Wyjść jest ciężko. Zwycięstwo smakuje wspaniale.
Oto niżej zamieszczam moje doświadczenia wynikające z tego, co przeżyłam podczas pobytu na Oddziale Detoksykacyjnym, potocznie zwanym detoksem. Kogo interesuje - niech przeczyta, dowie się więcej i wysnuje wnioski, które być może pomogą, by zapobiec znalezieniu się na detoksie. Mam nadzieję, że większość z Was to, co napiszę odwiedzie od ćpania, a chciałabym żeby bardzo mało było osób, które czytają to jedynie dla tego, aby uzyskać informacje. Choć właściwie ten tekst ma charakter głównie informacyjny. Od każdego z Was (tak, tak - od CIEBIE) zależy jak będzie wyglądało to jedyne, najważniejsze życie. TWOJE życie.
Pamiętam chwilę mojego życia, w której stwierdziłam, że sześcian stanowi bryłę doskonałą. Owe zdarzenie miało miejsce, gdy narkotyki dość sporo znaczyły w moim życiu (czytaj: liczyły się tylko one i nic więcej). Powinnam się cieszyć, że ma to już za sobą, ale... Jest jeszcze gorzej. Depresja, huśtawka nastrojów, mega załamki. Po co mam żyć? Jeśli możesz (a wiedz, że potrafisz!!) rzucić dragi w cholerę - nie ma chwili do stracenia! Kolejny mach, następna kreska, jeszcze jeden drops - tylko pogarszają sprawę, choć nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Na detoksie znalazłam się z własnej woli. Gdy zauważyłam, że mam problem, starałam się zrobić wszystko, by sobie pomóc. Żeby nie było za późno. Decyzję o leczeniu podjęłam z dnia na dzień. Wolałam załatwić to od razu, bo oczekiwanie i namyślanie się mogło spowodować niechęć do bycia czystym. Choćby przez niecałe 2 tygodnie, bo detoks trwa zwykle od tygodnia do trzech. Potem przed każdym stawia się wybór: dalsze leczenie w ośrodku (np. w Monarze, Karanie) lub powrót do domu i uczęszczanie na terapię grupową. Po dość zaskakującej procedurze przyjęcia, która obejmowała m.in. wskoczenie do wanny związane z totalnym zamoczeniem, nie tylko mojej własnej osoby, ale również mojego cennego dobytku, który także się wykąpał. A było to kilka par skarpetek i nieco bielizny osobistej... Nie wiem jak jest na innych detoksach, ale akurat tam, dokąd trafiłam panował zaostrzony rygor. Żeby nic nie przemycić przypadkiem.
Przypadkiem może nie, ale umyślnie udało się, nie tylko mnie. Na wszystk!
o jest sposób, ten, kto dość długo w tym siedzi, tak umie kręcić i znajdować oryginalne rozwiązania. Sama nie umiem dojść do tego, w jaki sposób człowiek nabywa takie umiejętności. Wyobraź sobie: człowiek prawie ociekający wodą, zziębnięty, wędruje długimi korytarzami ku nieznanemu... Lęk miesza się z poczuciem ciekawości: Jak będzie tym razem? Z kim da się porozmawiać? Co z tego wyniosę, jakie rady na przyszłość? Czy uda mi się wytrwać, wyleczyć? Przerażony człowiek wpada na oddział z miejsca stając się głównym obiektem zainteresowania wśród znajdujących się tam pacjentów. Po parudniowym pobycie nowo przybyły doskonale orientuje się w rozkładzie dnia, już wie, jak to jest na leczeniu, lecz czy na pewno wie, o co w tym chodzi? Zależy to od jego indywidualnego podejścia do własnego uzależnienia. Nie wierzyłam, że uda mi się wyjść z ćpania za pierwszym razem. Moim głównym problemem była amfetamina. Tak wspaniała, a jeszcze bardziej zdradliwa. Ludzie na detoksie dzielą się na !
młodych - biorących frytę i na starszych - ćpających herę. Powiem wam
szczerze, że ci od hery wyglądali o wiele lepiej niż miłośnicy białego. Fryta powoduje wychudzenie, na twarzy poszarzała cera z wypryskami, niespokojne zachowanie, biegający wzrok, niepokój. Człowiek po 2-3 tygodniowym maratonie wygląda naprawdę nieciekawie. I jeszcze ciężko idzie się z nim dogadać, gdyż wielu takich ludzi jest z lekka pokręconych. Ale to niektórym po jakimś czasie przechodzi. A co pozostaje? Nieodparta chęć wciągnięcia kreseczki (ewentualnie, co dla poniektórych bezpośrednie włączenie do krwioobiegu...) towarzyszy codziennie. Do tego dochodzi depresja, naprawdę nieciekawy stan. Ponadto ni stąd, ni zowąd pojawiają się napady płaczu, wybuchy gniewu itp. typowe zachowania.
Jak wróciłam, brałam dalej, ale się opamiętałam i postanowiłam zatrzymać. Ogromnie chcę żyć tak jak dawniej; uspokoić się; wyciszyć swoją psychikę; nie mieć już tych napadów gwałtownego pogorszenia nastroju. Oznacza to nieustanną walkę z samym sobą, z złymi nawykami. Może przez parę miesięcy, kilka lat, a może przez całe życie.... Takie są smutne konsekwencje niegdyś podjętej decyzji. Jednak chce wygrać, usilnie staram się znaleźć potrzebną do tego siłę. Mam taki pogląd: albo nie ćpam w ogóle i zajmuję się życiem, albo ćpam na maxa i obojętnieję na wszystko wokół. Bo nie potrafię pogodzić normalnego funkcjonowania z braniem. Za mało czasu na obowiązki. Najchętniej wybrałabym drugie wyjście, ale nie mogę sobie na to pozwolić, bo oznaczałoby to brak dalszego rozwoju, zaniechanie celu, do którego dążę i zupełną rezygnację do życia. Byłaby to jedynie marna egzystencja.
Dzień wstawał wcześnie. Już o ósmej byliśmy na nogach. Szybko po leki (rozpuszczone w syropku w małym szklanym kieliszeczku) i do palarni na szluga i pierwszą wspólna poranną gadkę. Palarnia była miejscem spotkań, w trakcie których rozmawialiśmy, graliśmy w karty, paliliśmy, piliśmy kawę, patrzyliśmy na ludzi przez okno wymyślając przy tym przeróżne historie o nich. Wszystko to miało na celu zająć nam czas, który upływał jednostajnym, oddziałowym rytmem. Wkrótce śniadanie, całkiem rodzinna atmosfera, oczka zwrócone raz na talerz, a raz w telewizorek, po lekach humorki ustabilizowane, lekko otępiałe twarze, lecz jakoś to będzie ? minie kolejny dzień. A potem drugi, następny, i jeszcze jeden, i jeszcze jeden.... Zleją się one w zdający się trwać nieskończoność pobyt na detoksie. A jednak dzień za dniem mija, w końcu można wyjść... Lecz nie tak prędko. Dopiero jest ranek. Po śniadaniu do pokojów, każdy czymś tam zajęty - przeglądaniem gazet, gadką z sąsiadem. I znów kierunek: !
palarnia. Co drugi dzień w głównej Sali odbywały się zajęcia prowadzone przez terapeutów. Dla mnie zajęcia i prowadzone na nich rozmowy i zadania były tak samo śmieszne jak owi terapeuci. Może do końca nie załapałam, o co chodzi w takim sposobie leczenia, ale jak już mówiłam, nie wierzyłam w wyjście z nałogu.
Jednym z elementów tej specyficznej układanki, jaką jest detoks, był poobiedni spacer z pilnującym nas terapeutą. Dość komicznie wyglądaliśmy w oddziałowych ubraniach i kurtkach. A mieliśmy tylko swoje buty. Wędrowaliśmy np. na plac z ławeczkami lub rozkładaliśmy włochate koce w kratkę bezpośrednio na zielonej murawie. Tak zebrani miłośnicy nierealności obserwowaliśmy rzeczywistość wymieniając uwagi na temat otaczających nas drzew, chmur płynących po niebie, słońca dającego ciepło. Rozmowy przepełnione były wstawkami na temat dragów i własnej sytuacji. To, o czym myśleliśmy i mówiliśmy koncentrowało się wokół narkotyków... Mniej doświadczeni z nas mogli się "dokształcić" jak brać. Mniej doświadczeni chcąc czy nie chcąc słuchali. prawda jest taka, że dla każdego z nas, ludzi mających problem z narkotykami, taki temat jest niezmiernie ciekawy.
Po kilkudniowym pobycie miałam dość. Po kilkunastu dniach wyszłam. Jakie wnioski? Nasuwają mi się 3.
1. Nie chcę tam trafić po raz drugi.
2. Nie mam zamiaru dalej ćpać, bo mam własny cel w życiu, a dragi po prostu mnie zabijały.
3. kto jest na początku tej drogi ? niech zawróci. Potem JEST za późno. Nie "może być" lub "często", ale właśnie "JEST". JEST ZA PÓŹŃO. Dlatego też za3maj się, by nie przeżywać tego, co ja i wielu mnie podobnych.
Obecnie sądzę, że mam ten etap życia już za sobą. Udało mi się wyjść na prostą. Ale na jak długo? Mam nadzieję, że na CAŁE ŻYCIE.
Pytania i uwagi możecie zamieszczać wiadomo gdzie. Pozdro dal wytrwałych. I jak najwięcej ?czystych? dni. Aż do końca waszych dni ?
- tego Wam życzy
Solanum Tuberosum
Komentarze
Tylko co ma do tematu ten tytuł?... :-/
Jesli juz nigdy nie wciagniesz kreski - obalisz moj swiatopoglad. Przed fryta nie ma ucieczki, jak sie juz rozkrecisz. Potem chocby co 2,3 tygodnie, ale przeciez musisz......
Coraz szybciej ,coraz mocniej DRUZYNA A;]
Niektorzy nie rozumieja ze w tym wyscigu nie ma wygranych:(
"Mam taki pogląd: albo nie ćpam w ogóle i zajmuję się życiem, albo ćpam na maxa i obojętnieję na wszystko wokół. Bo nie potrafię pogodzić normalnego funkcjonowania z braniem. "
Wybacz za to stwierdzenie, ale wydaje mi się, że jesteś bardzo ograniczonym człowiekiem. Mój światopogląd wygląda tak: wezmę sobie krechę, kółka, kwasa raz na miecha, dwa, pół roku i żyję normalnie. Nie jadę po bandzie (chroniczne branie, nawet codzienne), nie mówię też sobie "STOP " bo i po co - w końcu to mi się podoba. Mam na tylę mocną psychikę i zdrowy rozsądek, że zdaję sobie sprawę z zagrożenia i będę robił wszystko aby nie dopóścić do poważnego problemu. A jeśli ktoś twierdzi, że za kilka lat Oddział Detoksykacyny i mnie powita, to odpowiem że do tego raczej (nigdy nie mów nigdy - wolę być ostrożny;) nie dojdzie. Gdy zdam sobie sprawę, że sprawy idą w złym kierunku, podejmę odpowiednie kroki. W końcu jestem istotą myślącą i ten fakt potrafię wykorzystać.
ja myslalem ze to alinka pisala ;D
Jesli juz nigdy nie wciagniesz kreski - obalisz moj swiatopoglad. Przed fryta nie ma ucieczki, jak sie juz rozkrecisz. Potem chocby co 2,3 tygodnie, ale przeciez musisz......
kto co myśli, to niech powie.... a może niektórym to pomoże. jestem przekonana, że wielu z was myśłi "ee, to nic takiego... takie tam gadanie o ćpaniu... bleee, co za szjas... ". ale obyście się nie przekonali, że zycie może wam spłatać figla. i że własna psychika może się (nie waidomo kiedy) wymknąc spod kontroli.
a co do Red. jestem zadowolona i lekko zszokowana, że ten tekst nie został potraktowany (jak było w pierwotnym zamyśłe) jako tr zamieszczony na NG... thanks, hehe:)
a może by tak kiedyś, kiedys dołączyć się do szanownej, hehe, Rrrredakcji? Chętnie bym coś pisąła na temacik o lekkim zabarwienu dragowym, heh. Czy doczekam się subtelengo komenta od Red. hypcia? :>
kto co myśli, to niech powie.... a może niektórym to pomoże. jestem przekonana, że wielu z was myśłi "ee, to nic takiego... takie tam gadanie o ćpaniu... bleee, co za szjas... ". ale obyście się nie przekonali, że zycie może wam spłatać figla. i że własna psychika może się (nie waidomo kiedy) wymknąc spod kontroli.
a co do Red. jestem zadowolona i lekko zszokowana, że ten tekst nie został potraktowany (jak było w pierwotnym zamyśłe) jako tr zamieszczony na NG... thanks, hehe:)
a może by tak kiedyś, kiedys dołączyć się do szanownej, hehe, Rrrredakcji? Chętnie bym coś pisąła na temacik o lekkim zabarwienu dragowym, heh. Czy doczekam się subtelengo komenta od Red. hypcia? :>
kto co myśli, to niech powie.... a może niektórym to pomoże. jestem przekonana, że wielu z was myśłi "ee, to nic takiego... takie tam gadanie o ćpaniu... bleee, co za szjas... ". ale obyście się nie przekonali, że zycie może wam spłatać figla. i że własna psychika może się (nie waidomo kiedy) wymknąc spod kontroli.
a co do Red. jestem zadowolona i lekko zszokowana, że ten tekst nie został potraktowany (jak było w pierwotnym zamyśłe) jako tr zamieszczony na NG... thanks, hehe:)
a może by tak kiedyś, kiedys dołączyć się do szanownej, hehe, Rrrredakcji? Chętnie bym coś pisąła na temacik o lekkim zabarwienu dragowym, heh. Czy doczekam się subtelengo komenta od Red. hypcia? :>
kto co myśli, to niech powie.... a może niektórym to pomoże. jestem przekonana, że wielu z was myśłi "ee, to nic takiego... takie tam gadanie o ćpaniu... bleee, co za szjas... ". ale obyście się nie przekonali, że zycie może wam spłatać figla. i że własna psychika może się (nie waidomo kiedy) wymknąc spod kontroli.
a co do Red. jestem zadowolona i lekko zszokowana, że ten tekst nie został potraktowany (jak było w pierwotnym zamyśłe) jako tr zamieszczony na NG... thanks, hehe:)
a może by tak kiedyś, kiedys dołączyć się do szanownej, hehe, Rrrredakcji? Chętnie bym coś pisąła na temacik o lekkim zabarwienu dragowym, heh. Czy doczekam się subtelengo komenta od Red. hypcia? :>
Powodzenia na nowej drodze.
Powodzenia na nowej drodze.
tego nie pisala alinka, to pisala frytka z big bradera
i zobacz ten PARADOX - na detoxie ćpacie dalej najgorszy narkotyk na swiecvie - nikotyne
elo 3maj si emała
hwdp
legalize!
ja myslalem ze to alinka pisala ;D
ja myslalem ze to alinka pisala ;D
Jesli juz nigdy nie wciagniesz kreski - obalisz moj swiatopoglad. Przed fryta nie ma ucieczki, jak sie juz rozkrecisz. Potem chocby co 2,3 tygodnie, ale przeciez musisz......
o jejej co z zamola prrzestalem to czytac chyba w polowie nic tam ciekawego kolezanko na tym twoim detoksie ja juz na pierwszym jaralem here(
nie to zebym sie hwalil)
tego nie pisala alinka, to pisala frytka z big bradera
kto co myśli, to niech powie.... a może niektórym to pomoże. jestem przekonana, że wielu z was myśłi "ee, to nic takiego... takie tam gadanie o ćpaniu... bleee, co za szjas... ". ale obyście się nie przekonali, że zycie może wam spłatać figla. i że własna psychika może się (nie waidomo kiedy) wymknąc spod kontroli.
a co do Red. jestem zadowolona i lekko zszokowana, że ten tekst nie został potraktowany (jak było w pierwotnym zamyśłe) jako tr zamieszczony na NG... thanks, hehe:)
a może by tak kiedyś, kiedys dołączyć się do szanownej, hehe, Rrrredakcji? Chętnie bym coś pisąła na temacik o lekkim zabarwienu dragowym, heh. Czy doczekam się subtelengo komenta od Red. hypcia? :>
uciekł z detoksu...potem widzialam go juz tylko raz...na jego własnym pogrzebie...a był to także pogrzeb jego synka i jego żony... "śmierc jedynie od śmierci uchroni "