CF; CarFentanyl - PRZESTROGA!!!

Należące do grupy anilidopiperydyn substancje opioidowe, o krótszym i silniejszym efekcie.
Więcej informacji: Fentanyl w Narkopedii [H]yperreala

Moderator: Opioidy

Posty: 63 Strona 3 z 7
Rejestracja: 2005
  • 1623 / 184 / 0


Na redditowym r/opiates jankesi coraz częściej ostrzegają, że w ich mieście pojawiło się to gówno w towarze.
Jak to dobrze nie być brauniarzem bo można się zabić pukając to gówno bez tolerki na fentanylowe dawki.

Also,
vester pisze:
(im późniejsza godzina tym bardziej człowiek się poci, w dodatku metabolity CF śmierdzą gorzej niż niemyty rok menel
Nie chcę się mądrzyć, ale to raczej nie metabolity CF, tylko nadproduktywność noradrenaliny, pierdolony cuchnący pot, nie da się go niczym zabić, zdecydowanie najgorszy z withdrawal symptomes dla mnie, właśnie po odstawce fentanylu śmierdziałem tak przez 2 miesiące.

ALE ALE. Teraz schodzę z morfiny i metadonu i śmierdzę tak samo, przeczytałem przed chwilą kilka papersów naukowych i wg nich to nie metabolity. Prócz opioidów, te jebane poty zwalczyć pomagają:
- klonidyna
- beta-blokery
- szałwia :D

Pocieszam się tym, że spora część opio-wraków doświadcza tego zapaszku.
Jedynym sposobem na przedawkowanie CFa przez człowieka, jest podanie dożylne buprenorfiny w dawce >8 mg.
A czy w takim przypadku nie nastąpi zgon, jeśli dawka buprenorfiny się nie przebije do receptorów agonistycznie, tylko zadziała jak antagonista i zablokuje receptory w ten sposób, że nie będzie dało się już podać CF?
Wiesz, tak jak podanie sobie subuxone iv będąc na heroinie, morfinie czy tam metadonie, fentanylu - to nie nalokson tylko właśnie bupra by mnie kiedyś wykręciła, jest tu gdzieś temat o tym. Byłem na średnich dawkach morfiny/metadonu i podałem sobie 6mg bupry, i natychmiastowo dostałem takiego skręta jaki ty opisujesz na 5/6 dzień skręta po CF. Bałem się, że kolejna dawka bupry mnie zabije.

Pozdro vester i nie chwytaj się już fentanylów ani nitazenów ani etorfin - można całe życie walić kompot i się bujać po metadonie, po co sobie krzywdę robić? Jeśli decydujesz się na branie do końca życia, a o ile wiem w twoim przypadku tak musi być z powodu choroby, to pij ten jebany syrop w oxanowych dawkach ale nie daj się zabić! Trzymam kciuki. W innym przypadku nikomu bym nie radził metadonu, bo z tego gówna się zejść nie da praktycznie, jak się wjebie w dawki 200-300mg, ale można tak walić do końca życia za darmo w naszym kraju, skoro dają czemu nie.
Rejestracja: 2007
  • 629 / 22 / 0


sprawdzone_info pisze:
Na redditowym r/opiates jankesi coraz częściej ostrzegają, że w ich mieście pojawiło się to gówno w towarze.
a niby skąd oni wiedzą, że to akurat carfent, a nie np. 3-MF ? Każdy ćpun nosi w kieszeni spektrometr?
sprawdzone_info pisze:
vester pisze:
(im późniejsza godzina tym bardziej człowiek się poci, w dodatku metabolity CF śmierdzą gorzej niż niemyty rok menel
Nie chcę się mądrzyć, ale to raczej nie metabolity CF, tylko nadproduktywność noradrenaliny, pierdolony cuchnący pot, nie da się go niczym zabić, zdecydowanie najgorszy z withdrawal symptomes dla mnie, właśnie po odstawce fentanylu śmierdziałem tak przez 2 miesiące.
no nie wiem... po acetylowanej majce na głodzie śmierdzi się zupełnie inaczej - tak.... tak jakby octowo, ten pot śmierdzi poto-octem. Narzeczony mówił, że jak odstawiał fenta to jego pot był w miarę neutralny, może delikatnie "podśmierdywał" syntetycznie. Jak ja kiedyś odstawiłam brałna to mój pot był totalnie neutralny, jeśli już mówimy o walorach zapachowych ;) to zjawisko zasługuje na oddzielny wątek hehe. Nie wiem czy to metabolity czy nie. Jeśli, jak mówisz w pejpersach naukowych jest napisane, że to nie metabolity, to może na zapach potu mają wpływ związki, z których syntezowano dany opioid? No nie wiem, nie mam pojęcia co ma wpływ na zapach potu. Sprawdzone_info podrzuć proszę linki jeśli możesz, chętnie poczytam na ten temat, to bardzo interesujące.

Dla mnie najgorsze z "withdrawal symptoms" to zdecydowanie rozregulowanie układu termoregulacji, czyli to zimno-ciepło i też te zasrane poty. Tak mnie to wkurwiało na dtx, że rzucałam mokrymi koszulkami nie tylko po całym pokoju, ale i po całym mieszkaniu, kopałam je, itd. oczywiście dopóki miałam siłę to robić, czyli jakoś do 4 doby ;-)

Jednak tak totalnie najgorsze jest coś, czego doświadczylibyśmy w kolejnych dobach przy odstawce carfenta, gdybyśmy jej nie przerwali albo nie zdechli przed 8 dobą - rzyganie - najpierw tym co masz w żołądku, potem kwasami z żołądka, kiedy to się skończy zaczynasz rzygać żółcią. Kiedy zabraknie żółci, zaczyna się najgorsze: rzyga się sokami trzustkowymi , które mają odczyn zasadowy. Zęby po czymś takim przypominają meth-teeth, jeśli ich nie myjesz po każdym "wypróżnieniu", a przełyk jest dosłownie spalony, bo najpierw przechodzi przez niego kwas, a potem dla odmiany żrąca zasada. Te enzymy trzustkowe są naprawdę tak żrące, że przewyższa je chyba tylko wlanie sobie "Kreta" prosto w gardło.

Pocieszam się tym, że spora część opio-wraków doświadcza tego zapaszku.
dobre, dobre %-D śmiałam się z tego chyba przez 10 minut
sprawdzone_info pisze:
vester pisze:
Jedynym sposobem na przedawkowanie CFa przez człowieka, jest podanie dożylne buprenorfiny w dawce >8 mg.
sprawdzone_info pisze:
A czy w takim przypadku nie nastąpi zgon, jeśli dawka buprenorfiny się nie przebije do receptorów agonistycznie, tylko zadziała jak antagonista i zablokuje receptory w ten sposób, że nie będzie dało się już podać CF?
Przecież właśnie o to chodzi, żeby bupra zadziałała antagonistycznie, bo jeśli ktoś ma overdose, to naloxon jest za słaby, a bupra da radę się przebić i związać się z receptorem, jeśli jest podana w dużej dawce (minimum 4 mg, optymalnie >8 mg). Potem oczywiście ma się skręta jak skurwysyn i trzeba zwaporyzować naprawdę sporo CFa (zwykła dawka x4) plus relanium iv, żeby ustabilizować swój stan.
sprawdzone_info pisze:
Wiesz, tak jak podanie sobie subuxone iv będąc na heroinie, morfinie czy tam metadonie, fentanylu - to nie nalokson tylko właśnie bupra by mnie kiedyś wykręciła, jest tu gdzieś temat o tym. Byłem na średnich dawkach morfiny/metadonu i podałem sobie 6mg bupry, i natychmiastowo dostałem takiego skręta jaki ty opisujesz na 5/6 dzień skręta po CF. Bałem się, że kolejna dawka bupry mnie zabije.
tak, wiem o co Ci chodzi, kiedyś o tym rozmawialiśmy, jak pytałam na forum co i dlaczego mi się stało po stuknięciu bupry iv podczas ciągu na oksykodonie (w skrócie: dostałam takiego głoooooooda, że wyskoczyłabym przez okno, gdybym dała radę zrobić coś więcej niż wpakować sobie do buzi klonazepam, leżeć i umierać). w powyższej wypowiedzi chodziło o ratowanie życia w przypadku przedawkowania CF, a tutaj piszesz o podaniu bupry przytomnej osobie. Sama bupra po kolejnej dawce by Cię nie zabiła, co najwyżej zwiększyła objawy skrętowe. bupra po prostu wybiła Ci każdą pozostałość agonistów z receptora, a po kolejnej dawce co najwyżej wzmocniłby Ci się antagonizm, tak w skrócie.
sprawdzone_info pisze:
Pozdro vester i nie chwytaj się już fentanylów ani nitazenów ani etorfin - można całe życie walić kompot i się bujać po metadonie, po co sobie krzywdę robić? Jeśli decydujesz się na branie do końca życia, a o ile wiem w twoim przypadku tak musi być z powodu choroby, to pij ten jebany syrop w oxanowych dawkach ale nie daj się zabić! Trzymam kciuki. W innym przypadku nikomu bym nie radził metadonu, bo z tego gówna się zejść nie da praktycznie, jak się wjebie w dawki 200-300mg, ale można tak walić do końca życia za darmo w naszym kraju, skoro dają czemu nie.
Dzięki. Tylko wiesz, ja już nie wiem czego mam się chwytać, ćpam od 1997 r., to 19 lat, a mam 36. Większość życia spędziłam na opio-fazie, niż na trzeźwo. Jestem zmęczona, bardzo. Ja mam po prostu dość walenia w kable, teraz muszę strzelać w palce, bo jakoś miesiąc temu wykończyłam już wszystkie kable na podeszwach stóp. Ludzie nawet w grzbiet stopy nie chcą sobie dać wbić igły, jak im się już zapadną kable na rękach, a ja muszę odpierdalać takie coś, to jest dno dna walić w takie miejsca. W szpitalach i poradni onkologicznej pobierają mi krew z szyi, jeszcze muszą wołać ratownika medycznego w tym celu. Nawet jak chcę się zdetoksować to nie mogę, bo ból na głodzie jest nie do wytrzymania (mam na myśli ból nowotworowy, a nie ogólny ból na głodzie), a potem mam jeszcze żyć z nim na trzeźwo. Kiedyś mało się nie posrałam ze szczęścia "ooo mam raka, będę mogła sobie legalnie ćpać", a teraz przeklinam los, bo nawet jak chcę odstawić, to nie mogę, tak bardzo bolą mnie przerzuty. Co ja mam robić?

Przecież nikt nie wypisze mi syropu w dawce 300 mg na dzień, a nawet jeśli - w PBLach stosuje się nadal 1% MOLTENI, te 5% są tylko do użytku wewnątrzszpitalnego - 1 syrop to 100 mg metadonu, czyli potrzebne mi są 3 syropy dziennie * 30 dni = 90 syropów miesięcznie. Już widzę jak NFZ mi to refunduje... i te recepty... i te 4 wielkie kartony, z którymi co miesiąc wychodzę z apteki :cool: chyba muszę kupić większy samochód, bo tyle to mi się do bagażnika nie zmieści. Tylko co tu wybrać, SUVy nigdy mi się nie podobały, nie cierpię ich z całego serca, zawsze wolałam tzw. "usportowione", a one mają za mało miejsca w bagażniku i z tyłu, żeby pomieścić tyle kartonów mietka. Kurwa, no nie wiem, co tu wybrać, a tak mi się podobał peugeot RCZ... Chyba jednak wrócę do carfenta, on się przynajmniej mieści w kieszeni ;-)

A mówiąc całkowicie poważnie, to jeśli znajdzie się choć jeden taki lekarz w całej Polsce, który wypisywałby mi 90 butelek mietka, to myślę, że szybciej NFZ mi udowodni, że ten ból to jedna wielka halucynacja, niż będzie refundował 90 syropów z metadonem miesięcznie. Jak ja to uzasadnię w PBL? "Mmmm, bo wie Pan, te 600 mg morfiny dziennie i 160 mg oksykodonu to dla mnie w chuj za mało, wypisze mi pan 90 syropów MOLTENI? bo ja na metadon bym w sumie przeszła, tylko potrzebuję aż 300 mg dziennie tego metadonu, bo jestem narkusem z 20-letnim stażem, w dodatku wjebałam się ostatnio w analgetyk dla słoni i hipopotamów, ale to drobnostka, tylko nie chciałam wcześniej mówić, bo by mi pan pewnie nic kompletnie nie wypisał i musiałabym zdychać z bólu albo nie zdychać i strzelić sobie w łeb".

No i zostaje jeszcze jeden bardzo prozaiczny powód anty-metadonowy - nigdy nie sądziłam, że będę chciała mieć dzieci, ale jakoś tak mnie naszło w ostatnim momencie przed 40-ką. A co będzie, jak uda mi się jednak kiedyś wyzdrowieć? I będę mogła wtedy zajść w ciążę? Jak zachorowałam, to myślałam, że przez przerzuty umrę w ciągu roku, a tu taka niespodzianka, nadal żyję. Gdybym miała 100% pewność, że w końcu umrę, że np. w końcu przerzuci mi się do mózgu (bo mój nowotwór może tam się przerzucić) to bez wahania zrobiłabym wszystko, żeby przejść na metadon i nie musieć się kłuć. Ale zdaję sobie sprawę, że zejście z niego - w dodatku z dawki 300 mg - jest praktycznie niemożliwe, dlatego zawsze unikałam metadonu jak ognia. Bo nie mam stuprocentowej pewności, że umrę. Zawsze jest ten 1% szansy, że się uda.

Gdybyśmy żyli w cywilizowanym kraju, a nie w polszy, to pewnie byłabym na levorfanolu. Ma długi czas działania (12-15 h), odpowiednią siłę przeciwbólową, nie trzeba go walić iv, nie ma tolerancji krzyżowej z majką i helem, nie kumuluje się w tkankach, więc detoks byłby pewnie podobny do heroinowego . To jedyny drug, jaki mi przychodzi do głowy, byłby dla mnie idealny, ale nie mam szans, żeby go dostać, bo mieszkamy w Polsce, a tu nie jest nawet zarejestrowany. Musiałabym przeprowadzić się do Austrii, a mieszkałam już w Niemczech i nie bardzo mam na to ochotę.

Wracając do tematu carfentanylu:
sprawdzone_info pisze:
Zastanów się, zanim sięgniesz po tego typu opiaty, czytelniku, bo zanim powiesz - to jaka jest różnica pomiędzy unikaniem skręta waląc sobie fenta, a unikaniem tegoż waląc PST/kodeinę/tramadol. ANO TAKA, ŻE JAK ZECHCESZ Z TEGO ZEJŚĆ, TO SIĘ ZESRASZ, ZOBACZYSZ CO TO JEST CIERPIENIE. Skręt po heroinie to NIC w przypadku skrętu po fentanylu.
Dokładnie, nic dodać, nic ująć. Skręt po fencie i jego pochodnych to najgorszy rodzaj śmierci w męczarniach. To nie tortury. To dogorywanie po torturach. Tego się nie da opisać, to trzeba przeżyć. Niestety znam też parę przypadków, kiedy w czasie detoxu po pochodnych fenta ludzie wariowali. Po detoksie kierunek psychiatryk.

I jeszcze odpowiem na pytanie oxana: mylisz się oxan, nawet gdyby ktoś chciał być na carfencie do końca życia przy nieograniczonych zasobach, to się po prostu nie da, po pierwsze przez to, że jego metabolity kumulują się w wątrobie i są toksyczne dla człowieka, po drugie tolerancja skacze tak szybko, że po pół roku trzeba by było zwaporyzować całą chochlę na raz, żeby poczuć się tylko normalnie (o ile takie dawki nie wykończyłyby wątroby w ciągu miesiąca), po trzecie efekt sufitowy. CarFent nie nadaje się do ćpania przez całe życie, nawet nie nadaje się do ćpania przez rok.

Czy jest na forum ktoś, kto próbował 3-metylofentanylu i porównał doznania po nim do zwykłego fenta? Ciekawa jestem jak 3-MF ma się do CFa. Szczególnie chodzi mi o czas działania, ile trwa faza, jak ją porównać do fentanylowej (sedacja, analgezja, może jakaś euforia?), po ilu godzinach pojawiają się pierwsze objawy odstawienne.

Jak działają dopalacze?

Dobrze wiedzieć przed Sylwestrem ;) Dość obszerny i w większości całkiem do rzeczy artykuł z periodyku „Służba Zdrowia”.

Przewożący narkotyki kierowca chciał policjantom wręczyć łapówkę

Gdy funkcjonariusze legnickiej drogówki znaleźli w jego samochodzie zawiniątko z zawartością metamfetaminy, mężczyzna zaproponował kwotę tysiąca złotych dla każdego z nich w zamian za odstąpienie od czynności.
Rejestracja: 2009
  • 1449 / 93 / 0


Żeby nie było wątpliwości: pewnie spróbowałbym z ciekawości carfentanylu. Raz. Wszystkie opioidy, już za pierwszym razem dostarczały mi przyjemności, taki mam śmieszny organizm. Natomiast jeśli chodzi o słabość woli, że po pierwszym razie dalej waliłbym to "cudo" to raczej mało prawdopodobne, znając doświadczenia vester. Jakoś zawsze umiałem wziąć się za mordę, a czym grozi popłynięcie na fencie, to wiem. Parę lat temu doszedłem do stanu, że na raz waliłem nawet 1,5 plastra 100mcg/h + tak ze 400mg majki i wiem, jak parszywie się z tego wygrzebać. Zabawa w takie kompozycje trwała - bo ja wiem? - pół roku i musiałem ratować sie dużymi dawkami zacetylowanych tabletek, Bogu dzięki, jakoś bez straszliwych przeżyć, choć parę razy liznął mnie parszywy skręt, któremu nie dałem się rozwinąć.
Dziś, dawki które przyjmuję dwa razy dziennie (majki) są naprawdę zabawne z punktu widzenia staego kaloryfera (grzejnika), tak mnie życie zmusiło i choć to zabija tylko skręta, to nie żałuję.
Jeśli chodzi o dekstromoramid (to dla Ciebie, vester, użyłem tej nazwy :hug: ) to wcale nie ma tak dużej różnicy w tempie powstania uzależnienia. Ponoć po pierwszych badaniach klinicznych były takie doniesienia, ale wskutek tego, że Palfium wywołuje tak silną euforię, szybko występowało uzależnienie psychiczne, a fizyczne powstawało mniej więcej tak szybko, jak przy stosowaniu petydyny, czyli nieco wolniej niż przy morfinie. No i tak, jest kardiotoksyczny.
Natomiast co do ketobemidonu - faktycznie, jest w nim taka komponenta jak w petydynie, choć nieco słabiej zaznaczona, natomiast euforia, którą powoduje, jest znacznie silniejsza, niż po petydynie, takie są moje doświadczenia.
Jeszcze jedna ciekawa rzecz, która odróżnia mnie od innych - na skręcie praktycznie nie rzygam, mam natomiast swój prywatny objaw abstynencyjny: uczucie, jakby wkręcano mi w szpik kości, głownie przedramion jakieś świdry, jest bezbolesne, lecz uczucie jest tak parszywe, że wolałbym ból. Nie wiadomo jak to zlikwidować (poza strzałem oczywiście), ale doprowadza to do szału. Dla mnie bóle, skurcze, poty, niestabilność termiczna, kichanie i inne atrakcje są niczym w porównaniu z tym uczuciem, dla mnie makabra.
Aha, oxan, jak oceniasz mój patent na Matrifeny?
Rejestracja: 2008
  • 1424 / 80 / 0


@ veste
"I jeszcze odpowiem na pytanie oxana: mylisz się oxan, nawet gdyby ktoś chciał być na carfencie do końca życia przy nieograniczonych zasobach, to się po prostu nie da, po pierwsze przez to, że jego metabolity kumulują się w wątrobie i są toksyczne dla człowieka, po drugie tolerancja skacze tak szybko, że po pół roku trzeba by było zwaporyzować całą chochlę na raz, żeby poczuć się tylko normalnie (o ile takie dawki nie wykończyłyby wątroby w ciągu miesiąca), po trzecie efekt sufitowy. CarFent nie nadaje się do ćpania przez całe życie, nawet nie nadaje się do ćpania przez rok.

Czy jest na forum ktoś, kto próbował 3-metylofentanylu i porównał doznania po nim do zwykłego fenta? Ciekawa jestem jak 3-MF ma się do CFa. Szczególnie chodzi mi o czas działania, ile trwa faza, jak ją porównać do fentanylowej (sedacja, analgezja, może jakaś euforia?), po ilu godzinach pojawiają się pierwsze objawy odstawienne."

najpierw odniose sie do 1 cześci wypowiedzi. w tym temacie ani ja ani Ty możemy nie mieć racji. pisząc o długoletnim ćpaniu i nieograniczonej dostępności carfnt w kontekście całej mojej wypowiedzi, zauwaz, że odnoszę się hipotetycznie nie co do samej substancji-hipotetycznie zakładam, że sie da. w wypowiedzi chodzi mi o psychike ćpuna zarzekającego, że owego opio nie ruszy za żadne skarby. tu stawiam pytanie. nie interesuje mnie w tej chwili sama substancja, czy sie da czy nie, a jedynie prawdziwa odpowiedź na pytanie czy ruszy, czy nie.
czy masz dostęp do fachowej literatury opisujacej zastosowanie carfnt u ludzi? nie szukałem publikacji. jesli jakieś są to podaj linki. nie wiem na czym opierasz swoją wiedzę na temat metabolizmu, kumulacji i efektu sufitowego carfnt. jeśli jest to gdzieś opisane to ok, jeśli nie, to w/w odczucia sa tylko i wyłącznie twoim subiektywnym odbiorem substancji i nie mozna tego ekstrapolowac na reszte populacji userów. ja np. po carfnt nie miałem bólu głowy. fakt, brałem to tylko kilka razy, nie doszłem do jakiejś tam tolerki na carfnt, ale wtedy moja tolerancja na opio była już kosmiczna. bez publikacji i poparcia swoich tez badaniami nie możesz twierdzić na temat substancji, że sie nadaje lub nie.

co do 2 części wypowiedzi: brałem tmf, faza jak po fnt, z reszta jak u wszystkich poch. a mocniej zaznaczony wjazd, oczywiście dawka jest też adekwatnie mniejsza. jest typowa euforia fentanylowe, ta b. dala fentanyli specyficzna. ja ja nazywam euforyczna sedacją. czas działania nawet do 72 godzin, ale to u nie wjebanych. tolerka rośnie wykładniczo. objawy odstawienia pojawiaja sie po ok.2 dniach.

pzdr
Rejestracja: 2005
  • 1623 / 184 / 0


Dla mnie też 3-MF się nie różnił od fenta niczym prócz tego, że skręt przyszedł dopiero po dwóch dniach. Po fencie branym rano potrafił się pojawić już wieczorem, a rano był koszmar.
Rejestracja: 2011
  • 33 / / 0


Cześć.
Tak jako ciekawostkę chciałem podać związek, który wyszperałem w bazach danych. O ile carfentanyl jest straszny ze swoją siłą wiązania do receptorów (Ki = 0,024 nM), to znalazłem związek, który wiąże się z siłą Ki = 0,0016 nM. Wątpliwe, żeby kiedykolwiek pojawiło się to na jakimkolwiek rynku - na szczęście. Swoja drogą to uważam, że jakikolwiek narkotyk, który zbyt silnie oddziałuje z receptorem jest zdradliwy, i jako tako nie powinien nigdy opuścić laboratorium. A tutaj struktura tego związku:

[ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]

[źródło - Bioorg. Med. Chem. Lett., (2012) 22:24:7340]
Rejestracja: 2008
  • 1424 / 80 / 0


ciekawa struktura. podaj jakies źródła.
Rejestracja: 2009
  • 50 / / 0


Co do posta kolegi black_shadow, dla mnie również bardzo ciekawa struktura, jednak nie do zrobienia w prostym labie, tak jak większość benzomorfanów - do tego ten dziwaczny 1,3-benzodioksol połączony bezpośrednio z fenetyloamidową resztą... Wyczytałem że zsyntezowali to koledzy z Rensselaer Polytechnic Institute - oxan, jak poszukasz to znajdziesz.
Apropo tej struktury czytałem kiedyś, że w opioidach fenantrenowych zmiana 3-hydroksy na 3-CONH2 powoduje zwiększeznie selektywności i siły wiązania, ale również jej zmianę z receptora mu do kappa.
Jeśli już piszemy o opioidach z największą siłą wiązania do mu, pragnę wspomnieć o w miare prostej modyfikacji leworfanolu, przy pozycji 17 tzn. przy azocie, tam gdzie zwykle rezyduje grupa metylowa podstawiono grupę CH2-CH-CH czyli o ile się nie mylę grupę karboetynylową. Ki do mu = 0,003 nM
czyli tylko 2x słabsza od tej którą zapodał black_shadow, a dużo dużo prostsza, oto ona:
[ Grafika zewnętrzna - wgrywaj jako załącznik aby była widoczna bezpośrednio ]
Może wypowiesz się na ten temat Oxan? Co sądzisz o tym podstawniku, czy jest możliwość utworzenia tej grupy w cząsteczce dajmy na to naloksonu lub naltreksonu bez uprzedniej dealkilacji do azotu 2-rzędowego? I jak oceniasz jej wpływ na moc opioidu, czyżby coś lepszego niż 17-fenetylo który już wzmacniał siłę od 7 do 14 razy :D
Pozdrawiam!
Rejestracja: 2005
  • 1623 / 184 / 0


Napiszcie przy okazji chłopaki coś o związkach biwalentnych, tych pochodnych fentanylu.

Czy dobrze rozumiem, że będzie można otrzymać związek, który zadziała zarówno jak mefedron i jak opioid?
Bo to, że te struktury obiecująco zapowiadają się jeśli chodzi o leczenie uzależnienia od opioidów to wiem.
Wszystko jest w tej publikacji:

Wiadomości Chemiczne
2014, 68, 3-4
BIWALENTNE LIGANDY RECEPTORÓW
OPIOIDOWYCH
BIVALENT LIGANDS OF OPIOID RECEPTORS
Oliwia Frączak, Aleksandra Olma*
w przypadku biwalentnych ligandów synergizm wynikający z jednoczesnego
oddziaływania obu ligandów z odpowiednimi miejscami wiążącymi może wpływać
na wzrost powinowactwa i czasu wiązania. W przypadku związania się jednego
farmakoforu, pochodzącego od biwalentnego ligandu, prawdopodobieństwo zwią-
zania drugiego jest zazwyczaj większe niż prawdopodobieństwo wiązania dwóch
pojedynczych ligandów do tych samych receptorów [
W tej publikacji dopiero są szalone struktury.
Przeprowadzono także badania pomiędzy strukturą a aktywnością konjugatów
enkefaliny i fentanylu [39]. Otrzymane analogi wykazywały wysokie powinowactwo
do receptorów opioidowych μ i δ (Tab. 5), a także, w przeciwieństwie do enkefa-
lin, charakteryzowały się dużą biodostępnością. Zastąpienie Tyr resztą Dmt 55, 64
znacznie poprawiło powinowactwo do receptora μ, inkorporacja D-Nle w pozy-
cję 2 zwiększyła siłę wiązania z receptorem δ 53, 54. Także halogenowanie pierście-
nia aromatycznego fenyloalaniny zwiększyło aktywność opioidową
To oznacza, że czekają nas dziesiątki tysięcy nowych struktur opioidowych. :old:
Rejestracja: 2010
  • 1022 / 47 / 0


Świetna lektura. Szacun za przetrwanie tego, ja po trzech bezsennych nocach (nie liczę 4 wcześniejszych dni gdzie schodziłem z dawek i już były objawy odstawienne ale nie taki hardkor) ze skręcającymi się mięśniami, jadło/wodowstrętem, potokiem z nosa i jedynie sraką opanowaną przez loperamid, miałem już dość życia %-D I to tylko po 9 miechach PST.
Miałem dostęp do fenta (plastry), ale to jedyny drag, którego bałem się wziąć, nawet będąc opiowraczkiem. Bałem się rozjebania tolery za fazę, która będzie krótsza i krótsza, a da mi w kość mocniej niż jakikolwiek ciąg na morfinie.
I miałem rację, wpierdzielanie morfiny w tabsach dało mi super doznania :-D
Posty: 63 Strona 3 z 7
Wróć do „Fentanyl i pochodne”
Na czacie siedzi 86 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość