Organiczne związki chemiczne oddziałujące na receptory kannabinoidowe w mózgu.
Więcej informacji: Kannabinoidy w Narkopedii [H]yperreala
ODPOWIEDZ
Posty: 83 • Strona 9 z 9
  • 39 / 1 / 0
Wątek skłonił mnie ku retrospekcji dot. moich przygód z kannabinoidami (które swoją drogą są okropnymi szmatami jeżeli chodzi o uzależnienie). Pierwszy raz był nieplanowany ;) - ot poszedłem z koleżanką na blancika, który po 3 buchach poskładał mnie jak domek z kart. Z niedowierzaniem patrzyłem jak koleżanka bezproblemowo pali resztę bata. okazało sie że był przyprawiony AM-2201, więc po 2 minutach leżałem ryjem o stolik w parku, co chwila pytano mnie czy żyję, no i żyłem. Wszystko inne natomiast było popierdolone - wzrok dorobił się dziwnego zooma i tunelowej wizji i strasznie klatkował, czemu towarzyszyła kompletna derealizacja i dysocjacja. Świat był mi obcy. Ciekawym efektem było to, że język brzmiał dla mnie kompletnie niezrozumiale, przez co wydawało mi sie że przechodzący ludzie bełkoczą coś w jakimś piekielnym języku, więc zapytałem koleżankę co mówią - niestety ona też nie mogła rozszyfrować tej plugawej mowy. Potem - jak to w życiu - poszedłem na lekcje jak przykładowy obywatel

Tak 1-2 lata po tym ogólnie leciały różne ilości różnych kanna. Ciągi generalnie były, paliłem nm'kę (dużo), 5f-mdmb-pica (też dużo), próbowałem mmb-chminaca i parę innych. Ogólnie paliłem głównie dla tej dysocjacji i sie wjebałem. Co wspominam jak przesadziłem:
- pamiętam jak paliłem dużo łapałem zwiechy i po paru minutach budziłem się bardzo pobudzony, bełkocząc jakby mnie opętał szatan i wykrzywiając twarz w kanibalistyczne grymasy (nm, fake hash)
- raz będąc w ciągu skusiłem się na maczanę o wdzięcznej nazwie K.O. Nie mając żadnego przyrządu do palenia skorzystałem ze starej fajki do tytoniu.
nie przejmowałem się tym, że mnie by mogło zabić, bo kurzyłem sporo wtedy (ale innej maczanki). Sciągnąłem mocnego bucha i generalnie nie pamiętam ani jednej klatki. Obudziłem się na ziemi z lufą obok (dobrze że nic nie spaliłem, ponieważ leżałem tak gdzieś z kwadrans), z uniesionymi, zgiętymi w łokciach rękoma. Z zaciśniętymi pięściami i zębami z tym nieprzytomnym, kannabinoidowym uśmiechem na ryju. Wychodzenie z tego stanu było bardzo błogie, i chwile później zacząłem wracać na ziemie. Uważałem już na ilości
- kilka razy przepaliłem nm i było chujowo, pare minut fajnej fazy a potem TACHYKARDIA która przeszkadzała w paleniu. Podobnie reaguję jak zapaliłbym teraz syntetyka - tragiczna jazda po sercu. Po trawce za to wszystko w porządku. Paliłem kilka różnych maczan i często po zajebaniu bucha miałem dysforię, paranoję, strach o życie, lub z drugiej strony ekstatyczne przeżycia wewnętrzne ale nic co było by warte wspomnienia albo nic nie pamiętam.
- o dziwo często wspominane są efekty typu wymioty, ja akurat bardzo rzadko wymiotowałem co pewnie było spowodowane przez zaprawiony w bojach żołądek (czyt. wpierdalanie thiocodinu).
- najgorsze kanna jakie paliłem to fub-amb - po zapaleniu tego specyfiku dostawałem ciężkiej, mrocznej ale pustej dysocjacyjnej bani, ale dodatkowo czułem w kończynach drętwienie i zmęczenie mięśni. po zejściu chwytało niepowstrzymane gastro - co raz skończyło się desperackim wpierdoleniem znalezionej konserwy.
- gdy nie miałem tolerancji na nm lubiałem palić zawsze rano przed wyjściem z domu - potężną lufę. Świat po niej wyglądał jak plastikowa makieta, a jazda rowerem była dużo ciekawsza (i bardziej męcząca - psychicznie i fizycznie). Potem powykręcany wsiadałem do autobusu i podziwiałem pusty świat.
- pewnego czasu zrobiłem sobie maczankę na mmb-chminaca. Jakiegoś dnia zamiast do szkółki wybyłem do lasu, gdzie siedziałem kilka godzin, a był wtedy październik/listopad i niezbyt pogodny dzień. Wyjebałem się koło drogi w lesie i wyjąłem słoik pełen maczany. Kręciłem w tym czasie blanty, nie przejmując się kompletną pizgawicą. Dobry dowód na to że wjebany w kanna zrobi wszystko byle by palić to gówno bez przerwy. O dziwo nie miałem przeziębienia.

post2577860.html#p2577860 - mój post o miksie dyso+kanna, moim zdaniem pasuje w ten wątek

Kanna to mistrze w odbieraniu człowieczeństwa i życia użytkownikom, uważać na syntetyki yo !
  • 624 / 18 / 0
widzę temat martwy równie jak rynek syntetycznych kanna w polszy (i bardzo dobrze ze czasy tego gówna się kończą xD) więc podbiję opisem moich przygód (przygody jak z bajki, typu walka rycerza ze smokiem, a konkretnie fragment kiedy rycerz jest przez smoka spalany żywcem)
zaczynałem od gotowych maczan pochodzących z róznych stacjonarek, jedne dawały fajne fazy, jak buszek czy pierwszy git roman(najlepsze halucynacje jakie mialem w zyciu a brałem 4-podstawne tryptaminy w dawkach 80mg+, rozne dyso, szałwię, DMT), inne raczej dyskomfort napiecie i lęki (np konkret)
później skumałem temat i zacząłem sam zamawiać kanna i robić maczany, pierwsza była AM-2201, właściwie kazde palenie tego było lekką karą, ale polegającą głównie na telepaniu się, tachykardii i paranoi ze tym razem juz nie przezyję
konkretną karę miałem po pozniejszej maczance która była miksem MAM-2201 i UR-144 albo jakimś pb, nie pamiętam już, okropne cierpienie, uczucie kołowrotka ale nie w samej głowie, tylko jakby kazda komórka albo atom mojego ciała wirował z nieskończoną szybkością, uczucie tego słynnego impending doom, okrutne rzyganie, ale po godzince czy dwóch jakoś wróciłem do siebie
prawdziwe piekło natomiast spotkało mnie duzo pozniej, kiedy juz od dawna nie paliłem kanna, ogarniałem ze znajomym helupiarzem jakiś temat, wspomniał ze ma maczane ale zeszło nam sie długo i jej nie zajaralismy, natomiast zostałą u mnie w samochodzie, wspominał ze zazwyczaj w malych dawkach to dosc lajtowy zamulacz, tylko ze ten worek był chyba z jakiejś końcówy i składał się w wiekszej mierze z samego prochu
specyfik nazywał się Strong Smerf, ciezko wiec do niego było podejsc na powaznie, w wykazach GISu sprawdzałem ze rozne wersje tego dopału miały rozny skład, natomiast były to syfy pokroju fluorowanych i niefluorowanych syfów typu chmica, pinaca, 5f-adb, akb-48 itp
pare tygodni pozniej jaralismy z zmiomkami ziolo u mnie na chacie, ja stwierdzilem ze dobrym pomyslem bedzie dokurwic sie tym tematem
kumpel złapał bucha, ja złapałem, od razu powiedział o kurwa ale wgniata ja juz nie pale, ja się smiałem bo hehe takie mam z tym doświadczenie a podobno lajtowe wiec zajebałem kolejnego bucha
momentalnie poczułem jakby grawitacja zaczęła narastać w tempie wykładniczym, zaczęło mi się robić niedobrze i słabo, uczucie impending doom tak potężne jakiego wcześniej nie znałem, usłyszałem tylko o boze w takim stanie cie jeszcze nie widziałem, tak źle jeszcze z tobą nie było, zacząłem szlochać i wyć z rozpaczy czując ze umieram
obudziłem się jakies 30-40 minut później z bananem na mordzie skuty jak po 10 wiadrach, niestety karetka była juz wezwana, plus cały czas oczy uciekały mi do tyłu i było mi dość niedobrze, w szpitalu mnie glownie pokłuli chamsko a na badaniu toksykologicznym wyszły bzdury jak kokaina amfetamina i inne rzeczy tkorych nie brałem wtedy od lat, czułem sie totalnie zajebany jeszcze przez 24h ale fazy długo nie pamiętałem, przypomniałem ją sobie po dłuzszym czasie, jakoś na skraju snu
to było piekło zupełnie niewyobrażalne, najblizej tego jest opis pana jjtorpeda z 5 strony tego tematu, pierwszą rzeczą którą sobie przypomniałem był mój własny wrzask bólu, przerazenia i obrzydzenia
