Odtruwanie się od opiatów by DexPL ... a także wasze doświdczenia związne z wychodzeniem z uzależnienia.

...czyli jak podejść do odstawienia i możliwie zminimalizować jego konsekwencje

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 542 Strona 1 z 55
Rejestracja: 2018
  • 2592 / 917 / 1


Byłem, widziałem, czułem i waliłem... Czyli jak zejść w domu z opio by DexPL

Pewnego dnia budzisz się, rozglądasz się za tym co zwykle (blister, pompka, proszek - niepotrzebne skreślić). Walisz dawkę, Środek wchodzi. Toaleta i to jebane lustro. Uświadamiasz sobie, że człowiek, który stoi po drugiej stronie to ktoś obcy. Boisz się tego widoku. Chcesz go zmienić. Decydujesz się odstawić opio, zmienić swoje życie, wrócić do społeczeństwa, naprawić stosunki rodzinne i zawodowe.
Nie jest ważne, czy ciąg był 4 miesięczny na kodzie, czy 8 letni na helupie. Obawa jest ta sama. Jak przeżyć skręta?
Boisz się bóli, bezsenności, rowerka, potów i wszystkiego tego, co opisują ci, którzy to przechodzili.

Jeżeli się boisz, to dobrze. Znaczy, że masz świadomość tego, co w życiu robisz jak to degenerująco wpływa na twoje ciało.

Zapada twarda decyzja. Odstawiam. Jak zrobić to z głową? Przy minimalnych skutkach ubocznych?

Najłatwiej, najtaniej i najbezpieczniej udać się na detoks szpitalny. Tam pod czujnym okiem fachowców (lepszych lub gorszych) i w komfortowych warunkach odstawiamy to co braliśmy, płuczą nas i po jakimś czasie jesteśmy jak nowo narodzone dziecię - gotowi do rozpoczęcia życia na nowo. Serdecznie polecam taką formę odstawienia dla wszystkich, tych którzy ćpają długo i ich rodziny mają ich już dość. W szpitalu nikt z najbliższych nie zobaczy waszej "agonii" a po powrocie powiecie im co chcecie. Będą też o was spokojni, bo w końcu jesteście w szpitalu.

Jeżeli jednak z różnych przyczyn nie możecie udać się do szpitala ten post jest dla was. Opiszę domowy detoks w pełnej obstawie medycznej, wypróbowany przeze mnie i jeszcze kilkanaście osób, które w ten sposób wyszło z nałogu. Zaczynamy.

I. Najpierw diagnoza = w co jestem wjebany?
opioidy! - tak. Ale jakie?
- codeina - jesteśmy szczęściarzami, dopiero raczkujemy. Będzie łatwo i nawet przyjemnie.
- tramadol/buprenorfina/dihydrocodeina - będzie trudniej
- oxycodon/morfina/fentanyl - będzie jeszcze trudniej
- inne opiaty - patrz wyżej

Pytanie drugie! = droga podania.
- łykam całe tabletki o przedłużonym działaniu - jest dobrze. łatwa droga przed tobą
- gryzę tabletki - bo lubię pierdolnięcie - trudniejsza zabawa.
- podaję donosowo/podpoliczkowo/doodbytniczo - bo tak mi najłatwiej
- tłukę w kable - inaczej nie potrafię się zrobić....

Sprawa jest dość prosta. Im wyższą odpowiedz wybrałeś tym łatwiej będzie wyjść. Jeżeli masz możliwość zamienić bez większych skutków środek silniejszy na słabszy (akurat masz doświadczenie lub udało się ci wypróbować) to zrób tak. Polataj kilka dni na słabszym opioidzie. Na pewno będzie to z korzyścią przy detoksie.

Podobnie w przypadku drogi podania. Zmień i.v. na plaster, przestań gryźć tabletki. Na pewno fazy nie będzie, ale zyskasz na detoksie.

Poniżej przedstawiam kilka klasycznych sposobów zejścia z konkretnych opioidów.

1. Codeina w ilościach +450mg dziennie. - Najlepszym sposobem jest wydłużanie okresów między dawkami. Początkowo o 30 min dziennie. Następnie po kilku dniach o godzinę.. Jeżeli dojdziemy do czasookresu 6 godzin zmniejszamy dawkę o 10 mg. W ten sposób dość szybko bez dramatu dojdziemy do dawki 60-80mg. dziennie. Z taką dawką odchodzimy do detoksu.
2. tramadol w ilościach 600mg+ dziennie. Jeżeli łykały tabletki retard to fajnie, jeżeli garść szybko działających 50mg to zmieniamy na te o przedłużonym działaniu. Zaopatrujemy się w dawkę 50mg, max 100 mg. Zaczynamy od 3x200mg dziennie. Czyli co 8h. Co 2-3 dni wydłużamy okres podania leku co 1h. W konsekwencji dochodzimy do 2 dawek stałych co 12h. Następnie w okresach co 3-4 dni zmniejszamy dawkę co 50mg. pamiętając, że nie gryziemy tabsów. Mają działać maksymalnie długo. jeżeli zejdziemy do 2x50-100mg dziennie możemy podchodzić do detoksu.
3. buprenorfina w dużych ilościach - Ogarniamy bunundol i najpierw 3 razy dziennie bierzemy po 2 tabsy 0,4mg. Podobnie jak wyżej fazy zero, ale głodu nie ma. Wydłużamy czasookres pomiędzy tabletkami, następnie schodzimy z dawki jednorazowej, o 0,2mg do 2x0,2mg dziennie. Z taką dawką odchodzimy do detoksu.
4. Oksycodon w ilościach 240mg+ dziennie. Przestajemy gryźć te jebane tabsy, lub rozpuszczać i filtrować przez watkę, czy filtr. Ogarniamy dawkę 40mg i 20mg. Najpierw łykamy CAŁE tabletki 4x40mg dziennie. Wydłużamy czasookres co 3-6 dni o 1h i gdy dochodzimy do pełnych 12h schodzimy z dawki nocnej o 20, a następnie dziennej. Gdy dojdziemy do 2x20mg Możemy podejść do detoksu lub przesiąść się na buprenorfinę wg schematu powyższego i zmienić opioid mocny na lekki. Tylko zyskamy
5. morfina, fentanyl czy cokolwiek innego podawane dożylnie. W takim przypadku prosta zmiana iv na tabletki lub plastry nie jest łatwa i przyjemna. Jeżeli jesteśmy zdecydowani to proponuję wprowadzić mixa wg schematu. iv, iv, tabs, iv, iv, tabs, iv, tabs, iv, iv tabs, iv, tabs, iv, iv, tabs, iv, iv, tabs, iv, tabs, iv, tabs, iv, tabs, tabs, iv, tabs, tabs, tabs... dalej tabs. Oczywiście dawka tabletki dobrana do dawki strzału. Oczywiście tabletka o przedłużonym działaniu. Zresztą jeżeli walisz po kablach to wiesz ile bierzesz. Ważne jest żeby tabletka była dawką niwelującą zespół odstawienny, a nie dawką upodlającą.
7. Każdy inny opioid w dowolnej postaci. Nie ma znaczenia jaki i jak. Sięgamy do tabeli zamiennikowej morfiny i dobieramy właściwą dawkę słabszego opioidu jakim dysponujemy. Niwelujemy najpierw czasookresy pomiędzy dawkami, a następnie zmniejszamy dawkę.

Schemat ten wymaga samozaparcia, ale gwarantuje 100% zejście z dawki podstawowej bez żadnych efektów ubocznych. Oczywiście pod warunkiem, że nie przyćpamy przy okazji jakiejś soboty lub kłótni w domu.
Znam 2 osoby które w ten sposób przeszły od morfiny i fenta do kody. Trwało to, ale się opłacało.

Diagnoza zrobiona. Wiem co ćpam i wiem jak zejść z dawek.


II. Problem drugi = świadomość czemu ćpam?
Jeżeli bawiliśmy się na sportowo i nagle budzimy się na ciągu, to rozwiązanie jest proste. Ucinamy melanże i zaczynamy nad sobą pracować.
Jeżeli mamy problemy w domu, to staramy się je rozwiązywać. Tak rozwiązywać, a nie zaćpywać. Jeżeli powiecie partnerowi, że przez niego wjebaliście się w ciąg, to jeżeli jest to normalna osoba powinna się ogarnąć i wam pomóc. Jeżeli będzie miała to w dupie, to też coś znaczy i będziecie wiedzieli co z taką osobą zrobić jak wyjdziecie z gówna.
Jeżeli problem jest w pracy, to albo zmieniamy prace, albo donosimy do właściwej instytucji, że jest problem:P;)
Jeżeli natomiast mieliśmy problemy natury psychiatrycznej przed ćpaniem, to niezwłocznie udajemy się do SPECJALISTY nawiązujemy długą i owocną współpracę. Nie leczymy się sami na nasze fobie. Serio, psychiatra nie gryzie, a wręcz może pomóc.
Zakładam, że ogarnęliśmy się na tyle, że nie zadźgamy się 2 dnia detoksu i nie wpierdolmy całego zapasu benzodiazepin. Idziemy dalej.


III. Termin.
Robimy rozpiskę czasową. Zakładamy sobie konkretny termin rozpoczęcia detoksu. Wcześniej schodząc z dawki. Lub startujemy z marszu o ile jesteśmy aż tak pewni swego.
Detoks nie rozpoczyna się z chwilą ostatniej dawki, a najwcześniej 24h po ostatniej dawce. Dlatego liczymy sobie dzień 0 jako ten z ostatnią działką.
Na detoks rezerwujemy sobie minimum 7-10 dni. Informujemy dalszą rodzinę, że jestem chory (np zapalenie oskrzeli) i bierzemy antybiotyki, w pracy przedstawiamy zwolnienie od rodzinnego na którym jest napisane, że musi leżeć. Znajomych informujemy, że nie ma nas w kraju, czy w domu. Delegacja, urlop czy jeden ch... W tym czasie nas po prostu nie ma dla osób postronnych. Jesteśmy MY, nasza agonia i ewentualnie ktoś do pomocy (o czym napiszę potem). Oczywiście musimy mieć świadomość, że skręt może się wydłużyć w przypadku syntetyków jak fentanyl, nie mówiąc o metadonie, który wydalamy jakieś 2 tygodnie minimum. Dlatego też dobrze by było, gdyby jeżeli zajdzie potrzeba "urlop się wydłużył"

IV. Miejsce.
Znajdujemy miejscówkę w której czujemy się bezpiecznie i wygodnie. Łóżko, toaleta, prysznic, wanna, lodówka laptop to minimum. Telefon dobrze jest oddać na przechowanie żeby nie kusiło zadzwonić do dealera po działkę Ściągamy sobie filmy, seriale i co tam jeszcze lubimy oglądać. Organizujemy książki, audiobooki. Facebooka, Instagrama i Twittera wyłączamy na czas detoksu.
Organizujemy czyste, miękkie, pachnące zmiany bielizny (12 zestawów minimum), zmianę pościeli (4 sztuki minimum) 3-4 rezerwowe poduszki druga kołdrę, koc. Niech leżą i czekają w razie potrzeby. Ubranie najlepiej termoaktywne. Ciepłe w zimie i letnie w innych częściach roku. Spodnie dresowe lub piżamowe koniecznie długie. Ciepłe skarpety (wełniane, akrylowe czy jakie tam mamy)
Załatwiamy podkłady higieniczne pod dupę i plecy. Wspaniale przyjmują wilgoć i dzięki nim nie będziemy leżeć w mokrym w nocy. Oszczędzimy też prześcieradła.
Polecam koc grzewczy lub poduszkę grzewczą na nogi czy plecy. Od biedy termofor może być, ale będzie wymagał regularnego napełniania a to wymaga wstania z łóżka.
W łazience i koło łóżka zapewniamy czyste ręczniki. Będziemy śmierdzieć straszliwie więc się przydadzą.
No i duże opakowanie papieru toaletowego.


V. Jedzenie i picie.
W dniu 0 gotujemy jedzenie na 5 dni. Dziennie w zależności od naszej wagi od 300g do 500g chudego mięsa (kurczak, indyk, schab) Dobrze wchodzą nuggetsy, w potrawce, czy jak tam sobie lubimy dogodzić. Gotowe porcje mrozimy w zamrażarce. Ważne jest żeby żarcie było pod ręką i gotowe, tylko do podgrzania w mikrofali. Na pewno 3 dnia nie będziecie chcieli wstawać i gotować a jeść trzeba bo to przyśpiesza perystaltykę i pełnię zdrowia.
Zaopatrujemy się w warzywa (ogórek, pomidor, papryka, co tam lubimy) i owoce (winogrona, pomarańcze, mandarynki, granaty) lub kandyzowane owoce (cukry) i orzechy (tłuszcze)
W domy stawiamy 10 1,5 litrowych butelek wody źródlanej. Najlepiej zimna niegazowana.
Ne kupujemy Coca-coli, mirindy, 7up, czy energetyków. Te napoje pozostawmy sobie na okres po detoksie. Podobnie z sokami słodzonymi cukrem zrobionymi z koncentratu. Oczywiście sok własnoręcznie zrobiony jest jak najbardziej za.
Pod ręką możemy mieć czekoladę lub jakieś żelki w razie chęci.

VI. Leki i medykamenty
Tutaj dochodzimy do sedna problemu. Co i jak podać żeby skręt był najmniejszy.
Pamiętajmy, że każdy z nas inaczej reaguje na leki i to co jednemu pasuje, innemu może zaszkodzić. Nie bierzcie leku, jeżeli nie znacie jego działania na sobie. Nie przekraczajcie dawek opisanych w ulotkach, a najlepiej skonsultujcie się z lekarzem lub farmaceutą, bo każdy lek może zagrażać waszemu zdrowiu i życiu.
Poniżej przedstawiam leki i medykamenty jakie JA wybrałem na swoją detoksykację i które działały wyśmienicie. Na końcu napiszę o możliwych innych lekach w przypadku gdy podstawowe wam nie wystarczają.

1. 2-3 wenflony (kaniule) rozmiar dostosowany do waszych żył. Duzi panowie kolor różowy, mniejsze osoby kolor niebieski lub żółty. Możliwe też wenflony pediatryczne 0.6 25mm dla małych kobiet i pokłutych żył. Taki wenflon zakładamy sobie sami (jak umiemy) lub prosimy żeby podkuła nas osoba znająca się na temacie. Polecam wizytę u rodzinnego który musi mieć pielęgniarkę. Jak lekarz zleci, to was podkują za darmo i fachowo. Po co wenflon? Patrz niżej. Polecam do wenflonu kranik trójdzielny z przedłużką. Do kupienia w necie. Wspaniale wydłuża życie wenflonu i ułatwia wam podawanie płynów.
2. Zapas strzykawek. np 10x 20ml i 20x2 ml.
3. Zapas igieł do nabierania. 1,2 40mm x30 sztuk,
4. Zapas igieł do zastrzyków podskórnych (jeżeli jest potrzeba)
5. Gaziki, plastry, bandaże, koreczki (czyli wszystko to co potrzebne do obsługi wenflonu) - pamiętajmy, że płacimy podatki i przysługuje nam wizyta domowa lekarza i pielęgniarki. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby codziennie przychodziła do was pielęgniarka od lekarza rodzinnego jeżeli nie umiecie sami ogarnąć wszystkiego.
6. Zestawy do kroplówek (cewniki żylne) - 10 sztuk - do podawania płynów
7. 10 butelek 500ml NaCl 0,9%. Mogą być butelki 1l. Mniejsze niekoniecznie.
8. 10 butelek glukozy 5% 500ml
9. 10 butelek PWE (płyn wieloelektrolitowy) 500ml. Ogarniamy jakiś stojak żeby te wszystkie butelki spokojnie powiesić niedaleko łóżka i naszego wenflonu.
10. Leki podawane I.v. (dożylnie - za pomocą strzykawki bezpośrednio w wenflon lub rozpuszczane w soli fizjologicznej i podawane we wlewie dożylnym długotrwałym.
- Lignocainum 2%. Najlepiej opakowanie 5 butli 20ml.- Recepta zwykła - lekarz rodzinny. Wypisze bez problemu, bo to nie uzależniający lek i w miarę bezpieczny jak na iv. Na dodatek działa cuda.
- Kalium Chloratum 15% (potas (chlorek potasu)) - koncentrat do sporządzania roztworu do infuzji - 5 ampułek. 1 dziennie. - Zwykła recepta - rodzinny
- Buscolysin (hioscyna) - roztwór do wstrzykiwań - 20mg/ml - 10 ampułek - zwykła recepta rodzinny
- Atropinum Sulfuricum WZF (atropina) - roztwór do wstrzykiwań - 0,5 mg/ml - 2-3 w razie potrzeby gdyby nasze serducho chciało się zatrzymać. - podawany podskórnie w brzuch. W ostateczności dożylnie przez osobę która nam pomaga PRZY JEDNOCZESNYM WEZWANIU KARETKI POGOTOWIA RATUNKOWEGO - tylko wtedy.
- Relanium (diazepam) - roztwór do wstrzykiwań 5mg/ml - 5 ampułek a 2ml - lek o którego podaniu na pewno zaśniemy bardzo szybko i bezboleśnie.

Tyle i aż tyle z leków dożylnych. Dawkowanie w opisie przebiegu detoksu.

Jeszcze raz uczulam. Nie znasz się na kablach - poproś kogoś kto się zna lub zagadaj z rodzinnym, żeby wysterował pigułę

Teraz leki podawane dojelitowo (połykane)
- Ibuprofen Hasco (ibuprofen) - kapsułki miękkie 200mg. Opakowanie 60 szt. Na receptę - za 5 zł. Bez recepty - zapłacicie 5x więcej. Dlaczego hasco? Bo ma fajny sposób rozpuszczenia i mniej ryje flaki niż inne. Np PABI. Opakowanie wystarczy
- Iporel (klonidyna) - tabletki 75mg. Opakowanie - także u rodzinnego.
- Lyrica (pregabalina) - kapsułki twarde 150mg - opakowanie 56 sztuk. Koniecznie na receptę i to niekoniecznie u rodzinnego, bo może nie chcieć wypisać, a na 100% opakowanie 56 sztuk kosztuje prawie 300zł. Do wyjęcia od każdego psychiatry czy lekarza od bólu.
- Hydroxyzinum (hydroksyzyna) - tabletki powlekane 25 mg. Wystarczy opakowanie. Lekarz rodzinny.
- zopiklon (zopiclone) 7,5mg. opakowanie - rodzinny, ale na oddzielnej recepcie bo to lek psychoaktywny.
- Helicid 20 (omeprazol) - kapsułki dojelitowe twarde lub tańszy zamiennik
- Kreon (pankreatyna) - kapsułki dojelitowe 10.000 j. Ph. - 10 kapsułek

VII. Zaczynamy DETOKS
OPIS PRZEDSTAWIA DETOKS OSOBY NA 4 LETNIM CIĄGU OXYCODONOWYM POWYŻEJ 400MG DZIENNIE. DO TEGO OK 2MG fentanylu DZIENNIE PODAWANEGO PRZED SLUZÓWKĘ. CZĘSTE ZASTRZYKI I.V Z morfiny I fentanylu. DETOKS ROZPOCZYNA SIĘ NA ZEJŚCIU DO DAWKI 240 OXYCODONU DZIENNIE.

Dzień 0 (0-24h)
Jesteśmy pełni zapału. Wiemy już, że kończymy z tym gównem. Przygotowaliśmy się wszechstronnie i na pewno nam się uda.
Kończymy zbierać zapasy i żegnamy się z towarem. Wszystko co mamy w domu oddajemy lub sprzedajemy tym biednym ćpunom. Oczekujemy na najgorsze. W ciągu dnia staramy się odzwyczaić się od potrzeby sięgnięcia po tabletkę lub pompkę. Jeżeli ostatnia działka była z rana (zazwyczaj tak jest) to rano obudzimy się już na niemałym skręcie. Dlatego też tego dnia pijemy dużo i jemy smacznie. Wieczorem przełamujemy potrzebę psychiczną sięgnięcia po narkotyk. W 6h i 18h łykamy 150mg pregabaliny żeby już zaczęła się kręcić następnego dnia. Jeżeli nie możemy zasnąć łykamy 25mg hydroksyzyny. W przypadku gdy nie wystarcza. pół tabletki 3,75mg zopiclonu. śpimy dobrze.

Dzień 1 (25-48h)
Rano napierdalają nas (dosłownie) kości, stawy, ścięgna i mięśnie. Po obudzeniu się podajemy i.v. 1.5ml (30mg) lignocainy rozpuszczonej w strzykawce 10ml. bezpośrednio do wenflonu. Okazuje się, że w ciągu 2 minut przestaje nas boleć. Cudowny lek. tyle, że działa krótko. To była dawka strzałowa żeby przestało nakurwiać.
Przygotowujemy kroplówkę z NACL i 3 ml lignocainy. 120 minut o podaniu pierwszym załączamy kroplóweczkę. Ma lecieć powoli. jakieś 5-6h. W tym czasie lek będzie ciągle działał podtrzymująco na nas i nie będzie bolało. Nic. Zaczynamy się denerwować, poty nas dopadają. W ciągu dnia jemy 2x 150 pregabaliny. trochę nas uspokoi, no i powstrzyma ten pieprzony rowerek. Nie chce się nam jeść, ale zmuszamy się do wciągnięcia pojemnika żarcia do którego bierzemy 1 helicid i 1 kreon. I tak rzez cały detoks. Omeprazol osłoni nasz żołądek, a kreon pozwoli szybciej strawić białka i tłuszcze. Dzięki czemu dodatkowo przyspieszymy perystaltykę. Po zakończeniu kroplówki bierzemy prysznic, zmieniamy ubranie, bo już pewnie śmierdzi. Pościel wytrzyma. Na tym etapie zaczyna nam doskwierać zimno w stopy i nogi. Ogrzewamy je czym mamy od ręką. Lub ubieramy dodatkowe skarpetki. Niestety na górze gorąco, na dole zimno.
Podłączamy kolejną kroplówkę. Tym razem PWE i niech szybko skapie. Następnie glukoza i też w miarę szybko. Płyny z wyjątkiem leków powinny skapywać w ciągu 1h. max 90 minut. W międzyczasie możemy oglądając o raz trzeci Grę o Tron. podjadamy owoce i np żelki. Wieczorem już nas konkretnie nosi. Kręcimy się w łóżku, leki powoli przestają działać. Dlatego też popołudniu bierzemy 3x200mg ibuprofenu i podajemy kroplówkę z 1.5ml lignocainy. Niech kapie do wieczora. Wieczorem kolejny prysznic i może coś do zjedzenia. Prysznic a najlepiej wanna niech będą naszymi przyjaciółmi. Wygrzewanie się w ciepłej wodzie to doskonały sposób na odreagowanie bóli kostnych i psychiczną regenerację. Woda powinna być gorąca. Bardziej niż zazwyczaj. W razie potrzeby dopuszczamy więcej ciepłej. WAŻNE. Nie łykamy nic nasennego przed kąpielą i nie zamykamy się na klucz. Niech ktoś na dogląda czy nie zasnęliśmy w tej wannie, bo może być źle.
Umyci i przebrani lądujemy w czystym łóżku. Łykamy hydrokyzynę (50mg), podłączamy 1,5mg lignocainy w 500ml glukozy i próbujemy zasnąć. Jeżeli nie dajemy rady to pół tabletki zopilconu zrobi robotę.

Dzień 2 (49-72h)
Rano budzimy się mokrzy i mocno zajechani. Serce zaczyna nam przyspieszać. Jakieś 100 uderzeń na minutę. poranna dawka przeciwbólowej lignocainy 1,5ml. Uff przestało boleć. Tyle, że nogi rozkręciły się straszliwie. Sięgamy po iporel. jedna tabletka na próbę. Jeżeli po godzinie nie ustanie to bierzemy ewentualnie drugą. Do tego codzienna dawka pregabaliny i płyny. Zaczyna nas już bolec ręka w miejscu wkłucia wenflonu. Sprawdzamy, czy wszystko dobrze i nie ma stanu zapalnego. W razie dalszych bóli. 400mg ibuprofenu. Na siłę wciskamy jedzenie. Wiem, że nie chce się jeść. Jeżeli całkowicie macie wyj... na jedzenie weźcie pół kapsułki Kreonu na czczo. Gwarantuję, że po 25 minutach będziecie głodni. Wtedy jemy bez smaku. Na koniec na siłę zjadamy owoce. Cytrusy są smaczne i mają dużo witaminy C. Pozwolą nam też się dzisiaj wypróżnić po raz pierwszy na rzadko... Prysznic lub wanna i siadamy na klop. Jeżeli jeszcze macie blokadę o opio nic straconego. Kwestia godzin. W momencie gdy zacznie się ekstrakcja staramy się nie umrzeć na sraczu. Myjemy się, ubieramy w czyste ubrania i podłączamy kroplówkę. PWE, Glukoza i ewentualnie strzałowa dawka lignocainy. W międzyczasie iporel i pregabalina. Jeżeli dalej boli to 400mg ibuprofenu. Bierzmy lingocainę z iburofenem na zmianę. pamiętając, że ibuprofen działa max 4h, a ligno max 2h. Nie doprowadzajmy do powrotu bólu. Więc bierzmy ibuprofen 30 min wcześniej a lignocainę 2 minut wcześniej:).
Mamy dość tego cholernego łóżka. plecy nas bolą, od samego leżenia, Kręcimy się bez sensu. tutaj przyda się masaż. Niech sprawne ręce rozmasują nasze zastygłe mięśnie, szczególnie prostowniki grzbietu, pośladkowe i czworoboczny.
Gra o tron to syf. Wiem. Przerzucamy się na dextera lub Siostre Jackie i przypominamy sobie jakie życie wiedzie ćpun. My jesteśmy już w drodze do światła, ale jeszcze musimy pocierpieć.
Wieczorem 50 hydroksyzyny i niestety cały zopiclon. Zasypianie jest najtrudniejsze. Ale śpiąc nie boli i się nie wkur...
W nocy możemy się obudzić z bólami lub mokrzy. Zmieniamy ubranie, podkładamy podkład higieniczny lub czysty ręcznik i np podajemy lignocainę do wenflonu. Śpimy dalej.

Dzień 3 (73-96h)
Rano budzimy się już pewnie jako inni ludzie. W głowie jaśniej. Zniknęła ta pie.. potrzeba sięgnięcia po narkotyk. Ale efekty odstawienia jakby takie same. Ponownie lignocaina, pregabalina, iporel na coraz wyższy puls. Kontrolujemy wenflon, ciśnienie, jak mamy czym. Wciskamy w siebie jakiekolwiek jedzenie. Zagryzając warzywami i owocami. Głód narkotykowy jest straszny, ale to nasz kara za miesiące, lub lata nałogu. Wstajemy z łózka po raz pierwszy nie w celu higienicznym. Rozkładamy ręce i zaczynamy rozgrzewkę stawów. Boli jak sam skur... Ale to dobrze. Krew zaczyna dopływać do kończyn i uświadamiamy sobie, że jak się ruszamy, to nogi nie bolą, a plecy odpoczywają. Tylko uważajcie na zawroty głowy. W końcu leżeliśmy prawie 3 dni. Ma prawo się zakręcić. Ciepła herbatka. Z cytryną i miodem na rozruszanie się i siadamy przy stole a nie leżymy w łóżku. Prysznic stawia nas na nogi. Ale tylko na krótko. Jak już nie damy rady kładziemy się dalej. Płyny lecą jak codziennie. W dniu dzisiejszym zaczyna z nas lecieć jak z durszlaka. To dobrze. Organizm się oczyszcza. Nie bójcie się o odwodnienie. Po to są te kroplówki. Im ich więcej, tym szybciej się oczyścicie. Nie bierzcie loperamidu. Wiem, ze polecają. Wydłuży tylko agonię i skręta. To co prawda opioid, ale nie przechodzący bariery krew/mózg. Tyle, że jak go zjemy to zatrzymamy perystaltykę, zatrzymamy w organizmie toksyny i związki przemiany materii, a także dostarczymy nowego materiału do naszych receptorów opioidowych.
Na rozwolnienie zalecam kaszki dziecięce np z sokiem. Lub kleik ryżowy. Popytajcie mamy, co wam dawała w dzieciństwie. Może być manna. To zawsze najlepsze rozwiązanie.
Ponownie próbujemy wstawać. Robimy 30-45 minutowe przerwy w leżeniu. Prysznic, wanna, masaż i może jakiś seks jak jest z kim. Uczucie dość dziwne. Niby przyjemnie ale nie do końca. Staramy się jak możemy ;). Po wszystkim lignocaina. hydroksyzyna, zopiclon i spać. Aha. Po seksie, a nie przed, bo panom może nie stać... odwagi...
W nocy znowu mokro i zimno oraz gorąco. Tak jak wczoraj. Ciepły koc i spanie.

Dzień 4 (97-120h)
Rano śpimy już jakby dłużej. Sen spokojniejszy. Ale tętno dalej wysokie. To efekt uboczny odstawienia długo przyjmowanych opioidów. Organizm przyzwyczaił się że leki obniżały pracę serca. teraz ich nie ma, więc serducho szaleje. Tak jakby miało wylecieć z klatki. Łykamy Iporel może nawet 2 jeżeli nie wystarczyła wczoraj jedna na raz. Pregabalinę na pozostałości rowerka i może dzisiaj już bez lignocainy... Jak wystarczy ibuprofen to starajmy się jej nie brać. A jak nie, to nie żałujmy, w końcu jest jej tyle butelek. Sprawdzamy wenflon i widzimy, że wymaga chyba zmiany. Jakoś przepływ się zmniejszył, a ręka boli. Wyjmujemy więc gdy jest potrzeba i albo sami albo za pomocą drugiej osoby kłujemy się w druga rękę. Zaklejamy plastrem miejsce o wenflonie.
Dzisiaj mamy pierwsze plany na spędzenie dnia. Nie będziemy leżeć jak neptyki. Dlatego też zaczynamy wokół siebie ogarniać. Sprzątamy pozostałości o 4 dniowym barłożeniu. Skórki pomarańczy, łodyżki winogron. Puste butelki po płynach i zestawy do infuzji tez już wypadają z kosza. Ruch jest dobry. Pocimy się niemiłosiernie, ale to jest właśnie to co sprawia nam przyjemność. od taka, prosta sprawa. Posprzątać wokół siebie. żeby było czysto. Problem taki, że mamy 120 puls i w głowie nam się silnie kręci. Także znowu codzienne dawki leków. Powoli możemy odstawiać pregabalinę. Oczywiście nie od razu. żeby nas z odbicia nie trafiła. To w końcu lek przeciw padaczkowy i nagłe odstawienie może wywołać lekopochodną epilepsję. Dlatego też otwieramy kapsułkę i połowę dodajemy do jedzenia, a druga połowę jak nam ręce się mocno nie zatrzęsą to zamykamy i zostawiamy na później. Jesteśmy już opuchnięci jak balon od tych kroplówek. To dobrze. Nawodnienie jest ważne. Sensacje na sedesie nie doskwierają tak mocno. Co prawda boli nas odbyt, ale to nic w porównaniu z poprzednimi dniami i bólami mięśniowymi. Jeżeli bóle jeszcze są to posiłkujemy się ibuprofenem, lingocainą. Cudowny lek prawda?
Dzisiaj już zaczynamy normalnie jeść. mamy dość tej odgrzewanej papki. Możemy zamówić pizzę, lub co tam lubimy. naleśniki, sałatka. Byle tylko dostawca nie dowiózł dawki...
Siadamy przed lustem i patrzymy już na innego człowieka. Zmęczonego, wykończonego, rozłożonego przez życie na łopatki, ale już trzeźwego. Głód fizyczny zaczyna odchodzić. Nogi dalej chcą uciec, trochę boli, ale jakby mniej niż wcześniej. Zaczyna się jednak dół psychiczny. Leżymy z tym cholernym łóżku i nic nam się nie chce. Jezu jaka jama. Wstanie do klopa jest wyzwaniem. Kur...
A będzie jeszcze gorzej. Pieprzyć bóle kostne. Ból istnienia to jest to. Jak w czyśćcu. Każda sekunda jest jak godzina. Myślimy i myślimy żeby to zmienić i wtedy wpadamy na genialny pomysł - zajebać. Od razu adrenalina w nas wstępuje. Zaczynamy szperać po szafkach nie świadomi, że kilka dni temu wszystko wynieśliśmy. Jaka jama. Kto wpadł na ten idiotyczny pomysł. Musimy się pogodzić z porażką. Jako że nie ma nawet telefonu... Bierzemy dodatkową hydroksyzynę, trochę odpuszczamy. Może jakiś sen w ciągu dnia żeby zabić tę jamę.
Prysznic nie sprawia już przyjemności. Wieczorem wegetujemy w łóżku. Cały zopiclon może być nie wystarczający żeby zasnąć. Bierzemy dodatkowe pół.


Dzień 5 (121 - 144h) i dalej
Sensacje fizyczne prawie zniknęły. Sensacje żołądkowe tez już uspokojone. Możemy powoli odstawiać płyny, ale mając na uwadze, że jeżeli dalej jest biegunka to dalej podajemy. Rozpoczęliśmy nowe życie i stwierdzamy że jest do dupy/ tamto stare było lepsze. Potrafiłem się uśmiechnąć, cieszyć i bawić. Teraz - NIC.
Wstajemy na siłę i zaczynamy z kimś rozmawiać. Takie tam proste zdania. Żeby za dużo nie myśleć. Co bym zjadł, Ile płynów poszło. Nasza jaźń się jakoś dziwnie rozszerzyła. Zauważamy defekty, których kiedyś nie widzieliśmy. A tutaj pajęczyna wisi. Tam okruszek na dywaniku. Smuga zacieku na meblach. Ooo i te ubrania, co leża w kącie od 3 miesięcy. Na ch.. one tam leżą. Przecież nikt nie będzie w nich chodził. Tym bardziej ja. Ale kiedyś ktoś położył i zapomniał o nich. W ferworze walki o kolejny strzał tak się zdarza. Teraz ogarniamy wokół siebie jakby bezwiednie. Leki już nie są potrzebne na bóle fizyczne, ale bóle psychiczne nas dobijają. Co robić? Ano czekać. Okres adhedonii trwa i trwa. Niektórzy walczą z nim 3-4 tygodnie, inni 3 miesiące. Albo i pół roku. Musimy się przestawić na nowe bodźce. Dotychczas nasz organizm pozyskiwał szczęście syntetycznie. Z narkotyku. teraz musimy nauczyć go jak wytworzyć te hormony samodzielnie. Trudna sprawa. Ale do zrobienia.
Ogarniamy łóżko, pozbywamy się wenflonów, odstawiamy pregabalinę. Iporel się przyda na skoki pulsu. Także miejmy go w pogotowiu. Sraczka minęła. Możemy odzyskać telefon i kontakt z ludźmi. Umówmy się na jakieś spotkanie, wyjdźmy z domu. Możemy wypić piwko, spotkać się z ludźmi. Wyglądamy jak po tygodniu picia więc znajomi zrozumieją, ze jedno piwo was porobiło. Spanie to wciąż problem, ale próbujemy zasypiać sami. Jak nie idzie, to po wywietrzeniu alkoholu możemy wziąć zopilcon (nie wcześniej)
Dzień 7-10. Efekty fizyczne znikają całkowicie. Efekty psychiczne istnieją dalej. Walczymy z nimi, uczymy się jak cieszyć z życia. Idziemy na terapię. W międzyczasie spisujemy swoje przeżycia i zamieszczamy na hypku. Po czym spokojne możemy skasować swoje konto...



Podsumowanie leków - dawki maksymalne dzienne i jednorazowe

- Lingocaina - jednorazowo 1,5 mg na k.m.c absolutny max dla nowej osoby. Przed pierwszą dawką robimy próbę skórną, czy nie jesteśmy uczuleni. Dawka dzienna - do 400 mg dziennie w 7-10 dawkach. lek może doprowadzić do bradykardii. CZYTAJ ULOTKĘ. Robotę robi już dawka 30mg i od takiej zaczynajcie. Można z czasem ustalić dawkę podstawową i ją podawać.
- Buscolysin (hioscyna) - na bóle brzucha i gdy bolą jelita przy sraczce - 1 ampułka co 6h. Powolny wlew dożylny. 20 mg. Dawka dzienna - 120mg max dla świeżej osoby.
W razie bradykardii, problemów z oddychaniem - 0,5mg atropiny podskórnie lub dożylnie - natychmiast karetka pogotowia ratunkowego
- Pregabalina - dawka jednorazowa max 300mg - dawka dzienna 600mg - dla osoby nie przyzwyczajonej. Dla większości działa już 150mg
- Iporel - dawka jednorazowa na początku max 300mg, dzienna 1g. Z czasem można podnosić dawki, ale nie widzę potrzeby by to robić. Gdyby problemy z pulsem i ciśnieniem się utrzymywały dłużej niż 2 tygodnie kontakt z kardiologiem przez lekarza rodzinnego - może trzeba podać coś na stałe
- Ibuprofen - dawka jednorazowa - do 800mg. Dzienna 4000mg.
- omeprazol - do każdego jedzenia przez pierwsze 6 dni
- kreon - raz dziennie do posiłków białkowo - tłuszczowych.
- potas - raz dziennie ampułkę w soli lub PWE
- Relanium - w razie drgawek, jakichś schiz, problemów z natłokiem myśli - 1 ampułkę. Nie przesadzajmy - wyjście z opio i wpadnięcie z benzo to jak z deszczu pod rynnę.
- płyny – nawet 5 butelek o 500ml dziennie. W zależności od potliwości i zakresu sraczki. Minimum 1,5 litra i.v. Dodatkowo pijemy tez wodę.


VIII. Dlaczego tak, a nie inaczej.
Cóż. Detoks to kara jaką płacimy za lata czy miesiące narkomanii. Wielkie słowo, ale takie są realia. Wiem bo sam w tym byłem. Funkcjonowałem z systemie, w którym sam uczulałem ludzi, żeby nie wpadli w nałóg, a sam z nim siedziałem po uszy w gównie. To rozdwojenie jaźni zna chyba każdy. Dwa życia, dwa światy. Kombinowanie. Ehh. Niech każdy doda swoją historię. Powody nie są ważne. Ważne jest to, że chcesz z tym skończyć.
Detoks który wam rozpisałem jak umiałem jako ratownik medyczny, dokładnie i szczegółowo konsultowany był z lekarzem leczenia uzależnień i specjalistą medycyny paliatywnej .Został sprawdzony w domu w sumie na 11 osobach o różnym stopniu uzależniania. Od 7 letniego ciągu na wszystkim co było możliwe o 4 miesięczne spotkanie z kodeiną po urazie nogi które skończyło się dramatem młodej osoby. Zawsze odbywał się w domu pod opieką bliskiej osoby. Był skuteczny we wszystkich 11 przypadkach. Trwał od 6 do 10 dni (faza fizyczna) i max 7 miesięcy (psychiczna). wszystkie osoby chwaliły likwidację bólu przed lignocainę, trzy nawet twierdziły, że pomaga na problemy psychiczne bo mega rozluźnia (nie nadużywajcie;). Buscolizyna dobrze działała na kichy. Płyny natomiast nie dopuszczały do odwodnienia, co skutkuje przedłużeniem skręta o kilka dni i może doprowadzić do nadciśnienia tętniczego, migotania przedsionków itd, co kończy się na SOR-e. Szczerze - pilnujcie płynów, a będzie dużo lżej.
Ibuprofen w dużej dawce działa świetnie na bóle mięśniowe, a Gabapentyna i Iporel załatwiają pobudzenie i rowerek.
Innymi słowy, wszystkie efekty uboczne fizyczne można wyeliminować w 80-90%. Nie da się tego zrobić całkowicie, ale to i tak dużo. Bezsenność jest problemem psychicznym. Nie polecam leczyć go dłużej niż 10 dni lekami z grupy benzodiazepin czy pochodnych. Uzależnicie się od nich i będzie taki sam shit co poprzednio. Sen najlepiej się reguluje zmęczeniem organizmu. Jeżeli organizm zmęczycie (np spacery od 7 dnia wieczorem) to zaśniecie jak dzieci i będziecie dobrze spać. Polecam trening siłowy. Duży wysyp endorfin. Jeżeli przeleżycie cały dzień, to noc nieprzespana i trzeba łykać tabletki.
Zalecam jakąś formę terapii post odwykowej. Cokolwiek. Co pozwoli wam na nowo spojrzeć na świat. Jeżeli macie rodziny, które nie wiedza o waszym nałogu, przed detoksem powiedzcie im o tym. Zmienicie się w te kilka dni tak mocno, że rodzina na pewno to zauważy i dojdzie co i jak. Jeżeli im na was zależy to pogodzą się z faktami i was wesprą. Jeżeli nie potraficie - ośrodek zamknięty na kilka miesięcy.
Po detoksie unikajcie towarzystwa ćpającego. Mówi się, że odwyk zaczyna się miesiąc po odstawieniu. Coś w tym jest. W głowie bardzo łatwo może zawitać myśl - a może bym się raz upierdolił. CO mi zaszkodzi? I droga do kilkuletniego ciągu gotowa. Jeżeli nie macie siły do odmawiania, zmieńcie całkowicie towarzystwo, pracę, miasto. Wszystko jest warte wrócenia do normalności. No i jeszcze jedna - najważniejsza sprawa - Trzeba sobie powiedzieć prosto w twarz - JESTEM NARKOMANEM - Ale trzeźwym.

W razie pytań piszcie. – Zdrowia.

 

Rejestracja: 2017
  • 585 / 58 / 0


[mention]DexPL[/mention] to juz nie lepiej pojsc do szpitala?

Dlaczego poszukiwanie przyjemności staje się pułapką? Mózg uzależniony [REPORTAŻ]

Uzależnienie przechwytuje szlaki neuronowe mózgu. Naukowcy podważyli pogląd, że uzależnienia są skutkiem wad charakteru. Szukają metod leczenia dających nadzieję na wyrwanie się ze spirali cierpienia, w której tkwi dziesiątki milionów ludzi.

Zapalił marihuanę na komisariacie! Sam przyznał się do posiadania i domowej uprawy

Mężczyzna, który sam przyszedł na komisariat, został przyłapany przez policjanta na paleniu. Sam przyznał, że to nie papieros a marihuana, a następnie przyznał się do posiadania narkotyków i ich uprawy.

lol

Rejestracja: 2006
  • 2525 / 219 / 0


DexPL a jakie opio brałeś i ile lat?

Osobiście nie lubię tego gadania "oo alkoholikiem/narkomanem jest sie do konca zycia". Myślę, że takie gadanie jest nawet szkodliwe, bo w jakims stopniu zniechęca osoby uzależnione do odstawiania. Oczywiscie taka osoba nie moze juz tykac alkoholu/opio, ale wiele osob przestaje brac i po okresie tego roku powiedzmy najczęsciej w ogole ich juz nie ciągniedo dragów, czują się dobrze i nie mają potrzeby brania. Głody z czasem maleją do zera.

Z mojego doswiadczenia przy odstawce kody juz po dwoch tyg praktycznie nie bylo zadnego glodu. Udalo mi się wytrzymać 2 tygodnie i wziąłem chociaż wcale nie musialem. Problemem w moim przypadku bylo chyba to, ze nie okreslilem sobie zadnego celu, ale gdybym wytrzymal jeszcze miesiąc co bylo do zrobienia to myślę, że była szansa z tego wyjsc. Bo stan na trzezwo wcale nie jest zly (kiedy nie czuc glodow). Jezeli nie ma planu
Rejestracja: 2018
  • 2592 / 917 / 1


[mention]lol[/mention]
OPIS PRZEDSTAWIA DETOKS OSOBY NA 4 LETNIM CIĄGU OXYCODONOWYM POWYŻEJ 400MG DZIENNIE. DO TEGO OK 2MG fentanylu DZIENNIE PODAWANEGO PRZED SLUZÓWKĘ. CZĘSTE ZASTRZYKI I.V Z morfiny I fentanylu. DETOKS ROZPOCZYNA SIĘ NA ZEJŚCIU DO DAWKI 240 OXYCODONU DZIENNIE.

[mention]sidik[/mention]
Tak też proponuję w pierwszych akapitach, ale doskonale wiesz, że nie wszyscy mogą/chcą iść na detoks szpitalny. Stygmatyzacja otoczenia/nabrudzenie w papierach dowolne skreślić... To opcja domowa z pełną obstawą medyczną, która gwarantuje minimum efektów ubocznych. A to czy ktoś poradzi sobie z presją po detoksie to już inna sprawa.
Rejestracja: 2010
  • 2373 / 374 / 0


@lol tyle że ty ćpasz od lat i nie potrafisz przestać a ja znam dziesiątki takich, którzy uwierzyli w to, ze jest się do końca życia alkoholikiem/narkomanem i są trzeźwi... Właśnie osoby głęboko w nałogu są pierwsze do "to mi się nie podoba, tamto jest słabe a ja wiem lepiej.." a wielu z tych, którzy uwierzyli w te "bzdury" udało się zerwać z nałogiem i utrzymywać trzeźwość..
Droga do trzeźwości to nie jest spacerek - to często ciężka praca nad sobą ale przede wszystkim to odrzucenie wszystkich swoich mądrości i przekonań i zaufanie drugiej osobie. Osobie, która przeszła to samo, to samo albo i gorsze bagno i teraz jakimś cudem od lat nie bierze.
Rejestracja: 2015
  • 1461 / 199 / 0


Przyznam, [mention]DexPL[/mention], że z Twojego posta to kilkustronicowy poradnik mógłby wyjść i przeczytałam pobieżnie (wrócę do tego, obiecuję, ale teraz nie mam zbyt dużo czasu) i muszę zadać pytanie, które padło już wyżej - nie łatwiej pójść na szpitalny detoks? Wyczuj ile sprzętu (wciągasz w całą akcję wenflony, które nie każdy potrafi sobie sam założyć, a nie każdy obraca się w towarzystwie osób, które nie będąc lekarzami/pielęgniarkami potrafiłyby to poprawnie wykonać; osobiście sobie bym założyła, ale komuś innemu bym się bała, czyt. swoje żyły znam, czyichś innych nie), ile leków na rp, które nie każdy lekarz wypisze. Jeśli tylko jesteś farmaceutą/lekarzem i/lub masz chody u takich to bez problemu, ale jeśli nie to chuja zdziałasz.

Co postu [mention]AlienForms[/mention] - racja, droga do trzeźwości to nie spacer, droga do trzeźwości to zaufanie innej osobie, która przeszła to samo, co i Ty/ja albo lepiej i której ufasz. Ale np. ja nie ufam tym wszystkim pseudo-znawcom z ośrodków. Po prostu, kurwa, nie. Nie wiem, może zniechęca mnie ta kretyńska modlitwa na końcu każdej sesji pogadanek, ale po prostu nie wierzę, że te osoby przechodziły to samo albo gorsze rzeczy, a nie tylko naczytały się na magisterce na psychologii kilku podręczników w stylu "Jak pomóc narkomanowi?". To są osoby, które kompletnie mojego zaufania nie wzbudzają, a każda, którą znam i która przechodziła podobne rzeczy do tych, które obecnie przechodzę ja lub które już są za mną, albo nie żyje, albo nie ma z nią kontaktu, bo tak jest wjebana. Nie wiem, może to nie dla mnie, może ja jestem skazana na bycie narkusem i taka zdechnę - raz na 2 lata zrobię sobie detoks, może uda mi się utrzymać w trzeźwości ze kolejne lata, by w najmniej oczekiwanym momencie znowu zacząć przygodę z opio od nowa. Bo ośrodkom i terapiom dziennym nie ufam. Ale gadaliśmy chyba kiedyś o tym, że zaufanie, uwierzenie w to, że to może zadziałać, nadal przede mną. Albo i nie.
Rejestracja: 2016
Użytkownik nieaktywny
  • 309 / 20 / 0


Pamiętam jak schodzenie z Tramalu było łatwe, albo przynajmniej dość łatwe. Teraz wraz ze stażem jest znacznie trudniej, ale jest to wykonalne IMHO.
Rejestracja: 2018
Użytkownik nieaktywny
  • 1010 / 196 / 2


[mention]Hexe[/mention], a byłaś kiedyś na mitingach NA? Wiem, że to też może odrzucać na początku, ale w sumie można trafić czasem na osoby, które bezinteresownie są w stanie Ci pomóc, ale tylko jeżeli sama tego chcesz. Pójdź kiedyś, pogadaj ze starymi grzejnikami, którzy są trzeźwi 10 lat, może akurat trafisz na osobę, której zaufasz (i która Tobie zaufa, bo to działa w dwie strony).
Nie mówię, żeby od razu zaczynać pisać program 12 kroków, bo to też nie jest dla każdego, ale po prostu samo przebywanie z ludźmi, którzy przeszli to samo i radzą sobie dobrze wpływa na proces zdrowienia. Ale powtarzam - musisz sama z siebie chcieć zmienić swoje życie (a nie np. z powodu partnera/rodziny/problemów z prawem), inaczej nic z tego nie wyjdzie.
Albo po prostu jeszcze nie osiągnęłaś przysłowiowego "dna", dlatego tak się przed tym bronisz.
Rejestracja: 2010
  • 2373 / 374 / 0


AA/NA działa i dla mnie osobiście to najlepszy sposób, ale trzeba być odpowiednio zmotywowanym. A nic tak nie motywuje niż potężne pierdolnięcie o dno nawet nie raz ale kilka.. Wtedy człowiek staje wręcz "nagi", odarty ze wszystkich swoich mądrości, przekonań, chciejstwa i pychy przed wyborem żyć albo nie.... Wtedy nie stawia się warunków, że przyjmę pomoc ale.... ale to mi się nie podoba, albo tamto nie, a najlepiej to jakby mnie po pleckach pomasowali.. Staje taki przegryw, już bez niczego ani nikogo, z gruzami zamiast życia, z liną od prania w jednej łapie i pustą butelką czy innym ćpaniem w drugiej i wtedy jest gotów, żeby pomoc przyjąć. Szczęśliwi są Ci, którym uda się do zrobić bez doprowadzenia do tych zgliszczy.. Trzeba tylko zaufać i uwierzyć.
A ta kwestia, że jest się alkoholikiem/narkomanem do końca życia, to oprócz tego, że jest prawdziwa, to ma też na celu uświadomienie takiej jednostce, że dla niej nie będzie już nigdy czegoś takiego jak kontrolowane picie czy ćpanie.. Że nie ważne ile czasu będzie trzeźwa, to każdy nawrót może skończyć się poteżnym ciągiem i nie wiadomo czy tym razem się zatrzyma.... A uwierzcie mi - my osoby uzależnione cierpimy na gorszą pomroczność jasną niż sam Wałęsa! Zaniki pamięci gorsze niż na komisji śledczej AmberGold! Nie ważne przez jakie skręty by się nie przechodziło, nie ważne jakie akcje odwaliło, w szpitalach lądowało albo innych odtruciach, wystarczy miesiąc, dwa trzeźwości i nagle kurwa człowiek zapomina... Staje przed wyborem, a może jebnąć sobie cuś małego...bo przecież się należy, bo przecież zasługuję, bo przecież tym razem będzie inaczej, teraz już wiem jak wyjść, bo przecież 3 msc jestem czysty...no to teraz będzie łatwiej.... Zapomina się o tych delirkach, trzęsiawkach, nieprzespanych nocach na ostatnich skrętach... zapomina się o całym burdelu który się narobiło.. tym razem będzie inaczej. I przeważnie jest tak, że jak się dorwiemy po przerwie, to jak kurwa dzicy... jakby ktoś miał nam zaraz zabrać, albo jakbyśmy chcieli odbić sobie ten "stracony" czas jak byliśmy na sucho.... I znowu przychodzi stary schemat.. przerywam od poniedziałku, potem od piątku, i od następnego poniedziałku, który robi się poniedziałkiem za pół roku albo rok... Nie ważne ile przerwy było - każdy powrót to będzie ciąg.. I lepiej sobie to uświadomić wcześniej..
Rejestracja: 2017
  • 277 / 48 / 0


Jestem bardzo sceptyczna jeśli chodzi o to mityczne dno, o które się przypierdala i od niego odbija. Że człowiek nic nie ma, wszystko zabrały mu dragi i nagle doznaje iluminacji i chce być czysty. Są ludzie, w tym ja, którym ćpanie obiektywnie niewiele zabrało i tak serio nigdy o nic tak porządnie nie pierdolnęłam - oczywiście były chamskie skręty na helu, opiolęki skłaniające do samobójstwa, ale to chyba jednak nie jest to DNO. Ja raczej zobrazowałabym w moim przypadku wychodzenie z opio jako wynurzanie się z mułu - który jest płyki, człowiek się w nim nie topi, o nic nie przypierdala, bo jest miękko, ale jednak jest cały ubabrany w czymś co nie pozwala mu normalnie funkcjonować, spowalnia. Nie jest to bolesne ale uporczywie doskwierające i kurewsko męczące. Ja tak to widzę i znam kilka osób, które mogłyby chyba swój stan opisać podobnie. Nie wiem, co jest lepsze muł czy dno dla zachowania trzeźwości. U mnie pierwszy raz od 4 lat mija właśnie 3 miesiąc na trzeźwo.
Posty: 542 Strona 1 z 55
Wróć do „Detox”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Karolrdm99 i 3 gości