Narkomańskie anegdoty z życia wzięte

Dział poświęcony wpływowi substancji psychoaktywnych na działalność człowieka.

Moderator: Wszyscy moderatorzy

Posty: 2535 Strona 247 z 254
Rejestracja: 2015
  • 283 / 35 / 0


wieczór, nacpalbym się. koda nudna, stimów od seby się boję.
myśl narkomanie, myśli. nagle eureka! przecież dziadek niedawno złamał nogę, znalazłem jego wypis, że szpitala i na sor po tramadol, DUŻO tramadolu, przeszło bez problemu.
Jeszcze ugadałem się z laska, że jak to nie pomoże to mam przyjść po DHC.
Wieczór wcześniej ta sama typiara wypisala mi alprazolam na ladne oczy, hyhy

TMq

Rejestracja: 2006
  • 451 / 69 / 0


26 lipca 2019CristianoTramaldo pisze:
Jeszcze ugadałem się z laska, że jak to nie pomoże to mam przyjść po DHC.
Wieczór wcześniej ta sama typiara wypisala mi alprazolam na ladne oczy, hyhy
Na ładne oczy tj jak ściemniałeś? Mówiłeś że doniesiesz receptę? U mnie z heparegenem jeszcze to przechodziło, nic konkretniejszego nigdy mi się nie udało wyciągnąć nawet rolek.
Jeszcze wyciągałem humalog bez recepty, latałem po aptekach spanikowany i ściemniałem że typ nie wziął ze sobą insy, cukier mu skoczył i leży na chodniku wezwałem już karetkę ale na gwałt potrzebuję insulinę bo może się przekręcić %-D

Udaremniono próbę przemytu narkotyków o rekordowej wartości 10 mln zł (+video)

Funkcjonariusze z Nadbużańskiego Oddziału SG, udaremnili przemyt ponad 50 kg MDMA o szacunkowej wartości ponad 10 mln zł.
Rejestracja: 2015
  • 283 / 35 / 0


sępiłem recki na pogotowiu, nie w aptece
Rejestracja: 2018
  • 2589 / 913 / 1


Niedzielny poranek.. Około 8:30. Dzwonek do drzwi. Zwlekam się, patrzę - sąsiadka! Czego kurwa chce? Czyżbym znowu ją zalewał?

Okazało się, ze szanowny małżonek rano stwierdził ze pojeździ na rowerze. Wyjechał 200 metrów i jebnął w murek!. Rower do kasacji. Małżonek pobijany.
-Szanowny sąsiedzie - przyjdzie Pan, sprawdzi czy nie trzeba lekarza bo wciąz leży na plecach i marudzi że go boli. Obrałem się, wziałem torbe pierwszej pomocy i jazda na dół.

Na miejscu tak jak mówila - sąsiad leży w korytarzu i marudzi. Noga zakrwawiona, ale już zastygła, ręka brudna i coś z niej białego wystaje! Nachylam się i widze - KOŚĆ!
Bielutka kość ramieniowa. O kurwa! Dopytuje co i jak. Podobno od godziny leży. Miał nawet siłę przytargać rower do domu. Kosmita. W takim szoku był.
Każę sąsiadce dzwonić na pogotowie. Sam sprawdzam co jeszcze ma rozjebane. Okazuje się, że kostka na pewno też pęknięta, bo napuchła konkretnie. Problem z obojczykiem takze by wskazywał na jakas formę pęknięcia. Ale chyba bez przemieszczenia.
W pogotowiu mówią, że za 30-45 minut. Wcześniej nie dojadą! Przyjeżdzac na SOR własnym sumptem - tak najszybciej.
Jak 90kg faceta w 2 osoby (w tym jedna baba) znieść z 1 pietra do samochodu.

Robie wywiad, czy choruje itd.Na jakie choroby. Można podać coś przeciwbólowego. Pada decyzja o podaniu morfiny i jednego psiknięcia donosowego 50ug fentanylu. Tak więc robię. Mija 3 minuty sąsiad siada na dupę. Oczka się śmieją. Próbuje wstać, ale noga nie pozwala, pomagamy. Siada na taborecie. Mówi, ze już jest zdrów i ze nie bezie nigdzie jechał - te konowały to go zabiją itd. Sprawdzam saturację, ciśnienie itd wszystko w normie. Ale sąsiad wyraźnie ujebany. Żartuje ze mnie i pyta ile za taka buteleczkę chcem?

Na szybko usztywniam rękę i obojczyk, zeby w drodze nie przemieścić za bardzo.

Na siłę sąsiadkę gonię żeby samochod podstawiła pod klatkę, powoli sąsiada sprwadzam i sadzamy go w samochodzie.
W aucie spiewa, krzyczy, bawi się przednio. Radyjko wg niego fajnie swieci, a muzyczka to miód na jego uszy!

Podjeżdżamy pod szpital, wołam sanitariusza żeby z wózkiem przyjechał, przesadzamy pacjenta i dawaj na triage. Dostaje pomarańczowy kolor i ląduje jako 4 w kolejce do ortopedy. Pytam sąsiadkę, czy jestem potrzebny, bo w końcu to niedziela i bym se pospał jak człowiek. Mówi, idz pan i dzekję bardzo. Ide do domu. Poszedłem spac dalej.

Około godziny 1430 znowu dzwonek do drzwi. Ta sam sąsiadka. Pytam co z mężem. Miał operacje? Czy jeszcze nie? Ona mówi, że przyjechał z powrotem ok 11 i lezy w łóżku. Bardzo go boli. Nie da rady wstać. Zbiegam na dół. a ten idiota bez zadnych gipsów nic! tak jak go wywieźliśmy, tak leży.
Pytam co się stało. Podobno go wogóle nie bolało. Więc mial dość siedzenia i kazał się zonie wieźć do domu. Nic m nie jest i tylko wkurwiają go chorzy którzy stękają w korytarzu.
Patrze - ręka dalej z kością na wierzchu.
Prosi tylko i ten kolejny zastrzyk i wszystko z nim będzie ok.

O kurwa NIE. Nie ma wała. Dzwonię po pogotowie i załatwiam kolejną karetkę, tym razem przyjeżdżają w 10 minut. Pakujemy sąsiada - już bez znieczulenia, w czasie czego drze mordę w niebogłosy. Adrenalina i leki odeszły. Musiało boleć. Jedziemy z sąsiadką do szpitala i robię rozróbę, że wypuścili go w takim stanie. Na co pielęgniarka mówi - ale pan jeszcze jest w kolejce! Jeszcze go lekarz ortopeda nie widział. Podobno zrobiłem takie oczy, że sąsiadka się przestraszyła, czy nie mam udaru akurat.
W ponad 5 godzin od przyjęcia nikt do niego nie zajrzał, ba nawet nie zorientowali się że go nie ma. W te pędy do lekarza biegnę, tłumaczę, ciagnę go do sasiada i pokazję rękę, nogę i obojczyk.

Lekarz zbladł Od razu na łózko i wiozą na radiologię robić rtg. W ciągu 2h był na stole operacyjnym.

Jako że to i mój szpital to pytam się co się kurwa stało! Ze pacjent z pomarańczowym ponad 5h czekał. Okazało się, że pacjent sie bal i zamienił się opaską z sąsiadem. Sąsiad miał niebieski kolor (także złamana ręka w nadgarstku). Tamtego wzięli w ciągu 20 minut, a ten czekał i czekał, az spierdolił do domu.

Po 4 tygodniach w szpitalu sąsiad wrócił do domu i dzwoni do mnie żebym wpadł to pogadamy.
Jego pierwsze pytanie... Sąsiedzie... A nie podrzuciłby mi sąsiad tych psikaczy do nosa? Ja zapłacę... tylko sąsiad podrzuci. Co to dla sąsiada. Jedną, dwie buteleczki.
Jak mu powiedziałem, że butla kosztuje 850zł z ogonkiem, to zbladł, wziąl telefon, zalogował się do aplikacji banku i po chwili mówi:
- chuj. I tak mało jem. Ale takiej fazy to w życiu nie miałem - opłaca się! Dawaj Pan.
Uśmiechnąłem się i po rozmowie z żoną zeby mu nigdy nic niezałatwiana poszedłem do domu.

Aha. Wiecie co było najśmieszniejsze? Sasiad powiedział na traumatologii że dostal taki to a taki psikacz i że super faza i że chce więcej. Skutkiem tego zamiast dac mu tramadoll, czy inne mocniejsze opio na bóle pooperacyjne - bali się że się uzależni, albo że już jest uzależniony i dostawał 100mg ketonalu. Na wypis do domu także diklofenac i ketonal. Boli go do tej pory, a to już 3 miesiące mija od powrotu do domu!

PS. któregoś razu przychodzi sąsiadka i prosi zeby go obejrzeć. Tak prosił, prosił i prosił, żeby mu dac jednego psika, że poszedłem do domu i przyniosłem lek na katar. Dostał dwa psiki i potem 2h miał "fazę życia" tak człowiek potrafi sobie wmówić!
narkomania to potęga!;)
Rejestracja: 2018
  • 196 / 134 / 0


Historia sprzed ponad roku. Jakkolwiek głupio by nie brzmiała, jest stuprocentowo prawdziwa. Morał jest następujący: pomysły, które przychodzą człowiekowi na zjarze, czasami okazują się niegłupie.

Jechaliśmy z kumplem pociągiem, na drugi koniec kraju. W międzyczasie mieliśmy przesiadkę w jakimś miasteczku a tam ponad godzinę czekania. Działo się to gdzieś w północno-zachodniej Polsce.
Wysiedliśmy, a że mieliśmy przerwę, to pomyśleliśmy, że spalimy po lufie i skoczymy coś zjeść, jakąs pizzę albo co. Zrobiliśmy co trzeba i ruszyliśmy radośnie upaleni w miasto.
X mówi, że zna tę okoplicę i że tu niedaleko jest jakaś fajna barówa z żarciem, od którego nawet nie powinniśmy sie pochorować. Idziemy. Dziesięc minut, piętnaście, nic.
- No i gdzie ta twoja knajpa? - pytam
- Nie wiem, tu była, a teraz nie ma - mówi X, a ja zaczynam podejrzewać, sądząc po tym jak mówi i wygląda, że się tak najarał, że po prostu nie pamięta. A może nawet sobie ten bar wymyślił.
- Chuj w to, trzeba wracać - mówię - zjemy coś przy dworcu, mało czasu nam zostało.
- Dobra. O kurwa!
- Co?
- Patrz pod nogi!
Patrzę pod nogi a tam, na chodniku, sto złotych. A obok jeszcze sto. I kolejne sto. Banknot przy banknocie, targane wiatrem. Przydeptałem najbliższy banknot nogą.
- O kurwa.
Przetarłem oczy ze zdziwienia, a X. w międzyczasie zabrał się za zbieranie kasy.
- Ile tego jest?
Liczymy, liczymy, doliczyć się nie możemy. Wreszcie stanęło na tym, że banknotów jest od 19 do 21.
Kurwa, znaleźliśmy na ulicy dwa klocki - myślę.
- Kurwa, znaleźliśmy na ulicy dwa klocki - mówi X.
- I co teraz?
Rozglądamy się wokól, ale nikogo nie ma. Ulica jak ulica na obrzeżach śródmieścia małego miasteczka. Tu trawnik, tam jakiś blok, tu kamienica. A może trzy metry od miejsca, gdzie leżały pieniądze - wejście do banku.
- Ktoś to musiał zgubić - mówię.
- Ale tu nikogo nie ma.
- I co teraz?
Stoimy jak durnie, najarani w chuj, w rękach kupa kasy.
- Weź to kurwa schowaj!
Dobry pomysł, bo jakiś dziadek przechodzący obok dziwnie się na nas patrzył.
Spoglądam jeszcze raz na bank i nagle doznaję olśnienia, bo po marihuanie zawsze się dobrze myśli. Mówię:
- Ktoś musiał wypłacić hajs z banku, zaparkował tu samochód i jak wyciągał kluczyki, to kasa wypadła mu z kieszeni. Wsiadł do fury i odjechał.
- No tak, pewnie kilka minut temu - zauważa X. - To teraz już go nie znajdziemy.
- No nie.
Czuję te dwa klocki w kieszeni. Kurwa, znalazłem swoją wypłatę na ulicy! Nie, nie swoją. Czyjąś. I jakoś tak mi się głupio zrobiło.
- Wiesz co, ktoś zapierdalał cały miesiąc na budowie...
- Albo w sklepie
- Albo w call center
- I wszystko zgubił.
- Przejebane - stwierdzam, bo mi się sttrasznie przykro zrobiło i żal, jak to po bace tylko potrafi się zrobić.
- I teraz nie opłaci mieszkania.
- Nie nakarmi dziecka.
- Nie nakarmi kota!
- O kurwa!
- Musimy to oddać!
- Tak!
- A jak nie znajdziemy właściciela, to hajs będzie uczciwie nasz!
- Tak! I podzielimy się po pół!
No dobra, to decyzja podjęta, sumienia uspokojone, prawie już jesteśmy pewni, że wieczorem będzie balet życia. Ale skoro mamy szukać właściciela pieniędzy, to od czegoś trzeba zacząć, więc pierwsze co robimy, to wchodzimy do banku.
Tam tylko jedno okienko czynne. X. podszedł, oparł się łokciem o blat, odchrząknął i mówi, mrużąc chytrze zajebane oczy:
- Mmm, czy mogłaby mi pani powiedzieć, czy ktoś tu przed chwilą wypłacał dużą sumę pieniędzy?
Kasjerka zbladła i pokręciła głową.
- Niestety nie mogę udzielić panu takiej informacji. Czemu pan pyta?
- Mmm, wie pani... nie mogę pani udzielić takiej informacji.
Ja stoję z tyłu i niemal leję ze śmiechu, kasjerka patrzy na nas coraz bardziej podejrzliwie, sytuacja zaczyna się robić groźna. W ostatniej chwili złapałem X. za kołnierz i wyleźliśmy z banku, bo jeszcze minuta i zajęłaby się nami ochrona.
Czas nas goni, zostało 30 minut do pociągu, więc podjęliśmy decyzję że trzeba wracać w okolice dworca.
- Ty, ale to tak głupio - mówi X. - Może byśmy to zanieśli na policję?
- Pojebało cię? - mówię - Będą nas trzymali godzinami, pociąg zaraz nam odjedzie, a poza tym, przypominam ci, że jesteś najarany jak chuj i masz w plecaku piątkę baki.
- No ta - zgadza się X, ale widzę, że dalej mu głupio i sumienie go gryzie. Mnie, szczerze mówiąc, też jest strasznie głupio i mam wyrzuty sumienia, ale wiem, że możemy sobie naruchać potwornego przypału i ogólnie to chyba trzeba będzie się pogodzić z tym, że jesteśmy bogatsi o dwa tysiące złotych. Zdarza się no, życie nie jest sprawiedliwe.
I znowu przychodzi mi do głowy świetny pomysł.
- Zrobimy tak - proponuję - Wróćmy na dworzec, a jak po drodze natkniemy się na policję, to wtedy im to zgłosimy.
- Dobra! - cieszy się X.
Przeszliśmy dziesięc kroków i oczywiście po naszej lewej ręce wyrosła kamienica z tabliczką z napisem KOMISARIAT POLICJI.
Kurwa. A my ciągle jesteśmy narajani :(
No ale moralność okazała się silniejsza. Uznaliśmy, że może i jesteśmy skopceni jak chuj i mamy ze sobą bakę, ale kurde, jak policja zobaczy dwóch normalnych typów o aparycji studentów SGHu, którzy w dodatku spełniają swój obywatelski obowiązek, to nic nam nie zrobią. Prawda?
Jak teraz o tym myślę, to mi słabo, ale naprawdę byliśmy poważnie naćpani i nigdy żaden z nas nie miał problemów z policją, więc nie wydawało nam się to tak bardzo głupie jak było - nawet jesli w sumie zrobiliśmy dobrze.
Weszliśmy.
W środku na dyżurze siedzi jakiś krawężnik i nikt poza nim.
- W czym moge pomóc? - pyta nieufnie.
Nie wiemy, co powiedzieć. X. coś zaczyna mamrotać, - Mmmmm..... - ale kopię go w kostkę, sugerując, żeby się zamknąl. Zamykam oczy i recytuję:
- Panie władzo, jesteśmy turystami z miasta X, jedziemy do Y i teraz, w czasie oczekiwania na pociąg poszliśmy coś zjeśc, no i znalexliśmy na ulicy dwa tysiące złotych i uznaliśmy, że trzeba się gdzieś zgłosiuć, żeby ktoś je zgubił, ale nam się bardzo śpieszy i nie mamy czasu, żeby tu długo siedzieć, więc chcemy oddać panu te pieniądze i sobie pójść, dobrze?
Szczerze - nigdy nie widziałem człowieka z tak szeroko otwartymi oczami. Typowi szczęka opadła.
- Pokażcie.
Wyciągamy pieniądze, kładziemy na biurku.
Gliniarz liczy. Liczy. Liczy. W końcu mu wychodzi, że jest od 19 do 21 banknotów. Potem zerka na zegar.
- Dobra. To ja sobie spiszę panów dane, wezmę numery telefonów na wszelki wypadek, spiszemy numery banknotów i jesteście wolni, skoro wam się śpieszy.
Spisał co było do spisania, a X. jeszcze mu w międzyczasie powiedział, że znaleźliśmy hajs pod bankiem.
- Dobra, pójdę tam i z nimi zagadam. Kurwa, panowie, jak tu dwadzieścia lat pracuję, to ciągle słyszę, że komuś ukradli dwa tysiące, ale żeby ktoś przyszedł i powiedział, że znalazł dwa tysiące i CHCE ODDAĆ, na rany boskie, tego jeszcze nie było...
- No, wie pan....
- ...i musze panom powiedzieć, że wykazaliście się wzorową obywatelską postawą.
- No... - mruczę i spoglądam we włąsne buty, ale nie dlatego, że mi głupio, tylko dlatego, że typ zaczyna mi patrzeć w oczy, a te oczy to zajebane jak nie wiem. Policjan przenosi wzrok na X. i mówi dalej:
- A jeśli uda się znaleźc właściciela, to dopilnuję, żebyście dostali jakąs nagrodę. Znaleźne, wiecie.
- No... - robi to samo X.
W końcu nas puścił. My pobiegliśmy na dworzec, a policjhant zamknął komisariat i pomaszerował w drugą stronę, do banku.
- Kurwa - krzywi się X. - Dwa klocki nam przeszły koło nosa.
- Ale za to spełniłeś swój obywatelski obowiązek - zauważam, ale też mi głupio. Prawdę mówiąc, byłem gotów ten hajs zatrzymać i w ogóle by mi nie było przykro. Trochę by mnie sumienie pogryzło, a wieczorem syzbko bym o wszystkim zapomniał.
- Pierdol się, Malinowy.
Wzruszam ramionami.
Wsiedliśmy do pociągu o czasie i odjechaliśmy w swoją stronę.

Dwie godziny później dzwoni telefon do X. Nieznany numer.
Co się okazało: policjant dotarł do banku, a tam już była w środku jakaś baba, która próbowała wyciuągnąć od kasjerki, czy może pod bankiem nie leżały dwa klocki, bo wypłacała tego dnia i zgubiła, gdy wyciągała kluczyki do samochodu. Kasjerka na to, że nic nie wie i nie może udzielić żadnych informacji. Na szczęście policjant od razu skojarzył o co chodzi, dał kobiecie jej hajs i namiary do nas z poleceniem, żeby podziękować. Więc kobieta podziękowała i wzięła numer konta X., żeby mu odpalić znaleźne.

Jeszcze tego samego dnia dostaliśmy dwie stówy, które oczywiście przejebaliśmy w jeden wieczór na narkotyki i alkohol.
Rejestracja: 2018
  • 2589 / 913 / 1


Zachowaliście się jak ludzie a nie zwierzęta. Szacunek za takie podejście. Karm wraca i pewnie kiedyś i wam szczęście będzie sprzyjać. Chwilowo łap karmę;)
Rejestracja: 2015
  • 782 / 57 / 0


To też pokazuje, że człowiek na zjarce jest dobry, wątpię, by po czymś innym też tak bylo
Rejestracja: 2016
  • 2752 / 608 / 0


Dobrze wiedzieć, że są jeszcze tacy ludzie na ziemi, łap karmę, brachu!
Rejestracja: 2017
  • 249 / 21 / 0


@DexPL i @Malinowy Chrusniak - bardzo fajne historie, świetnie się zachowaliście, aż się człowiekowi lepiej na duchu robi :)
Rejestracja: 2013
  • 194 / 28 / 0


28 lipca 2019mietowy3 pisze:
To też pokazuje, że człowiek na zjarce jest dobry, wątpię, by po czymś innym też tak bylo
U mnie akurat alkohol, alkohol+stimsy wywołuje dużo większe pokłady empatii i altruizmu niż jaranie. Co do tej sytuacji to gratuluję chłopakom uczciwości. Sam bym pewnie też oddał, choć zależało by to od mojej aktualnej sytuacji majątkowej, bo mogłoby być tak że uznalbym to bardziej za dar z niebios😬 natomiast warunkiem oddania musiało by być to że znajduje pieniądze z dokumentami. W życiu nie uwierzylbym wasowi z komendy, któremu jeszcze mówię że jestem z innego miasta i zaraz mnie w nim nie bedzie, że weźmie pieniądze i będzie bohatersko szukał właściciela po mieście. Także dla uczciwego gliny też wyrazy szacunku. Tak czy siak że wam się jeszcze w tej sytuacji chciało biegać po komisariatach, to złote serca musicie mieć, a uważam że sam mam aż za dobre. W takiej sytuacji jednak zawinalbym hajs i pił za nie piwo w warsie szczerze przyznam.
Posty: 2535 Strona 247 z 254
Wróć do „Substancje psychoaktywne a człowiek”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości