GBL (GHB), a trwałe zmiany osobowościowe.

Kwas gamma-hydroksymasłowy i jego pro-drugs (w tym GBL i 1,4-butanodiol).
Więcej informacji: GHB w Narkopedii [H]yperreala. GBL w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: GABA

Posty: 39 Strona 4 z 4

PEA

Rejestracja: 2014
  • 2335 / 247 / 3


...ba! I że jest to zdrowsze! :D
Rejestracja: 2012
  • 4843 / 237 / 0


Chciałbym zobaczyć miny Twoich kolegów gdy ten"najbardziej zbliżony analog neuroprzekaźnika, na który działa także alkohol" wylewa im się na klawiaturę w laptopie lub tapicerkę w samochodzie i ją rozpuszcza %-D

"Niektórzy twierdzą, że MDMA uratowało im życie". Żyjemy w epoce renesansu psychodelików

Rozmowa z Maciejem Lorencem, autorem książki "Czy psychodeliki uratują świat?", który na potrzeby swojej publikacji przeprowadził szereg rozmów z neuronaukowcami, zajmującymi się tą grupą substancji w swojej pracy.

Gostyń - Nietypowe grzybobranie

Sprawcy wpadli w ręce Policji kiedy wychodzili z lasu z workami wypełnionymi świeżo ściętym zielem konopi indyjskich.

PEA

Rejestracja: 2014
  • 2335 / 247 / 3


Dlatego wolę ich w razie czego częstować tylko przy mnie - i to najlepiej gąbkami. A najlepiej w ogóle. ;)
Rejestracja: 2016
Użytkownik nieaktywny
  • 31 / 3 / 0


Wbijam się z moją historią :old:

Przerobiłem giebla czy gąbek - jeden grzyb - jakieś... może 750ml (giebla) ? w jakieś 7 miesięcy.

Początkowe tripy powodowały wzmożoną otwartość, szczerość i bezpośredniość, większe zdecydowanie, pewność siebie... większą uczuciowość w kontaktach międzyludzkich... co było od razu do zauważenia, gołym okiem było widać kiedy jestem pod wpływem, a kiedy jestem na czysto.
Zaczęło to powodować u mnie, że gdzieś tam się za bardzo wypaplałem, otworzyłem, za dużo powiedziałem i musiałem efekty tego brać na klatę później, na trzeźwo...
W ten sposób przełamałem te pierwsze lody, zacząłem być inny do ludzi, zacząłem też ponosić konsekwencje tego ale i te pozytywne strony...
Kontynuując tripowanie, przyszedł taki czas, kiedy granica pomiędzy mną trzeźwym a mną na gieblu zaczęła się zacierać... Przywykłem do tego co paplam na gieblu, zdarzały mi się już codziennie, całodzienne tripy, a pod koniec nawet spanie na gieblu.
I kiedy byłem taki sobie "inny" przez pół tygodnia tripowania, przywykłem do tego, granice się totalnie zatarły, zacząłem mieć większe i twardsze jaja, zacząłem mówić bez ogródek ludziom rzeczy, które normalnie bym tylko powiedział pod wpływem.

Środowisko do tego przywykło, nie było to nagłe, tylko ciągnęło się miesiącami, dziś słyszę coraz częściej, że się mocno zmieniłem przez ostatni czas, potrafię bardziej doceniać ludzi za to co dla mnie robią, potrafię odwzajemniać i okazywać lepiej uczucia (każde jedne) więcej mówię szczerze i otwarcie, nie przebieram w słowach... stałem się pewniejszy siebie i bardziej zdecydowany, przestałem wątpić w to co mówię, zacząłem prowadzić inaczej rozmowy i dyskusje, bardziej zdecydowanie, konkretnie, podejmuję każde tematy, słucham "przeciwnika" w dyskusji z uwagą, lepiej się dogaduję ze wszystkimi...

Na chwilę obecną już zapomniałem smaku gąbek i giebla, a jak odkopałem jakieś stare 10ml giebla, to nawet z wodą smakował przepysznie taki "smak dzieciństwa" :D
Między czasie nie nabawiłem się fizycznego uzależnienia, nie miałem zjazdów po tripach, ani jakiś kiepskich dni, w tym wszystkim potrafiłem mocno się trzymać by nie popłynąć.

Przygoda z gieblem wiele mnie nauczyła i wiele mi pokazała rzeczy, których prędzej nie widziałem w sobie i w innych, dzięki temu mocno wzrosła moja "społeczna pozycja".
Czasem szczerość i otwartość potrafi przerazić, ale dziś, kiedy zniżamy się do poziomu pisma obrazkowego jak za czasów kamienia łupanego... ludzi czasem "tknie", że coś jest nie tak, że spłycamy się coraz bardziej w rozmowach, dyskusjach i kontaktach, że coraz mniej potrafimy ze sobą rozmawiać, coraz mniej mówimy - dla zasady, dla spokoju, dla ciszy. Zaczęli we mnie doceniać te cechy, które wyrobiłem pod wpływem, jest zdecydowanie lepiej niż kiedyś chociaż nie było źle, nie miałem nigdy żadnych depresji czy problemów psychicznych poza niską samooceną, niezdecydowaniem, brakiem cierpliwości...
Dziś potrafię dobrze wykorzystywać swój czas, potrafię dbać i pielęgnować kontakty z ludźmi, mniej się zastanawiam i gdybam, więcej robię - wszystko wychodzi na plus :)

Z ostatnich historii kiedy jeszcze tripowałem na gieblu, poznałem pewną dziewczynę, kiedy byłem totalnie napruty gieblem... Zaryzykowałem dość mocno w tamtym momencie, wpadła do mnie w odwiedziny, zaszalałem, zachowywałem się dokładnie tak jakbym chciał się zachowywać na co dzień - bez hamowania siebie, swoich ruchów, słów, emocji.
Spotkanie się wydłużyło do godzin wczesno-porannych (4 nad ranem) odprowadziłem ją do domu tuż po tym jak mieliśmy parę godzin dyskusji o tematach, których raczej się nie porusza bo są trudne, opowiedziałem jej sprawnie o sobie, o swoich problemach - nawet o gieblu powiedziałem i reszcie farmakologicznych zainteresowań... (znałem ją od paru lat, ale pobieżnie). Ona częściowo odwzajemniła się rozmową, była również otwarta i szczera. Jak można podejrzewać ostatecznie "zdębiała" po tym spotkaniu, nie odzywała się do mnie prawie tydzień czasu, wiedziałem, że dziewczyna musi to przegryźć i się nad tym zastanowić, miała ciężki orzech do zgryzienia, aczkolwiek ostatecznie doceniła i wzięła mnie takiego jaki jestem.
Dziś nadal się spotykamy i rozwijamy naszą znajomość, pierwsze spotkanie na gieblu pozwoliło mi się jej pokazać z surowej strony, tej bez maski, przez co do dziś jesteśmy oboje miedzy sobą w relacjach bez żadnych "masek", planów, schematów, stereotypów. Oboje podeszliśmy do siebie bez starania się by wypaść jak najlepiej w oczach drugiej osoby, przez co nikt nikomu oczu nie mydlił jaki wspaniały nie jest, zaakceptowaliśmy siebie takich naturalnych... i budujemy bardzo ciekawą i niespotykaną (jak dla mnie dotychczas) relację - oboje jesteśmy w tym nowi, nigdy tak z przypadku nam nic takiego nie wyszło i nie rozwinęło się w taki innowacyjny sposób.

Co będzie dalej nie wiem, ale ryzyko się opłaciło i do dziś owocuje i cokolwiek się nie przydarzy po drodze ostateczny bilans i tak będzie na wielki plus.

Giebl zmienił mnie bezpowrotnie i zauważalnie, samemu ze sobą mi lepiej, bo teraz mam odwagę być sobą i się nie hamować - a nie jak kiedyś "nie wypada tak powiedzieć/urażę go/lepiej tego nie powiem bo co sobie o mnie pomyśli/nie mogę być taki emocjonalny i uczuciowy bo to domena "pizdy" a nie faceta.

Pozdrawiam i polecam, giebl pozwala poznać siebie - co zacząłem robić gdzie nigdy tego nie robiłem?
Spisuję często swoje myśli jak mam jakieś zawirowania w życiu, spisuję je w wordzie randomowo i sobie zapisuję swoje przemyślenia, później je czytam... Dzięki temu czuję, że się wewnętrznie bardzo mocno rozwijam, pracuję nad sobą, widzę w sobie złe cechy i je naprawiam a nigdy tego nie robiłem bo uznawałem to za "śmieszne".

Giebl mocno otwiera nam oczy, polecam wszystkim spróbować, którzy mogą i chcą - czasem mi brakuje gąbek, no ale trudno, źródełko znikło ! :gun:
Rejestracja: 2013
  • 153 / 3 / 0


drHouse pisze:
NieznanySprawca pisze:
Pytanie do "notorycznych" użytkowników. Czy zauważyliście, aby czyszczenie felg miało (...) trwały wpływ na Wasze charaktery? Mam tu oczywiście na myśli okres trzeźwości (...) :
Jeśli rozmawiamy nie o zmianach w trakcie ciągu a po nim, to najczęstszą trwałą zmianą charakteru jest brak dłuższych okresów trzeźwości, których nie określiłbyś jako "zwała". Sprawdzone info. Może jeszcze obniżenie IQ i EQ. Zbawiennego wpływu na psychikę po stosowaniu GBL jak i żaden inny narkotyk NIE MA
Wikipedia podaje, że GHB (do którego nasz GBL jest metabolizowany w organizmie) pobudza wydzielanie hormonu wzrostu. Efekt ten związany jest z oddziaływaniem GHB na receptory muskarynowe, poprzez zwiększone wydzielanie acetylocholiny.

Sprawdź sobie co to acetylocholina ;]

hmmm leciałem ostatnio 2msc 12h piłem 12 przerwy i powiem tak. Pewność siebie, gadatliwość, posiadam większy zasób słownictwa, przestałem się bać przemówień przy nieznanych mi grupach osób. Same plusy! tylko trzeba umieć używać ten drag bo niesamowicie wciąga.

ps. obniżenie IQ tylko w trakcie picia - po za życiu, dziury w głowie brakuje słówek. Ale po takiej 'terapii' wszystko wraca z nawiązką ;]
Rejestracja: 2012
  • 12 / / 0


Po 3 miesięcznym ciągu i zaprzestaniu używania, efekty zwiększonej pewności siebie pozostały. Doświadczenia i nawyki nabrane "na fazie" w pewnym stopniu zostały. Na pewno jest trochę trudniej, gdyż nie czuję tego wyluzowania podczas podejścia, jednak generalnie na plus. :)
Rejestracja: 2010
  • 645 / 56 / 0


Z racji tego, że GBL jest bardzo podobny do phenibuta pod względem efektów działania też chciałbym się wypowiedzieć w tym temacie.

Jak wielu z Was tutaj zacząłem go brać (ja akurat Phenibut) bo jestem osobowością unikającą, wycofaną, introwertykiem. A wiadomo jak w dzisiejszych czasach trudno takiej osobie coś osiągnąć. Po phenibucie byłem inną osobą, różne wyzwania, które wcześniej mnie przerażały po phenibucie stawały się przyjemnością. Udało mi się zdobyć dobrą pracę, fascynować dziewczyny swoją pewnością siebie, poznać wiele osób. Nagle z gbura stawałem się duszą towarzystwa, ludzie chcieli ze mną przebywać, z każdym mogłem pogadać. Mógłbym napisać to samo co @PEA.

Zaczęło się to jednak psuć po ciągach. "Magia" zniknęła, phen nie działał już tak dobrze, nie włączął już "social skilla". Jedynie dawał uspokojenie i senność. O takich samych zmianach w działaniu pisało tutaj wiele osób w przypadku GBLa.

Dobrze, Phenibut przez kilka lat pomagał w "ogarnianiu" życia, a co zniszczył?
Otóż w dłuższej perspektywie czasowej zanik radości z życia, anhedonia, stany depresyjne, problemy ze snem.
A co najgorze tak jak u: @Marlboro_Red u mnie pojawiła się nerwica lękowa. Może pojawiłaby się i bez niego? Ale na pewno w jakimś stopniu się do niej przyczynił. Pojawia się kontrast między "dawnym" życiem niczym gwiazdor:) a obecnym gdzie nie ma już tej motywacji, pewności siebie i.t.d. Nagle problemy trzeba rozwiązywać bez wspomagaczy.

Na bluelight i podobnych forach ludzie piszą o zespole odstawiennym po phen/GBL-u trwającym miesiące, lata. Chodzi właśnie o tą anhedonię, nasilone lęki, wypalenie. Czyli po pięknym okresie czasu dochodzi się do ściany i trzeba być trzeźwym bo nasza ulubiona substancja już nie daje tego kopa. Po prostu zjebany układ nagrody daje o sobie znać. A perspektywa życia w takim stanie przez kolejne miesiące sprawia, że człowiek znowu zaczyna żreć benzo, baclofen lub inne gówna bo pustka jest tak wielka a życie trzeba ogarniać, a każdy problem przytłacza.
M.in. @Sandaly pisał o tym w wątku o anhedonii: że mimo prawie dwóch lat od odstawienia gbla wciąż nie ma motywacji, jest senny i ma doła. I końcu zaczął wpierniczać baclofen. A wogóle ziomeczeku zaglądasz tu jeszcze? Jak tam Twój stan?
@PEA - dobrze tam napisałeś trzeba się uczyć życia od nowa:) Tylko jest to cholernie trudne. Ty jeszcze popijasz tą brakującą molekułę?:D

Co prawda nie wszyscy tutaj mają takie negatywne doświadczenia, wielu GBL-y, phenibuty i inne baclofeny pomogły i nie odczuli negatywów, ale wielu te używki spierdoliły życie. Ja dopóki brałem sporadycznie to wszystko było ok i to przez kilka lat. Dopiero po ciągach się zaczęło sypać. Tylko czy jest ktoś kto ogranicza się do sporadycznego brania?:) Tak jak pisaliście kontrast między byciem pod wpływem a na trzeźwo jest zbyt duży i ludzie to widzą i tak dochodzi do chęci utrzymania tego fajnego stanu i ciągów.
Rejestracja: 2012
  • 4 / / 0


Prawie zawsze w takich wątkach widzę historie ludzi, którym giebels prędzej czy później spierdolił życie. I zawsze podobna kolejność - zaczynając jako wstydliwa, introwertyczna osoba, poprzez bycie błyszczącą, charyzmatyczną gwiazdą na gieblu, aż po anhedonię i depresję na zejściu z ciągu.
A ja przełamię ten stereotyp i powiem, że giebel zrobił wyłącznie dobrze w moim życiu. Po prostu używam go jako narzędzie żeby coś osiągnąć, a nie jako cel sam w sobie. Nigdy nie brałem giebla z nudów czy 'bo tak'. Nigdy nie byłem w ciągu dłuższym niż kilka dni (tylko dwa razy mi się taki 'ciąg' zdarzył).
I ja myślę, że takich osób jest mnóstwo, może nawet więcej niż gieblowraków, tylko nikt nie dzieli się swoimi historiami. Jak coś się w życiu spierdoli ma się większą incentywę by opisać to na forum, niż jak wszystko jest ok.
Pozdrawiam i ćpajcie odpowiedzialnie.
Rejestracja: 2010
  • 3309 / 312 / 0


Pewne aspekty GBL na pewno usprawnil a pewne nie
Dzieki GBL. stalem się odważniejszą osobą , pewniejszą, tak że obecnie praktycznie go nie potrzebuje, a jak polewam to maly profit odczuwam. Duza zmiana osobowosciowa nastapila, ale ja go lalem i wychodzilem do ludzi. Sporo w socjalnyvh relacjach poprawil. Empatia po nim dawala korzysc i mnie i otoczeniu. Nie wstydze sie trzymac kontaktu wzrokowego, mowic to co mysle.
+ nie widać za bardzo zew objawów użycia


Wielkim minusem jest natomiast to, ze bez giebla motywacja lezy i kwiczy. Anhedonia w chuj.
W ciągu jest to życie w bańce i brak wyciągania wniosków z błędów.
Po odstawce w ciągu rzeczywistość może przytłoczyć .




Sama uzywke oceniam wyjatkowo wysoko na tle narkotyków. Wykaz zyskow i strat wyraznie na plus.
Jeszcze rok temu polewka 2ml kosztowala ponizej złotówki. Lepiej bylo to kupic, niz piwko. Obecnie ceny 2 x wyzsze



No i legality.
Posty: 39 Strona 4 z 4
Wróć do „GBL, GHB”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość