Życie na trzezwo?

...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 1721 Strona 144 z 173
Rejestracja: 2019
Użytkownik zbanowany
  • 999 / 110 / 0


Dziękuję za słowa otuchy :-) Od siebie dodam, że powrót do trzeźwości jest dla prawdziwych twardzieli. Najgorsza jest ta świadomość, projekcje mózgu ujawniające jak bardzo człowiek się zaniedbał, czy nazywając nawet rzeczy po imieniu - stoczył. Inaczej rzecz ujmując - uśpione alkoholem / narkotykami / lekami wyrzuty sumienia nagle się budzą, i dręczą właśnie w trakcie trzeźwego dnia. W pracy jeszcze idzie jakoś wytrzymać, ale taki dzień - od rana do wieczora to już gorzej, sumienie uderza w najczulsze punkty. Pojawia się samoświadomość, która gdzieś zaginęła, myśli o życiu itp a to wszystko oprawione srogimi lękami.
Niekiedy pojawiają się myśli typu: "i tak jest źle, i tak skończę w piachu, więc sobie przynajmniej przywalę to mniej się będę męczył". Myśli depresyjne. Obecnie sam nie wiem, czy jestem już w głębokiej depresji, czy może to cały czas objawy odstawienne - niby to drugie, ale do końca to ja nie wiem. Szybkie piwo albo magiczna gorzka tabletka otoczyłyby parawanem bezpieczeństwa, jednak trzeba sobie radzić w inny sposób.
Rejestracja: 2019
  • 542 / 96 / 0


Powiem tak od 9 miesięcy nie miałem dobrego dnia-szczęśliwego. Tylko ciągły lęk i nie pewność.

Organizatorzy imprez opisują najdziwniejsze sposoby szmuglowania na nie narkotyków

Jeśli jest jakaś zasada, która nagminnie łamana jest we wszystkich klubach, barach i na festiwalach muzycznych, z pewnością będzie nią ta dotycząca narkotyków i zakazu i ich wnoszenia...

Ukryła narkotyki w miejscu intymnym. Chciała przemycić je do więzienia

​Funkcjonariuszki z Aresztu Śledczego w Kielcach podczas kontroli znalazły u kobiety, która przyszła z wizytą do osadzonego, kulki marihuany o łącznej wadze ponad 10 gramów.

Blu

Rejestracja: 2007
  • 2939 / 166 / 0


A zrobiłeś coś przez te 9 miesięcy, żeby ogarnąć sobie jakieś normalne życie typu praca, dziewczyna, niećpający znajomi, hobby? Bo jak nie masz tych rzeczy a jedynie pustkę, którą kiedyś wypełniało ćpanie, to nie ma szans żebyś czuł coś innego niż lęk i niepewność.
Rejestracja: 2016
  • 271 / 7 / 0


Zależy też co ćpał i z jakim stażem, ale co racja to racja - rzucenie ćpania na rzecz niczego to słaba opcja.
Rejestracja: 2018
  • 286 / 26 / 0


10 marca 2019siostrorelanium pisze:
Dziękuję za słowa otuchy :-) Od siebie dodam, że powrót do trzeźwości jest dla prawdziwych twardzieli. Najgorsza jest ta świadomość, projekcje mózgu ujawniające jak bardzo człowiek się zaniedbał, czy nazywając nawet rzeczy po imieniu - stoczył. Inaczej rzecz ujmując - uśpione alkoholem / narkotykami / lekami wyrzuty sumienia nagle się budzą, i dręczą właśnie w trakcie trzeźwego dnia. W pracy jeszcze idzie jakoś wytrzymać, ale taki dzień - od rana do wieczora to już gorzej, sumienie uderza w najczulsze punkty. Pojawia się samoświadomość, która gdzieś zaginęła, myśli o życiu itp a to wszystko oprawione srogimi lękami.
Niekiedy pojawiają się myśli typu: "i tak jest źle, i tak skończę w piachu, więc sobie przynajmniej przywalę to mniej się będę męczył". Myśli depresyjne. Obecnie sam nie wiem, czy jestem już w głębokiej depresji, czy może to cały czas objawy odstawienne - niby to drugie, ale do końca to ja nie wiem. Szybkie piwo albo magiczna gorzka tabletka otoczyłyby parawanem bezpieczeństwa, jednak trzeba sobie radzić w inny sposób.
Oczywiście, że powrót do trzeżwośći jest dla twardzieli, sam miałem stany depresyjne po dłuższym stosowaniu alpry- jakieś pół roku, w tym ze trzy miechy popijane piwem(wiem, głupota)- z małymi przerwami, wcześniej rolki, bromek- bromek może tak bardzo nie, ale rolki, alpra "cichutko wciągają w swoje sidła"- jedna paka, druga- potem kombinowanie skąd skombinować reckę-przychodnia, druga przychodnia, wizyty prywatne... dwa tyg wytrzymasz bez benzo i alko, i uśpione sumienie przez używki się uspokoi. Mnie też dręczyło poczucie winy po benzo- rozleniwiłem się strasznie, po odstawce bezsenność. W dzień robota- to jakoś nie było najgorzej, ale wieczorkiem-brak alpry doskwierał dość mocno, z rana deprecha i wszystko takie szare i ponure mi się wydawało- życie codzienne- i sumienie się odzywało- ogarnij się, przeczekaj ten stan i jednocześni eta TA pokusa- skołuj benzo- marudzisz~skołuj benzo, względnie skocz po alko i przejdą ci doły...Po dwóch tygodniach naprawdę było już o niebo lepiej. alprze powiedziałem-NIE(od pół roku emerytura), rolki tylko doraźnie(one mi tak nie podeszły nigdy jak alpra)- mogę sie pochwalić, że od wtorku nie piję- w sobotę tylko radler2%- tak dla smaku, jest ok, nie rezygnuję całkowicie z alko-dla mnie brzmi, że tak powiem dość abstrakcyjnie całkowita rezygnacja z alko(na taki krok zdecydowałbym się gdybym całkiem stracił kontrolę nad piciem-ale takiego problemu to znowu nie miałem),miesiąc mam zamiar NIE PIĆ, w zamyśle conajmniej dwa miechy, -POTEM SIĘ ZOBACZY- jak forma, samopoczucie- poza tym nie lubię dalekosiężnych planów-przeważnie takie biorą w łeb-jak to się mówi. Jedno wiem na pewno-alko dużo mi w życiu zabrał, alpra także- więc muszę z tego stanu rzeczy wyciągnąć wnioski...
^^^ja Cię rozumiem, bez leków i alko dzień wolny od pracy dłuży się strasznie, miałem fobię społeczną- w pracy bez potrzeby w ogóle się nie odzywałem. To jest też dobre- bez używek dzień się strasznie dłuży, a z używkami czas szybko leci-, z czasem po troszku przeszła bezsenność, apetyt mi wrócił i sumienie już mnie nie dręczy- staram się myśleć o tym, że lepiej o niebo być trzeźwym, niż funkcjonować codziennie pod wpływem leków....dzień po dniu, kroczek po kroczku i stan depresyjny przechodzi. Pomału znowu mnie zaczynają bawić banalne, drobne sprawy- np fakt, że mam pracę... a jak jechałem na lekach- nieraz 2,3dni L4 w tygodniu- była obawa, że wylecę z pracy...znalazł bym coś innego wiadomo, ale wtedy rozum uśpiony lekami podpowiadał- jak wylecisz z pracy i będziesz jechał na używkach- to gdzie ogarniesz robotę?---ale zrozumiałem, że rozum dobrze podpowiada- każda tabletka alpry(zapita piwem zwłaszcza) - to równia pochyła i robienie sobie samemu krzywdy...tak więdz MOŻNA jak się tylko CHCE-
należy szukać pozytywów ze stanu trzeźwości- wtedy odchodzą stany depresyjne i samopoczucie sie normuje powiedzmy do stanu przyzwoitości, tak więc - trzeźwość - "kocham i rozumiem" ;)
Po odstawce benzo, wspomagałem się hydroksyzyną- działa słabiej, ale działa i trochę uspokajała nerwowość po odstawieniu benzo, a sama w sobie hydroksyzynka nie wciąga w swoje sidła jak benzo, hydrę odstawiłem z dnia na dzień bez problemu\
Reasume; trzeba być kozakiem, żeby wrócić po paru latach do trzeźwości(alko piłem parę lat- i teraz widzę, że grubo nadużywałem %%%-choć przerwy sobie jakieś robiłem-ale rzadko), a ile przypałów miałem po alko i nie tylko po alko- to szkoda gadać... Poczucie winy ustępuje z czasem...ustępuje dzięki tej błogiej trzeźwości-coś jakby; "powrót do natury-dla ludzkiej psychiki,"...tak więc powodzenia, abstynencja nie jest taka straszna jak wydaje podczas jechania na używkach- więc to wielka rzecz odstawić chemiczne znieczulacze, a jak nie zupełnie to przynajmniej należy się ograniczać. I wtedy ta szarość, bezsens wszystkiego co się dzieje dookoła mija z czasem - i zobaczymy jak będzie, ale póki co jest ok- im mniej stanów nietrzeźwości tym lepiej-tak banalne, a jednocześnie tak prawdziwe,
Rejestracja: 2011
  • 1882 / 630 / 0


Nie wiem czy ja mogę nazwać swoje życie, życiem na trzeźwo, bo jade na antydepresantach i beta-blokerze, czasem neurol na sen lub melatonina. Ale chlałem i jarałem później, można powiedzieć hurtowo, uzależnienie było skutkiem zaburzeń lękowych, ale to uświadomiłem sobie jak już byłem wjebany, a terapia u psychiatry to potwierdziła. Jednak nie czuję się nietrzeźwy, bardziej czuję się wreszcie po kilkunastu latach normalnie. Nie zawalam nic, ogarniam powoli życie, a nie upierdolony jak ułom non stop, nie wypierdalam w chuj kasy na alko czy zioło, nie myśle jakby się tu upierdolić i mieć wyjebane na wszystko. To jest życie na trzeźwo, czy nie jest jednak?
Rejestracja: 2015
  • 792 / 58 / 0


Oczywiście, że nie jest. Ale to krok w dobrą stronę.
Rejestracja: 2016
  • 404 / 47 / 0


A ja myślę, że nie można tak zero-jedynkowo podchodzić na zasadzie "wypiłem dzisiaj trzy kawy, to już nie jestem trzeźwy" albo biorę SSRI czyli złamałem abstynencję. Takie myslenie typu wóz albo przewóz powoduje, że trudno jest znaleźć złoty środek i pełno później ludzi, którzy ida na terapię, stają się nagle rycerzami trzeźwości, a później gdy ich dopadnie życie i lekko powinie się noga znowu lądują z ręką w kiblu i wracają do niszczenia się na maksa.

Najważniejsze to wiedzieć na co można, a na co nie można sobie pozwolić. Ja np. wiem, że alkohol i beta-ketony zmieniają mnie w zdalnie sterowane zwierzę i jak sobie zrobię rachunek zysków i strat to w ogóle mi się odechciewa nawet o tym myśleć. Z drugiej strony sporadyczne psychodeliki albo nawet benzo raz na tydzień nie powoduje, że mnie dojeżdża poczucie winy i obsesyjne parcie, żeby się dojebac na maksa, bo przecież to już nie jest "życie na trzeźwo".
Rejestracja: 2019
Użytkownik zbanowany
  • 999 / 110 / 0


Spider321 - trzymaj się swoich postanowień i staraj się więcej wprowadzać w życie, niż myśleć o tym. Mam na myśli, że warto wyprzeć te tabletki i alko z umysłu, póki jeszcze możesz bo jesteś nieuzależniony fizycznie. To już jest trochę trudne zadanie, bo musisz znaleźć sobie jakieś wypełniacze czasu i zmienić przyzwyczajenia. Trzeba wprowadzać zmiany jak najszybciej, w jak najszerszym zakresie, wtedy to się nie będzie "przeciągało" latami. Powodzenia!
Rejestracja: 2015
  • 792 / 58 / 0


słuszna uwaga, dychotomiczne spojrzenie to po prostu błąd w percepcji.

wszystko jest na skali kontinuum, niemniej maksimum z jednej strony to pełna trzeźwość.

zresztą dla mnie trzeźwość to tylko jedna z miar, które używam do samooceny.
Posty: 1721 Strona 144 z 173
Wróć do „Detox”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość