Alternatywne źródło CO2.

...czyli jak domowym sposobem zrobić: boks, HPS, lampę, wentylację itp.

Moderator: Konopia

Posty: 4 Strona 1 z 1
Rejestracja: 2007
  • 3 / / 0


[ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]

Alternatywne źródło CO2 do growboxa – z produktem ubocznym w postaci smacznego wina

(z góry przepraszam wszystkich za tę „łopatologię” ale zauważyłem, że niektórzy mają kłopoty w czytaniu ze zrozumieniem)

Przeglądając różne fora o MJ pod kątem alternatywnego i taniego dostarczania CO2 do growboxa, natknąłem się na tzw. „bimbrownik z tostem”. Przeczytałem trochę opinii, że nie do końca jednak spełnia on swoje zadanie .Wcale mnie to nie dziwi, bo chociaż sam patent jest dobry i zadziała na 100%, to trzeba jeszcze wiedzieć co włożyć do środka – a jak wiadomo „diabeł tkwi w szczegółach”. Przy całym szacunku do autora, to niestety drożdże piekarskie + tost to można sobie o kant chuja potłuc i jest to na dodatek marnotrawstwo cukru !!! – to tak jak z marnowaniem prądu lub powierzchni spota na uprawę przemysłówki z ziarna dla papug.

Drożdże piekarskie mają słabą zdolność przetwarzania cukru na wyższe stężenie alkoholu, przez co łapią szybką zamułkę w roztworze cukrowym i szybko przestają pracować kończąc tym samym fermentację. Na dodatek nastaw z nich sporządzony śmierdzi jak psu z dupy.(nie wąchałem - lol)
A tego preparatu z tostem bym się osobiście nie napił – chyba bym wolał pierdolnąć „szklanę kobylego potu”.

Zaraz łatwo i szybko zrobisz sobie sam w dowolnej porze roku smaczne, mocne wino z ryżu, które może zarazem dostarczać CO2 roślinkom w Twoim boxie, żeby jeszcze lepiej rosły i przy okazji nie będziesz marnował cukru. Proces fermentacji, tzw. „fermentacji burzliwej” z intensywnym wydzielaniem CO2 będzie trwał przez ok. 3 tygodnie. W dużej mierze zależeć to będzie od temperatury otoczenia - w im cieplejszym miejscu będzie stał gąsior tym szybciej będzie fermentować - więc lepsza temperatura pokojowa, niż stawianie „na słońcu”(sam proces fermentacji także podnosi temperaturę roztworu). Rozmiar balonu – raczej nie polecam mniejszych niż 5 litrowych pojemności i lepiej zaopatrzyć się w szklany np. od babci, poszukać na strychu, albo w piwnicy u sąsiada lol. Bo plastikowy baniak może – ale nie musi wchodzić w reakcję z alkoholem i zjebać smak - osobiście zawsze stosuje szklane i na plastik nie daje żadnej gwarancji, chyba że nie zależy Ci na smaku wina. W czasie ok. 3 tygodni, szlachetne drożdże winiarskie (bo takich będziemy używać) przerobią już praktycznie cały cukier na alkohol i w zasadzie wino osiąga po tym czasie już maxymalną moc i praktycznie nadaje się już do spożycia.Wina ze świeżych owoców potrzebują min.ok. 3 miesięcy aby pozbyć się „ostrego” smaku i można je robić tylko w sezonie.Ale my to mamy w dupie, bo nasze składniki są zawsze dostępne – to tak jak uprawa MJ pod HPS w boxie kiedy tylko chcesz. Oczywiście lepiej jest trochę jeszcze poczekać z degustacją i pozwolić winu nabrać dojrzalszego smaku – to tak samo jak z „curringiem” zioła i dać winu się sklarować – bo przez jakiś czas będzie jeszcze mętne i nie wygląda to apetycznie w kieliszku.- to tak jak szybko wysuszone gryzące zioło.


Do zatkania balonu dobrze jest kupić gumowy korek z dziurą, do włożenia rurki fermentacyjnej do której wlewa się wodę.Woda nie puszcza do środka „muszek owocówek”, tylko się w niej topią: - bo jak tylko zacznie się wydzielać zapaszek fermentacji, to te małe kurwy zaraz się tam kręcą i kombinują żeby się wpierdolić do środka.

Pilnujemy żeby w rurce cały czas była woda !!!

Wystarczy jedna taka malutka muszka w środku balonu, żeby zjebać całe winko i przerobić go na ocet winny a tego przecież nie chcemy – to dla tych co nie maja boxów a chcą mieć winko. Do boxa lepiej jest chyba zrobić doprowadzenie CO2, z wykorzystaniem 2 wężyków i butelki - jak w "bimbrowniku z tostem”.

Receptura na 10 litrowy balon ( umyty !!!) – można ją sobie przeliczać, w zależności ilu litrowym balonem dysponujemy


1.Drożdże winiarskie – do sporządzenia tzw. „matki drożdżowej” np. uniwersalne wysokoalkoholizujące, lub dowolne inne winiarskie + koniecznie pożywka do nich w drugiej paczuszce (sprzedawane są zawsze w kompletach i koniecznie sprawdzić datę ważności drożdży !!! stare można od razu wyjebać)
[ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]

I nie mów „...a skąd ja qurwa wezmę takie drożdże ?” Jak nie ma u Ciebie w żadnym sklepie – to są na allegro i kosztują razem z pożywką aż 3 zł + koszt wysyłki
Są tu też rurki fermentacyjne, korki itp.
[ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]

To nie ja sprzedaję – po prostu znalazłem na Allegro :

http://www.allegro.pl/show_user_auction ... id=1346746

http://www.allegro.pl/show_user_auc...php?uid=2495085

Jak by coś nie teges z linkami to wpiszcie po prostu na Allegro hasło "drożdże winiarskie" i będzie git.

2. Ryż 1kg cena ok. 2 zł
3. Rodzynki 20 – 30 dkg cena ok. 2 – 3 zł
4. Cytryna a dokładnie wyciśnięty sok z 1 szt (bez pestek) lub kwasek cytrynowy ok. 5 gr -1zł
5. Cukier 2,2 kg cena ok. 7zł
6. Trochę czasu + dobre chęci – bezcenne

Średnio na trzy dni wcześniej przed nastawieniem wina przygotowujemy tzw. ”matkę drożdżową” (jak się będzie intensywnie pienić to znaczy że jest już gotowa)

„Matka drożdżowa”:
Do szklanej butelki orężadówki wlewamy do połowy max.3/4 objętości letniej przegotowanej wody, wsypujemy ok. pół łyżeczki od herbaty cukru, zawartość paczuszki drożdży i szczyptę pożywki z drugiej paczki. Ja wrzucam jeszcze z 5 rodzynek .Zatykając butlę kciukiem możemy wszystko przemieszać .Potem zatykamy butelkę watą lub srajtaśmą tak, żeby dochodziło powietrze i odstawiamy w spokoju na m/w trzy dni.

Teraz jeszcze poruszę kwestię dodawania cukru do balonu.Najlepiej jest rozbić to na trzy fazy co 4-5 dni, dobrze na dwie tury, a też całkiem nieźle wjebać wszystek cukier na raz. Ale w wysokim stężeniu cukru w roztworze, drożdże łapią zamułkę i mają mniejszy przerób – tak jak my po spaleniu indyjki, a przy mniejszych stężeniach cukru w roztworze dostają energii i aż się rwą do przerobu na alkohol, przez co fermentacja przebiega bardziej prawidłowo – tak jak my po spaleniu sativki.

Kiedy „matka drożdżowa” jest gotowa możemy działać dalej.

Do balonu wsypujemy ryż, rodzynki, dodajemy wyciśnięty sok z cytryny lub kwasek cytrynowy i cukier i zalewamy wszystko wodą (może być nie przegotowana kranówka) i wlewamy „matkę” i sypiemy pożywkę dla drożdży i zatykamy korkiem z rurką fermentacyjną z nalaną wodą do połowy „banieczek”.(kolejność dodawania dowolna)

Jak wszystek cukier na raz, to i cała pożywka dla drożdży, a jak dodajecie cukier fazami to podzielić pożywkę i dodawać ją razem z kolejną porcją cukru.
Ja cukier rozpuszczam w ciepłej wodzie i wlewam go w postaci syropu, nie trzeba wtedy mieszać gąsiorem żeby się rozpuścił, bo tak to opadnie pomiędzy ryż na dno i może nie zostać cały przerobiony przez drożdże – ale jak komu wygodnie.(tylko wino może być przez to bardziej słodkie)
Z cukrem jest jeszcze taki myk, szczególnie jak go będziecie dodawać fazami – mianowicie 1kg cukru po rozpuszczeniu w wodzie zwiększa nam objętość roztworu o 0,6 litra. Pamiętajcie o tym bo wam się nie może później nie zmieścić a dodać go musimy. Więc te 2,2 kg cukru * współczynnik 0,6 = o 1,3 litra więcej zawartości w balonie

Nie nalewajcie wody pod korek w balonie !!!

Trzeba zostawić sporo wolnej przestrzeni, bo jak rodzynki napęcznieją i zacznie się fermentacja to pójdą do góry bo CO2 będzie je ostro wypychał i będzie się też nieźle pienić na wierzchu – zobaczycie jaka będzie jazda w górę i w dół z rodzynkami, będzie się działo.

Po ok. 3 tygodniach (można później tzn. jak fermentacja wyhamuje) najlepiej zlać wino znad osadu z martwych już w większości drożdży aby nie łapało niepożądanego posmaku i zaczęło nam już dojrzewać. Przecedzić z „fruktów” i wyjebać ryż i rodzynki (rodzynkami można poczęstować znajomych „chlorów” lol).I odstawić w chłodne i ciemne miejsce do sklarowania. Najlepiej jak dysponujemy dwoma balonami, wtedy w drugim nastawiamy winko z uwzględnieniem potrzebnego czasu na przygotowanie świeżej „matki” i zapewnimy tym samym nieprzerwaną dostawę CO2.Ale jak mamy jeden to też spoko, tylko trzeba zrobić „matkę” z wyprzedzeniem żeby balon nie musiał stać bezczynnie przez trzy dni. Grunt żeby wszystko wcześniej przewidzieć zaplanować i będzie przyjemne z pożytecznym. Cud! właśnie nauczyłeś się przemieniać wodę w WINO

Życzę wszystkim growerom ładnych i zdrowych plantów i obfitych harvestów z potężnymi ociekającymi żywicą topami. peace

Pozdr.
ss_argus
Ostatnio zmieniony 12 czerwca 2007 przez ss_argus, łącznie zmieniany 2 razy.

 

Rejestracja: 2005
Użytkownik nieaktywny
  • 248 / 2 / 0


Bardzo fajny opis!

Pozdrawiam!

Zastosowanie substancji psychoaktywnych w medycynie

Czasami działanie psychoaktywne jest skutkiem ubocznym substancji, a czasami właśnie ten wpływ jest pożądanym działaniem sprawiającym, że dana substancja jest lekiem.

Prof. Sobczak: Za przypadki niewydolności płuc u palaczy e-papierosów w USA odpowiadają...

...substancje kupowane na czarnym rynku. E-papierosy to wciąż zdrowsza alternatywa dla konwencjonalnych papierosów.

 

Rejestracja: 2006
  • 749 / 3 / 0


A'propos plastikowych baniaczków/ gąsiorków: jeżeli to jest tzw PET - to nie ma czego się obawiać.
Materiał ten nie reaguje z alkoholem. Można w nim przetrzymywać nawet spirytus.
Są już jakiś czas w sprzedaży butle plastikowe przeznaczone do fermentacji burzliwej.
Mają o wiele większe otwory niż szklane, przez co wygodniej napełnia się je materiałem owocowym.
kto robił kiedyś wino w szklanym gąsiorku wie czym śmierdzi odcedzanie owoców po burzliwej fermentacji.
Szklany gąsior powinien służyć do dojrzewania wina.
Tak by było idealnie jeśli chodzi o ekonomiczne i efektywne produkowanie wina.

Co do smrodu towarzyszącemu wydzielającemu się dwutlenkowi węgla: jest sposób - filtr wodny.
Baniak z nastawem zatykamy szczelnym korkiem z którego wychodzi plastikowy wężyk (można go kupić w motoryzacyjnym). Przekrój wężyka powinien być jak najmniejszy. Wężyk "wchodzi" do butelki plastikowej 1,5l wypełnioną wodą. Na tyle powinien być długi, aby końcówką dosięgał dna butelki. Wody wlewamy na fula. No i gaz sobie bąbelkuje zanim uwolni się do atmosfery boxa. Trzeba pomyśleć nad jakimś mocowaniem tego wężyka.
Można zrobić tak: wiercimy w zakrętce tej od butelki dwa otwory. Jeden pod wężyk. Przeciskamy wężyk przez jeden otwór, tym samy zapewniając mu stabilność. Drugi otwór służy jako wyjście ewakuacyjne dla CO2.
Smród zostaje w wodzie, którą warto po jednej burzliwej fermentacji wymienić (po 3-4 tyg). Woda śmierdzi siarkowodorem - czyli zgniłymi jajami.
Wiem, że przy fermentacji oprócz CO2 wydzielają się również jakieś toksyny, które również w większości pozostaną w wodzie. Nie wiem jednak czy owe toksyny będą miały wpływ na roślinki.

 

Rejestracja: 2005
  • 463 / / 0


raczej te toxyny nie bedą miały większego wpływu na rosliny .... wiecej syfu (metale cierzkie i inne gówna ze spalin) lata w powietrzu w naszych miastach, jak ktos uprawia indor to wiadomo ;-)
taka fermetwacja jest naturalna wiec nie ma co zaszkodzic ... no chyba ze przesadzisz ze stężeniem CO2 co raczej jest mało prawdopodobne
Posty: 4 Strona 1 z 1
Wróć do „Młody technik”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości