Wasze hospitalizacje.

Dział dostępny także bez rejestracji, gdzie szybko możesz otrzymać odpowiedź, gdy czas jest na wagę złota.

Moderatorzy: Wszyscy moderatorzy, Zdrowie

Posty: 259 Strona 22 z 26
Rejestracja: 2018
  • 7 / / 0

Sytuacja - jestem na mieście, wszystko się zamyka (Norwegia), grupka ludzi poznanych w knajpie zaprasza na aftera. No spoko, ładujemy się w taxi i jedziemy. Ja oczywiście dobrze najebana, na miejscu typ oferuje koks - no oczywiście, wypadałoby trochę przetrzeźwieć bo wstyd. Załadowałam tego niewielką ilość jak na koks, dalej nie pamiętam nic. Pobudka w szpitalu na intensywnej terapii. Okazało się, że po 10 minutach od załadowania straciłam przytomność (typ myślał, że się do niego przystawiam, a ja po prostu odpłynęłam oparta o jego ramię XD). Ziom, który mnie tym poczęstował ewidentnie nie mial pojęcia co to jest, bo z nim stało się dokładnie to samo. Ktoś rozsądnie wezwał do nas karetkę. Dowiedziałam się, że ogólnie miałam hardkorową tachykardie. Obudziłam się widząc podwójnie, z obolałymi rękami od kłucia, pod jakąś kroplówką i z okropnym bólem klatki piersiowej. Serce mi się w końcu uspokoiło, przenieśli mnie do sympatycznego jednoosobowego pokoiku i przez kilka godzin zrobili jeszcze ze 2 EKG, wykluczyli opcje wylewu/zawału, nakarmili, znaleźli buty (bo te zostały ofc na imprezie XD) i wysłali na chatę. Nikt nie ma pojęcia, co to był za syf, ale zrobili mi pełen tox screen i koksu w mojej krwi nie znaleźli, tylko alko. Macie jakieś pomysły co to było? Ewidentnie koleś został zrobiony w chuja przez ulicznego dilera, w Oslo ogólnie łatwiej ogarnąć dragi niż alko :v
Rejestracja: 2018
  • 185 / 20 / 0

Jakieś benzo w prochu? Tyle mi przychodzi na myśl

Paula przez pół roku pracowała na nielegalnej plantacji zioła w Kalifornii.

"Najlepsi zarabiali 750 dolarów dziennie" - wywiad Noizz.pl

Meksyk. Wpadli do ośrodka odwykowego. Egzekucja gangsterów

Kolejna fala przemocy ze strony karteli narkotykowych w Meksyku. W środę doszło do masakry w ośrodku odwykowym w mieście Iraputo w środkowej części kraju. Gangsterzy dokonali tam egzekucji na 24 przebywających tam osobach. To drugi atak na ośrodek odwykowy w ciągu miesiąca.
Rejestracja: 2009
  • 1930 / 300 / 0

po bnz nie ma tachykardii - raczej na odwrót
Rejestracja: 2018
  • 2059 / 639 / 0

Jedna tylko była, ale się podzielę. Odebrałem sobie pokaźny zapas tramca, a że ciąg na różnych opio trwał miesiące to i dawka musiała być niezła. 300? Żart 600? Mało 1000? Proszę bardzo, co to na mnie. Oczywiście bez benzo bo po benzo by trzeba się przejechać trochę, a zwierzę zwane ćpunem do cierpliwych nie należy. To też zjadłem tego tysiaka, całkiem srogo weszło ale git wszystko. Leżę na kanapie, robie sobie coś na fonie. Bzium. Następne co widzę to ratownicy w pokoju, następne co czuje to straszny ból mięśni w całym ciele. Tyle dobrego że u rodziny byłem bo w innym miejscu by się to inaczej skończyło. Poszedlem ledwo się wyrzygac i jechane karetą po koronę największego debila wieczoru. Ratownicy za to mili, wyrozumiali, podali 10 diazepamu na święty spokój domiesniowo, po drodze porozmawialismy o lekach itp. Nie traktowali jak ćpuna, śmiecia - za co podziwiam.
W szpitalu wenflonik jakiś, leżenie miedzy typem który nie mógł się zamknąć a typem który udaje że śpi żeby z tamtym nie gadać. Ratownik woził na wózku j udawał że to wyścig, widać że gość ma dystans do pracy i ludzi.
Za to pani uzupełniająca papierki bardzo niemiła nie wiem dlaczego, jako dawkę podalem 200mg "na ból pleców" i to juz wywolalo przerażenie, gdybym powiedział że to gramulec byl to biedna by zawału dostała. Dała jakaś gadke moralizatorską, ja jakoś wytrzymałem tam nockę, rano się wypisalem na własne życzenie i spierdolilem zanim mi się skręt zaczął. Nie róbcie tego w domu.
Rejestracja: 2020
  • 56 / 11 / 0

14 lutego 2020hahalko pisze:
Sytuacja - jestem na mieście, wszystko się zamyka (Norwegia), grupka ludzi poznanych w knajpie zaprasza na aftera. No spoko, ładujemy się w taxi i jedziemy. Ja oczywiście dobrze najebana, na miejscu typ oferuje koks - no oczywiście, wypadałoby trochę przetrzeźwieć bo wstyd. Załadowałam tego niewielką ilość jak na koks, dalej nie pamiętam nic. Pobudka w szpitalu na intensywnej terapii. Okazało się, że po 10 minutach od załadowania straciłam przytomność (typ myślał, że się do niego przystawiam, a ja po prostu odpłynęłam oparta o jego ramię XD). Ziom, który mnie tym poczęstował ewidentnie nie mial pojęcia co to jest, bo z nim stało się dokładnie to samo. Ktoś rozsądnie wezwał do nas karetkę. Dowiedziałam się, że ogólnie miałam hardkorową tachykardie. Obudziłam się widząc podwójnie, z obolałymi rękami od kłucia, pod jakąś kroplówką i z okropnym bólem klatki piersiowej. Serce mi się w końcu uspokoiło, przenieśli mnie do sympatycznego jednoosobowego pokoiku i przez kilka godzin zrobili jeszcze ze 2 EKG, wykluczyli opcje wylewu/zawału, nakarmili, znaleźli buty (bo te zostały ofc na imprezie XD) i wysłali na chatę. Nikt nie ma pojęcia, co to był za syf, ale zrobili mi pełen tox screen i koksu w mojej krwi nie znaleźli, tylko alko. Macie jakieś pomysły co to było? Ewidentnie koleś został zrobiony w chuja przez ulicznego dilera, w Oslo ogólnie łatwiej ogarnąć dragi niż alko :v
Jakiś ujowy pseudo-hexen? W Polsce znam podobne przypadki, ludzie po małych dawkach sniffem pokończyli w grobach, a inni w śpiączkach. Nie wiem co z nimi teraz.
Rejestracja: 2018
  • 2435 / 535 / 155

Miałam podobną sytuację jak wyżej, tyle że nie z powodu trampka, za którym nie przepadam.
Sesja, nauka 12 h w nocy, potem cały dzień zajęć; przez ten cały czas były dorzutki metylofenidatu (może z 250 mg w sumie poszło), do tego kilka kresek pozostałości prądu. Byłam wtedy na sporych dawkach neuroleptyków, które również obniżają próg drgawkowy (z tego, co pamiętam - po 3 mg risperidonu i 200 mg sulpirydu). W sumie tak z 3 noce bez snu.
No i po zajęciach pojechałam z dwiema osobami (nazwijmy ich X i Y) na działkę. X i Y wyszli na zewnątrz, podczas gdy leżałam (miałam to szczęście) na łóżku i czytałam. Nagle, ułamek sekundy, czuję tylko silne wyprężenie wszystkich mięśni i uczucie we łbie, jakbym dostała obuchem.
Budzę się, jak jest już ciemno (gdy przyjechaliśmy, było jasno) z potwornym bólem wszystkich mięśni, mdłościami i pogryzionym całym językiem i wargami. X wszedł do pokoju, gdy już się budziłam. Z trudem dochodząc do siebie, powiedziałam, że ,,się zdrzemnęłam'', dowlokłam się do WC, żeby się nieco ogarnąć.
Potem X i Y pomagają mi wsiąść do auta i w drodze do domu podsypiam na siedzeniu z tyłu. Po godzinie pomału zaczynałam coś kojarzyć - tj. gdzie jestem, co tu robię, co robiłam i co się w ogóle stało. Dopiero po powrocie na stancję (jakieś 2 h) uświadomiłam sobie, że miałam napad, bo uprzednio w życiu zdarzyło mi się to dwukrotnie (ZS i status epilepticus na skręcie). Myślałam o pójściu do lekarza, ale głowa przestała boleć, w nic więcej się nie uderzyłam, więc drzemka, połówka klonika pod język i powrót do nauki na sesję. Za to z jeść z tak rozwalonym językiem nie mogłam z 5 dni. O wargi musiałam się troszczyć jeszcze dłużej.
Do szpitala trafiłam za to przy w/w zespole serotoninowym, od którego zaczęły się moje problemy z progiem drgawkowym - leżałam na OIOMie z utratą 15% objętości płynów z powodu wymiotów i biegunki, hiperpireksją 41,7 i majaczeniem. Tam też miałam pierwszy napad. Podziękować tylko mojej ówczesnej psychiatrze, która tak ,,cudownie'' dobrała mi leki, a telefonów ze szpitala nie raczyła nawet odebrać.
Rejestracja: 2018
  • 7 / / 0

Jakiś ujowy pseudo-hexen? W Polsce znam podobne przypadki, ludzie po małych dawkach sniffem pokończyli w grobach, a inni w śpiączkach. Nie wiem co z nimi teraz.
Ustaliliśmy z ziomkiem, który to żarł, ale jedynego go nie zwaliło z nóg, że to mogło być GHB - dawkowane jak koks może nieźle zaszkodzić. Ziomek zrobił się po tym senny, spowolniony, do tego zawroty głowy i turbo libido. Idę dzisiaj po wypis ze szpitala, może się dowiem z niego czegoś nowego :D
Rejestracja: 2020
  • 105 / 7 / 23

Moja najpoważniejsza hospitalizacja, to przedawkowanie GBL-a z butelki bez odmierzania(na oko :uwaga: )
Poczułem senność tak mocną, że wysiadłem na przystanku się przewietrzyć.
Następną rzeczą, którą pamiętam było wybudzenie w szpitalu.
Nie mogłem mówić. Byłem jeszcze solidnie odurzony w pasach. Po jakimś czasie takiego leżenia z otwartymi oczyma, podeszła pielęgniarka i zapytała co się stało. Nie mogłem mówić przez rurkę intubacyjną w moim gardle. Dała mi kartkę i napisałem koślawo: Xanax, Clonazepam i GBL. Zostawiła mnie i zaniosła tą kartkę do lekarki, która była za szybą. W między czasie oswobodziłem się z pasów i wyciągłem rurkę intubacyjną. Nie było to przyjemne. Ponoć nie powinienem tego robić, bo na końcu był jakiś "grzybek" i to mogło mi zaszkodzić. W każdym razie wcześniej myślałem, że uszkodziłem sobie mózg i dlatego nie potrafię mówić, mając pełną świadomość. Jednak to przez rurkę, Uff
Pielęgniarka powiedziała, że Xanax i Clonazepam to nie leki i spytała co to GBL?
Spokojny, oswobodzony z pasów i rurki intubacyjnej odpowiedziałem, że to płyn do mycia felg i na pewno znajdzie to pani w internecie. Później przyznałem się do tego, że zażyłem to w celu odurzenia. Szukali tego w sieci i znaleźć nie mogli. Pewnie chcieli się coś dowiedzieć o przedawkowaniu czegoś, przez co zatrzymało mi się serce i przestałem oddychać i jakie skutki, może to z sobą nieść.
Denerwował mnie też cewnik i wiedziałem, że to też jest do zrobienia. Wyciągałem powolutku, bo kiedy próbowałem szybciej bardzo szczypało. O dziwo rurka intubacyjna to pikuś przy cewniku.
Kiedy go wyciągłem poszedłem prosić o natychmiastowy wypis. Ona(pielęgniarka) -Boże cewnik też pan wyciągnął?
Powiedziała; nie dawno był pan martwy, a teraz chce się wypisać. Czy pamiętam w ogóle co się działo? Odparłem, że nie.
Straż miejska reanimowała mnie na tym przystanku, aż do przyjazdu karetki. Funkcje życiowe ustały. Pokłon w stronę tych strażników, pogotowia i Szpitala Bielańskiego- dziękuję jeśli pamiętacie.
Kiedy czekałem na wypis, leżąc na łóżku ratownik medyczny pakował torbę w sali na której leżałem. Bardzo się we mnie wpatrywał, a ja w niego. Ciekawe, czy to on mnie ratował? W każdym razie to prawdopodobne. Gdybym nie wysiadł na tym przystanku zasnął bym, to ktoś w autobusie mógłby uznać mnie za pijusa, który zasnął i się za jakiś czas ocknie.
Wypis dostałem dopiero około 13ej, Kiedy wyszedłem ze szpitala, czułem się jak zmartwychwstały. Już kilka razy otarłem się o śmierć. Zakładam, że byłbym jebnięty, gdybym po tylu szansach sam próbował się zabić.
Rejestracja: 2010
  • 3640 / 446 / 0

Masz medal za wyciągnięcie rurki z penisa. Przecież to w chuj boli i można uszkodzić .
Rejestracja: 2015
  • 2028 / 325 / 9

Wiem z autopsji, że jak przegryziesz cewnik to łatwo go wyjąć bo wtedy się ciśnienie wyrównuje. Znaczy no, teraz wiem to rekoncypując.
Posty: 259 Strona 22 z 26
Wróć do „Sytuacje kryzysowe”
Na czacie siedzi 1244 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości