który nie spanikuje i nie nafaszeruje Cię Xanaxem jak zobaczy, że płaczesz. Psychodeliki to nie tylko fajne kolorki i fraktale. Psychodeliki to zwiedzanie swojego osobistego nieba i piekła, gdzie prawa fizyki odnośnie czasu i miejsca nie obowiązują i NIE ZAWSZE warto osobę tripującą z takiego stanu wyciągać, bo może właśnie jest na etapie tej walki; zaoferować wodę, jedzenie lekkie, zmianę pokoju (to jest bardzo, BARDZO efektywne!) - tak, ale nie wyciągać go z tripa. Na ayahuasce normalne jest wymiotowanie, płakanie, mierzenie się z tym.

ALE!

Po nią sięgnęłabym tylko, jeśli farmakoterapia (nie tak, że od razu dobiorą idealne SSRI, trzeba popróbować) + terapia w wybranym nurcie (byle nie humanistyczny...) nie zadziała, bądź będzie jeszcze gorzej; nie popełnij jednak błędu i nie nastawiaj się do nich negatywnie, bo pacjent chcący współpracować to już może nie połowa, ale spokojnie 25% sukcesu. Bez wiedzy o Tobie, całkowitej wiedzy o Tobie, nikt nie jest w stanie Ci pomóc. Między nami, psychologami (piszę z perspektywy osoby uczącej się w Instytucie Psychologii) utarło się takie powiedzenie, że na pierwszym spotkaniu klient pokazuje nam swój wyidealizowany obraz obgryzany po kostkach przez problemy, które są zbagatelizowane; dopiero na drugim spotkaniu jest bliższy załamania, które MUSI nastąpić, musisz zdać sobie sprawę z własnej bezsilności, własnego zbłądzenia i oddać się w ręce terapeuty. W gabinetach ludzie płaczą, kurwują, próbują przytulić psychologa, chodzą poddenerwowani, milczą, zderzają się z flashbackami z dzieciństwa, gwałtów, wojny. Akceptacja problemu jest pierwszym krokiem, by się z nim zmierzyć. Osobiście mam również różnorakie problemy, gdybym nie miała, to by mnie tu nie było; i poszłam kształcić się w tym kierunku między innymi po to, by dowiedzieć się, jak ludzie "działają". Takie behind the scenes, aby lepiej z nimi żyć i nauczyć prowadzić się small-talki (po których czuję się zmęczona jak po wejściu na 10 piętro bez windy) oraz nawiązywać relacje.

Jako mod działów benzodiazepin i opio powiem Ci, że moje działy są tymi "złymi"; tymi, które nie pomogą Ci w życiu w żaden sposób i nie mówię tego po to, byś "Ty miał gorzej" czy coś, bo to byłoby absurdalne. Możliwe, że w toku leczenia zetkniesz się z benzodiazepinami przepisywanymi doraźnie, w kombinacji SSRI codziennie + benzodiazepiny doraźnie, najczęściej alprazolam (dawkowanie od 0.25 do 2mg, więc jest pole do popisu) i że dopiero z asystą tych środków poczujesz, że w ogóle terapia działa; pamiętaj, że SSRI/SNRI i pochodne rozkręcają się dopiero po 2-3 tygodniach, a benzodiazepiny dają bardzo złudne poczucie poprawy. Byłam uzależniona od dwucyfrowych dawek klonazepamu codziennie + alprazolam, jeśli miałam pod ręką w dawkach ~6-8mg+ na początek i powiem Ci szczerze, że wolałabym przechodzić detoks od morfiny ze swoich dawek (600mg/d, czasem 800mg/d dożylnie) na absolutnie sucho, niż znów wpierdolić się w benzodiazepiny i musieć z nich wychodzić, bo tam skręt i nauka funkcjonowania na nowo trwa dobrych parę miesięcy, minimum pół roku do roku...

Samobójstwo? Nie. Jest ostateczne, a przedtem możesz zrobić to wszystko,o czym piszesz. Postawić swoje życie do góry nogami. Skoro umrzesz, prędzej czy później, to wszystko jest Ci już obojętne. "Sprzedaj lodówkę i jedź". Zmień miejsce zamieszkania, ale nie z Łodzi na Warszawę, tylko coś bardziej egzotycznego i wymagającego większej adaptacji ze Twojej strony. Możliwe, że to tam odnajdziesz raj na ziemi, a przynajmniej swój DOM.

Zawsze jestem dostępna na PW (jeśli tylko jestem na sieci), jeśli chcesz porozmawiać.
Trzymaj się bardzo, ale to bardzo mocno.

Re: Szukam osoby do pomocy

: 26 grudnia 2018
autor: Opt2
Dzięki [mention]Jamedris[/mention] za obszerny post. Odniosę się do wszystkiego krok po kroku:

Postaram się uwzględnić Twoje sugestie co do przyjmowanych substancji, jednak będę miał na to raczej znikomy wpływ, ponieważ ja sam nie mam do nich dostępu, nigdy nie obracałem się w towarzystwie które je ma. Wszystko zależy od tego na jaką osobę trafię tu z forum i co ona mi doradzi. I czy będzie w ogóle odzew na moją wiadomość. Póki co jest, ale znikomy.

To o czym piszesz, że psychodela to podróż w głąb siebie, to dokładnie to co chciałbym przeżyć. Chciałbym spojrzeć na siebie z innej perspektywy, chciałbym poznać siebie lepiej, swoje lęki i pragnienia, zwizualizować je, dowiedzieć się w końcu czego dokładnie chcę w życiu, na czym mi zależy. Chciałbym też by środki te wywołały we mnie coś na kształt euforii lub rozweselenia, ponieważ stan ten jest mi od dawna obcy. Mam wrażenie, że może mi to pomóc zresetować się troszkę.

Co do psychoterapii i SSRI to brałem seronil przepisany przez psychiatrę, czasem przez długi czas. O ile mnie pamięć nie myli, to skłamałbym gdybym powiedział że nie pomogły. Pomogły - ale nie wiem dlaczego, zawsze je po jakimś czasie sam odstawiałem. Wydaję mi się, że wynikało to z lenistwa - stwierdzałem że czuję się już lepiej, więc niechciało mi się umawiać na kolejną wizytę u psychiatry po receptę i w konsekwencji przestałem brać lek. Mimo to, w okresie kiedy brałem lek nie powiedziałbym że wyleczyłem się kompletnie, nadal łapałem doły.

Mój obecny problem to taki, że jestem już strasznie zmęczony czekaniem, zniecierpliwiony. Bujam się z moimi problemami psychicznymi połowę życia. Psychoterapia brzmi fajnie, jednak jak pomyślę że mam się bujać kolejne kilka lat by terapia dała jakieś rezultaty to ogarnia mnie niechęć. Wiem, że szukam magicznej pigułki która rozwiąże moje problemy i że to nie tak działa, aczkolwiek nie mogę oprzeć się pokusie i ciekawości co stanie się ze mną po zażyciu "środków". Jeśli tylko ktoś wyciągnie to mnie pomocną dłoń, i uznam że osoba ta nie jest szaleńcem po bliższym zapoznaniu się - zdecyduję się na zażycie jakichś piguł. Zrobiłbym to z psychoterapią czy bez.

Co do zmiany miejsca zmieszkania; wymuszenia na mnie jakichś zmian, to zrobiłem coś takiego. W zeszłym roku zmęczony życiem zaciągnąłem się do Legii Cudzoziemskiej z nadzieją że rygor tego miejsca wypleni ze mnie czarnowidztwo i zacznę być innym, zdyscyplinowanym człowiekem, który radzi sobie stanowczo z problemami. Uznałem, że muszę poddać się wielkiemu stresowi, wystarczającemu bodźcowi by zaburzyć homeostazę i wywołać we mnie jakieś adaptacje, wszak ludzie nie zmieniają się z dnia na dzień. Skończyło się na tym, że zrobiłem trening podstawowy 6 miesięcy i zmyłem się, bo stwierdziłem że tamtejszy stres wpływa na mnie źle i alienuję się od otoczenia jeszcze bardziej. Poza tym mentalność wojskowego trepa to nie dla mnie, jestem zbyt wielką indywidualnością by wtopić się w wojskowy tłum.

[mention]bishojo[/mention] Napisz proszę na maila: smdn@wp.pl Nie mogę się z Tobą skontaktować bo wiadomości priv mi nie działają.