Pierwszy zastrzyk iv

Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 73 Strona 8 z 8
Rejestracja: 2020
  • 27 / / 0

Dziś, 17/10/2020, o godzinie 17:15 wykonałem sobie pierwszy zastrzyk iv. Kilka dni temu zrobiłem test czy w ogóle potrafiłbym się wkłuć w żyłę. Dałem radę, niestety prawdopodobnie przebiłem się na wylot no i cóż. Wielki siniak.
Teraz jednak zaopatrzyłem się w krótkie igły 0,45. Udało się. OxyContin 20mg starannie przerobiłem na ładny, przezroczysty roztwór i puknąłem. Ręce się trzęsły, cholera.
No i nastąpił szok. Opioid i adrenalina naraz zrobiły coś niesamowitego. Co prawda domyślałem się że wjazd jest przeżyciem nieziemskim, ale nie wierzyłem że takie uczucie w ogóle może istnieć... Natychmiastowe rozluźnienie. Umysł się uspokoił. Cisza. Pustka. Spełnienie. Żadnych potrzeb. Płynne szczęście.
Ledwo udało mi się ustać na nogach, uczucie było po prostu powalające.
Przestałem rozumieć ludzi, którzy porównują strzał do orgazmu. To nie jest fala promieniującej, kłującej ekstazy. To chyba momentalne nasycenie wszystkich komórek ciała. Absolutne piękno.
Nie sądziłem że tak szybko podejmę się pierwszej iniekcji dożylnej w życiu, z uwagi na oczywisty potencjał uzależniający.
Jedynym podobnym odczuciem był zastrzyk przeciwwymiotny który dostałem kiedyś na SORze - momentalnie poczułem się senny i bezwładny. Dziś jednak było tysiąc razy mocniej, tysiąc razy bardziej euforycznie.
Wiem, że teraz nie będzie mi łatwo, raz poznałem to uczucie i już nigdy nie będę w stanie wymazać go z pamięci, ale zrobię wszystko żeby nie nabyć obsesji na punkcie tego przeżycia. W życiu piękne są tylko chwile, i niech tak pozostanie.
Rejestracja: 2015
  • 257 / 51 / 0

17 października 2020UhrmacherZdzislaw pisze:
Wiem, że teraz nie będzie mi łatwo, raz poznałem to uczucie i już nigdy nie będę w stanie wymazać go z pamięci, ale zrobię wszystko żeby nie nabyć obsesji na punkcie tego przeżycia. W życiu piękne są tylko chwile, i niech tak pozostanie.
O nie nie... nigdy tego nie zapomnisz, obiecuję :extasy: Zapisz sobie w jakimś kalendarzyku "17.10.2020 - początek mojego upadku" :P Ja sobie właśnie w pamiętniku zapisywałam takie daty i dlatego mogę sprawdzić, kiedy poszedł pierwszy strzał, z tego co pamiętam to na jesień 2016, kiedy już byłam w ciągu tramalowo-kodeinowym + troszku klonazepamu czasem p-drgawkowo, no i przyszedł ten dzień, kiedy w łapki mi wpadła morfina. Dziwne uczucie, wiedzieć co się ma i jakie jest to niebezpieczne, a zarazem po przemyśleniu stwierdzić, że nie ma co marnować materiału i głębokości przeżyć. Ryzyko potraktowałam jak najbardziej poważnie, z tym się kłócić absolutnie nie można, przez co pierwszy zastrzyk przygotowywałam przez ok. 4 godziny %-D (serio, serio; wyparzałam wszystko, co miało styczność z materiałem, myłam sobie ręce przez 5 min przed każdą jedną czynnością i inne takie tam; wysoce przesadna ostrożność i uważność). Pirogen był praktycznie niemożliwy w tych warunkach. Niestety, wkłucie dożylne było wtedy szalenie ciężkim zadaniem - samo wkłucie jako takie i przebicie sobie skóry było stresem niesamowitym, teraz się z tego śmieję, no ale tak jest jak się jest newbie opiatowym. No w każdym razie po jakimś czasie, którego teraz nie potrafię już ocenić - nie wiem czy to było raczej pół godziny, czy godzina, czy może więcej - po kilkukrotnym próbowaniu wkłucia się w dłoń, stopę (bo wtedy miałam dwie ręce wolne i wydawało mi się, że w stopę będzie prościej... no cóż, trzeba było posłuchać mądrzejszych i bardziej doświadczonych opiowraków, bo zdecydowanie nie było) udało mi się wkłuć w przegub lewej ręki. Miałam podawać powoli, aby się nie zabić, choć miałam zaledwie 40mg nieidealnie przerobione (z MST 100mg), ale tak mi się ręka trzęsła że się bałam, że wypadnę z żyły, więc podałam takim średnim tempem. Co ciekawe, nie było jakiegoś bardzo zaznaczonego kopa. Być może przez to, że przetrzebiłam sobie trochę histaminę biorąc wcześniej kodeinę (wówczas morphie po dużej dawce kody to było niebo... naprawdę to bardzo dobry mix, uważam tak do dziś). Stan był oczywiście piękny, choć jednak z większym sentymentem wspominam mój pierwszy raz z kodeiną, niż pierwszy strzał - ale gdybym nie znała opio i sobie strzeliła nie będąc w ciągu, to jestem absolutnie przekonana, że to jedno przeżycie byłoby w stanie skłonić mnie prędzej czy później do całkowicie dobrowolnego ciągu IV. Tylko może bardziej odsunęłoby to w czasie. No i też nie demonizowałabym jakoś bardzo tego IV, po tylu latach walenia uważam to za stosunkowo bezpieczne, ja naprawdę władowałam w siebie tysiące tych zastrzyków i żadnych poważniejszych konsekwencji zdrowotnych z tego tytułu nie mam. Tylko trochę blizn. Ale nigdy bym nie powiedziała nikomu "nie bierz IV, bo umrzesz w dekadę jak nic" - no chyba, że ten ktoś chciałby brać jakiś hipermocny fentanyl, lub miałby siano zamiast mózgu i chciałby jak najszybciej jak najmocniej, bo wówczas to rzeczywiście, daję max 50% szans na przeżycie 10 następnych lat.

Problem z dopalaczami nie zniknie, dopóki nie zniesiemy kar za tradycyjne narkotyki

Nowe substancje psychoaktywne, popularnie zwane dopalaczami, to najszybciej rozwijający się, a jednocześnie najmniej znany segment rynku narkotykowego. Piszemy o raporcie z Mołdawii, Białorusi, Gruzji, Kazachstanu, Serbii i Kirgistanu, który rzuca światło na sytuację w regionie.

Narkotyki i inne używki zwiększają podatność na COVID-19

Na COVID-19 częściej i poważniej chorują osoby uzależnione, m.in. od opioidów czy tytoniu - wynika z analiz danych milionów pacjentów z 360 szpitali w całych USA.
Rejestracja: 2007
  • 959 / 94 / 0

17 października 2020UhrmacherZdzislaw pisze:
żeby nie nabyć obsesji na punkcie tego przeżycia
Mnie to niestety spotkało i przez jakiś czas inne metody podawania narkotyków przestały istnieć.
Sam zabieg, widok krwi mieszającej się z narkotykiem i kropelka ciemnej krwi na ramieniu mnie kręcił, co po długiej 3 letniej już przerwie wydaje się głupie i mało estetyczne. W ogóle na myśl że miałbym zrobić zastrzyk wyobrażenie tego wydaje się tak abstrakcyjne, jakby nigdy nie miało miejsca. A po przełamaniu się wszystkie bariery chuj strzela i to seriami. To zmienia całkowicie obraz rzeczywistego stanu rzeczy, bo co to przecież pikuś , pyk i po sprawie o co tyle krzyku. Ale walenie po kablach na prawdę jest mega chujowe i obleśne i zrazisz tym do siebie wielu ludzi i ty przestaniesz to robić, ale oni nie wrócą. Niestety ale tak to wygląda, teraz jesteś w swojej bajce i wow super opisałeś strzała iście poetycko ale nie każdy jest taki, po niektórych jedynym efektem jest tylko większy wstręt do siebie. Miłej zabawy :strzykawka: :strzykawka:
Sam pewnie coś kiedyś pierdolne nie raz jeszcze. :korposzczur:
Posty: 73 Strona 8 z 8
Wróć do „Substancje psychoaktywne a człowiek”
Na czacie siedzi 1608 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości