Benzodiazepiny - Uzależnienie

Heterocykliczne substancje modulujące potencjał neurotransmisji GABA, będące pochodnymi dwuazepiny, lub kwasu barbiturowego.
Więcej informacji: Benzodiazepiny w Narkopedii [H]yperreala, Barbiturany w Narkopedii [H]yperreala

Moderatorzy: GABA, Leki

Posty: 1267 Strona 122 z 127
Rejestracja: 2019
  • 12 / / 0

nie nie, ja chce zostac przy benzo, po prostu ciezko funkcjonowac mi na klonie dlatego pytam czy sa jakies alternatywy?
Rejestracja: 2012
  • 93 / 20 / 0

Kolego z całym szacunkiem ale przy 8 mg klona dziennie to bardziej rozglądałbym się za detoksem szpitalnym, nie Lorafenem. Ewentualnie zejdź jak koleżanka wyżej pisała

Byłem żołnierzem i nie znosiłem narkotyków. Na emeryturze zacząłem leczyć się psychodelikami

Mike Cooley leczy się z PTSD psychodelikami. Rozmowa Jerzego Afanasjewa z bohaterem filmu dokumentalnego „Wyzwolenie”, który można było obejrzeć na festiwalu WatchDOC w Warszawie.

Zapalił trawkę i wsiadł z małym dzieckiem do auta

Przed sądem w Łodzi stanie 36-letni mężczyzna, który po wypaleniu marihuany pojechał autem z miesięczną córką, by odebrać ze szkoły syna. Policja ukarała go 500-złotowym mandatem i zatrzymaniem prawa jazdy.
Rejestracja: 2019
  • 12 / / 0

własnie wyszedłem z 4 miesiecznego i dziekuje moja fobia jest nie do ogarniecia przez fachowcow, a klona biore moze z miesiac, chcialbym go po prostu wymienic na cos innego, jakies "lepsze" benzo? czy takim jest lorek?

*********

do czego ta cala rozmowa zmierza? chodzi mi o to czy istnieje jakas mocniejsza bzdp ktora tlumi lęki a przy okazji troche aktywizuje? pozdrawiam

Scalono. misspill
Rejestracja: 2019
  • 12 / / 0

podpinam się, też z chęcią zmieniłbym klona na coś silniejszego...co polecacie Starzy wyjadacze? ;)
Rejestracja: 2018
  • 457 / 64 / 0

Jakiś czas mnie tu nie było ale jak byłem codziennie to w pamięć zapadła mi historia @wnc1964 . Kolega brał 4mg klona 20 lat aż jedna z najmocniejszych benzo straciła moc. A może odwrotnie - receptory były raczej usmażone i ten sympatyczny user po 20 latach na klonie został wyzerowany z benzo w 6 tyg. Gość o wadze ponad 100kg targał żelastwo, siłownia te sprawy i czuł, że żyje. Po 6 tyg detoksu szpitalnego ważył niecałe 70 kg. Brał wiele leków by odzyskać choć trochę równowagi psychicznej.

Więc kurwa nie kombinujcie ,,chce silniejsze benzo bo fobia" tylko pomyślcie co się stanie jak 8mg klona w połączeniu z 6mg lorka przestanie działać. Moim skromnym zdaniem lepiej jest walczyć z fobiami niż z detoksem tych zacnych substancji.

Nie mam pojęcia jak walczy się z fobiami ale benzo tego nie wyleczy a fobie z odbicia raczej przyjemne nie beda.
Rejestracja: 2018
  • 2644 / 1044 / 1

Odnośnie WNC. Jego historia jest zatrważająca. Natomiast bardzo ciekawa.Postanowiłem więc popytać się o przyczyny takiego stanu rzeczy. Pytałem się w ciągu pół roku kilku (może kilkunastu) lekarzy z psychiatrii i z detoksykacyjnego, czy znają podobny przykład. Ich staż pracy był różny (od 2 do 30 lat pracy). Żaden z nich nie widział, ba nawet nie słyszał o sytuacji w której benzo "nagle przestało działać" Na tekst o "usmażeniu receptorów" uśmiechali się z politowaniem...

Co mi powiedziano:
- nie ma opcji, że z dnia na dzień, bądź z tygodnia na tydzień nagle benzo przestaje działać.

- zdarza się natomiast, że leki okresowo działają lepiej, gorzej. Wpływ na to mają choroby, nowotwory, bądź wydarzenia w życiu pacjenta (śmierć bliskiego itd). Wtedy można czasowo podnieść dawkę. Natomiast po zakończeniu przyczyn, trzeba tę dawkę zmniejszyć

- Przy leczeniu wieloletnim bardzo ważne jest podejmowanie prób schodzenia z dawek pod opieką lekarza. Czyli jeżeli np dawka 6mg jest dawką stałą od roku i w naszym życiu jest dobrze, to ustalamy zejście w ciągu pół roku do dawki 4 mg. Schodzimy w bardzo małych krokach. W ciągu pół roku zejście o 2 mg klona odbywa się praktycznie bez skutków ubocznych. Jedyny problem to niechęć pacjenta. Bo dawka np 6mg obok działania na chorobę podstawową, działa też dobrze upajająco. Pacjenci boją się stracić to co mają.

- bardzo często się zdarza, że w wyniku źle dobranej dawki (za dużej) pacjenci przychodzą z lamentem, że lek nie działa. Mówią, że wcześniej ja brali lek to czuli całowity luz, zero problemów, kłopotów. Mogli pospać sobie w dzień z 3-4 godziny itd. Czyli opisują typowe objawy upierdolenia po benzo. Natomiast zapytani o objawy, dla których te benzo dostali (lęi, itd) twierdzą, że objawy te ustąpiły i dalej ich nie ma. Takie sytuacje są NORMĄ. Pacjenci chcą wrócić do samopoczucia jakie mieli wcześniej, podnoszą dawki. Robi to albo kłamiąc lekarzowi że nie działa, lub samodzielnie kupując leki w internecie. Po zwiększeniu dawki haj warca i jest ok. Następnie znowu tolerancja wzrasta i nie ma haju, więc pacjent znowu podnosi dawkę. W ciągu roku budzi się z ręką w nocniku. Ile takich osób np jest u nas na forum? Dziesiątki? Setki? Sytuację z brakiem haju zna każdy kto choć z miesiąc na stałe brał benzo.

- w takiej sytuacji lekarz powinien ostro zareagować i zmienić leczenie, a przede wszystkim wytłumaczyć pacjentowi że jest już lekomanem uzależnionym od tej substancji. Że jest to droga donikąd. Tylko ilu pacjentów ma odwagę cywilną, żeby zgodzić się z takimi słowami? Najczęsciej twierdzą, że chuj konował nie chce mi przepisywać leków, oni są tak chorzy!!!. Kupują wtedy sami w internecie i leczą się sami (tzn po recepty do lekarza też chodzą, ale już nie na leczenie a po recepty). Po tych słowach zrozumiałem całą istotę uzależnienia. Spójrzcie ile takich osób jest na forum!

- no i ostatnie. Człowiek uzależniony żyje w innym świecie. Wydaje mu się, że jest ok, że funkcjonuje normalnie. Wystarczy jednak najmniejszy kłopot z dostępem do leku od którego jest uzależniony. Zaczyna się dramat. Człowiek jest w stanie zrobić prawie wszystko by dostać benzo. Kradną, wynoszą rzeczy z domu, oszukują itd itd. Tworzą alternatywne historie własnych chorób, wymyślają nowotwory itd itd. Znany jest przykład kobiety, która by dostawać leki pozwoliła sobie wyciąć zdrowy żołądek twierdząc, ze ma nowotwór wymagający całkowitej resekcji. Sfałszowała opisy badań. Ostatecznie wycięto jej żołądek. Lekarzy oskarżono za zaniedbania.

Podsumowując. Nie twierdzę, że WNC kłamał, ale wg lekarzy taka sytuacja jest wielce nieprawdopodobna.
Rejestracja: 2019
  • 142 / 37 / 0

Zgadzam się w pełni z tym co mówi @DexPL.

Jak zacząłem brać benzo sporadycznie, miałem 18 lat i były to też najlepsze czasy dla robienia lewych recek. Ludzie popierdalali z tą samą bibułą udostępnioną przez kogoś na forum Hyperreala, a która była tak fatalna, że obecnie nie chciałbym z nią przechodzić 100 metrów od apteki ;). Ale nie o tym.

Na przestrzeni nieznacznie mniej, niż 15 kolejnych lat nabawiłem się uzależnienia od benzo (oraz alkoholu), takiego, że zdarzało mi się po prostu wziąć i opierdolić naraz pół paczki klonów 2mg albo paczkę alpry 0.5mg, po to żeby drugą skołowaną wrzucić do pieca, myśląc że to pudełko po tej zjedzonej %-D.

Zazwyczaj oczywiście starałem się trzymać dawki w ryzach i trzymać jakiejś tam rutyny. Oczywiście ostatecznie dostawałem lęków mimo brania ustalonej dawki i musiałem ją zwiększać. Też mi się wydawało (ale bardzo dawno temu), że podbicie dawki albo zmiana środka na mocniejszy rozwiązuje problem - przy czym z klonów już za bardzo nie ma na co przechodzić. Ewentualnie wpadałem w binge-eating benzo, czyli po prostu zamiast, nie wiem, 2.5mg alprazolamu, danego dnia brałem 5-10mg i na te 24h czułem się dobrze. Całe tygodnie znikały z życia na takich wojażach. Nie pamiętam setek wspomnień, filmów, książek. Czułem się otępiały, jakby ktoś obciął mi moc obliczeniową o połowę. To wszystko wydawało mi się jeszcze "w miarę" normalne, ale pamiętam jak z idąc z kumpelą spytałem ją, czy też ma czasem tak, że budzi się rano i czuje, że wszystko jest trochę nierealne. Nie jest to jakieś dramatyczne wyznanie, ale jej wzrok był dla mnie bardziej przykry niż wzrok matki jak spierdalałem przez płot szpitala z rozbitą głową. Może po prostu nadszedł większy emocjonalny chłód, nie wiem.

Od alkoholu i klonów dostawałem brain-zapsów chodząc po dworze, siedząc w kinie bałem się, że tracę czucie w kończynach. Każdą dotychczasową pracę kończyłem regularnymi zwolnieniami, gdzie już idąc do lekarza (a potem drugiego) po benzo, brałem też od jednego zwolnienie na tydzień, a potem na drugi. Wymyślałem niestworzone historie, byle tylko mieć spokojną głowę (mam umysłową pracę) i móc siedzieć w domu i ćpać w spokoju.

Zawsze odstawiałem benzodiazepiny samemu - czasem miałem odłożone więcej tabletek, najczęściej załatwiałem sobie jeszcze trochę tego co akurat ćpałem i duuuużo relanium. Rozpisywałem sobie to wszystko na podstawie prof. Heather Ashtor, tylko najczęściej wymagało to takich ilości leków, że stosowałem nieco większe tempo odstawki. Jeśli szybko się opamiętałem (nie brałem gigantycznych dawek), to faktycznie odstawka przebiegała bezboleśnie. Poza tym - przejebane. Benzo, obok alko to dla mnie osobiście najgorsze w co można się wpierdolić (może dlatego, że nie wpierdoliłem się w opio, choć niekoniecznie). Z każdą kolejną odstawką mniej chciało mi się walczyć o siebie. Nigdy nie miałem tendencji samobójczych, ale po prostu byłem już tym zmęczony. Z każdym razem czułem większy lęk, czułem że mógłbym dostać zawału, gdyby ktoś przy mnie pierdnął. Czułem strach siedząc w parku w słoneczny dzień, gdzie spacerują tylko staruszkowie i matki z wózkami. Uważam za duży sukces odstawienie beta-blokerów, które musiałem brać ze względu na kołatanie serca (pewnie większy udział w tym alko, niż benzo, ale niekoniecznie).

Benzodiazepiny są podstępne, nie ma też żadnej rozsądnej substytucji. Oczywiście jest pregabalina i gabapentyna, ale co to za substytucja, którą można sobie rozchwiać receptory tak samo, jak oryginałem (to tylko moja opinia, mam małe doświadczenie z nimi).

W każdym razie, jak uzależniłeś się od benzo to nie jest tak, że będziesz trzeźwy pół roku i będziesz czuł się normalnie, będziesz czuł radość z życia (oczywiście zależy od stażu i dawek). Dopiero teraz po latach pojawiło się więcej badań nt. długotrwałego wpływu benzo na mózg, wyciekły wewnętrzne dokumenty firm farmaceutycznych nt. ich szkodliwości. Zespoły badawcze oceniające, takie cuda jak alprazolam odradzały wypuszczenie na rynek, ze względu na degeneracyjną funkcję na mózg zwierząt. Ale to były dobre leki, bo przynosiły silną i natychmiastową ulgę. Więc zarząd wiedział, że przyniosą dużo $$$.

Czytałem, że benzodiazepiny znacząco zwiększają ryzyko demencji, choroby Alzheimera, u ciężkich użytkowników wręcz fizycznie widać skurczenie się mózgu na tomografie. Wiem, że gadam trochę jak antyszczepionkowiec, ale zaręczam, że wszystkie te rewelacje pochodzą ze stron typu WHO, NHS, Medycyna Praktyczna itd., ewenentualnie pisały o tym gazety typu NY Times (o wałach w firmach farmaceutycznych), a nie Onion ;). Ciężko mi teraz znaleźć źródła.

Żałuję, że nie potrafię znaleźć za to innego źródła. Na Medycynie Praktycznej jest to rozpisane ale mniej prostolinijnie. W każdym razie przy zaburzeniach lękowych, czy to napadowych, czy uogólnionych, benzodiazepiny są obecnie bardzo nisko w piramidzie zalecanej farmakopei wg nowopowstających wytycznych. Ostatnią deską ratunku, a nie lekami pierwszego wyboru.

Także panowie, spójrzcie prawdzie w oczy - w waszym najlepszym interesie jest walczyć z całych sił, żeby zamienić benzodiazepiny na coś innego. 8mg klona dziennie to bardzo dużo, to jest ponad paczka alprazolamu 0.5mg, więcej niż komuś kto przychodzi z ulicy po benzo lekarz powinien dać na miesiąc! Zmieniając po prostu jedno gówno, na drugie nie będzie lepiej. Nigdy nie wyzdrowiejesz. Nigdy nie poczujesz się nawet normalnie, bo bezustannie hamując receptory GABA, homeostaza dąży do ich nadreaktywności. Lęk zawsze wróci mocniejszy, do tego dojdzie derealizacja, paranoja, otępienie itd., wszyscy to znamy lub poznamy. Na terapii alkoholowej (benzo nie brałem wtedy czynnie, więc się nie chwaliłem) miałem jednego człowieka, któremu pozwolili brać udział w zajęciach mimo, że cały czas brał spore dawki klonów. Koleś około 40-45 lat. Pierdolił takie bzdury, miał tak pojebany tok myślenia, kończący się zresztą odejściem od tematu lub teoriami spiskowymi, że starzy alkoholicy (młodzi feciarze bez zębów zresztą też) - wiecie, tacy którym problem sprawia złożenie 2 poprawnych gramatycznie zdań lub zrozumienie polecenia na poziomie podstawówki, z politowaniem uśmiechali się i patrzyli na siebie nawzajem. Nie chcecie stać się tym człowiekiem. Szukajcie pomocy gdzie indziej!

Za stary jestem, żeby wierzyć w coś takiego jak silna wola osób uzależnionych, ale sądzę, że jeśli znajdziecie lekarza który rozpisze wam wychodzenie z benzo przy użyciu tego, co obecnie bierzecie i relanium, to możecie próbować. Najlepiej jeśli ktoś z rodziny trzymał dla was tabletki i je wydzielał. Ale szanse na takie coś są praktycznie zerowe przy dużych dawkach benzo. Nikt wam nie da zapasu leków, który uśpiłby pół armii, żebyście sobie to dawkowali 3 miesiące. Nawet gdyby kazał wam przychodzić co tydzień, to przy dużych dawkach ryzyko że zjecie wszystko naraz, a potem dostaniecie padaczki z odstawienia jest za duże. To zbyt wielkie ryzyko dla lekarza, żeby ryzykował swoją pracą.

Najlepiej naprawdę będzie położyć się do szpitala. Chyba, że jesteście kasiaści to możecie spróbować jednego z ośrodków uzależnień, które wyglądają jak pensjonaty.

Przerzucanie się z benzo na benzo to najgorsze możliwe rozwiązanie. Mnie udaje się wytrzymać 3-6 miesięcy bez i to uważam za spory sukces. Ale marzę, żeby mieć abstynencję od alko i benzo taką 2-letnią. To chyba jedno z większych marzeń. Ostatnio pomieszałem jedno z drugim i musiałem swoje odcierpieć. Chyba jedyne co powstrzymuje mnie od żałowania tego bardzo mocno, to mechanizm obronny ćpuna, deficyt wstydu i lęku...
Rejestracja: 2018
  • 2644 / 1044 / 1

Z jednym godzić się nie mogę.
Przerzucanie się z benzo na benzo to najgorsze możliwe rozwiązanie
Znam doskonale przykład mojego brata. Wychodził z dużych dawek branych latami.Próbował wielu rzeczy.Jakieś detoksy w "pensjonatach" jak to nazywasz, szpitalach itd. Mega diety i obstawy lekowe. Wszystko chuj! Dopiero jak mu rozpisałem redukcję na wiele miesięcy, a jego żona trzymała leki pod kluczem, odstawił i do tej pory nie bierze. Nawet udziela się w grupie lekomanów uzależnionych od benzodiazepin, gdzie pomaga nowym ludziom przejść na inny tok myślenia i spróbować rzucić to gówno.
W zeszłym roku opisałem po trochu jego przypadek i udostępniłem arkusze kalkulacyjne do redukcji klona samodzielnie w domu.
Można o tym poczytać tutaj:
benzodiazepiny-i-barbiturany-twoj-przep ... l#p3025140

link który jest podany na wspomnianej stronie wymaga napisania w notatniku i zmiany duckduckgo na nazwę"giganta z Mountain Viev"
Rejestracja: 2019
  • 142 / 37 / 0

No ok, nie upieram się. Jednak Ty mówisz o odstawce benzo przy użyciu benzo, co jest całkiem normalną rzeczą.

Ja odnosiłem się do chłopaków, którzy krótko mówiąc szukają jeszcze większego pierdolnika, niż klonazepam. Jeśli przerzucą się na RC, to biada im.
Rejestracja: 2018
  • 2644 / 1044 / 1

Ale w tekście który napisałeś nie wspomniałeś słowem o RC? Wyraźnie mówisz o sposobie dr Ashton, gdzie zastępuje się krótko działające benzo = długim.
Posty: 1267 Strona 122 z 127
Wróć do „Benzodiazepiny i barbiturany”
Na czacie siedzi 386 uczestników Wejdź na czata

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: omyx i 4 gości