LSD - bad trip

Pochodne kwasu lizergowego, jak na przykład LSD, czy LSA.
Więcej informacji: Lizergamidy w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Psychodeliki

Posty: 464 Strona 43 z 47
Rejestracja: 2015
  • 1554 / 39 / 0


A mnie ludzie wyzywają jak porównuje jedni do drugiego, I jeszcze mówią że mj to nie psychodelik : <
Rejestracja: 2007
  • 1256 / 178 / 0


24 sierpnia 2017Matrixar pisze:
Po prostu boje się bad tripa, utrata ego która jest bardzo smutna, a mam ją nawet po mj
No żeż kurwa! A ja mam utratę ego po ziołach prowansalskich! Witaj w klubie, ziom!

Organizatorzy imprez opisują najdziwniejsze sposoby szmuglowania na nie narkotyków

Jeśli jest jakaś zasada, która nagminnie łamana jest we wszystkich klubach, barach i na festiwalach muzycznych, z pewnością będzie nią ta dotycząca narkotyków i zakazu i ich wnoszenia...

Policjanci po służbie zlikwidowali plantacje konopi indyjskich

Gubińscy policjanci, przebywając w czasie wolnym od służby, ujawnili w lesie na terenie gminy Gubin uprawę krzewów przypominających konopie indyjskie.
Rejestracja: 2015
  • 1554 / 39 / 0


Dobra to był żart czy nie? Oczywiście mówie o dużej ilości... Małe powodują nie fajne uczucie po prostu
Rejestracja: 2007
  • 1256 / 178 / 0


"Wczoraj miałem orgazm. No mówię wam - straszne. Godzinę siedziałem na kiblu i coś brązowego mi z tyłu wylatywało. Mówię wam, orgazm to najbardziej przesrana rzecz".

Nie, żartowałem. Tak naprawdę mam śmierć ego kiedy puszczam bąka. No chyba że pomyliła mi się "śmierć ego" ze smrodem...

[mention]trydzyk[/mention] ,Nie pisz tak totalnych offtopów. Tym razem ostrzeżenie słowne - neurobiolog

[mention]Matrixar[/mention] , jak chcesz coś zgłosić, to piszesz w powodzie zgłoszenia, a nie offtopujesz pisząc o offtopach. Ja naprawdę czytam te wasze zgłoszenia :) - neurobiolog
Rejestracja: 2017
  • 104 / 16 / 0


Dobra to teraz ja !

W piatek ostatni- pierwszy raz wrzucalem LSD. Bylo zajebiscie.

W niedziele wrzcilem znowu z najlepszym przyjacielem , z tym co w piatek wrzucalem.

W piatek zaczelismy okolo 17 a skonczylismy o 12 w sobote ( czyli kima). O 16 wstalem, czyli spalem 4 h twardo. On godzine bo mial cos do ogarniecia. Konkretnie co bylo i jak wrzucane opisane w temacie "Najgrubiej". Czyli on spal moze z h. Pozniej w sobote fazowalismy ze znajomymi. Ja wrzcilem 2 siwe piguly, nie bylo dobrze. Poszedlem w kime, kolezka siedzial z przyjacielem cala noc u mnie. Grzali wladka.

Wstalem okolo 8-9. Poogarnialem sie, sznur na przebudzenie tez byl. Wszystko oko.

Przyjaciel zaproponowal zeby okolo 13-14 wrzucic kwasa i isc na lawke ( mam metro i lasek obok domu) . Ok- zapytalem czy przetrzyma trip, bo nie kimal juz dwa dni i noce ( okolo 50 h ). Zazaczam ze ma za soba okolo 100 tripow na LSD w tym bad tripy wiec ogarnia sieczke.

Ja wyspany i drugi raz mialem wrzucac wiec bez problemu. Wzielismy troche wiecej bo wladek byl szurany w niewielkim odstepie czasowym. Dlugo sie przyjmowalo wiec koniec koncow kazdy z nas wrzcil po poltora kartonu.

Poszlismy na lawke i bylo zajebiscie. Podbil jakis lump i poczestowal nas piwem, pogadalismy , bylo smiesznie wesolo i fajnie. Faza z opoznieniem jak tykajacy zegar zaczela wchodzic.

Ja pilem to piwo, przyjaciel wziam 3 lyki w odstepach. ( nigdy nic nie pil na kwasach a ja tam nie mialem chyba z tym problemu). Nagle mowi do mnie ze chce isc na chate do mnie a moj DOM byl bardzo blisko. Patrze na niego a on blady jak sciana, wrecz bialy. Wzielem go pod ramie ( ja jest wysoki ale on to koszykarz byly wiec glowe wyzszy) i go prowadze. Widze ze mi schodzi i akurat zaczal mi trip wchodzic. Skrecilem do lasku bo nie bylo wyjscia. Kazalem mu sie klasc na ziemi, nogi w gore zeby krazenie poprawic i 15 min. Kumpel wyjebany , przestraszony, mowi mi ze nie da rady wstac, ze czuje sie strasznie i ze nie wie co ma robic. A u mnie trip na ostro, liscie faluja a malo tego zeby bylo ostrzej to ludzie zapierdalaja dróżka z ktorej nas widac i sie nam przygladaja. Mysle sobie" stary musisz byc dzielny i chuj ". Zaczalem slyszec rozmowy ludzi, (na LSD slychac co pierdoli sasiad z sasiadka z pierwszego pietra jak sie mieszka na 7mym. ). Kumpel lezy blady, narzeka na serce. Klade mu palce na szyji, mierze puls- w porzadku. Na twarzy ok. Widze ze wpierdala sobie bad tripa ze zejdzie itp.

Ciezki kmin bo w takiej sytuacji myslisz jak dojsc na chate albo czy moze wezwac karetke. Bo nie wiesz czy ci zaraz kumpel nie zejdzie a moze to tylki wkreta. Wymyslilem ze podlece po niego fura, czyli na kwachu musialbym wyjechac z garazu i podjechac tam gdzie on byl i go wyciagnac z tego lasku. Z garazu do mojego domu jakos by doszedl pare krokow. Ale caly dystans na bank nie. Jak sie podnosil na chwile to mdlał mi.

Po poltorej h tej jazdy zostawilem go w tym lasku i pobieglem po auto. Naprawde to bylo odemnie o 400 m oddalone, ale nie bylo wyjscia. Podjechalem po niego, dzwignal sie i doszedl do auta. Wsiadl i kazal mi czekac. Ja powiedzialem zeby zamknal morde i ze jedziemy do domu ( 400 METROW !!!!) .

Odpalam auto- jeb! Akumulator pierdolnal.

Koledzy, to nie jest bajka. To sie stalo naprawde. ( kiedys mi wlasnie ten przyjaciel powiedzial ze na kwasach dzieja sie rzeczy ktorych normalnie sie nie doswiadcza).

Czyli. Auto nie odpala, kumpel w stanie krytycznym a ja w srodku tripu takiego ze chuj. W koncz zmusilem go zeby wysiadl i przeszlismy te 400 metrow jakby to bylo pare kilometrow. Bujal mi sie na prawo i lewo, a mi chodnik pod nogami takie przeboje gral ze lato z radiem to kpina...

Najlepsze sie stalo jak przekrecilem klucz w drzwiach i kumpel wszedl do srodka. JAK REKA ODJĄŁ!!!!
Nagle wrocil, jakby nic mu nie bylo, nic nie dolegalo jakby nic sie nie stalo. Polozyl sie na kanapie , zrobilem mu rumaniek i jedzenie. Po paru minutach sie smial z tego co sie stalo jednoczesnie patrzac na to z przerazeniem.

I to byl wlasnie Bad Trip. Ale to byl jego bad trip, opisywal mi co czul, byl przekonany ze umrze, ze to koniec itd. Nie wiem jak ogarnalem to do dzis, oboje siedzimy nad tym od niedzieli. Przyjaciel sie wyspal, najadl i wrocil do siebie w jedna dobe ale powiem wam moi mili - ostroznie z tym. Bardzo ostroznie.

Napiszcie cos do tej sytuacji, moze ktos ma z was jakies dobre tipy co to moglo sie stac takiemu doswiadczonemu cpunowi.

Pzdr600

Ps. Sry za bledy ale ciezko opisac takie mocne przezycie sensownie i w skrocie.


Rejestracja: 2016
  • 688 / 107 / 0


24 sierpnia 2017Matrixar pisze:
trydzyk pisze:
"Wczoraj miałem orgazm. No mówię wam - straszne. Godzinę siedziałem na kiblu i coś brązowego mi z tyłu wylatywało. Mówię wam, orgazm to najbardziej przesrana rzecz".

Nie, żartowałem. Tak naprawdę mam śmierć ego kiedy puszczam bąka. No chyba że pomyliła mi się "śmierć ego" ze smrodem...
Chodzi mi o to że robisz offtop.
Post do usunięcia
Przyganiał kocioł garnkowi.

Przynajmniej ze dwie osoby (w tym ja) próbowały Ci na spokojnie i bez ciśnięcia wytłumaczyć, czemu mj nie jest typowym psychodelikiem, który to termin potocznie oznacza agonistów (niektórych) receptorów 5-HT. Nie pamiętam w którym temacie i nie chce mi się szukać, chyba o miprocynie.

A Ty dalej mielisz te swoje pierdoły w losowych wątkach. Co to jest, jak nie offtop?

Ostatni raz. Farmakologicznie są to substancje oddziałujące na zupełnie różne receptory i to jest podstawa rozróżnienia. W drugiej kolejności patrzymy na subiektywnie odczuwane efekty. W jakimś stopniu mogą się pokrywać. Pierwsze z brzegu zbieżności, jakie przychodzą mi do głowy: zmieniona percepcja dźwięków, derealizacja na przemian/w parze z intensywniejszym odczuwaniem "tu i teraz" (wiem, brzmi paradoksalnie), zapętlenie myśli, podbicie kolorów, wzrost kreatywności.

Zdaniem niektórych ilość podobieństw przewyższa różnice. OK, może i tak, nie będę się kłócić o tak subiektywnie zależne kwestie. Jest tylko co najmniej jedno "ale": różnica skali i intensywności. Na lizergamidach/tryptaminach w standardowo klepliwych dawkach (czyli nie tyci ilości, które uskuteczniałeś) odczuwamy je - jak to bodajże p420 określił - "milion razy" bardziej intensywnie niż po weedzie, co w efekcie daje jakościowo inne doświadczenie. To tak, jakby porównywać szybką jazdę na skuterze do ujeżdżania F1 na pełnej kurwie - niby w teorii zachodzi to samo zjawisko przemieszczania naszej osoby w czasie i przestrzeni za pomocą pojazdu mechanicznego, ale nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie twierdził, że wrażenia z obu przejażdżek są identyczne lub że jazda F1 to jak jazda na skuterze, tylko że "bardziej".

A to czubek góry lodowej. Nie poruszyłem różnic (bardzo wyraźnych) w fizjologicznym odbiorze substancji, efektów (lub ich braku) prozdrowotnych itp. I szczerze, nie będę tego robił w dyskusji z Tobą - sprawiasz wrażenie mało rozgarniętego trolla lub łebka solidnie zaimpregnowanego na wiedzę i/lub rzeczowe kontrargumenty. Szkoda mi czasu na takich.

Dziękuję, skończyłem.
Rejestracja: 2007
  • 1256 / 178 / 0


Wiesz, bardziej chodzi o to, że kolo gdzieś zobaczył termin "śmierć ego" i z jakiegoś powodu wydaje mu się że to znaczy coś w rodzaju "źle się czułem po narkotykach". Tak jakby mu się ubzdurało że Mt Blanc to znaczy po francusku supermarket i twierdził że był na Mt Blanc za każdym razem kiedy odwiedza Le Clerca...
Rejestracja: 2015
  • 1554 / 39 / 0


Z dupy sobie to wyssałeś?
Rejestracja: 2016
  • 688 / 107 / 0


Pomyliłeś adresata i okoliczności: powinieneś zapytać swoje odbicie w lustrze.

"Ego death" po mj, ja pierdolę. Niby sezon ogórkowy jeszcze, ale takiego kasztana na hajpie dawno nie widziałem.
Rejestracja: 2017
  • 40 / 2 / 0


Śmierć ego jeżeli to jest to co przeżyłem a wydaje mi się że tak po zwykłej mj jest niemożliwa ale po syntetykach jak najbardziej. Wpadłem w jakąś przepaść. Nie było mnie, mojego " ja". Byłem jakimś duchowym upiorem, jakąś energią. Walczyłem o życie z jakimiś siłami. Nie chcę tego przeżywać drugi raz.
Posty: 464 Strona 43 z 47
Wróć do „Lizergamidy”
Na czacie siedzi 56 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość