LSD - bad trip

Pochodne kwasu lizergowego, jak na przykład LSD, czy LSA.
Więcej informacji: Lizergamidy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Psychodeliki

Posty: 464 Strona 46 z 47

 

Rejestracja: 2018
  • 80 / 10 / 0


3 kartony pokazały mi coś co zniechęciły mnie do psychodelików a wszystko działo się poza domem bo nie spodziewałem się aż takiej "siły rażenia" i wyszedłem na dwór w celu pójścia do lasu.

Do lasu miałem jakieś 2 kilometry ale zwykle spokojnie udawało mi się tam dojść tripując po 2-3 kartonach. Tym razem młot psychodeli rozbił moją głowe nawet nie w połowie drogi. Młot psychodeli roztrzaskał moją czaszke na miliony elementów. W głowie szalało uczucie, że coś we mnie umarło i nigdy nie będzie normalne, widziałem czynności które robiłem na codzień, swoją rodzine znajomych i jednocześnie czułem, ze to wszystko straciłem. Wir tysiąca myśli na sekunde, czas i rzeczywistość przestawała istnieć a ja czułem się jak wrzucony do innego wymiaru. Co jakiś czas odzyskiwałem przebłyski świadomości które kazały ewakuować mi się do domu, czułem jakby to był "autopilot" siedziący w tle głowy, bo miałem nijakie pojęcie tego kim jestem, co w tej chwili się dzieje i po co do tego domu wracać. Droga do domu wydawała mi się nie mieć końca i czułem się jakbym przeszedł własną droge krzyżową.

Nie jestem w stanie opisać radości która pojawiła się, gdy w domu po kilku godzinach leżenia i wpatrywania się w sufit nagle tych "chwilowych" powrotów do normalności było coraz więcej i odzyskałem realną ocene sytuacji. Ale mimo wszystko czuje, że żaden udany trip nie nauczył mnie nawet w 1% tego co ten.
Rejestracja: 2018
  • 14 / 2 / 0


Pierwszy w życiu kwas, w dodatku połączony z pigułą. Psytrance openair w nocy na plaży.
Na peaku poczułem zapętlenie czasu - co chwilę chodziłem sikać, szedłem potańczyć, księżyc stanął w miejscu, ja wracam do namiotu i tak w kółko i w kółko i w kółko. Czułem się jakbym był już na zawsze uwięziony na tej plaży.
W końcu żona zbudziłą się z drzemki i poszła tańczyć a ja siadłem przed namiotem i zwarzywiłem się. Starałem się znaleźć telefon, ale był gdzies zakopany w namiocie. Żona co chwilę przychodziła do mnie i pytała czy wszystko ok, a ja myślałem, że to ochrona/policja (bo miałą kurtkę żółto-żarówiastą). i zaczęła szukać przy mnie telefonu, a ja myślałem, że już mnie psy przeszukują (a miałem piguły i mj jeszcze). Panika ale taka, że się zapadłem w sobie, poddałem, że mnie już zamkną w psychiatryku, że zawiodłem dzieci, że obłęd do końca życia - i tak mi się to strasznie wkręciło - taka kurewska pętla wirująca czasoprzestrzenna. Poczułem się jak w matrixie. Że zapierdalam tylko po to, by ćpać - czyli dawać dilerom kasę. Ci dilerzy (a konkretnie jeden mój ziomuś obecny zaopatrzeniowiec) okazali się współpracującymi z policją i wszystkimi opresantami, po to aby z nas zrobić niewolników itp itd... Widziałem oczyma wyobraźni siebie w coraz to nowym otoczeniu jako totalnego ćpuna, zbieranego za każdym razem z podłogi, zasikanego, zasranego, zarzyganego, w końcu zamkniętego w psychiatryku. Wypuszczanego tylko po to, bym zarobił kasę na ćpanie, podczas gdy dzieci głodują i płaczą, że ich zawodzę.

Schowałem się w namiocie, karuzela we łbie straszna, paranoja goni paranoję, położyłem się, ryj przycisnąłem do podłogi, wyczułem ustami i językiem strukturę piachu pod namiotem, zacząłem wnikać w ten piach, starałem się uciec od tego wszystkiego... na chwilę chyba przysnąłem.

Ten Bad Trip nauczył mnie, by nie popadać w euforię i beztroskę przy ćpaniu - utwierdził mnie w ostrożności, w odpowiedzialnym S&S, pogroził palcem jako ojcu trójki dzieci - wiem, że nie wolno mi przesadzić, dać się psom zamknąć, czy narobić sobie bałaganu w życiu, bo i im i żonie napsuję życia.

Natomiast wszystkie "pozytywne" odczucia z tego tripa, to coś, co trawię od 10 dni, niesamowicie czuję się odmieniony. Na ostatniej sesji terapeutycznej u psychologa poruszyłem kilka ciekawych wątków i stwierdził, że warto te wnioski pociągnąć w kolejnych rozmowach.

Kiedyś, z 15-20 lat temu, żarłem trochę łysiczki, dosłownie może z 10 razy, tak po 30-70 sztuk. Fazy miałem różne, od śmiechawy, po przetaczające się koło życia i pamięć gatunkową (bad tripy też zaliczone). Ale stwierdzam, że kwasiwo jest 10 razy silniejsze.

"Agresja na Polskę była dla Niemców polem doświadczalnym dla siły metamfetaminy"

Teresa Kowalik i Przemysław Słowiński, autorzy książki „Dragi i wojna – narkotyki w działaniach wojennych” w wywiadzie dla serwisu wPolityce.pl

Bezpieczna dawka alkoholu nie istnieje – eksperci alarmują

„Bezpieczna dawka alkoholu” nie istnieje. Niemal każda może być toksyczna dla naszego organizmu – uważają eksperci różnych specjalności, powołując się na różne badania z ostatnich lat.
Rejestracja: 2016
  • 163 / 6 / 0


Cieszmy się, że nie podziało się nic gorszego! Ważne, że zrozumiałeś iż s&s to BARDZO ważna sprawa! Ja w życiu nie zdecydowałbym się na psychodelik pierwszy raz - na imprezie.

Swoją drogą, w połączeniu z MDMA wszystko powinno być ok, prędzej taki bad trip zrozumiałbym po samym kwazarze, dziwne to.
Rejestracja: 2007
  • 474 / 49 / 0


Jeśli kolega 2 posty wyżej miał w pigule MDMA, więc robił candyflipping, to nic dziwnego że weszło srogo. Ten miks zawsze zatrzymuje mi czas. Wejście molly na kwasie jest jak potężny młot rozdupczający aktualną rzeczywistość, jak teleportacja do czyśćca, jak wielki wybuch w głowie, bo jest tak dobrze, aż za dobrze. Nie ma w tym niczego dziwnego, że źle zrobiło się właśnie po takim miksie. Multiplikacja psychodeli powala przerażająco i bezlitośnie. Jakie jest wyjście z sytuacji? Moim zdaniem nie ma, a jedyne co można zrobić to zachować stoicki spokój i czekać aż sinusoida zmniejszy nieco amplitudę.
Rejestracja: 2018
  • 14 / 2 / 0


08 sierpnia 2018dajmon pisze:
Jeśli kolega 2 posty wyżej miał w pigule MDMA, więc robił candyflipping, to nic dziwnego że weszło srogo. Ten miks zawsze zatrzymuje mi czas. Wejście molly na kwasie jest jak potężny młot rozdupczający aktualną rzeczywistość, jak teleportacja do czyśćca, jak wielki wybuch w głowie, bo jest tak dobrze, aż za dobrze. Nie ma w tym niczego dziwnego, że źle zrobiło się właśnie po takim miksie. Multiplikacja psychodeli powala przerażająco i bezlitośnie. Jakie jest wyjście z sytuacji? Moim zdaniem nie ma, a jedyne co można zrobić to zachować stoicki spokój i czekać aż sinusoida zmniejszy nieco amplitudę.
Piguła - fioletowe domino, prawilny towar, sprawdzony empirycznie wcześniej na kilku imprach.
Ta metafora czyśćca - bardzo dobrze powiedziane - poczułem się jak zanurzony w innej rzeczywistości, jak wybudzony z matrixa, obejrzałem, poznałem, załamałem się tą sytuacją, ale w końcu tresztkami sił wydarłem się stamtąd.
Rejestracja: 2018
  • 11 / / 0


Ostatnio z kolezankami postanowiłyśmy zarzucić candy flipa, jednakże nie wiedziałyśmy, iż karton będzie tak mocny. Najpierw kwas o 23, 30 min. później 0,5 piguły. Wczytało się idealnie i mocno wyjebalo z butów. Leżałyśmy na kocu, z drzewa wyłaniała się głowa meduzy, na niebie eksplozja barw, zygzaki. Gadałyśmy jakieś głupoty, nic nieznaczące majaczenie. Nie umialysmy odróżnić, czy to sen, czy rzeczywistość, straciłyśmy świadomość. Przejście kilku kroków sprawiało nam trudność i myślałyśmy, że jesteśmy 2 km dalej. Gdy zaczynało się zejście, poczułam ciśnienie z tylu głowy. Z czasem zaczęło mi coraz bardziej doskwierać, aż popadłam w „depresję”. Zaczęłam z całej siły pragnąć powrócić do normalnego stanu (wciąż miałam halucynacje i obraz taki jak w 3D, ale bez tych okularów). Potem przyszły ataki płaczu, że zaraz zdechnę jak ćpun i rodzina załamie się :D. Uspokoiłam się na jakiś czas, jednak potem idąc w upale na pociag ciągle lekko ukwaszona pragnęłam zadzwonić na pogotowie, by mnie ratowali. W myślach natomiast starałam się podtrzymywać siebie na duchu, jednak panika, iż zaraz umrę była tak ogromna. Tragedia, trzymało nas to prawie 24 h. Udało się jakoś usnąć, jednak to, co przeżyłam, zapamiętam do końca życia. Nikt z nas nie sądził, że ten Acid jest aż tak mocny, wystarczyłaby pewnie połówka :p
Rejestracja: 2018
  • 1 / / 0


Chyba tylko raz miałem bad trip na kwasie i nie było jakoś okropnie. Cały czas umiałem sobie w miarę wytłumaczyć w głowie, że to wszystko działanie narkotyku i za kilka godzin trip będzie słabszy. Było to na dawce 200 mikro. Nie miałem jakichś strasznych halunów, po prostu bałem się wszystkiego i czułem się bezpiecznie tylko w moim pokoju. To było takie uczucie jak po dobrym horrorze, gdy idąc do łazienki zapalasz po drodze wszystkie światła i nie patrzysz w lustro, gdy myjesz zęby, tylko przez 10 godzin.
Rejestracja: 2019
  • 2 / / 0


Krótkie streszczenie mojego rozkwitu LSD oraz szybkiego gnicia. Jestem tutaj aby zadać wam pytanie: Co muszę zrobić, aby znów szczęśliwie kwasić? Odczekać rok/dwa, a może już nigdy nie uda mi sie bananowo halucynować? A więc tak: Z najlepszym brosem długo polowaliśmy na LSD, zdobyliśmy, pierwszy trip z nim, zajebiscie ale cos mnie od niego odpychalo, 3 kolejne tripy, dalej bosko, przerozne wizuale, sluchawki i lazenie outside z moimi ludzmi. Wtem na kolejnym kwaszeniu z tym wlasnie brosem, zjedlismy po 2 kartony, po ponad godzinie uznaliśmy ze slabo, i dorzucilismy po kolejnym, czyli lacznie 3 na leb, ok 150 na jednym. Podkreślę tu że "Nigdy na zadnym dragu nie mialem bad tripa". A tu jeb, gdy peak juz schodzil, zajebalismy bonio. Peak wrocil jakby ostrzejszy, zdażył się ciąg zdarzeń które miały 0.2% szansy na wystapnienie: Akurat wtedy tam musial pojawic sie tan pajak ktory przegnal nas do sypialni dziadkow, akurat to pudelko musial wyciagnac z szafki, akurat bizuteria babci w tym pudelku musiala ulozyc sie w pentagram z 3 wyborami na ramionach... historia idzie dalej, w skrocie, walczyliśmy wzrokiem na planszach szatana. Najgorsze jest to że ja wierzylem ze to co dzieje sie na LSD jest prawdziwe, nikt mi nie powiedzial ze to wszystko nie ma sensu, jestes nacpany to widzisz rzeczy ktore nie sa prawdziwe. No i dalej historia idzie ale nie chce wam sie pewnie czytać, wiec tak: Od tego czasu moje halucynacje zawsze są takie same, zawsze są złe, w kolorze fioletu i tego takiego oczojebnego koloru żółto/ziolonego, takie flamastry. Zawsze trójkąty z oczami, zawsze jestem jakiś taki zły i przerażony, zawsze widze to samo. Co musze zrobić, aby znów dało się tak bananowo kwasić i widzieć przeróżne rzeczy? Warto tez dodać, że nigdy w życiu nie malem żadnej "shizy" a tu jeb, Taka przeogormna shiza na przekurweskim badtrpie po 3 kartonach i bongo, jest dla mnie jeszcze nadzieja? Jak myślicie?
Rejestracja: 2014
  • 727 / 121 / 0


Odczekać, a potem zacznij od małych dawek.
20 sierpnia 2018jordanbar pisze:
Nie wygląda na kwas. I do flipa lepiej mieć więcej emki czy tabsów, bo jak ci w połowie kwasa zacznie schodzić to się bardzo niefajnie robi.
Rejestracja: 2019
  • 2 / / 0


No spoko, tylko teraz pytanie, odczekać bardzej rok/dwa czy bardziej pare miesiecy? W sumie, przecież tylko ja znam skale tego, także nvm, rok to minimum ;(, a szkoda, bo pierwsze kwaszenia były czyms najlepszym co mnie w zyciu spotkalo ;d
Posty: 464 Strona 46 z 47
Wróć do „Lizergamidy”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość