Narkomańskie anegdoty z życia wzięte

Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 2787 Strona 249 z 279
Rejestracja: 2019
  • 357 / 71 / 0

O spotkaniach z marginesem, co może też jednak świadczyć o przynależności do niego. Z dzisiaj.

Od miesiąca nie paliłem. Z przyczyn różnych. Mogłem abstynencje przerwać wcześniej ale jakoś uznałem że lepiej się przetrzymać jeszcze trochę i rzeczywiście było to mądre posunięcie.
W końcu nastąpiło te feralne popołudnie gdy pojechałem sobie do pobliskiego miasta odwiedzić znajomych z tematem zaznajomionych.
Podobno okolice swoją obecnością zaszczycił Lemon Haze. Zapach i smak rzeczywiście cytrusowy, działanie jak porządna sativa, wygląd też nienaganny. Wiadomo jak to u nas bywa z limon hejzami ale to chyba rzeczywiście było to. Mniejsza. Działało. Ale to później.
Teraz idę na autobus. Droga nie jest ciekawa, cały czas prosto i w lewo.
Do przyjazdu mojego dyliżansu zostało parę minut. Kątem oka widzę chwiejnym krokiem zbliżającego się wytatuowanego starca.
- Kurwa autobusy pomyliłem. Bo jestem pijany i naćpany - starzec zasłonił sobie ręką usta, wyprostował plecy i zmieniając ton kontynuował:
- Przepraszam panie Generale! Ja nic nie wiem! Jestem z jednostki ze Świnoujścia, mieszkam w Szczecinie, kiedy jedzie do Wrocławia?
Kurwa, typ pomylił autobusy tak że zamiast do tego swojego Wrocławia zajechał do prawie z Czechami graniczącej mieściny w sąsiednim województwie. Inna sprawa że w czwartki do Wrocławia nic nie jeździ.
Nadjechał mój transport. Uwalniam się od pechowego szeregowca i jadę na umówione spotkanie.
W końcu jestem. Idziemy na jedną z naszych miejscówek. Nim zdążyliśmy cokolwiek zrobić podjechali tam jacyś jegomoście na rowerach w celu uzupełnienia płynów, tym sposobem uniemożliwiając nam spokojne wyciągnięcie bonga i innych artefaktów.
Ewakuacja. W pobliżu jest inna miejscówa, niestety niedostępna, bo zamknięta. Trudno. Jest tu jeszcze jeden fajny zakątek który znamy. Trochę bardziej na widoku ale generalnie przyjemny i bezpieczny. Swojski. Kilka pieńków jako krzesła i prowizoryczny stół z jakiegoś przeciętego drzewa a wszystko to ustawione między garażami.
Przynajmniej tak było kilka miesięcy temu gdy byliśmy tam po raz ostatni. Ktoś najwyraźniej postanowił dodać okolicy trochę klasy i luksusu, bo postawił tam komodę i obrotowy barowy stołek. Efekt piorunujący. Od razu zająłem nowe siedzisko i choć pęknięte dało radę bezpiecznie mnie utrzymać.
Wspaniale.
Było nas czterech. R, L, N (który przyszedł tylko na chwilę) i JA.
Odpalaj. Odpalamy. Ciągniemy. No to ciągniemy. Brakowało mi tego. Więc bongo już użyte stoi sobie na stoliku a my siedzimy na tej 3 miejscówce już wyraźnie znietrzeźwieni, gdy ni stąd ni z owąt, wyłania się zarośnięta postać w niebieskiej koszulce "polo" z dwoma żubrami trzymanymi w rękach.
- Nie przeszkadzamy tu? - pyta R.
- A ja coś mówie? - odpowiada gość - jak nie rozrabiacie to se siedźcie...
Więc siedzimy małą chwilę w ciszy i spoglądamy po sobie bacznie. Przysłaniam nieudolnie, bo chyba bardziej w celu humorystyczmyn te małe bongo workiem tytoniu.
Następny.
- Co? - skinam głową.
Z psem. I dwoma Tatrami. Wytrawny górołaz i amator wycieczek pieszych, to widać, w niebieskich laczkach marki "swojejużprzeszły" i brudnym czerwonym t-shircie. U nogi niewielka psina rasy Piekielny Cerber. Imię - Zuzia. Dziś wyjątkowo spokojna i potulna.
Podajemy sobie dłonie.
- L, R, JA - przedstawiamy się. N nie bo go już nie było - Daniel Buszek - odpowiadają szczerbate usta i przysiadają się wraz z dupą i resztą ciała na pieńku.
- Ale nikt tak na mnie nie mówi. Nikt nie wie jak się nazywam. Nawet on nie wie.
Polówa podnosi głowę i po chwili sprzeczki z Danielem postanawia sam się przedstawić, lecz jego cichy bełkot okazał się być dla naszych uszu zbyt dużym wyzwaniem. Na tyle, że ciężko jest się nam nawet domyślać "co autor miał na myśli".
On natomiast, chyba przypomniał sobie że jest w towarzystwie bo zaczął zagadywać, jaki to nie jest umęczony pracą i jak to browar w plenerze potrafi człowieka zregenerować i zmotywować. I to aż do następnego popołudnia.
Wkrótce kolejny się zjawia, zarośnięty, lecz z pustymi rękoma. Pewnie najstarszy i najwyższy w hierarchii zakonu Magów Wody Ognistej.
- Jestem Niki, bo chodzi o narkotyki - przedstawia się i podajemy sobie dłonie.
Zaczął rzeczywiście konkretnie, z poważną twarzą i niebagatelnym rymem. Widać że nie głupi. W ogóle okazał się być wkrótce etatowym poetą, bo Polówie na jakieś niezrozumiałe dla mnie zdanie odpowiedział "pojedziesz tam gdzie świry jadą. Czyli Radom" i pare innych tekstów których nie pamiętam.
By nie odstawać od reszty towarzystwa również postanowiłem zarymować i opowiedziałem nowym znajomym stare żeglarskie przysłowie, o tym, "że gdy cirrus na niebie to pogoda się zjebie" bo zanosiło się na burzę.
Jedenastoletnia suka Zuzia po chwilowym oddaleniu się wróciła trzymając w pysku plastikowy kubek, taki jak po browarze. Daniel chciał jej polać, lecz pies wolał biegać dookoła naszego stołu co jakiś czas rzucając kubek komuś pod nogi i licząc na zabawę w aport. A zdolna to była bestia! Rzuciłem jej parę razy i nawet dawała radę łapać zabawkę w locie.
W tymczasie nasi druidowie żarliwie o czymś dyskutowali, wyzywając się przy tym i proponując nawzajem seks oralny. Tak śmiałe wystąpienie ze strony Nikiego w stosunku do Polówy wywołało w nim zapewne lekki niesmak, nas jednak rozbawiając.
O ile na początku byłem lekko wystraszony że nasi koledzy mogą z czasem zmienić zamiary na mniej pokojowe, tak teraz, po dokładniejszym poznaniu ich stanu świadomości, możliwości i charakterów stwierdziłem że nie ma co robić sobie niepotrzebnych paranoji i że jesteśmy bezpieczni.
Panowie znów zaczęli o narkotykach. Tym razem stwierdzenie padło, że po R to od razu widać że palił ale po mnie już nie, bo nawet mam oczy normalne.
Kolejna chwila rozmowy, chwila rzucania psu brudnego kubka i chwila podśmiechujków, po czym Polówa zapytał czy dałoby radę dla niego coś ogarnąć i po dżentelmeńsku panowie dopięli interesu. Stwierdził on, jeszcze młody lecz już lekko zniszczony, o aparycji i wyglądzie trzeciorzędnego ketoniarza że swój to pozna swego i uśmiechając się schował ów alchemiczny składnik do swej starej sakiewki.
W końcu musieliśmy iść. Do sklepu najpierw a potem ja na autobus a L i R w swoje własne strony.
Szybki spacer do pobliskiej biedronki minął nam na analizowaniu tego co właśnie się stało i powtarzaniu co lepszych sentencji zasłyszanych między garażami.
Weszliśmy. R i JA, bo L został z rowerem na zewnątrz. Słodkie zakupy i coś do picia. Wychodzimy i widzimy L palącego papierosa i rozmawiającego z jakimś bezwłosym facetem. Typ bardziej wojownika niż czarodzieja, lecz widać że swojak.
Teraz szybkie tło:
Gdy my byliśmy w sklepie, do L podbił wspomniany indywiduum i spytał czy może mu dać na chwilę telefon, bo musi coś załatwić z ziomkiem. Za przysługę odwdzięczył się szlugiem i wywiązał się dialog.
- Co na impreze?
- No chyba właśnie wracamy.
- Aha. Dobrze tak po robocie odpocząć.
Okazało się że umówił się on ze znajomym na pobliskiej żwirowni, w celu zażycia kąpieli fajrantowo-relaksacyjnej.
Wkrótce zjawiliśmy się my, nadworni zielarze i jakoś znowu temat zszedł na ten tor, na którym rozmawia się o ściąganiu wiader z jeziora podczas pływania na pontonie.
Po chwili gadki papierosy wypaliły się a my pożegnaliśmy pływaka i poszliśmy dalej. I nic ciekawego tego dnia już mnie nie spotkało. Puenty nie będzie. Narkotyków nie bierzcie.
Rejestracja: 2010
Użytkownik nieaktywny
  • 239 / 40 / 0

28 lipca 2019mietowy3 pisze:
To też pokazuje, że człowiek na zjarce jest dobry, wątpię, by po czymś innym też tak bylo
mi na trzezwo (raczej na kacu) zdarzylo sie znalezc portfel w sobote rano pod drzwiami na ulicy i wrzucilem typowi do skrzynki na listy bez sprawdzania - zadnych kamer, przestrzen publiczna bo srodek miasta. nie przypisujmy narkotykow do cech charakteru - mozna jarac trawe i byc skurwysynem bez sumienia albo mozna byc jak matka Teresa z Kalkiuty ;)

ed. mode nie warnuj dopiero przeczytalem wstecz :<

Amerykanie biorą coraz więcej LSD, czemu winne mogą być ponure prognozy dla świata

Fali przewodzą milenialsi i starsi, podczas gdy pokolenie Z się dystansuje.

Warszawa: ponad 2,2 tys. testów na obecność alkoholu i narkotyków u kierowców autobusów

Od początku wzmożonych kontroli kierowców miejskich autobusów sprawdziliśmy trzeźwość u 1493 kierowców, a 786 zostało przebadanych na obecność narkotyków - przekazał w piątek rzecznik Komendy Stołecznej Policji nadkom. Sylwester Marczak. Dodał, że wszystkie wyniki były negatywne.
Rejestracja: 2017
  • 100 / 5 / 0

1300km od domu, w obcym kraju w delegacji. Pierwszy dzień w firmie X spotykam rodaka widzę że zrobiony, gumę do żucia napastuje 😂😂 ja patrzę się na niego a on na mnie 😁 pochwili podbija "chcesz trochę" i tak poznałem ziomka na najbliższe kilka miesięcy.

Swój swojego zawsze pozna 😁
Rejestracja: 2019
  • 218 / 21 / 0

Któregoś razu przyszedłem tak ugrzany do pracy że gdy schyliłem się by zmienić papier w drukarce to przysnalem na 1 h zgięty w pół .
Rejestracja: 2014
  • 2975 / 414 / 0

No to kolega z góry coś mi przypomniał:

Ja też w pracy dobrze nagrzany benzo wsiadłem w wózek elektryczny aby przewieź przyrząd na prasę, oczywiście ile to po drodze rzeczy rozjebałem to masakra, jednemu pracownikowi przyjebałem w stanowisko, jechałem dalej i rozjebałem takie ślizgi które leżały na takim stojaku, oczywiście ten przyrząd spadł mi z wideł i jeszcze przyjebałem w tą prasę, pamiętam jak kolega pomagał mi wszystko ogarnąć i posprzątać, później dopiero kierownik do mnie przyszedł (oczywiście ktoś mnie podjebał że jestem nie teges) i mówił abym nie wsiadał (miałem zajebistego młodego kierownika, który i tak wiedział że ćpałem), powiedziałem wtedy mu, że mam problemy ze snem i za dużo wziąłem leków na sen, on dobra ale nie wsiadaj dziś na widlaki xd

stare dzieje.
Rejestracja: 2019
  • 389 / 47 / 0

Czytając te anegdoty aż się cieszę iż nie ćpam :) Co najwyżej alkohol, ale po nim jedynie śpię jak bobasek :)
Rejestracja: 2018
  • 2435 / 538 / 155

Swego czasu, kierowana nerwicowo-depresyjno-cholera wie jakimi wkrętami postanowiłam się przebadać pod kątem guza mózgu (uroiłam sobie kilka objawów). Nie uśmiechało mi się jednak bulić 500 zł za rezonans prywatnie, więc znalazłam sposób, by zrobić go za darmo.

Postanowiłam wykorzystać fakt bycia na neuroleptykach. Wiedząc, jak kosmiczne poziomy osiąga moja prolaktyna, postanowiłam wybrać się z w/w wynikiem do wybranego na chybił trafił ginekologa, opowiadając coś przy okazji o problemach z cyckami i okresem. Pominęłam oczywiście fakt zażywania jakichkolwiek leków, tym bardziej neuroleptyków. Nieco rozbawiona obserwowałam, jak babka z przerażeniem wpatruje się w przekraczający ponad sześciokrotnie normę wynik. W trybie natychmiastowym zostałam skierowana na MRI (by zbadać pod kątem gruczolaka przysadki). Na NFZ.

I tym sposobem moje schizy zostały zaspokojone bez uszczerbku dla portfela. ;) Wynik oczywiście bez zarzutów, na szczęście.
Rejestracja: 2014
  • 1287 / 251 / 5

Znajomy wpadł w ciekawe towarzystwo. Napady, włamania, dilerka itp. No i mieli zrobić tak, że przelewają 20k euro na jego konto i potem dalej na swoje, a on dostaje 2k z tego. No ale nie wyszło, znajomości się posypały.
Ostatnio trochę kiepsko mu się wiedzie, ciągły niefart. Hajsu nie może oddać co pożyczył, wyjebali go z chaty, dołki co chwilę, bo z przypałowcami się buja. Ostatnio jak jechał rowerem i deszcz padał się wyjebał i coś w rzepkę kolanową ma. Miał jechać do Polski ale nie pojedzie bo...
Ogólnie pechowe wombo-combo fchuy.
I teraz wisienka na torcie - ci co mieli mu ten hajs wysłać wyjebali mu hajs z konta i ma 1k euro na minusie xDDDD
Jak się o tym dowiedział (miał dzisiaj spłacać znajomych) to poszedł do jakiejś randomowej kubańskiej knajpy i zajebał im butlę Ruskiego Standardu i Havana Club po czym zarzucił jakieś 100mcg kwasa (największa dawka w życiu). Teraz robi koktajle mołotowa żeby spalić kanajpę temu ciapatemu co go ojebał i ściąga ziomków z Niemiec żeby owego ciapatego i spółkę naprawić trochę.
A tutaj dopiero 18:30!
Rejestracja: 2019
  • 369 / 51 / 0

Kiedyś jak z ziomka i wracaliśmy z baletu konkretnie wyjebani po pigulach, to podbilismy na BP po alko żeby dalej balowac, przed bp stał typ i z. Kanistra wlewal benzynę, ziomek który czekał przed bp pomógł mu nalac, w z zamian dostaliśmy sztukę takiego skuna że jakby nie feta i pixy pewnie noc by się skończyła xd
Rejestracja: 2014
  • 1287 / 251 / 5

Update do ostatniej anegdoty mojej
Powinęli go. Poleciał na festyn zkwaszony tablety sprzedawać i kraść. Na razie dwa miesiące ale ponoć chcą mu jeszcze coś zaległego przybić ;d
Posty: 2787 Strona 249 z 279
Wróć do „Substancje psychoaktywne a człowiek”
Na czacie siedzi 1314 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości