Szukam osoby do pomocy

Dział dostępny także bez rejestracji, gdzie szybko możesz otrzymać odpowiedź, gdy czas jest na wagę złota.

Moderatorzy: Wszyscy moderatorzy, Zdrowie

Posty: 24 Strona 2 z 3
Online

 

Rejestracja: 2018
  • 1021 / 258 / 0


Po pierwszym tripie na kwasie nawiązałem parę znajomości na studiach i ogólnie się otworzyłem na ludzi. Po innym latałem sobie z nożami po domu i klatce schodowej. Teraz lecę na helupie i benzo. Czy jest to bezpośrednio związane ze sobą? Nie, ale zaczynając korzystać z jakichkolwiek narkotyków jako rozwiązanie problemu, zaczynasz igrać z ogniem. Można tak się bawić latami, ale szanse że się sparzysz nie maleją z czasem i nawet odpowiedzialne i rozsądne korzystanie z dragów może się o kant dupy rozbić jak tylko z twojego życia coś tam zacznie znikać, coś pójdzie źle, zdarzy się jakaś tragedia.

Nie wiem za bardzo co ci poradzić bo sam mam podobne problemy i same gówniane rozwiązania póki co, ale gratuluję zauważenia że coś jest nie tak i podjęcia jakiejś tam próby naprawy tego. Tylko bez urazy dla nikogo tutaj - leć do lekarza na terapie (psychiatra może się przydać, ale terapia jest lepsza na dłuższą metę) i trzymaj się tego - jak nie działa lek, albo z terapeutą nie ma dobrego kontaktu to zmieniaj ale nie rzucaj tego bo "ci się nie chce" albo "za długo nie ma efektów", ale nie szukaj szamanów i domorosłych lekarzy z przerytymi od ćpania łbami. No i nie kupuj tu nic od nikogo, na miłość boską.
Rejestracja: 2018
  • 35 / 4 / 0


Nie ma narkotykow zlych i dobrych, pakowanie sie w nie celowo napewno Ci nie pomoze. Po dobrym krążku faktycznie nie bedziesz mogl uwierzyc ze mozna czuc sie tak dobrze, ale to tyle! Samo za Ciebie sie nic nie zrobi. Poczytaj inne tematy na forum, wiekszosc osob jest tu nie szczesliwa nie ma znajomych itp - narkotyki niszcza zycie.

Redukcja szkód? Po twoim trupie

Dopalacze zostały w Polsce zrównane z narkotykami. Skutek? Co dwa dni ktoś umiera w związku z użyciem nowych substancji psychoaktywnych.

Helikopter transmitujący wyścig Vuelta a Espana odkrył plantację konopi

Śmigłowiec używany do kręcenia ujęć z powietrza w czasie słynnego hiszpańskiego wyścigu kolarskiego Vuelta a Espana przypadkiem odkrył plantację konopi na dachu bloku w katalońskim mieście Igualada.
Rejestracja: 2014
  • 1699 / 368 / 0


[mention]Opt2[/mention] Od Ciebie zależy, czy oddasz się w ręce kogoś kompetentnego. Trudno nawiązać relację "zwyczajną", a co dopiero taką, skłaniającą do wspólnego czy kontrolowanego przeżycia psychodelicznego. Dlatego... Hm, to, co miałam powiedzieć, już powiedziałam, jednak strzeż się propozycji spotkań i wzajemnej "pomocy" od forumowych "specjalistów" mających 15 postów napisanych przez dwa lata. ;) Człowiek, z którym postanowsz to zrobić będzie kimś więcej, niż lekarz; będzie to ktoś, komu powierzasz swoje zdrowie, życie oraz kondycję psychiczną zarówno podczas przeżycia psychodelicznego, jak i po nim. Teraz akurat mamy porę roku niesprzyjającą takim rzeczom (choć ja brałam LSD w zimę, w Oslo) i lepszym już miejscem byłby jakiś mały, kameralny festiwal psytrance z chillstagem i obecnością kogoś z SINu, gdzie zawsze możesz poprosić o pomoc, wodę i support, jeśli trip Cię momentami przerasta. Takie festiwaliki istnieją w Polsce, grunt to mieć odpowiednich znajomych i zainteresowania, podpowiem że dołączenie do grupy "Psytrance POLSKA" na FB może być dobrym pierwszym krokiem. Istnieje też festiwal o swojskiej nazwie "Goa Dupa" odbywający się latem, ale to już zostawiam Tobie do wyboru.

Zastanowiło mnie natomiast od strony, hm, zawodowej to, co piszesz. Czyli, skracając, jakaś tam poprawa była, ale przestałeś kupować recepty, ergo brać leki i wracałeś do punktu wyjścia. Widzę tu co najmniej kilka możliwych powodów:
1) podświadomy strach przed "życiem na prochach" przez cały czas, skoro momencik po skipnięciu dawki robiło się gorzej;
2) niepoprawna więź z terapeutą bądź "więź" oparta jedynie na wypisywaniu recept;
3) zbyt częste zmiany terapeuty i konieczność pisania swojej historii na nowo, pokrzywionej wcześniejszymi doświadczeniami... Jakby to ująć, nie bez powodu mówi się, że łatwiej kogoś nauczyć czegoś jeśli nigdy nie miał styczności z XYZ, niż jeśli miał, ale nauczył się na własną rękę niepoprawnie. Miej gdzieś w tyle głowy tę regułę. :) Ja akurat usłyszałam to na siłowni, gdy nie mogłam opanować pewnego chwytu, ale widzę analogię we wszystkich dziedzinach życia.
4) kwestie finansowe wykupywania recept, choć nie wspominałeś, by mocno odbijało się to na Twoim budżecie;
5) strach przed ostracyzmem pt. "a co jak ktoś się dowie że biorę tabletki?" - niestety Polska jest krajem z jednym z NAJWYŻSZYM WSPÓŁCZYNNIKIEM SAMOBÓJSTW, zwłaszcza wśród mężczyzn, bo w kwestii pomocy mentalnej jesteśmy "sto lat za murzynami";
6) zbyt stroma krzywa poprawy, tzn. oczekiwania rozminęły się nieco z rzeczywistością...

I... Zastanawiałam się długo, czy to napiszę, ale jednak w końcu stwierdziłam, że tak. Znam osoby, którym nic nie pomogło. Nie piszę teraz o sobie. Przypadki po prostu beznadziejne, w dodatku środowisko nie dawało im szans na poprawę, a próby odcięcia były albo bojkotowane (pewna taka dziewczyna), albo nic nie dawały (troszkę jak u Ciebie). Te osoby znalazły sobie grupy narkotyków, które dawały im ulgę. U dziewczyny była to feta pozwalająca skupić się w okresie pre-maturalnym i osiągać wyniki niemożliwe do uzyskania w inny sposób, a także aprobatę rodziców na której jej zależało + mieć siłę po nauce na nocne wojaże z koleżankami, przez co stała się popularna. Sielanka nie trwała za długo, jej młode serduszko nie wytrzymało raz, drugi, trzeci... Nie wiem, nie mam z nią już kontaktu, ostatnio jak o niej słyszałam, to brała jakiś syf nieznanego pochodzenia - byle tylko kopało - i była już na etapie metkatynonu, wysokotoksycznego leku robionego z uwielbieniem w PL i RUS ze środków na katar i łatwo dostępnych półproduktów, skutkujących czymś zapewniającym kilkugodzinną euforię (podanie p.r.) lub kilkunastominutową, acz niezwykle intensywną (podanie i.v.), a jego siłę uzależnienia ocenia się na ok. ~75% potencjału metaamfetaminy. Druga osoba próbowała ośrodków, próbowała wszystkiego, z tym, że był to chłopak wjebany w opio. Miał tu konto. Miał pracę w IT, dziewczynę (nie skupiam się na niej ze względu na możliwość odgadnięcia, o kim piszę; ważne jest to, że nie była to do końca zdrowa relacja) i wynajmował z zarabianych pieniędzy pokój; szkopuł polegał na tym, że bez opio (konkretniej, morfiny) nie był w stanie pracować wśród ludzi (a tylko kawałek swojej pracy w IT wykonywał zdalnie)... Bez dłuższego gadania, skończyło się na tym, że po jednej z niezliczonych wizyt w ośrodkach napędzanych łzami rodziny oraz dziewczyny (poniekąd przykładającej łapkę do jego uzależnienia), powiesił się. Odwiedzałam jego grób nie tak dawno.

Jest też trzecia osoba. Troszkę podobna do pana numer dwa, ale dalej żyje i dalej nie jestem to ja ;) która po prostu pogodziła się z tym, że bierze i jeśli ma stały zapas narkotyków (a tolerancja nieubłaganie rośnie), to żyje jak wzorcowy obywatel; ma córkę, którą wychowuje samotnie, czasem pozna jakiegoś mężczyznę ale to raczej kilkumiesięczne związki, ma duże i nowoczesne mieszkanie jeszcze z poprzedniego związku, które z sukcesem spłaca (nie wnikam, jak, no ale...) - prowadzi "normalne" życie. Inteligentna, można ją zaprosić na kawę, porozmawiać o laureatach Nike i o życiu, nie jest oderwana od rzeczywistości, a jej córka jest doprawdy słodka. Siłowała się z detoksami, jednak po którejś z kolei porażce stwierdziła, że ma dość tej szarpaniny. Że będzie żyła tyle, ile pozwoli jej przerabiana możliwie jak najczyściej morfina i heroina, dba o siebie, o wątrobę, bada się, bierze leki wspomagające jej regenerację, nie jestem pewna czy nie ma HCV. Córka jest w takim wieku, że niedługo będzie musiała się dowiedzieć z ust matki, jak to jest - albo i już zauważyła... Z pół roku ich nie odwiedzałam. I uwierz, że od zwykłych, szczęśliwych i żyjących "ponad klasą średnią" ludzi oddzielają ją tylko i aż trzy-cztery zastrzyki dziennie.

Do czego zmierzam? Jeśli nie zadziała farmakoterapia, jeśli nie zadziała farmakoterapia sprzężona z terapią, jeśli nawet nie zadziała terapia psychodelikami - choć NAJPIERW polecałabym empatogeny, a konkretniej sesję MDMA, w Kanadzie trwają "trial tests" jeśli chodzi o jej działanie antydepresyjne, a sama po swoich doświadczeniach powiem, że oprócz euforii na początku i tanecznym lub kanapowym działaniu, doznaje się niezapomnianego uczucia jakby "wszystko było na swoim miejscu, ja rownież jestem częścią tego świata i akceptuję to, jest dokładnie tak, jak powinno być". Nie znam polskich słów na to. Transcendencja jest zbyt uboga. Serenity? Nirvana? Taka semi-...

TL;DR wybierz dokładnie swojego Szamana i zastanów się nad sesją z MDMA, to empatogen z lekko psychodelicznym działaniem, który jest z powodzeniem stosowany z walką z PTSD.
Rejestracja: 2018
  • 4 / 1 / 0


[mention]Jamedris[/mention] Jestem pełen podziwu, że znajdujesz czas by pisać takie obszerne posty.

Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Muszę się przyznać, że sprawia mi radość że mój temat się rozwinął, że są ludzie którzy chcą mi coś poradzić. Po raz pierwszy od dawna poczułem jakąś więź, jakiś kontakt ze światem zewnętrznym, jestem podekscytowany. Jakbym rozpoczynał coś nowego.

Te festiwale mnie przerażają szczerze mówiąc, wyobrażam sobie to jako wielkie zbiorowisko ćpunów, brudu, syfu. Wątpie bym czuł się komfortowo w takich warunkach. Jeśli mam coś brać to wolę to zrobić z jakąś zaufaną osobą w domowym zaciszu.

Mam ochotę uciec zupełnie gdzieś na koniec świata, zresetować się, zacząć życie od nowa. Czuję się jakbym był zablokowany, nie potrafię czerpać przyjemności ze świata. Zastanawiam się jak gadana terapia może mi pomóc, gdyż myślę że to musi być coś nie tak z mózgiem na poziomie chemicznym, a gadanie u jakiegoś doktorka...? Raczej nie zmieni nic pod tym względem.

Z tych powodów, które wymieniłaś to były to raczej numery 2 i 6. Nie prowadziłem psychoterapii, miałem tylko wizyty u psychiatry po recepty i jakieś krótkie pogaduszki 40 minutowe co parę miesięcy. Niezbyt duża poprawa w mojej ocenie też prawda, choć nie wiem czy mogę za to obwiniać leki, bo ja sam nie wiedziałem czego oczekuję. Wydaję mi się że brałem je by wymusić na mnie większą chęć działania, by być aktywniejszym i przemóc się do ludzi. Nie wiem czego chcę, dlaczego czuję się jak się czuję. Nie wiem czy to przez samotność, czy przez moją głowę. Pewnie jedno i drugie. Dlatego może psychodeliki pozwolą mi zrozumieć czego chcę.

Rozumiem, że chcesz mnie przestrzec przed braniem czegokolwiek, przywołując historie tych osób, jednak na obecnym etapie, jestem prawdę mówiąc troszkę zdesperowany. Zaryzykuję wszystko byle coś zmienić, nie mam siły dłużej czekać.
Rejestracja: 2014
  • 1699 / 368 / 0


[mention]Opt2[/mention] ja mam po prostu sprawne paluszki i szybko piszę, nie, serio. ;)

Nie wszystkie psy-festiwale wyglądają tak, jak piszesz, choć dla osoby z zewnątrz może to wyglądać jak stado dzikusów naćpanych kwasem i tańczących do 6 rano pod jednym soundsystemem. Ale! Wyobraź sobie, że istnieje kameralny festiwal (dość, bo można nawet nie zdążyć kupić biletów...) położony gdzieś w Bieszczadach, w zaciszu. Może coś takiego...? Niektóre też odbywają się po stronie granicy naszych sąsiadów, ale też w górach. Jak zaczniesz szukać, to sam będziesz zadziwiony skalą przedsięwzięcia (ale nie zimą, wiadomo), toteż z uwagi na porę roku najpierw sugeruję powrót do terapii i leków, niekoniecznie tych samych; skup się na znalezieniu odpowiedniego człowieka, a potem szukajcie odpowiednich leków. Nie na odwrót, a to błąd, który ludzie nagminnie popełniają. A jak przyjdzie lato, to zapraszam na psy-festiwal w nasze piękne góry lub do zbratania się z Czechami. :)

I nie, wniosek końcowy nie miał na celu przestrzec Cię przed braniem czegokolwiek, a raczej przywołać - w szczególności przykład trzeciej osoby z córką - osoby, które próbowały wcześniej wszystkiego, ale pogodziły się z tym, że mają pewne neurologiczne czy socjologiczne dysfunkcje mogące być załagodzone, wróć, ZAMASKOWANE jedynie narkotykami i prowadzą normalne życie, dbając jedynie o swój zapas. Proszę Cię jedynie, byś nie decydował się na tak radykalny krok (rozumiany jako podejście "a to ja już wolę całe życie brać, na przykład, amfetaminę po której mam dobre libido i gadkę do dziewczyn oraz zainteresowania") zanim nie wypróbujesz, nie wyeksploatujesz wręcz do końca wszystkich poprzednich sposobów.

Życzę Ci jak najlepiej i dlatego nie sugeruję brania benzodiazepin inaczej niż doraźnie, a brania opio - w ogóle. Przebija z Twoich postów zagubienie i chęć odnalezienia się na tym świecie, a także samotność, która trochę ścisnęła mnie w serduszku, toteż zdecydowałam się Ci odpisać. Przeczytaj może jeszcze raz o tej dziewczynie z córką. Mam nadzieję, że wyniesiesz coś z moich postów - coś innego, niż pamięć o avatarze ;) - i że za jakiś czas napiszesz nam, jak Ci idzie na wybranej terapii, zestawie leków, czy może po psychodelicznej podróży. Wysyłam mocne uściski! I idę spać, bo nodduję, ale uparłam się, że Ci odpiszę.
Rejestracja: 2018
  • 4 / / 0


Idz do lekara rodzinnego opusz sytuacje i poproś o skierowanie do psychiatry oraz o recepte na tranxene 10mg. Zażywasz 1 tabletke dziennie od niedzieli do czwartku (piatek sobota robisz przerwe i od niedzieli znowu tabletka do czwartku ) i koniecznie kontrola lekarza żeby się nie wjebać w jakies gówno. Benzo ma ogromną moc i jest wspaniałym lekiem ale jest też silnie uzależniającym. Ten lek powinien dodać ci siły do życia, wpuscic trochę kolorów i pozytywnego myślenia, powinno minąć wypalenie emocjonalne, pojawic sie chcec do życia i do podejmowania nowych wyzwañ 3mam kciuki i życzę powodzenia !
Rejestracja: 2018
  • 0 / / 0


Witam Wszystkich

Poruszająca historia, która dotyczy nas wszystkich w większym lub mniejszym stopniu...

Mądry z Ciebie człek. Dostrzegam też talent pisarski

Jeśli psychodeliki to lepiej zacząć od naszych rodzimych grzybków - działa jak natura chciała.

A na teraz taka oto historia, która od lat pozwala mi utrzymywać odpowiedni dystans:

Fragment z książki pt. “Wewnętrzne przebudzenie” Autor: Sisson Colin

“W dalekiej galaktyce, w środku kosmosu, żyje grupa istot zwanych Władcami Czasu. Pilnująoni całego stworzenia. Są odpowiedzialni za utrzymanie ewolucji wszystkich form życia w całym swoim dominium. Co jakiś czas któryś z nich jedzie na wakacje. Pewnego razu przyszła wreszcie kolej na Kroba. Krob udał się do agencji podróży, by znaleźć dla siebie miejsce na spędzenie urlopu.
– No cóż, panie Krob – rzekł agent – mamy wolne miejsca na dalekich krańcach naszego systemu gwiezdnego, na ‘Czerwonej’ planecie. Może pan tam leżeć do góry brzuchem i cieszyć się wszystkimi przyjemnościami życia.
– Byłem tam ostatnio i jest tam wspaniale, ale wolałbym coś bardziej egzotycznego –odpowiedział Krob.
– To może będzie panu odpowiadała “Zielona” planeta w sektorze gwiezdnym 401. Można tam odpoczywać w idealnym spokoju i ciszy. Ostatnio jest to bardzo popularne miejsce.
– Nie – odrzekł Krob – wolałbym okolicę, w której mógłbym stawić czoło jakimśwyzwaniom. Agent zastanowił się przez chwilęi powiedział:
– Myślę, że mam coś takiego. Na dalekich krańcach kosmosu znajduje się bardzo mały sektor gwiazd zwany “Drogą Mleczną”. Bóg jeden wie, skąd wzięli taką nazwę. Jest w nim “Niebieska” planeta; można tam bawić się z samym sobą i innymi Władcami Czasu, którzy spędzają tam swój urlop. Główną rozrywką jest “zabawa w chowanego”. Jest bardzo popularna. Zanim pan tam pojedzie, musi pan zdecydować, ile żyć chce pan otrzymać i jakąrolę odgrywać w danym życiu. Ponieważ w naszym wymiarze nie istnieje czas, może pan dostać tyle żyć, ile pan zechce. Tam zapomni pan, kim jest, aby mógł pan szukać siebie za każdym razem – w każdym życiu od nowa. Pomiędzy życiami musi pan wybrać, w co sięchce bawić w następnym życiu. Musi pan także wybrać dla siebie płeć. W każdym życiu sąbardzo fajne gry i zabawy zwane rodziną lub relacjami. Te to dopiero potrafią człowieka rozśmieszyć!
Krob się zainteresował:
– To brzmi wspaniale. Proszę mi jeszcze powiedzieć o innych grach i zabawach, w których mogę uczestniczyć, podczas gdy będępróbował odnaleźć siebie.
– Och, jest ich dużo. We wszystkich może pan wziąć udział podczas swych wakacji. Bardzo popularna jest “zabawa w wojownika”. W tej zabawie może pan zobaczyć, ile razy można pana zabić w bitwie albo w innych okolicznościach, w których pomaga pan innym sprawdzić to samo. To bardzo zabawna gra, a najzabawniejsze jest w niej to, że wszyscy traktują ją serio.

Większość bierze w niej udział około 200 razy. Mówię panu, można umrzeć za śmiechu, taka jest fajna. Jest też zabawa w kupca. Pokazuje, ile razy można się wzbogacić, a później wszystko stracić. Bardzo interesująca, pyszna rozrywka. A co by pan powiedział na zabawę w woła roboczego?

 

Polega ona na tym, że robi się to samo codziennie przez osiem godzin przez około pięćdziesiąt lat i dostaje za to tyle pieniędzy, by nakarmić rodzinę i od czasu do czasu sięupić. Jeśli wybierze pan płeć żeńską, może pan sprawdzić, ile razy potrafi posprzątać DOM i ugotować, zanim zużyje pan swoje ciało. Nie bardzo to rozumiem, ale mam wrażenie, że ta gra ma także pomóc innym urlopowiczom w zabawie, którą nazywają “narodzinami”. Ale jest jeszcze lepsza: “zabawa w studiowanie” – zobaczy pan w niej, ile teorii filozoficznych można włączyć do swojej kolekcji podczas jednej gry w odnajdywanie siebie. Jeśli stanie się pan w niej dobry, może przekształcić się w “zabawę w guru”, w której uczestnik myśli, że jesteś oświecony, i pomaga innym urlopowiczom bawić się w studiowanie. Lecz najpopularniejszą rozrywką jest, niech pan słucha uważnie, zabawa, która trwa równocześnie z innymi zabawami. Nazywa się”zabawą w ofiarę i cierpiętnika”. Tu się pan dopiero uśmieje! Boki zrywać! Zobaczy pan, ile zwykłych sytuacji potrafi pan przekształcić w tragedię, ile razy może pan umrzeć na jakąśchorobę, ile razy spowodować, że będzie pan, jak tam mówią, nieszczęśliwy. Zdaje się, że przy tej grze trzeba tak wytrenować umysł, by potrafił negatywnie oceniać i osądzać różne rzeczy. Ja w ogóle nie mogę jej pojąć. Zdaje się, że wysyłają urlopowiczów do specjalnych szkół, by się dobrze jej nauczyli. Ale pierwsze nauki pobiera się u tych wczasowiczów, którzy bawią się w rodziców. Jak pan trochę poćwiczy, to na pewno pan się zorientuje, o co w niej chodzi.
To brzmi wspaniale. Proszę mnie zapisać”.


Rejestracja: 2016
  • 2699 / 582 / 0


Jak już idziemy w kurację psychodeliczną to ja tak a propos. Ja bym wywaliła flotę na ibogainę jednak + jakiegoś tripsittera pokroju zwykłego psychologa, ale który ogarnia co to mniej więcej może być, a nie udawała się do szamanów kujących złoto za ceremonię aya po 400zł, bez przesady. ibogaina musi być dalece bardziej wartościowa. Dla mnie osobiście przykładowo, abstrahując od tego co się dzieje po aya, palone DMT nie dało praktycznie nic poza utwierdzeniem w przekonaniach i sławnym "no-ego" state, a salvia Divinorum niezwykle przewartościowała życie. Jak już tak jak mówisz @Jamedris iść w max level to tylko ibogaina, nie ceremonie z false* szamanami.

Nie może być efektownie i efektywnie, no nijak, chyba, że z.... ibogainą. Nie mogę zagwarantować, że dobry korzeń ściągniecie od dobrego dilera, ale wszystko na to wskazuje, że lepiej z ibogainą, nawet gdyby to miało być 10x droższe! Dlatego wybrałabym sproszkowany korzeń iboga i myślę, że i doświadczenie byłoby znacznie bardziej przełomowe, choć z autopsji nie wiem, a jedynie z TR-ów i po profilu farmakologicznym. Wiem za to, że DMT to pistolecik na wodę w porównaniu do szałwii a do ibogi to nawet najmniejszego startu nie może mieć.

Spoiler:
Rejestracja: 2018
  • 2469 / 838 / 1


@misspill Skąd u Ciebie ten nacisk na ibogainę? Miałaś z nią kontakt? Znasz jakiś przykład jej skutecznego zastosowania z realnego życia? Bo ja widziałem 3 przypadki i za żadnym razem nie zadziałał tak jak opisują to na stronach gdzie to sprzedają. produkt był na pewno dobry, ale działanie no takie powiedziałbym niekonwencjonalne, ale żadna z osób nie "wyzdrowiała" od samej ibogi.
Rejestracja: 2018
Użytkownik nieaktywny
  • 1010 / 195 / 2


Bo to tak nie działa, jak ktoś z góry zakłada "wyzdrowienie" od samego naćpania się substancją to już od początku źle do tego podchodzi.
Chodzi o to co się dzieje po tripie i tutaj się zgadzam się z @misspill , że konieczność późniejszej rozmowy z wykwalifikowanym psychologiem jest bardzo ważna, żeby sobie potem wszystko poukładać. Natomiast moim zdaniem mniejsze znaczenie ma sama substancja, bo każdy psychodelik w odpowiedniej dawce może dać bardzo silny stan, ale to od użytkownika zależy jak to się później potoczy. To nie jest takie zero-jedynkowe i moim zdaniem robienie podziałów, że iboga się nadaje, a aya jest przereklamowana, lub odwrotnie, to po prostu dorabianie filozofii do samej substancji i skupianie się zupełnie na czym innym, niż to co jest istotne w takim doświadczeniu.
Posty: 24 Strona 2 z 3
Wróć do „Sytuacje kryzysowe”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości