Sytuacje kryzysowe: Sprawy nieco mniej pilne

Dział dostępny także bez rejestracji, gdzie szybko możesz otrzymać odpowiedź, gdy czas jest na wagę złota.

Moderatorzy: Wszyscy moderatorzy, Zdrowie

Posty: 3569 Strona 352 z 357

Wallman

  • / / 0

Waga leci w chuja, a zapomniałem hasła do głównego konta.

Ile tutaj może być mniej więcej 4-ho-mipta? Celuje w 14mg, a zupełnie nie wiem ile może być na wadze, pokazuje 0,02 g ale to tylko dokładność do 10 mg

Zdjęcie: https://ibb.co/Ttsp8jc
Rejestracja: 2015
  • 199 / 14 / 0

Mi to wyglada na dużo wiecej niz 14mg. Poszlo juz?

Narkotyki w przedwojennej Warszawie. Ile kosztowały i kto je zażywał?

Działkę kokainy można było dużo kupić taniej niż butelkę wódki. I kupowano. Ćpali przestępcy, ale też lekarze i urzędnicy państwowi. „Kokainistki rekrutują się przeważnie z najgorszych szumowin, morfinistki już z nieco lepszych sfer” – mówił szczerze przedwojenny diler. I nie krył nawet, ilu w Warszawie jest narkomanów.

Brat prezydenta pomagał przemycać narkotyki. Grozi mu dożywocie

Brat prezydenta Hondurasu Juan Antonio "Tony" Hernandez został w piątek uznany przez sąd w Nowym Jorku za winnego przemytu narkotyków do Stanów Zjednoczonych.
Rejestracja: 2017
  • 980 / 225 / 0

wstalam teraz z lozka, zrobilo mi sie ciemno przed oczami, nogi mi sie uginaja, serce bije b. powoli, ciezko mi sie oddycha. czuje jakbym miala zaraz osunac sie na podloge. serce zdrowe, cisnienie zazwyczaj niskie, nie cpam, nie pije, co to moze byc ? napic sie kawy moze ?
Rejestracja: 2017
  • 42 / 5 / 0

Lepiej herbata ciepła mocna z cukrem

-> pozycja z nogami lekko w górze
-> dopływ powietrza
-> oddychać miarowo
-> zmierzyć ciśnienie

Jak słabość nie ustapi - dzwonić po pomoc.

Jesz? Nawadniasz sie? Problemy z krążeniem?
Rejestracja: 2014
  • 1850 / 192 / 1

Może w ciąży jest?
A może bierzesz jakieś leki terapeutycznie, no tizanor?
Rejestracja: 2017
  • 980 / 225 / 0

dzieki ! jest juz lepiej.
jakos tak intuicyjnie zjadlam batonika i wypilam kawe, nogi w gore...i nawet nie wiem kiedy zasnelam.
nie biore lekow, ale stracilam na wadzie przez stres, moze to od tego+ jakis nagly spadek cukru ?
a w ciazy nie jestem.
Rejestracja: 2019
  • 0 / / 0

Ehh.. Nie sądziłem, że to zrobię ale co mi tam, może któryś z was miał podobnie i pomoże mi jakoś poustawiać sobie w głowie.
Zacznę od początku, chłopak 22 lata, dobra praca, dziewczyna,z którą wspólnie wynajmujemy mieszkanie.
Poziom satysfakcji życiowej raczej pół na pół, są cele życiowe i tak dalej, ale jakoś czegoś brakuje, nie wiem, może adrenaliny?
No i właśnie, festiwale, muzyka, czasem jakiś narkotyk i życie staje się piękniejsze.
I jeśli chodzi o narkotyki, zacząłem od mj, początki, hmm.. Było to jakieś 5 lat temu, w sumie, nie było najgorzej, raczej tripy wspominam dobrze, chociaż zdarzyły się przypadki odrealnienia. Nie będę opisywał dokładnie jak to wszystko wyglądało, ale z czasem coraz częstszego palenia pojawiły się myśli natrętne - że nikt mnie nie lubi, wszyscy dookoła spiskują przeciwko mnie i się ze mnie śmieją. Więc zmieniłem towarzystwo, poznałem nową dziewczynę z którą jestem aktualnie od 3 lat. Miłość od pierwszego wejrzenia - w zasadzie, praktycznie rzuciłem byłą aby z nią być. Z nią też się paliło, nawet był i pierwszy kontakt z fetą w klubie.
Było coraz gorzej, zatracałem się w swoich paranojach, obawiałem się, że ona mnie zdradza, wykorzystuje, oklamuje (między innymi o to że była dziewica, podkresle że miała 17 lat jak to zrobiliśmy).
Pewnego dnia zjaralem się w domu sam i to był moment kulminacyjny, objawy schizofrenii, że tak jak wyżej, jestem totalnym kretynem.
Przyjechała do mnie, płakała, porozmawialismy i było ok. Zacząłem dbać o siebie, zająłem się czytaniem książek i ćwiczeniami. Od tamtego momentu zapalilem jeszcze tylko raz, po jakimś roku, znowu z nią, bardzo nalegala aby tego nie robić ale przekonalem ją, że tym razem będzie ok. Nie było.
Znowu natrectwo myśli, kołotanie serca, padaczka. Wyobrażałem sobie ze mnie wynosi pogotowie z domu i mnie zamykaja w 4 ścianach bez okien, dosłownie.
I to był definitywny koniec z mj.
I znowu, praca nad sobą, coaching sroaching, budowanie własnego poczucia wartości, jakieś zajęcia.
Przez następne 2 lata było kilka festiwali, na większości był tylko alkohol, czasem zdarzył się kryształ i MDMA, było zajebiscie, genialnie się bawiłem i to było coś!
Nie żebym żył tylko festiwalami, ale uwielbiam muzykę samą w sobie, potrafię się bawić bez wspomagaczy ale mimo wszystko, odbiór muzyki po MDMA i tą euforię po krysztale dobrze wspominam.
Oczywiście, były chwilę w których natarczywe myśli wracały ale dało się je w miarę zwalczyć, ogólnie nie jestem zbyt społeczną osobą, jestem raczej toksyczny i ostrożnie dobieram sobie znajomych. Po prostu w życiu trochę się zawiodłem na kilku osobach (na mnie w zasadzie kilku też się zawiodło).
Dochodząc do punktu kulminacyjnego, przez który w końcu chce napisać co mi leży na sercu. Kumpel, na prawdę dobry kumpel, poznał laske, z którą non stop ma problemy i przeokrutnie spantoflił, tzn. Już brak wypadów na imprezy, ciągłe pierdolenie o niej i jaki jest na nią wkurwiony, telenowela po prostu.
Mieliśmy wczoraj ruszyć miasto, moja wyjechała z rodziną więc miałem więcej czasu i wolną chatę, oczywiście nie wypaliło, powód? Chyba nie muszę tego pisać.
Więc w rozgoryczeniu postanowiłem, piwko, dobry kraft, piguła i słuchawki na uszach, potrzebowałem tego, wyczillować po naprawdę ciężkim miesiącu pracy i stresu.
Początki spoko, najpierw house, zaczął ładnie wchodzić, w między czasie pisałem z dziewczyną i z kilkoma znajomymi, byłem bardziej rozpisany niż zwykle, normalne po MDMA.
Po godzinie już było gorąco, łapy zaczęły się pocić i do głowy zaczynały nachodzic uporczywe myśli, dobra. Odpalamy dark techno, bardziej skupie się na muzyce, będzie dobrze. Ni chuja, odplywalem myślami, analizowałem wszystko, zacząłem łączyć ze sobą kilka nieprzyjemnych faktów z życia, związanych z pracą, dziewczyną, szkoła i mamą. I tak też doszedłem znowu do tego samego wniosku, jestem dziecinnym kretynem, którego każdy wykorzystuje i każdy robi w chuja. Schizofrenia? A może po prostu po narkotykach otwiera się głowę na prawdziwą rzeczywistość, jacy naprawdę są ludzie i jak działa rząd. Twierdzę wręcz, że to prawda, a termin schizofrenii jest wymyślony tylko po to aby ludziom wmawiać, że są chorzy, żeby tylko nie popełnili samobójstwa w tym skurwiałym świecie. W każdym razie, mam wrażenie, że nawet moja własna matka mnie nie kocha i wykorzystuje.
Nie pozdrawiam i jeszcze się nie żegnam.
Rejestracja: 2019
  • 0 / / 0

Chce tylko dodać, że przeżyłem traume w wieku 6 lat. Straciłem wtedy ojca, moja mama od tego czasu ma nerwice, nasz kontakt nie jest zbyt dobry. Nie dogadujemy się, a dosyć agresywnie reaguje na jej osobę, mam jej trochę za złe, że mnie tak wychowała a nie inaczej.
P.S wiem, to się nadaje do psychiatry.
Rejestracja: 2017
  • 66 / 10 / 0

Świat jest skurwiały i nie trzeba narkotyków żeby to zauważyć, ale nie zmienia to faktu, że schizofrenia to choroba.
Rejestracja: 2019
  • 118 / 16 / 0

Krittyk pisze:
Ehh.. Nie sądziłem, że to zrobię ale co mi tam, może któryś z was miał podobnie i pomoże mi jakoś poustawiać sobie w głowie.
Zacznę od początku, chłopak 22 lata, dobra praca, dziewczyna,z którą wspólnie wynajmujemy mieszkanie.
Poziom satysfakcji życiowej raczej pół na pół, są cele życiowe i tak dalej, ale jakoś czegoś brakuje, nie wiem, może adrenaliny?
No i właśnie, festiwale, muzyka, czasem jakiś narkotyk i życie staje się piękniejsze.
I jeśli chodzi o narkotyki, zacząłem od mj, początki, hmm.. Było to jakieś 5 lat temu, w sumie, nie było najgorzej, raczej tripy wspominam dobrze, chociaż zdarzyły się przypadki odrealnienia. Nie będę opisywał dokładnie jak to wszystko wyglądało, ale z czasem coraz częstszego palenia pojawiły się myśli natrętne - że nikt mnie nie lubi, wszyscy dookoła spiskują przeciwko mnie i się ze mnie śmieją. Więc zmieniłem towarzystwo, poznałem nową dziewczynę z którą jestem aktualnie od 3 lat. Miłość od pierwszego wejrzenia - w zasadzie, praktycznie rzuciłem byłą aby z nią być. Z nią też się paliło, nawet był i pierwszy kontakt z fetą w klubie.
Było coraz gorzej, zatracałem się w swoich paranojach, obawiałem się, że ona mnie zdradza, wykorzystuje, oklamuje (między innymi o to że była dziewica, podkresle że miała 17 lat jak to zrobiliśmy).
Pewnego dnia zjaralem się w domu sam i to był moment kulminacyjny, objawy schizofrenii, że tak jak wyżej, jestem totalnym kretynem.
Przyjechała do mnie, płakała, porozmawialismy i było ok. Zacząłem dbać o siebie, zająłem się czytaniem książek i ćwiczeniami. Od tamtego momentu zapalilem jeszcze tylko raz, po jakimś roku, znowu z nią, bardzo nalegala aby tego nie robić ale przekonalem ją, że tym razem będzie ok. Nie było.
Znowu natrectwo myśli, kołotanie serca, padaczka. Wyobrażałem sobie ze mnie wynosi pogotowie z domu i mnie zamykaja w 4 ścianach bez okien, dosłownie.
I to był definitywny koniec z mj.
I znowu, praca nad sobą, coaching sroaching, budowanie własnego poczucia wartości, jakieś zajęcia.
Przez następne 2 lata było kilka festiwali, na większości był tylko alkohol, czasem zdarzył się kryształ i MDMA, było zajebiscie, genialnie się bawiłem i to było coś!
Nie żebym żył tylko festiwalami, ale uwielbiam muzykę samą w sobie, potrafię się bawić bez wspomagaczy ale mimo wszystko, odbiór muzyki po MDMA i tą euforię po krysztale dobrze wspominam.
Oczywiście, były chwilę w których natarczywe myśli wracały ale dało się je w miarę zwalczyć, ogólnie nie jestem zbyt społeczną osobą, jestem raczej toksyczny i ostrożnie dobieram sobie znajomych. Po prostu w życiu trochę się zawiodłem na kilku osobach (na mnie w zasadzie kilku też się zawiodło).
Dochodząc do punktu kulminacyjnego, przez który w końcu chce napisać co mi leży na sercu. Kumpel, na prawdę dobry kumpel, poznał laske, z którą non stop ma problemy i przeokrutnie spantoflił, tzn. Już brak wypadów na imprezy, ciągłe pierdolenie o niej i jaki jest na nią wkurwiony, telenowela po prostu.
Mieliśmy wczoraj ruszyć miasto, moja wyjechała z rodziną więc miałem więcej czasu i wolną chatę, oczywiście nie wypaliło, powód? Chyba nie muszę tego pisać.
Więc w rozgoryczeniu postanowiłem, piwko, dobry kraft, piguła i słuchawki na uszach, potrzebowałem tego, wyczillować po naprawdę ciężkim miesiącu pracy i stresu.
Początki spoko, najpierw house, zaczął ładnie wchodzić, w między czasie pisałem z dziewczyną i z kilkoma znajomymi, byłem bardziej rozpisany niż zwykle, normalne po MDMA.
Po godzinie już było gorąco, łapy zaczęły się pocić i do głowy zaczynały nachodzic uporczywe myśli, dobra. Odpalamy dark techno, bardziej skupie się na muzyce, będzie dobrze. Ni chuja, odplywalem myślami, analizowałem wszystko, zacząłem łączyć ze sobą kilka nieprzyjemnych faktów z życia, związanych z pracą, dziewczyną, szkoła i mamą. I tak też doszedłem znowu do tego samego wniosku, jestem dziecinnym kretynem, którego każdy wykorzystuje i każdy robi w chuja. Schizofrenia? A może po prostu po narkotykach otwiera się głowę na prawdziwą rzeczywistość, jacy naprawdę są ludzie i jak działa rząd. Twierdzę wręcz, że to prawda, a termin schizofrenii jest wymyślony tylko po to aby ludziom wmawiać, że są chorzy, żeby tylko nie popełnili samobójstwa w tym skurwiałym świecie. W każdym razie, mam wrażenie, że nawet moja własna matka mnie nie kocha i wykorzystuje.
Nie pozdrawiam i jeszcze się nie żegnam.
Dobrze ze to z siebie wysłałeś bo mam podobne spostrzeżenia co do swojej osoby, z tym że ja w chuj wcześnie wpadłem w mj a innych narkotyków też sobie nie odmawiam, nwm czym są spowodowane takie myśli, tłumacze sobie to tym że po prostu mój łeb tak reaguje na cpanie, czasem jak odstawiam wszystko na jakiś czas to wydaje mi się że wszystko jest dobrze, może trzeba zacząć żyć na trzeźwo...
Posty: 3569 Strona 352 z 357
Wróć do „Sytuacje kryzysowe”
Na czacie siedzi 41 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Mollyeight i 0 gości