REKLAMA




12 II 1967. Wenus z tripu

O północy Acid King David (Kwasowy Król Dawid) rozdaje bibułki nasączone LSD. Wygłasza przy tym pouczenie: "To jest tao dwuetylowego kwasu lizergowego, kochani. Pozwólcie mu przemówić, niech was nauczy, jak wędrować przez kosmos...

Tagi

Źródło

Gazeta Wyborcza
Włodzimierz Kalicki

Odsłony

2642
W saloniku wiejskiej posiadłości Redlands w Sussex, niedawno kupionej przez Keitha Richardsa, gitarzystę zespołu The Rolling Stones, grupa młodych ludzi rozpoczyna trip, narkotykową podróż po zażyciu LSD. Oprócz gospodarza i Acid King Davida, czyli Kanadyjczyka Davida Schneidermanna, jest wokalista Rolling Stones Mick Jagger, jego dziewczyna Marianne Faithfull, przyjaciele Stonesów: Christopher Gibbs, Michael Cooper, Nicky Kramer i Robert Fraser. I Mohamed, marokański służący Roberta Frasera. Plany na weekend były ambitne: degustacja prochów przywiezionych z Kalifornii przez Schneidermanna i zwiedzanie turystycznych atrakcji.

Trip po kwasie serwowanym przez Schneidermanna kończy się po 5 nad ranem. O 9 rano budzą się Mick Jagger i Marianne Faithfull. Schneidermann podaje im białą błyskawicę, wedle niego świetny gatunek kwasu robiący furorę w Stanach. Po jej zażyciu Marianne robi się trochę niedobrze. Jagger początkowo też nie czuje się najlepiej. Schneidermann częstuje kolejnych chętnych. O jedenastej budzi się Keith Richards, później całe towarzystwo. Nastrój jest świetny - ani śladu po mdłościach, wszyscy czują się dobrze.

W końcu ruszają na wycieczkę. Cel - dom Edwarda Jonesa w Westdean, w latach 30. milionera i mecenasa surrealistów, słynący z odjazdowego, surrealistycznego wyposażenia wnętrz. Dom Jonesa jest zamknięty. Jadą nad morze. Wybiegają na plażę. Jak dzieci cieszą się z widoku mew i muszelek, tarzają w piasku. Jest przyjemnie.

Do Redlands wracają o szóstej. Działanie narkotyku słabnie, zaczyna się łagodna faza kwasowego tripu. Mohamed przygotowuje na obiad marokańską potrawę. Niektórzy palą jointy. Marianne Faithfull kąpie się. Nie ma pod ręką czystej bielizny, owija się więc w futrzany dywanik. W salonie palą się kadzidełka. Zanurzone w narkotycznym rauszu towarzystwo słucha płyt The Who i Boba Dylana. O 20.30 ktoś dobija się do drzwi. Keith Richards otwiera i oczom nie wierzy: przed progiem kłębi się tłumek małych, śmiesznych ludzików w mundurach i płaszczach przeciwdeszczowych. Ale to nie są jednak stworki z głębin kwasowego tripu. Jeden z nich robi krok do przodu. Z bliska okazuje się, że ma normalne rozmiary, jest nadinspektorem policji, nazywa się Gordon Dinley, a w ręku trzyma nakaz rewizji.

Mundurowi zaczynają myszkować za wszystkim, co przypomina narkotyki. Każdy pet, okruch popiołu i sprasowanego tytoniu, każdą fifkę pakują do foliowych torebek. Sierżant Challen znajduje aksamitną marynarkę, a w kieszeni kawałek haszyszu i fiolkę z czterema pigułkami speedu. Pyta, kto jest właścicielem marynarki i fiolki. Mick Jagger oświadcza, że to jego własność. Policjant nie ma pojęcia, jak wygląda haszysz, i kęs narkotyku z obrzydzeniem chowa z powrotem do kieszeni marynarki. Interesują go tylko pigułki. Jagger wyjaśnia, że przepisał mu je lekarz. Challen pyta o nazwisko. "Dr Dixon Firth, ale nie jestem pewien" - odpowiada wykrętnie Jagger i tłumaczy, że pozwalają one nie spać i długo pracować.

W kieszeni Roberta Frasera policjanci znajdują pudełeczko z 24 pigułkami farmaceutycznej heroiny brytyjskiej produkcji. Charakterystyczny akcent Frazera, absolwenta Eton, budzi respekt. "Czy naprawdę uważa pan to za konieczne?" - pyta Frazer policjanta. "Bardzo pana przepraszam, sir. Na pewno wszystko się wyjaśni" - odpowiada policjant. Frazer mówi, że to tabletki na cukrzycę. Mundurowi przepraszają, ale zatrzymują jedną fiolkę: "Sir, to zwykła formalność". Z ramion Marianne ciągle zsuwa się futrzak. Policjantka prosi ją na górę. Na schodach Marianne zrzuca futrzak. Posągowo piękna blondynka z fantastycznym biustem woła: "Oni chcą mnie zrewidować!".

Na końcu policjanci obszukują Schneidermanna. W jego marynarkę owinięta jest nieduża aluminiowa walizeczka z mnóstwem paczuszek w alufolii. Typowy neseser dilera narkotyków. Ale Schneidermann tłumaczy, że jest filmowcem, a w alufolii są niewywołane rolki najnowszego filmu. I policjanci oddają mu nietkniętą walizeczkę! Richards włącza płytę Dylana "Blonde on Blonde". Rewizja kończy się przy "Everybody must get stoned!"(Wszyscy muszą się najarać!) z głośnika.

Gdy za funkcjonariuszami zamykają się drzwi, goście przytomnieją. Nikt nie ma wątpliwości, że rewizja była bardzo pobieżna, a już pozostawienie walizeczki Schneidermanna wyglądało na numer z kiepskiej komedii.

Znarkotyzowani goście nie zdają sobie jeszcze sprawy, że tego wieczoru nic nie było przypadkowe. Brytyjski establishment ruszył do generalnego starcia z kulturową rewolucją młodych. Na początek: rozprawa z idolami młodzieży. Powód: narkotyki. Brukowiec "News of the World" parę tygodni temu rozpoczął cykl artykułów o gwiazdach popu i narkotykach. Przed tygodniem opisano narkotykowe ekscesy Micka Jaggera. Brukowiec podał, że Jagger w trakcie rozmowy z dziennikarzami łykał tabletki z benzydryną, potem poszedł zapalić haszysz. To była nieprawda i Jagger podał brukowiec do sądu. W odpowiedzi redakcja błyskawicznie zmontowała prowokację. Wśród przyjaciół Jaggera i Richardsa deus ex machina zjawił się z walizeczką narkotyków Acid King Schneidermann. A redakcja zawiadomiła policję o narkotykowej sesji w posiadłości Richardsa.

O północy goście Richardsa zdają już sobie sprawę, że pokazowy proces jest nieuchronny. Nikt się tylko nie domyśla, że sędziów o wiele bardziej od wszelkich narkotyków poruszy wizja nagiej Marianne Faithfull na schodach.

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

Tasiu (niezweryfikowany)

ciekawy, interesujacy art, przyjemnie sie czyta

pancamor (niezweryfikowany)

zawsze żałowałem ,że nie urodziłem się Mickiem Jaggerem ale jeszcze nigdy nie pożałowałem,że nie urodziłem sie Brianem Jonesem

Andreas (niezweryfikowany)

zawsze żałowałem ,że nie urodziłem się Mickiem Jaggerem ale jeszcze nigdy nie pożałowałem,że nie urodziłem sie Brianem Jonesem

Szatan z Ukryte... (niezweryfikowany)

moze ktos wie w ktorym roku sytuacja miala miejsce??

marcin (niezweryfikowany)

???????? Czy ten artykuł jest prawdziwy? Chyba stonsi byli jednym z niewielu zespołów który nie używał narkotyków w tamtym czasie, wydaje mi sie ze propagowali raczej zdrowy tryb zycia. Zawsze lubiłem Micka i jego grupę, nie rozumiem dlaczego ktoś szkaluje ich takimi artykułami. Keitch Richards swojego czasu organizował nawet akcje "narkotykom mówimy nie ". Rozumiem, że hyperreal ma za zadanie wepchnieęcie dzieci w szpony nałogu, ale moglibyscie przynajmniej uszanować Stonesów i nie robić z nich narkomanów, bo to nie fair

git-man (niezweryfikowany)

???????? Czy ten artykuł jest prawdziwy? Chyba stonsi byli jednym z niewielu zespołów który nie używał narkotyków w tamtym czasie, wydaje mi sie ze propagowali raczej zdrowy tryb zycia. Zawsze lubiłem Micka i jego grupę, nie rozumiem dlaczego ktoś szkaluje ich takimi artykułami. Keitch Richards swojego czasu organizował nawet akcje "narkotykom mówimy nie ". Rozumiem, że hyperreal ma za zadanie wepchnieęcie dzieci w szpony nałogu, ale moglibyscie przynajmniej uszanować Stonesów i nie robić z nich narkomanów, bo to nie fair

Armageddon (niezweryfikowany)

???????? Czy ten artykuł jest prawdziwy? Chyba stonsi byli jednym z niewielu zespołów który nie używał narkotyków w tamtym czasie, wydaje mi sie ze propagowali raczej zdrowy tryb zycia. Zawsze lubiłem Micka i jego grupę, nie rozumiem dlaczego ktoś szkaluje ich takimi artykułami. Keitch Richards swojego czasu organizował nawet akcje "narkotykom mówimy nie ". Rozumiem, że hyperreal ma za zadanie wepchnieęcie dzieci w szpony nałogu, ale moglibyscie przynajmniej uszanować Stonesów i nie robić z nich narkomanów, bo to nie fair

milosnik_konopi (niezweryfikowany)

moze ktos wie w ktorym roku sytuacja miala miejsce??

znow ja (niezweryfikowany)

moze ktos wie w ktorym roku sytuacja miala miejsce??

Zajawki z NeuroGroove
  • DPT

Przytulny, pełen magii pokój współtowarzysza podróży, przygaszone światło, cisza, spokój a w tle leci album shpongle.

25.10.2007

Cały dzień chodziłem troszkę zdenerwowany, obawiałem się tego, że coś może pójść nie tak, nigdy nie podawałem żadnych substancji, a tym bardziej narkotyków metodą domięśniową, jednak wszystko udało się z nawiązką. Wraz z forumowym kolegą leśnikiem ok. godziny 23, przystąpiliśmy do przygotowań. Sporządzono mieszaninę, 4ml wody do iniekcji z 100mg DPT Hcl, używając grzejnika, żeby troszkę podgrzać wodę, wszystko się ładnie rozpuściło i zostało przefiltrowane przed nabraniem roztworu do strzykawek.

  • Benzydamina
  • Pierwszy raz

Zupełny przypadek poszlam do apteki w celu kupienia thiocodinu, w pobliżu 4 apteki w każdej kupowalam syrop juz raz w tygodniu nie chciałam czuć się podejrzana, pierwsza na myśl przyszła tamtum rosa. W internecie same złe opinie ale czemu nie przekonać się samemu? Dwie saszetki tamtum rosa dziękuje do widzenia.

Ważną sprawą jest że mieszkam w bursie więc możliwość przypalu 70%.

  • Grzyby halucynogenne
  • Marihuana
  • Pierwszy raz

Zawsze mam dystans i całkowity respekt do psychodelików. Wejdziesz raz i możesz nigdy nie wrócić. Do odważnych świat należy, więc wyrzuciłam strach w kąt i bardzo cieszyłam się na spontanicznego tripa! Ciekawość zżerała każdą mą cząstkę! Totalnie pozytywnie! Miejscówka fantastyczna - wolna, wielka chata! Towarzysze idealni - S i M - lecz niespodziewanie został z nami X ze swoim kumplem i przez to musiałam walczyć z demonami.

Napierw małe wyjaśnienie. Do punktu 4 pisałam, gdy byłam jeszcze w pełni "świadoma". Póżniej przelewałam na papier co mi ślina na język przyniosła. Starałam się wyrwać z galopujących myśli parę sensownych zdań aby kleiły się jakoś do kupy.

Raport napisany jest w oryginale, nie zmieniałam nic, więc z góry ostrzegam na składnię i takie tam ;)

* Jest moimi przemyśleniami parę dni po tripie.

 

 

                                                                                              Skrót wydarzeń - sobotnie popołudnie

 

  • Kannabinoidy
  • Katastrofa
  • Marihuana

Grudniowy wieczór, światła lamp - pozytywne nastawienie (powracałem do haszu po dłuugim czasie bo nie można go było nigdzie dostać)

Moja przygoda z haszyszem zaczęła się już rok wcześniej przed opisywanym tripem, paliłem to w miarę często bo i było dobrze dostępne, kopało i ogólnie dostarczało masę pozytywnych wrażeń, przynajmniej wtedy gdyż od tamtego czasu zacząłem bawić się w chemole regularnie. Mieszanki ziołowe, syntetyki wszelkie oraz benzo zmieniły mój sposób postrzegania świata, odkąd dowiedziałem się o derealizacji zacząłem się o nią bać, bałem się tego że zacząłem dostrzegać u siebie objawy zaburzeń schizotypowych - to bardzo ważne w kontekście opisywanego tutaj tripa.

 

randomness