cały świat, cała czasorpzestrzeń była przed oczami mojej duszy, czułem obecność bardzo negatywnej istoty, jednak nie czułem ze to ona mnie torturuje a jest raczej współtowrzyszem i obserwatorem mojej męki, widziałem cały świat od początku az do końca czasów, cały czas przezywając całe mozliwe cierpienie jakiego mozna doświadczyć, czas dobiegł końca, świat się skończył i byłem na skraju ulgi, ze teraz to juz koniec, śmierć i nicość, ale tak dobrze nie było, poczułem nagle ze zostałem potwornie oszukany, cały świat, wszystko skończyło swoje sitnienie, natomiast moja dusza pozostała na wieczną mękę, która narastała w nieskończoność, wszystko swijało się w piekielnym wirze, moja dusza płonęła i była rozrywana i miażdżona we wszelki mozliwy sposób, az do momentu kiedy wszystko zwinęło się w pojedyńczy punkt oślepiającej palącej światłości, która równiez narastała, az do kompletnej odciny
mój mózg prawie spalił, trauma związana ze wspomnieniem tej męki wyłączyła mnie z obiegu na pewien czas i zazywałem potem juz głownie depresanty, a syntetycznych kanna poza tymi które były dla mnie czysto pozytywne, i są juz nie do zdobycia, nie tknę nawet za jebany miliard cbl
Kiedyś znów wszyscy spotkamy się razem, czas straci wtedy znaczenie, gdy z hukiem otworzą się bramy Valhalli nic nigdy już nas nie rozdzieli.
  • 624 / 18 / 0
po przypomnieniu sobie fazy miałem to zniszczyć, ale tak sie tego bałem, że schowałem ten temat tak głeboko że przez lata nie mogłem go znaleźć, stworzyłem sobie aż fałszywe wspomnienie, że ziomek który lubił ostre kary wziął to ode mnie, bo niemożliwym wydawało mi sie że po wielokrotnym przeszukaniu wszystkiego nie było śladu
a tu nagle jest, calutki worek strong smerfa w całej okazałości, z ilością kannabinoidów zdolną zabić cały batalion wojska
odważyłem się nawet znowu zapalić, tym razem po okruszku i okazuje się że ilość w objętości około dwóch główek od zapałek daje efekt mocnego wbicia w fotel, a w głowie pojawiają się inne światy, wizuale, halucynacje, chwilami jest nieco lękowo ale generalnie doświadczenia są pozytywne
jak to ze wszystkim, dawka czyni truciznę, tutaj komuś coś się albo pomyliło albo towar był przeznaczony dla jednostek z kompletnie za przeproszeniem rozpierdolonym układem endokannabinoidowym, stąd złapanie dwóch normalnych buchów było igraniem ze śmiercią
teraz wystarczy ze rzucę na folię pare okruszków, podgrzeję to i złapię malutką strużkę dymu, i jestem ujebany jakbym na peaku grzybów złapał wiadro z mocnej indici z dodatkiem szałwii wieszczej
Kiedyś znów wszyscy spotkamy się razem, czas straci wtedy znaczenie, gdy z hukiem otworzą się bramy Valhalli nic nigdy już nas nie rozdzieli.
ODPOWIEDZ
Posty: 83 • Strona 9 z 9
Artykuły
Newsy
[img]
Jacht z kokainą o wartości 80 milionów funtów zmierzał w stronę Wielkiej Brytanii

Prawie tona „narkotyku klasy A” została znaleziona na jachcie płynącym z wysp karaibskich do Wielkiej Brytanii. Jej rynkowa wartość została oszacowana na 80 milionów funtów.

[img]
Handel narkotykami: Rynek odporny na COVID-19. Coraz większe obroty w internecie

Dynamika rynku handlu narkotykami po krótkim spadku w początkowym okresie pandemii COVID-19 szybko dostosowała się do nowych realiów, wynika z opublikowanego w czwartek (24 czerwca) przez Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) nowego Światowego Raportu o Narkotykach.

[img]
Meksyk: Sąd Najwyższy zdepenalizował rekreacyjne spożycie marihuany

Sąd Najwyższy zdepenalizował w poniedziałek rekreacyjne spożycie marihuany przez dorosłych. Za zalegalizowaniem używki głosowało 8 spośród 11 sędziów. SN po raz kolejny zajął się tą sprawą, jako że Kongres nie zdołał przyjąć stosownej ustawy przed 30 kwietnia.