REKLAMA




DMT: wywiad z użytkownikiem

Przedstawiamy fragment wywiadu przeprowadzonego za granicą z lekarzem, który we własnym procesie terapeutycznym korzysta z substancji psychoaktywnych o działaniu psychodelicznym, a dokładnie z dimetylotryptaminy (DMT).

Tagi

Źródło

7freuds.

Komentarz [H]yperreala

Autorka artykułu jest psychoterapeutą uzależnień z Wrocławia, czynną zawodowo i pozostającą w kontakcie z przypadkami wymagającymi klinicznej interwencji. Poza pracą w szpitalu prowadzi własną praktykę i interesuje się antropologicznymi oraz społecznymi aspektami przyjmowania substancji psychoaktywnych, w szczególności badaniami naukowymi nad wykorzystaniem niektórych psychodelików w procesach terapeutycznych i ich wpływie na zdolność klienta do radzenia sobie z zaburzeniami. Niektóre z przemyśleń i obserwacji publikuje w Sieci.

Odsłony

51142
Przedstawiamy fragment wywiadu przeprowadzonego za granicą z lekarzem, który we własnym procesie terapeutycznym korzysta z substancji psychoaktywnych o działaniu psychodelicznym, a dokładnie z dimetylotryptaminy (DMT).

Ze względu na kontrowersje związane z użytkowaniem takich substancji, osoba udzielająca wywiadu zgodziła się na niego pod warunkiem skorzystania z prawa do ukrycia informacji pozwalających ustalić jej tożsamość i tytułujemy ją używając pseudonimu. Pragniemy zaznaczyć, że przytoczone opinie są prywatnymi poglądami autora, a on sam nie występuje w roli przedstawiciela żadnej instytucji.

7freuds: Jak długo praktykujesz zażywanie środka psychodelicznego i jaki to środek?

 Dr. Anonim: Zażywam intensywnie DMT od około półtora roku. Wcześniej, przed laty eksperymentowałem z psylocybiną i LSD, ale miało to zupełnie inny charakter. DMT, czyli inaczej dimetylotryptamina, jest substancją niemal powszechnie obecną w przyrodzie: produkuje ją nasz własny mózg, znaleziono ją w wielu gatunkach zwierząt i setkach bezimiennych roślin. Jest jednocześnie jednym z dwóch najsilniej jakościowo działających psychodelików. Jej działanie jest co prawda ilościowo słabsze od LSD – które dawkuje się w mikrogramach, podczas gdy DMT w miligramach – ale jednocześnie wywołuje ona bardzo intensywne stany, nieosiągalne dla LSD, niezależnie od dawki. Stany tak głębokie, że właściwie zupełnie niewyrażalne w dyskursywnych kategoriach słowa.

7f: Czy uważasz, że psychodeliki to narkotyki?

 Dr A: Psychodeliki to zdecydowanie nie są narkotyki.

7f: Czym różnią się od narkotyków?

 Dr A: Pojęcie narkotyku odnosi się do substancji wywołującej narkozę, uspokojenie. Psychodeliki nie działają w ten sposób. Nazwa psychedelik, albo trafniej psychodelik sugeruje, że wywołują lub symulują psychozę. Inna nazwa, nieco już bardziej trafna – halucynogeny – odnosi się do ich bardzo silnego działania na korę wzrokową. Aktualnie przyjmuje się nazywać je mianem enteogenów, czyli substancji generujących doświadczenia mistyczne. Są to związki obecne w diecie i kulturze istot ludzkich od tysiącleci. Tradycyjnie były domeną szamanów, czyli tych członków społeczności, którzy w jej imieniu kontaktowali się z tzw. światem duchowym.

Ten stan absolutnej równowagi i harmonii z naturą trwał od zarania dziejów. Dopiero współcześnie odeszliśmy od ich rytualnego, duchowego zastosowania. Pomysł by uczynić je nielegalnymi jest natomiast skutkiem nieudanej próby masowego wyprowadzenia ich na ulice w latach 60 ubiegłego wieku. W odróżnieniu od narkotyków i innych "twardych" substancji pobudzających (takich jak np. kokaina czy amfetamina) psychodeliki nie uzależniają. Nie powodują również żadnych negatywnych skutków zdrowotnych, o ile są oczywiście stosowane w dojrzałym, duchowym kontekście i zgodnie z pewnymi zasadami, świadomie. To dla wielu oczywiście szalenie kontrowersyjne tezy.

Można mi zarzucić subiektywność czy wręcz niefachowość. Odsyłam do oficjalnie dostępnych danych takich badan jak np. Hoasca Project, gdzie u długoletnich konsumentów hoaski praktycznie wszystkie mierzalne neuro-psychologiczne i fizyczne parametry były powyżej normy obserwowanej w grupie kontrolnej. Warto też zainteresować się badaniami nad DMT prowadzonymi przez Dr Strassmana, a opisanymi w książce "DMT: molekuła duszy". Podkreślam: ważny jest kontekst i świadome stosowanie…

7f: W jakim celu zacząłeś stosować DMT? Skąd pomysł, że przy użyciu takiego środka można sobie pomóc?

 Dr A: Od zawsze czułem potrzebę duchowych poszukiwań odpowiedzi na elementarne, dotyczące mojej egzystencji pytania: kim jestem, jaki jest sens mojego życia, co stanie się ze mną po śmierci, czym jest i jaki sens ma wszechświat, dlaczego tyle w nim zła, itd. Odpowiedzi szukałem na rożne sposoby, między innymi praktykując buddyzm.

Niezależnie od tej wewnętrznej, duchowej presji przeżywałem regularnie emocjonalne problemy o depresyjnym charakterze, właściwie już od wczesnego dzieciństwa. Na drodze tych poszukiwań natknąłem się na tematykę enteogeniczną, szamańską, informacje o ayahuasce i DMT. Im głębiej się tym interesowałem, tym bardziej uderzało mnie, jak wielki jest dysonans miedzy obrazem tych środków w naszej kulturze, a prawdą o nich. Postanowiłem w końcu sam spróbować i lawina ruszyła. Okazało się, ze wiele problemów wyjaśnia się dopiero na drodze czystego doświadczenia. W miarę postępu pozornie sprzeczne, niepasujące do siebie elementy rzeczywistości nabierają znaczenia, ujawniają zdrowe proporcje, a wszystko aż lśni od sensów.

Moje własne cierpienie i problemy maleją do nieistotnych rozmiarów w obliczu zachwycającej prawdy. DMT jest lekarstwem wyższego poziomu niż intelekt, umożliwia leczenie umysłu z choroby podziału, z choroby wewnętrznego skonfliktowania w tym stanie braku jedności. To działa oczywiście bardzo terapeutycznie i poprawia zarówno jakość funkcjonowania jak i po prostu jakość życia. Z mojego aktualnego punktu widzenia chodzi o najnaturalniejsze dostępne lekarstwa, które przyroda proponuje nam nie tylko w celu leczenia, ale przede wszystkim w celu wznoszenia się na coraz wyższe poziomy świadomości. Całe uniwersum jest procesem, który na siebie świadomie wpływa, również za pośrednictwem międzygatunkowych feromonów i neurohormonów. To prawdziwe klucze do głębszej, wyzwolonej świadomości. To, że przy ich zastosowaniu można sobie pomóc, nie budzi wątpliwości u każdego zainteresowanego badaniami nad świadomością, fizyką elementarną, etnofarmakologią czy kosmologią.

7f: Czy enteogeny pomagają zaakceptować brak sensu ostatecznego, czy też pragnienie znajdowania sensu jest po nich zaspokojone, ponieważ zauważa się znaczenia i relacje, których wcześniej nie było widać?

 Dr A: Moim zdaniem, każdy z nas sam musi zdecydować, czy w sensie ontologicznym istnieje coś takiego jak sens ostateczny. Innymi słowy po doświadczeniu prawdy, masz swobodę interpretacji, przełożenia jej na twój własny, niepowtarzalny język czy system wartości. Pozostaje ci wolność nadania wszystkiemu własnej nazwy, stworzenia własnego tunelu rzeczywistości, który wybierzesz, a który może będziesz musiał już w następnym kroku znowu porzucić.

To jest jedna, wielka, wspaniała podróż w nieznane, w której otwieram jakieś drzwi, porzucając przy tym dotychczasowy model siebie i świata, po to tylko, żeby ujrzeć kolejne drzwi, czekające już tylko na otwarcie. Mogę tu oczywiście opisać aktualny model mojego rozumienia wszechświata, ale ja sam nie traktuje go jako czegoś stałego, skończonego i niezmiennego. W tym kontekście ostatecznym sensem jest jego brak. Istnieje tylko doskonała nieskończoność we wszystkich wyobrażalnych i niewyobrażalnych wymiarach. I to jest po prostu cudowne…

7f: Szukałeś dla siebie wcześniej tradycyjnej psychoterapii?

 Dr A: Nie, nie szukałem.

7f: Czy w twojej praktyce ktoś ci pomagał, towarzyszył, czy byłeś w niej sam?

 Dr A: W praktyce towarzyszy mi kilku bliskich przyjaciół. Nawiązałem również kontakt z badaczem ze Stanów i z psychoterapeutą, który sam pracuje z ayahuascą, a w praktyce z pacjentami stosuje MDMA.

7f: Jak dotarłeś do osoby, która dawała ci wskazówki?

 Dr A: Kolegę z USA znalazłem przez Internet. Czytałem po prostu całe mnóstwo artykułów i książek na ten temat i w końcu nawiązałem przez e-mail kontakt z takim autorem. Okazał się być bardzo chętny do współpracy. Odpowiada mi wyczerpująco na osobiste pytania. Prowadzi również odpłatne seminaria i prywatne sesje. Terapeutę znalazłem przez siec Spiritual Emergence Network - grupę terapeutów zorientowanych na pomoc pacjentom przeżywającym intensywne duchowe procesy, tzw. emergencje.

7f: Jakie masz rady dla ludzi, którzy idą podobną ścieżką?

 Dr A: Należy mieć zaufanie do samego siebie – wszystko czego doświadczasz w czasie sesji z enteogenami jest tylko projekcją twojego własnego umysłu, obojętnie czy chodzi o wizje nieba, czy piekła. Nie należy lgnąć do tego co się pojawia, ani od tego uciekać. Należy w tym rozpoznać siebie z całym potencjałem czystej świadomości – otworzyć się na doświadczenie, a lekarstwo dokona całej reszty niejako automatycznie.

7f: Po czym można poznać, że dawka lub częstotliwość zażywania jest za duża? Czy może to być niebezpieczne, jeśli tak, to w jakim sensie?

Dr A: Znajomym radzę, zwłaszcza na początku, by stosowali powszechnie przyjęte dawkowanie – w przypadku DMT jest to zakres 10-60 miligramów. Choć według mnie nawet dawki do 100 mg nie są tak naprawdę szkodliwe. Natomiast takie bardzo intensywne doświadczenie może być po prostu trudne do przepracowania, a nawet zapamiętania. Bardzo wysokie dawki mogą też prowadzić do napadów paniki, które w szczególnych przypadkach zakorzeniają się na dłużej i wymagają farmakoterapii środkami uspokajającymi.

Generalnie doradzam przyjaciołom, aby zachowywali ostrożność, zaczynali od małych dawek, aby mogli poznać działanie środka i stopniowo zwiększać jego ilość. Dla większości ludzi dawka z w/w zakresu jest więcej niż wystarczająca. W całym procesie chodzi o otwarcie się na głębokie obszary świadomości, transcendencję ego i o ile to właśnie jest twoim celem (a nie ucieczka od rzeczywistości), nie ma moim zdaniem nic złego również w częstym zażywaniu.

Warto pozostawać ze sobą w zdrowym dialogu, pytać się siebie "co mnie motywuje?" i starać się usunąć ze swej drogi ego również w normalnym stanie świadomości, zwłaszcza w miarę postępu w praktyce. Niezależnie od tego praca z enteogenami nie jest wolna od pułapek, ale taka jest chyba każda duchowa praktyka. Myślę, że największym niebezpieczeństwem jest uwierzenie, iż osiągnęło się już oświecenie, że jest się kimś lub czymś wyjątkowym, albo zbyt dosłowne potraktowanie wizji wraz z wiarą, że jest ona czymś realnym (a nie tylko wytworem umysłu). Taka ślepa uliczka najczęściej związana z zupełnym pomieszaniem. Dlatego warto pracować z innymi ludźmi, wymieniać się poglądami, w idealnych warunkach znaleźć szamana albo terapeutę, który zweryfikuje twoje doświadczenia.

 

Dalszy ciąg wywiadu można przeczytać w artykule 7freuds. pt. "Bad trip, good health – wywiad z użytkownikiem".

 

Oceń treść:

Average: 9.4 (20 votes)

Komentarze

Anonim (niezweryfikowany)

muscymol,kwas ibotenowy,muscaryna ja te wlasnie trzy substancje wystepujace w muchomorze czerwonym uwazam za najbardziej psychodeliczne i mistyczne duzo berdziej niz DMT ktore rowniez bralem,wiec polecam doktorkowi zeby sobie zjadl te grzyby i zobaczy.

Anonim (niezweryfikowany)

czlowieku, ten muchozol co tak zachwalasz to jest trutka na muchy.

na chuj to psuc sobie zdrowie...

Anonim (niezweryfikowany)

[quote]Nazwa psychedelik, albo trafniej psychodelik sugeruje, że wywołują lub symulują psychozę. Inna nazwa, nieco już bardziej trafna – halucynogeny[/quote]

 

Przepraszam, ten pan jest niby lekarzem, osobą zaznajomioną z działaniem psychodelików? Od dawna już nazwa "halucynogeny" jest poddawana w wątpliwość jeśli chodzi o psychodeliki. A bredzenie, że nazwa "psychodelik" sugeruje symulowanie psychozy to już jakieś bredzenie licealisty któremu "psychodeliki" pomieszały się z "psychozomimetykami".

Anonim (niezweryfikowany)

czepianie się bzdur i ad hominem

Anonim (niezweryfikowany)

Jak dla mnie podział jest następujący na urzywki jest następujący:

 

- alkohol, opiaty, leki uspokajające/nasenne - narkotyki

- psychodeliki (marihuana, lsd itd..) - środki wywołujące psychozę, chorobe psychiczną

- stymulanty - mef, koka, kawa, nikotyna - te środki według mnie są najlepsze do użytku i polecam. Są niestety mocno uzależniające i dlatego niebezpieczne.

 

buhaha ;-)

Anonim (niezweryfikowany)

sam jesteś psychoza, DMT wytwarza twoja szyszynka przez całe życie? I co jeszcze psychozy nie dostałeś? Stymulanty są dobre dla kapitalizmu, dlatego są promowane przez rządy. Pssychodeliki otwierają umysł, widzimy rzeczy takie jakimi są bez ego. I zdefiniuj mi swoją etymologię słowa "narkotyk" :O

Anonim (niezweryfikowany)
a wg. mnie to moze media specjalnie mowia ze to jest szkodliwe.zeby ciemny lud uwazal ze nalezy to zakazac i zeby nigdy nie sprobowali tego wspanialego przezycia tylko sluchali tepych politykow gowno wiedzacych o dmt i innych psychodelikach
Anonim (niezweryfikowany)

muchozol

Anonim, 3. wrzesień 2011 - 6:47

czlowieku, ten muchozol co tak zachwalasz to jest trutka na muchy.

na c...j to psuc sobie zdrowie...



czlowieku truta na szcury to tys sie mial nazywac poczytaj troche o rysyjskich plemionach z syberii i o tym jak suszone muchomory byly bardzo cenione i jakie stany wywoluje,a nie truj ze szkodza zdrowiu jak niemasz zielonego pjecia o czym mowisz.

Anonim (niezweryfikowany)

taki fajny wywiad, rzecz, których na co dzień się nie czyta, a takie bzdurne komentarze pod spodem. typ mówi o wyzwoleniu od podziałów, a ci dzielą. czy to ważne? tu nie chodzi też o licytację co da większego tripa. ogarnijcie się trochę zanim włączycie komputer.

Anonim (niezweryfikowany)

Idealny wywiad. 

Debilny komentarze ludzi który nie ogarniają rangi słów tego człowieka.

Anonim (niezweryfikowany)

!!!! :)

Dealer Bolec (niezweryfikowany)

Czas zażyć. To jest jakoś płyn czy proszek. Gdzie to można dostać!?

randomness