Morfina vs Kodeina

Organiczne substancje psychoaktywne oddziałujące na receptory opioidowe.
Więcej informacji: Opioidy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Opioidy

Posty: 35 Strona 4 z 4
Rejestracja: 2015
  • 868 / 168 / 5


No właśnie.

Między braniem kodeiny a morfiny jest przepaść. Już nawet nie chodzi o działanie. Chodzi o środowisko. Zadawanie się z dilerami, walenie po kablach, płukanie na skręcie spleśniałej waty... to wszystko robi z Ciebie ćpuna. Takiego dworcowego, zwykłą szmate. A kodeina to tabletki po ktore idziesz do apteki i nikt się nie polapie co robisz ani Cię nie zamkną za to. Nie zrozumiesz o czym mówię bo to jak tłumaczyć kolory ślepemu.
Rejestracja: 2017
Użytkownik nieaktywny
  • 240 / 11 / 0


Widzisz, wiesz to empirycznie, ale jednak kodeina to defakto w naszym organizmie... wlasnie morfina. Na poprzednich stronach berry_blue (wie ktos co sie z nia dzieje?) tez o tym wspominala. Chyba tutaj duza roznice robi droga podania, bo walic po batach to juz faktycznie level wyzej.

Przez cztery lata gotowałem DMT w mojej kuchni

Piąty raz z rzędu potrząsnął, po kolei, 32 słoikami, z których każdy wypełniony był skrystalizowanym DMT, wodą i eterem naftowym. Metr obok na kuchence skwierczało pojedyncze jajko. Kiedy obiema rękami mieszał zawartość jednego ze szklanych słojów, opary gazu uciekły spod pokrywy. Willem zamierzał zrobić 25 gramów DMT o wartości 2250 EUR w trakcie jednej sesji...

W aptece drożej niż na czarnym rynku. Gdzie chory kupi konopie?

Z Kanady do Niemiec i po przepakowaniu dopiero do Polski, a dokładnie do Łodzi. Taka była trasa pierwszego, ponad 7-kilogramowego transportu medycznych konopi do naszego kraju.
Rejestracja: 2011
  • 1294 / 15 / 0


nie wiem jak mozna jedno z drugim porównywać
Rejestracja: 2013
  • 41 / / 0


A ja tu zaprzeczę ogólnemu twierdzeniu jako to majka byłaby lepsza (słowo trzeba zdefiniować, postaram się to zrobić w dalszych słowach). Najpierw krótka historia mojego doświadczenia z opio. Pierwsza była koda parę lat, aż doszło do dawek, które były kosmiczne a i tak nie robiły (900 mg łassskotało czasami tak, a czasami nie). Zdobyłem w końcu pierwszą tabletkę MST 200. Pomyślałem - na początek 25 mg, żeby się nie zabić, wiadomo. Wejście to było pierdolnięcie, ale nie takie jakiego się spodziewałem (nie było żadnych ciar, pins n needles, nic z tych rzeczy). Oprócz tego nic. Następnie postanowiłem dorzucić (nie pamiętam dokładnie ile chyba z 50mg). Jebnęło tym razem z igłami, ale to uczucie szczęścia, które jest tak tu namiętnie opisywane trwało może z 5 góra 10 minut. Przez następne kilka dni ekperymentowałem z różnymi dawkami bez naprawdę zachwycających efektów. Następna część przygody to zwierzęcy nodding (dlaczego dowiecie się w następnym akapicie). Kontynuując w moim przypadku oprócz tej chwili euforii przy strzale, przeważa jak już powiedziałem zwierzęca sedacja. Nie ma żadnej radości z muzyki (jaka jest przy kodzie), pisząc z kimś bełkoczesz coś, bo co chwilę przysypiasz, wiążesz buty przez 20 minut, a na koniec wyłączasz laptopa głową. Czyli podsumowując na razie doświadczyłem jedynie Dobrego wejścia (jednak nie nazwę go zajebistym w porównaniu z midazolamem iv chociażby), chwili euforii jak wejście każe Ci się położyć... no i od tej pory to już właściwie możesz tylko leżeć.

Próbowałem różnych dawek od 25mg na początku, po 200 mg na raz, gdy się wkurwiłem dlaczego to tak krótko działa. Te wcześniej opisywane długie noddy występowały po średnich dawkach 50-100 mg w połączeniu z klonami ok.6mg i dopiero to w jakiś sposób satysfakcjonowało, bo nie trzeba było co chwilę dopierdalać. Nie mówię, że majka jest zła, tylko nie wiem, czy jest sens się w to wpierdalać (50zł za sztukę u mnie, a wystarcza na dzień, 2-3 jak są klony), lepiej już chyba w hel, którego będę miał okazję niedługo spróbować może. Dzisiaj dil od M skurwił i co? Stara poczciwa kodziusia 300mg mnie ratuje. Ona grzeje subtelnie ale wiesz, że długo i nie będziesz zaraz miał ciśnienia, żeby dopierdolić strzała, który wystarczy na kolejną godzinę wartej tego jazdy.

Jeszcze słówko co do samego wejścia. Jest ono bardziej skierowane na ciało niż na psychikę, czym trochę się rozczarowałem. Porównując właśnie z midazolamem, który jak wejdzie robi Ci takie szuuuu w głowie i przez ten moment jesteś w bajce, po czym siadasz zrelaksowany oczywiście też przez jakieś 20-30min, to tu MOCNO czujesz rozlanie ciepła, skurcz/rozkurcz mięśni, jakby zwiększyło się ciśnienie we wszystkich mięśniach, no i wyrzut histaminy. Konkluzja jest taka, że jak mocniej to nie wcale lepiej. Boże, co to by było za wejście gdyby łączyło te 2 efekty....wtedy to byście dopiero Majce pomnik wystawili.
Rejestracja: 2015
  • 1157 / 123 / 0


Chęć dopierdolenia M po strzale, o którym pisze Slomiany, miałam chyba tylko raz, gdy musiałam podzielić 3/4 darowanej tabletki dwusetki na 3 dni, więc dawki to było pewnie coś ok. 25 mg i po puknięciu nie czułam prawie nic, a gdy doszło do peaku to najwyżej było hm... miło. Innych wypadków chęci dojebania nie znam. Może dlatego też, że jak wiedziałam, że mało już zostaje to przerzucałam się znowu na jakiś czas na kodeinę, od której zaczynałam, albo wyżebranym metadonem tudzież darowaną buprą. I zdarzyło mi się spróbować hery i myślę, że obie, razem z majką są królowymi w moim narkoserduszku. Póki znowu się nie wjebałam.
Do kody mam zajebisty sentyment, miłe wspomnienia. Z metadonem miłe wspomnienia. Z majką miłe doświadczenia i kilka przypałowych sytuacji na koncie. W majce cenię właśnie ten eufo wjazd, ten "chaosik w mózgu" jak to określa mój kumpel. Mnie dawka 100 mg (nie w ciągu) wypieprza w najlepsze i właśnie wtedy muzyki najlepiej mi się słucha. Ale takiej, której ja lubię słuchać. Inna powoduje u mnie jakąś niechęć, włącza mi się agresja na hałas, który robi ktoś lub coś, coś a'la agresja w stanie niedogrzania na kodzie. I coś, co jest dla mnie najdroższe i najbardziej pożądane: spokój i harmonię. koda potrafi niedogrzać i wówczas jedyny efekt jaki się ma to totalna kurwica, a nie ciepło. U mnie to jeszcze potrafi tylko wywalić histaminę i przysłowiowo pokazać fucka zza pancernej szyby.
Jeśli miałabym wybierać czy koda, czy morfina to chyba mam problem. Bo, jak pisałam, i z jedną, i z drugą mam bardzo miłe wspomnienia, jedna towarzyszyła mi przez dużą część nauki w liceum, a majka to było coś, o czym naczytałam się już pod koniec podstawówki i o ile w ogóle o niej zapomniałam, że istnieje, o tyle, jak nadarzyła się okazja do spróbowania to czekałam na jakieś uderzenie w stylu wylotu w kosmos i nagle spotkało mnie coś jeszcze lepszego. Może zdecyduję się za jakiś czas.
Nie. Teraz.
Wybieram morfinę.
Posty: 35 Strona 4 z 4
Wróć do „Opioidy”
Na czacie siedzi 51 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości