Alkohol - Uzależnienie

Alkohol etylowy pod każdą postacią.
Więcej informacji: Etanol w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: GABA

Posty: 3785 Strona 278 z 379
Rejestracja: 2010
  • 32 / 2 / 0


U mnie picie zaczęło się mniej więcej w wieku 19 lat (wcześniej jakieś farmaceutyki, w krótkich ciągach albo jednorazowo). Głównie przez sytuację w domu, która odbijała się na wszystkich innych sferach życia + brak jakiegokolwiek wsparcia psychicznego/poczucia bezpieczeństwa + bieda. Wtedy to było podbieranie jednego piwa, raz na jakiś czas, które w idealny sposób koiło nerwy i bardzo poprawiało humor.

Potem zaczęło się to zdarzać częściej, na przemian z opio - jak zabrakło opio zaczęły się mocniejsze alkohole, w zasadzie codziennie. Nie widziałem jeszcze wtedy, że płynę w złą stronę, ''bo przecież jestem jeszcze młody, przecież to przez problemy i przejdzie'' itd.

Mniej więcej od pięciu-sześciu lat, nie jestem w stanie spędzić wieczoru bez przynajmniej jednego piwa. Dawno temu zdarzało mi się wypić flaszkę wieczorem i na drugi dzień iść do pracy, tylko z lekkim kacem, wrócić do domu i wypić trzy wysokoprocentowe piwa. To trwało jakieś dwa lata, aż (jak mi się wydaje), zaczęła niedomagać trzustka. Ze strachu udało mi się nie pić aż cztery dni (!), po czym mocno zluzowałem i trzymałem się określonych dawek. Z roku na rok piję coraz mniej, często postanawiam rzucić ale nigdy nie wychodzi.

Niektórzy na forum wspomnieli o zahamowaniu rozwoju emocjonalnego - to też mnie spotkało. W dorosłym wieku długo miałem problemy emocjonalne nastolatka, na szczęście im dalej, tym mniej to odczuwam.

Jeżeli chodzi o kontrolowane picie - sam nie wiem. U siebie zauważyłem, że jak mam dużo rzeczy do zrobienia w ciągu dnia, dużo interakcji z innymi i przebywam w wielu różnych środowiskach w ciągu tygodnia (różne miejsca pracy, dodatkowe kursy, spotkania z różnymi grupami znajomych), o wiele łatwiej jest mi kontrolować picie. Chodzi chyba o różnorodność bodźców - mam o czym myśleć pod koniec dnia, więc nie rozmyślam o jakichś przykrych sprawach sprzed X lat i nie potrzebuję znieczulenia.

Ale mimo tego, że ''kontroluję'', to dalej mam problem, bo nie mogę przestać ot tak. Jedyny plus w tym wszystkim to mniejsza ilość trucizny i lepsze samopoczucie. Najgorzej jest jak siedzę w jednym środowisku przez długi czas i nie mam za wielu interakcji ze światem zewnętrznym.

Mimo wszystko, uważam że da się kontrolować (chociaż wymaga to dużo siły), ale są do tego potrzebne jeszcze inne rzeczy poza samodyscypliną. Chociaż fajniej byłoby w ogóle nie pić.
Rejestracja: 2018
  • 245 / 27 / 0


JJesli chodzi o mnie to przestalem sie oszukiwac i łudzic z piciem kontrolowanym. Po pierwszym detoksie nie pilem ani grama 3 tygodnie. W trakcie tych 3 tygodni wiadomo- ten alkohol zaczal sie gdzies pojawiac z tylu glowy, potem snil sie po nocach jak piję i jest tak fajnie (o dziwo czulem nawet smak:-o) no i zaczelo sie wymyslanie, usprawiedliwianie az pewnego dnia zcisnieniowany kupilem 15 tyskich z dziwnym planem ze wypije tylko w ten dzien moze 5-6 i koniec. Sam nie wiem skad takie dziwne podejscie ze chci alem wypic tylko 5 w jeden dzien a reszte wywalic. Chyba podswiadomie kupilem tyle w obawie jak dawniej zeby nie daj Boże nie bylo za malo. No ale dobra- wypilem te 5 piw i faktycznie starczylo mi to ale zamiast wylac tak jak planowalem to jakos nie umialem tego zrobic tlumaczac sobbie ze szkoda wylac tyle kasy. Dzisiaj juz wiem ze to nie chodzilo o kase tylko o to ze poczulem to fajne uczucie bycia nawalonym i dlatego zostawilem reszte na zaś. Na druggi dzien znowu. Na 3 znowu dopilem reszte ale musialem dokupic zeby starczylo no i ok. Wychlalem. Nastepnego dnia fajnie bo nie czulem potrzeby i sie cieszylem z tego powodu. Tak przez iles tam dni a potem znow cos zaczelo mi switac ze sobota ze moge raz kiedys bo przeciez wtedy nie wpadlem w cug wiec znowu to samo ale tym razem juz wiecej tego poszlo i wiecej dni. To bylo we wrzesniu jak zaczalem i ten progres w piciu rosl. Coraz czesciej i wiecej az do listopada kiedy obudzilem sie z ręka w nocniku bo okazalo sie ze dotarlem do punktu sprzed detoksu a nawet bardziej zaczalem pic bo z 15 piw codziennie zrobilo sie 0.5 rano, czasami jak sily pozwolily to w ciagu dnia sie piw kilka walnelo no i na wieczor 0.7 litra. I tak lekko ponad tydzien po czym organizm znowu odmowil posluszenstwa i w dzien swoich 28 urodzin spedzilem na detoksie po raz drugi. A WSZYSTKO PRZEZ TO ZE SĄDZILEM ŻE DA SIE WROCIC DO KONTROLOWANEGO PICIA. Iles czasu nie bedzie sie pilo ale życie na ciąglym dupościsku żeby nie chlac i czekac na ten dzien co sie nachlamy to co to za życie... Nie wierze w picie kontrolowane u osób uzależnionych. Prędzej czy później wróci się do punktu wyjścia i to nie ja sobie wymyśliłem bo gadalem z wieloma alkusami tymi na detoksie i tymi już niepijącymi x lat. Wielu też kombinowało jak ja mając nadzieje że kontrolowane picie przez alkoholika jest możliwe i tak jak tak i oni przekonali się na wlasnej skórze czy coś takiego istnieje. Pozdrawiam

Stworzył program badania mikrodawkowania psychodelików

Dr James Fadiman jest psychologiem, który od ponad pięćdziesięciu lat zajmuje się badaniem oddziaływania psychodelików na ludzki potencjał. Wywiad z uczonym, który prezentujemy pochodzi z książki "Czy psychodeliki uratują świat", Macieja Lorenca, wyd. Krytyka Polityczna

Legalizacja marihuany na wyspie Jersey. Ma przyciągnąć turystów

Sposobów na przyciągnięcie turystów jest naprawdę wiele. Jedni dają poczęstunki, inni rabaty na hotele, a jeszcze inni – legalizują narkotyki. Szczególnie łasi na tego typu atrakcje są przyjezdni, którzy w swoim kraju nie mogliby sobie pozwolić na zapalenie trawki.
Rejestracja: 2017
  • 4763 / 640 / 0


04 stycznia 2019mun pisze:
03 stycznia 2019Nathan pisze:
03 stycznia 2019alkus wiejski pisze:
Czekają:)
Kurwa nawet nie chce wiedzieć :alergia:
Po 3 piwach dziennie nic złego nie powinno Cię czekać. Złe rzeczy dzieją się po ciągach kasacyjnych. Delirki, telepki itd
Możesz być co najwyżej rozdrażniony. Rzuć to piwsko i zobaczysz, nic złego Ci nie będzie.
Tu nie chodzi o ilosc a o samo picie.
Paradoksalnie- czesto nie chodzi tez o samo picie a o jego przymus.
Ba, w krytycznych sytuacjach to nie ilosc, nie picie i nie przymus jest problemem a cisnienie.

I tak mozna ciagnac te wyliczanke.
Nałóg to swoistego rodzaju hmmm stan umysłu i taki hmmm jak to ujac stan rzeczy tzn tego co robimy i co nami kieruje.

Jesli jestes zwyklym czlekiem ktory raz w tygodniu pojdzie sie nabzdryngolic to czy jest pijakiem? A jesli mial przejscia z alko i pojdzie to juz powrot do nalogu? A jesli nie pil, pojdzie dzis ale juz w przyszlym tygodniu nie pojdzie?
Rejestracja: 2018
  • 763 / 85 / 0


. proszę o usunięcie
Ostatnio zmieniony 08 stycznia 2019 przez pampuk, łącznie zmieniany 1 raz.
Rejestracja: 2018
  • 763 / 85 / 0


Jeśli jesteś zwykłym człowiekiem, który raz w tygodniu pójdzie się nabzdryngolić to czy jest pijakiem? A jeśli miał przejścia z alko i pójdzie to już powrót do nałogu? A jeśli nie pił, pójdzie dziś ale już w przyszłym tygodniu nie pójdzie?

Odnośnie pierwszej części powiem tak - jeśli robi to w ten sposób i jest "pijaczkiem weekendowym" tzn. już jest wjebany/ bo czeka na dupościsku aż do weekendu. Kwestia czasu jak zaczną powoli puszczać hamulce jeden po drugim i z pijaczka weekendowego zrobi się wytrawny alkoholik :-> A tydzień to w zasadzie żadna różnica bo żeby dojść do siebie umysł potrzebuje od 10 do 12 tygodni na regenerację.
Jeśli miał przejścia z alko to w żadnym wypadku nie wolno już tej używki stosować. NIE MA POWROTU DO KONTROLOWANEGO PICIA! :-) Obojętnie jakichkolwiek bzdur by się nie przeczytało i nie obejrzało to na końcu i tak liczą się statystyki a te powalają....ok10-15% alcusów wychodzi z nałogu, z tych 10 - 15% około 50 - 60 % korzysta z substytutów takich jak BZD, baclofen itd..... i niestety dochodzi .

Paradoksalnie- często nie chodzi tez o samo picie a o jego przymus. Ba, w krytycznych sytuacjach to nie ilość, nie picie i nie przymus jest problemem a ciśnienie. /

Masz rację z tym co piszesz wyżej ale to właśnie w alkoholizmie chodzi, to jest bardzo podstępna kurwa, która zabiera wszystko. No i właśnie to ciśnienie powoduje przymus. Pozytaj fragmnent tego postu i wyciągnij wnioski

Proszę tego nie brać za pewnik a subiektywną opinię - kontrolowanie a raczej jego próby da się pić tylko pod Naltex a to dlatego, że ani nie smakuje wtedy no i ciężko jest się upić w zasadzie, graniczy to z cudem.

Nie rozumiem tylko tego co napisałeś:

A jeśli nie pił, pójdzie dziś ale już w przyszłym tygodniu nie pójdzie? - nie rozumiem tego, rozjaśnij, proszę ;-)


@Stteetart i proszę używaj znaków diakrytycznych :-P
Rejestracja: 2010
  • 61 / 6 / 0


Już opisywałem tutaj swoją historię, dlatego nie chcę pisać od początku, ale chciałbym zapytać jakiegoś bardziej doświadczonego ode mnie użytkownika co by mi radziłby.

Jakiś czas temu poszedłem prywatnie do psychoterapeuty, który zajmuje sie głównie uzależnieniami i jest terapeutą w nurcie psychodynamiczny. Pierwsze spotkania diagnostyczne, na których wynikało, że mam problem z alko, jestem uzależniony. kontynuowałem terapię i z czasem stwierdziliśmy, że nie mam aż takiego wielkiego problemu z alko, że jest on skutkiem innych zaniedbanych spraw. Zdiagnozował u mnie osobowość anankastyczną, oprócz tego stwierdził, że poprzez alkohol rekompensuję sobie poczucie samotności, bliskości, a także zbijam nadmierną chęć kontrolowania siebie w oczach innych osób. Zaczęliśmy terapię osobowości, alkohol był juz bardzo marginalnym tematem na niej poruszanym. Ustaliliśmy, że mogę nawet napić się dwa razy w miesiącu w jakiejś ograniczonej formie. O ile te dwa razy w miesiący może i się udawały, to ograniczona forma już nie, najczęściej było pite w piątek po pracy do odcinki i kontynuowane do niedzieli w taki sposób, aby w poniedziałek wytrzeźwionym i zniszczonym pojechać do pracy.
Terapia i jej forma bardzo mnie frustrowały, wręcz powodowały ochotę na picie, swoje też kosztowała więc postanowiłem ją przerwać.

Cały czas jednak, najczęściej co dwa tygodnie przy weekendzie odlatuję. Po pracy w piątek siadam sam i do odcinki przed kompem, w sobote klin, w niedziele jakoś coś z rana i zniszczony w poniedziałek jadę do pracy. Przynajmniej 3 dni muszę dochodzić do siebie, później mocne postanowienie, ambitne plany na rozwój, na czytanie, na naukę, na konstruktywne budowanie znajomości i przychodzi weekend i znowu bam. Jak już się napiję, to tracę kontrolę. Mam jej na tyle, że w niedziele potrafię przestać, żeby wytrzeźwieć do roboty i nie pić w tygodniu, bo nie chcę pić.

Jednak nie potrafię sobie poradzić z poczuciem samotności. Jak sie napiję, to nagle staję się rozmowny, potrafię pisać i dzwonić do miliona osób, toczyć wielogodzinne dyskusje, czuję się tolerowany i chciany. Oprócz tego dochodzi też aspekt "nagrodzenia" siebie za przeprowacony tydzień. A finalnie kończy się trzydniowym kacem, rozjebanym przełykiem, za wysokimi próbami wątrobowymi, wyrzutami sumienia, skłóceniem się ze wspólokatorami, czy zawodem ze strony rodziców, którym bardzo na mnie zależy, abym na ludzi wyszedł.

Co robić, szukać nowego terapeuty? Spróbwać pójśc na spotkanie AA, byłem na nich i całkowicie nie przypadły mi do gustu? Jeszcze raz próbować siebie motywować?
Rejestracja: 2009
  • 452 / 31 / 0


Jeśli chodzi o terapie, miałęm tak samo - tylko robiły ciśnienie na chlanie. Ludzie tam gadali a w głębi duszy mieli myśl żeby się nachlać, czułęm to, wszystko dla picu. Są oczywiście jakieś prywatne terapie czy nawet sesje indywidualne i jeśli jest dobry specjalista to napewno Ci pomoże, ale takich jest jak na lekarstwo i znaleźć go to loteria. Napewno lepiej próbować dalej czy z terapiami czy innymi metodami nie picia, lepiej jest próbować leczyć się do skutku niż ulec pokusie i chlać, bo to ulga chwilowa, potem problemy wracają ze zdwojoną siłą. Mi mega pomagła marihuana , kiedy jestem najarany czuje wręcz wstręt do alkoholu. Ale nie żebym polecał te droge, bo to kolejne uzależnienie i kolejna substancja, mi pomagła ale mam tak zryty beret żę wole otumanić się trawką niż chodzić wkurwiony na brak chlania bądź co gorsza je pić.
Jest też fajny lek, neuroleptyk, ale nie gówno typu chlorprotixem czy olanzapina. Mianowicie - Sulpiryd, stosowany właśnie w przpadku alkoholików na ogół, mi bardzo pomógł, przez pare miesięcy chodziłem jak nakręcony (pozytywnie) i zero myśli o chlaniu. Minus leku tylko taki że po paru tygodniach, miesiącach traci działanie. Ale moim zdaniem pomyśl o Sulpirydzie, pierwszy lepszy konował bez gadania Ci go da, a jak jest ogarniety lekarz to sam powinien zaproponowac ci ten lek
Rejestracja: 2010
  • 61 / 6 / 0


No ja właśnie poszedłem prywatnie i indywidualnie na terapię. Najpierw była to terapia uzależeniania, a później zmieniliśmy formę i rodzaj terapii na typowo psychodynamiczną terapię osobowości. Nie cuzłem żądnego progresu, a wychodziłem z niej bardzo sfrustrowany. Jeśli pójdę teraz do jakiegoś terapeuty, to na pewno nie do psychodynamicznego, tylko do poznawczo behawioralnego.

O Sulpirydzie nie słyszałem, muszę poczytać. Słyszałem za to o Naltreksonie, który podobno daje dość dobre efekty, ale podobno ciężko go dostać w Polsce.
A sposób jego działania wydaje mi się, że też by mi odpowiadał. W tygodniu jak chodzę do pracy, to nawet mnie nie ciągnie do alkoholu, nie chcę i wiem, że nie mogę sie napić. Potrafię odmówić i zająć czymś innym (jeśli nie jestem w pokacowym dołku i fizycznie i psychicznie się nie czuję fatalnie, bo wtedy nie mam motywacji do niczego). Jednak jak już się odpalę i napiję, to wiem, że te 3 weekendowe dni mam wyjęte z życia. Zaczynam robić się nikiedy do tego agresywny, niechlujny i nic mnie nie powstrzyma, przed zdobyciem alko. Jedynie działa hamulec w postaci poniedziałkowego pójścia do pracy i przymusowe pójście spać, aby wytrzeźwieć jest w stanie mnie zatrzymać, ale zbyt efektywny tego dnia to i tak nie jestem.
Rejestracja: 2009
  • 452 / 31 / 0


Ja natomiast miałem tak i w sumie to często że niezależnie czy jest tydzień pracy czy mam wolne bo zawsze z tyłu głowy myśli, a może by tak zalać pałe i odciąć się od świata... Jak kiedyś tu pisałem, alkohol to był mój raj którym żyłem choć pijany byłem.
Ale w twoim przypadku, mimo że nie masz fazy na picie w tygodniu tylko powiedzmy weekendowo to jak na moje to powinieneś całkowicie nie pić, bo to łatwo wymyka się spod kontroli i to takie picie weekendowe to też zguba. Samo to że planujesz sobie pić tylko w weekendy, to już lekka oznaka że jakiś problem z alko występuje. Zdrowi ludzie, bez nałogu, nie mają takiego myślenia, czy napić się w weekend, itp, tylko piją spontanicznie jak mają ochote. Tacy jak my, czyli uzależnieni , właśnie tak kombinują, jak tu piszemy własnie
Jak chcesz pozbyć się problemu alko na dobre to skończ z piciem całkowicie, tylko wtedy mózg będzie powoli wracał do formy, a tak masz zakodowane że weekend = picie i pewnie w tygodniu już nie możesz się tego weekendu doczekać (Tak na ogół ludzie mają). Wiem że łatwo tak pisać, ale ja jak wychodziłem z alko-uzaleznienia to odstawiłem całkowicie i nie ma mowy o piciu weekendowym a mój najdłuższy cug trwał 2 lata chlania dzień w dzień, dwa lata w "raju", a byłem zwykłym żulem tak naprawde.
Rejestracja: 2018
  • 6 / / 0


Mialam 19 lat, gdy to wszystko sie posypalo. Pierwsza impeza.

Teraz bez narkotykow to stypa.

Ale to, co bylo wczesniej, bylo super. Lato, wiatr, cieplo.

4 lata temu.

2017 to rok cpania.

Tesknie.

Najlepsze lata zycia byly, gdy bylam scieta.
Posty: 3785 Strona 278 z 379
Wróć do „Etanol”
Na czacie siedzi 65 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości