REKLAMA




Lekki letni trip, wzrost mapy koncepcji? Bromo-Dragonfly by ShaktiXTC

DAWKA: T+ 0:00 1 wrzut BromoDragonfly (blotter/tabletka) T+ 9:30 wypalone konopie WAGA CIAŁA: 145lb PŁEĆ: Mężczyzna Oto więc, podczas lata 2006 roku mój przyjaciel przyszedł z wizytą i

agquarx

Kategorie

Odsłony

6093
DAWKA: T+ 0:00 1 wrzut BromoDragonfly (blotter/tabletka) T+ 9:30 wypalone konopie WAGA CIAŁA: 145lb PŁEĆ: Mężczyzna Oto więc, podczas lata 2006 roku mój przyjaciel przyszedł z wizytą i ze sobą przyniósł trzy blottery Bromo-Dragonfly. Każdy z nas wziął jeden i zostawiliśmy trzeci na później. Nie słyszeliśmy o Dragonfly przedtem. Mój przyjaciel, który dotychczas brał to raz, opisał efekty jako subtelny, przedłużony trip na kwasie i byłem zainteresowany. Patrząc w przeszłość, ten opis nie był dokładnie mylący, ale wymaga wyjaśnień. W moim doświadczeniu, jest rzeczywiście subtelny, ale nie ma nic z potencjału ognistej nieograniczonej projekcji jaką oferuje kwas (LSD-25 - agquarx), przynajmniej nie przy tej dawce, jest to znacznie bardziej kontemplatywna substancja i zdaje się nie zagrażać ego w żaden sposób, ale może sprawić, że będziesz bardziej wrażliwy na potencjalne zagrożenia. Chciałbym być zdolny podać Ci dokładną miarę czasu, ale ponieważ te przeżycia miałem prawie dwa lata temu (i gdybym tylko zwracał uwagę na zegarek), więc to będzie uogólniona rekonstrukcja. Około 11:00am. Zaczęliśmy spacerować i zwrzuciliśmy blottery. Gdybym tylko znał dokładną dozę, ale nie miałem żadnego sposobu jej stwierdzenia. Smak był lekko gorzki, ale nie nieprzyjemny. Powiedział (mój przyjaciel - agquarx) , że wejście zajmie chwilkę czasu, więc poszliśmy do indyjskiej knajpki. Czułem się OK i rozkoszowałem się posiłkiem, ale mój przyjaciel pod koniec posiłku zaczął odczuwać lekkie mdłości i nie jadł, ale wkrótce potem czuł się już dobrze. Około 12:30: Wsiedliśmy do autobusu i pojechaliśmy w miasto (Chicago). Mój przyjaciel jest z Milwaukee i pomyślałem, że pokażę mu co nieco miasta i zajmę mu w ten sposób dzień. Pierwsze oznaki tripu pojawiają się: jasność myśli i nieograniczone wolne skojarzenia, zarówno podczas myślenia jak i mówienia. Około 1:00: Teraz już definitywnie tripujemy, jakieś plus 2. Następne kilka godzin spędzamy spacerując sobie i oglądając ludzi na mieście. Głównym zaobserwowanym efektem działania na mnie od tej pory aż do końca tripu była rozszerzona świadomość stanów i punktów widzenia każdego kogo spotkaliśmy. Było mi bardzo łatwo precyzyjnie określić punkt widzenia innego człowieka. W samej rzeczy, czyniłem to płynnie i bez wysiłku. Na tym poziomie było to cudowne, ale jednocześnie zmuszało to nas do zagłębienia się w fizjologiczne gestalty rozbuchanego egoistycznego materializmu, konsumpcji i świata składającego się z wierzchnich powierzchni (szczególnie wzdłuż Michigan avenue, na północ od rzeki). Grupy sztucznych kobiet wszystkich rozmawiających jedna z drugą jednocześnie, nikt nie słucha nikogo. Stałem się podejrzliwy wobec ludzi noszących okulary przeciwsłoneczne (z powodu mody, nie dla uniknięcia słońca). Czemu bali się ujawnić swoje oczy? Czego się bali Ci ludzie - co niby mieli byśmy w nich dostrzec? Znałem odpowiedź już kiedy zadałem pytanie, ale nie wziąłem jej pod uwagę przedtem. Ta i inne obserwacje infantylnej natury Amerykańskiego społeczeństwa wypełniły wczesne popołudnie. Czuliśmy się odpowiednio odłączeni od tego, dzięki czemu mieliśmy lekkie serca. Dzień był GORĄCY. Dobrze, że mój przyjaciel przyniósł ze sobą Nalgene, wypiliśmy z niego i napełnialiśmy go pożądliwie. Śmialiśmy się z chłodnych bryz dobiegających z wnętrza przez chwilę, podczas gdy przechodziliśmy obok otwartych drzwi sklepów wyrzucających klimatyzowane powietrze. Było nam świetnie w gorącu, ale to wypełniało nas naszymi dystopijnymi obserwacjami. Spotkaliśmy kilkoro dzieci sprzedających gówniane robione w domu CD z hip-hopem skradzionym ukrywające sprzedaż trawki odbywającą się w tym samym czasie. Wiec, czemu nie, kupiłem trochę getto zielska, na później. Spotkaliśmy także schizofremika ubranego w dziwny błyszczący zielony garnitur z świetlistym pomarańczowym krawatem na moście nad rzeką wykrzykującego nonsensy do ludzi w turystycznych łodziach. Dołączyliśmy do jego wysiłków na minutkę. Nazywaliśmy go "the leprechaun" (jeden z rodzajów faeries - agquarx). Tak na marginesie, niedawno zobaczyłem go w telewizji w tłumie podczas lokalnego serwisu news, co było miłą niespodziewajką. Około 3:30pm: Zwróciliśmy się na północ w kierunku okolic Wrigleyville i kontynuowaliśmy nasz głupowaty marsz zygzakiem. Ten okres czasu był zdecydowanie szczytem psychoaktywności. Czułem się całkowicie uwolniony od restrykcji fal skończonej świadomości, ale mimo to byłem kompletnie niezdolny do wznowienia i kontynuowania działania wewnątrz mojej normalnej relatywistycznej struktury by brać pod uwagę wszystkie zdarzenia pojawiające się z momentu na moment. W ciągu tego czasu spotkaliśmy wyznawcę Krishny próbującego sprzedawać książki na ulicy. Powiedziałem mu po prostu "Nie mam dla ciebie pieniędzy". Zaobserwowałem, że w pewnym sensie moja projekcja podcieła skrzydła jego myślowej struktury poznania w tym momencie i wszedł w stan bąbelkującego rozpoznania przestrzeni którą zajmowałem. Razem więc dzieliliśmy interesujący mały/wielki moment. To wszystko czym to było, ale jestem pewien, że było to fajowe. Mam nadzieję, że nie pomieszałem rzeczywistości z moimi własnymi projekcjami zbytnio, tak naprawdę to w to nie wierzę, ale to było mniej więcej to co czułem w tym momencie. Około 5:30: Przeszliśmy się nad jezioro, wpatrywaliśmy się w fale, chmury, łodzie, wysokie budynki, rozkoszując się leniwym rytmem przez kilka godzin. To prawdopodobnie był najlepszy okres tego tripu, intensywne spostrzeganie wszystkiego z czym weszliśmy w kontakt i omawianie subtelności naszego doświadczenia i obiektów, które pojawiały się w naszej świadomości. Spędziliśmy trochę czasu na drzewie w małym, ogrodzonym sanktuarium dla migrujących ptaków. Ogólnie było to bardzo pokojowe i zadowolone uczucie. Około 8:30: W miarę jak słońce obniżało się rozluźnialiśmy się na pustym polu golfowym położonym niedaleko jeziora i zrolowałem splifa przy pomocy świerzo zakupionego ziela. W tym momencie byliśmy już blisko baseline (mimo, że tak naprawdę nie odlecieliśmy w kosmos). Okazało się, że to dość ciężki gatunek Indica - większość trawki z getta wydaje się być tego typu. Palenie okazało się być niezbyt dobrym pomysłem, ponieważ spowodowało trochę więcej dysocjacji i trochę lęków społecznych (u mnie, o wiele mniej u mego przyjaciela), ponieważ ja chciałem się tylko rozluźnić, a mój przyjaciel kontynuował pieprzenie o niczym i zafiksował się w obserwacjach innych ludzi. Dodatkowo później na El mówił o ludziach których zobaczył przy pomocy abstrakcyjnych generalizacji trochę zbyt głośno, co wiele osób powitało z raczej marnym entuzjazmem. Może to po prostu ja będący zbyt świadomym siebie. Nie jest to zła rzecz w samej sobie, ale była trochę nieprzyjemna, kiedy wracaliśmy do domu. To by było na tyle jeśli chodzi o moje pierwsze spotkanie z BromoDragonfly, ponieważ nie byłem w stanie odróżnić dalszych efektów od efektów działania marihuany. Jest to interesująca substancja. Wielu ludzi raportuje zawód, co jest zrozumiałem jeśli spodziewali się czegoś dzikiego albo wywalającego w przestrzeń międzyplanetarną. Jest na pewno subtelna przy dawkach jakie brałem biorąc pod uwagę wizuale lub wymuszoną emocjonalną/psychiczną energią, ale mnie pozwoliło na pewien rodzaj wglądu w moje egotyczne perpektywy. Nie zostałem schwytany w pułapkę mojego indywidualistycznego ego, ani mojej pierwotnego podstawowego postrzegania. Wydaje się, że działały one synergicznie. Mój drugi (i ostatni jak dotąd) trip na BromoDragonfly, który opiszę tu pokrótce, był solowym tripem i okazał się być wynikiem impulsywnej decyzji. W retrospektywie przyniósł mi on pewnego rodzaju brak satysfakcji, którego nie byłem w stanie się pozbyć i którego w dalszym ciągu nie jestem w stanie zdefiniować. Większość tripu nie była specjalnie interesująca. Pod koniec miałem zjazd, moje ciało i umysł wydawały się zbrukane i zanieczyszczone, brakuje mi słów na określenie tego stanu. Przebywałem w wannie próbując ułatwić sobie życie. Miałem uczucie, które określiłbym jako małe satori i wydobywając się z niego otrzymałem solidne konceptualne zrozumienie jedności nieskończonego absolutu i skończoności względności. Było to aż za proste. Dodatkowo, całe to napięcie cielesne, które zbierało się we mnie zostało wypłukane. Nie było to w żadnym razie najbardziej "oświecające" przeżycie jakie miałem. Opisałbym je jako prawie afterglow po małym satori, które przebudowało moje życie około półtora roku temu przed tym doświadczeniem, które zostawiło mi cudowny szablon, który pozwolił na komunikację i konceptualizację terytorium na jakie wkroczyłem. Nie powiedziałbym jednak, że były to efekty działania BromoDragonfly, ale jak większość wniosków wywołanych entheogenami które miałem, działał jako katalizator dla energii, które były gotowe na uwolnienie. Po tym wszystkim wstąpiłem we wzniosły stan umysłu, miałem także krótkie OBE, podczas którego byłem wilkiem w pokrytych śniegiem dzikich terenach, samcem alfa w stadzie. Większość doświadczenia spędziłem biegając z moim stadem i w jamie z szczeniakami. Wiadomość, którą zapamiętałem dotyczyła miłości, którą otrzymywałem od innych członków stada i idealną korelacją z cierpieniem jakie za nich włożyłem na siebie. To po krótce sumuje moje ograniczone doświadczenia z BromoDragonfly. Bardzo się cieszę, że mogę dodać je do repozytorium. Dziękuję za przeczytanie tego tekstu. Źródło: erowid.org. Ten tekst został przetłumoczony przez agquarx z angielskiego (i zredagowany) dzięki niesamowitej chojności anonimowego darczyńcy. Datki można wpłacać tu:   07114020040000390221787095 (mBank). Każda złotówka się liczy!

Komentarze

mdma'niac (niezweryfikowany)
TR hmm....zajebisty?? NAPEWNO. Tak "waszka" jest dokladnie taka jak opisales, nie jest to wyjepanie w kosmos, czy w inna przestrzen miedzyplanetarna jak po psylocybinie czy innym kwasie, psylocybina oferuje stany umyslowe, chodzi mi o mysli, bardzoo glebokie, ale tych mysli jest taki wiele ze nie sa one jasne, klarowne, nieogarnia sie jednak w jakims stopniu, oczywiscie grzybki sa zajefajne, ale chce zwrocic uwage ze na dragonie tez "zrozumiesz", ale wlasnie w subtelniejszy sposob, nie chamski.
KolesWCzarnychO... (niezweryfikowany)

Miło było wspominać sobie Dragona czytając Twój raport :)
Według mnie Dragon jest bardziej "oświecający" od reszty.
LSD, LSA, Grzyby itd. ukazują głębie myśli, projekcje przez co mogą wbić w różnego rodzaju "prawdy", pułapki myślowe
Dragon pokazuje, że nie ma czegoś takiego jak prawda oraz że wszystko jak wiadomo jest iluzją - nawet rzeczy pokazane na kwasie.

Jest to psychodelik podważający inne psychodeliki jak i samego Siebie. Ukazuje prostote myślenia jak i dogłębnie objawia jedną z prawd: "Wiem, że nic nie wiem"
Po psychodelikach typu lsd, lsa - zawsze miałem głód wiedzy, niezaspokojony. Dopiero dragon uzmysłowił mi, że to wszystko jest jedynie "wyższą prawdą" która nadal jest iluzją. Wszystko zmyślone. Nie ma sensu doszukiwać się czegokolwiek w psychodelikach. Chyba, ze są to wyprawy na tle eksploracji, poszerzania świadomości lub badania umysłu - mysle, ze osoby wtajemniczone wiedzą o co chodzi.

Pozdrawiam:))

Zajawki z NeuroGroove
  • 2C-P
  • 5-HTP
  • MDMA (Ecstasy)
  • Miks

SET: poczucie dobrze spełnionego obowiązku po pracy i udanym spotkaniu z koleżanką; brak większych oczekiwań co do substancji, ciekawość i chęć dobrej zabawy; chęć przeżycia tripa z kolegą (S.) o podobnej do mojej mentalności; SETTING: pokój obstawiony sprzętem audio i samochodowym; piwnica w bloku; osiedle; śmietnik na elektrośmieci

Spisał C.

Uczestnicy:
S.: mentalny hippis, który urodził się 30 lat za późno. lubi sprzęt audio i samochody. 20 lat.
C.: miłośnik muzyki, technologii i łączenia muzyki z technologią. lubi rozkminiać. 20 lat.
K., B., A.: nie znam ich za dobrze więc nie będę opisywał

Substancje:
S., C.: 2C-P (5mg), esctasy (140mg)
S., K., B., A.: etanol (S. tylko na początku)
S., K., B., C.: 5-HTP
S., B.: opalanie lufy (1 buch)
K.: resztka kartonu 2C-P, prawdopodobnie 1mg

 

  • Etanol (alkohol)
  • Grzyby halucynogenne
  • Klonazepam
  • Szałwia Wieszcza
  • Zolpidem

Miejsce oraz nastawienie, którego chyba tłumaczyć nie muszę, znajduje się w reporcie.

Substancje: (zachowana kolejność) około 0.2g suszu Jej Dysocjacyjności, 3g P.Cubensis na dwie osoby, po dwa piwa na głowę, 6mg klona i 20mg zolpidemu. Ajajaj xD

Podróżnicy: ja oraz S.

Drogi NG ;)

  • Katastrofa
  • LSD-25

Chciałem wykorzystać wyjazd do klubu jako odskocznię od wrednej rzeczywistości, byłem w kompletnej rozsypce psychicznej. Przestałem się przejmować konsekwencjami i tym jak dużo biorę. Liczyło się jak największe oderwanie od bólu i zapomnienie o problemach natury egzystencjalnej. Otoczenie do takiego doświadczenia wybrałem bardzo źle, ale też przez to, że nie widziałem z czym przyjdzie mi się zmierzyć.

Trip był w okresie, kiedy codziennie marzyłem o tym, żeby się zabić.

Mniej więcej było to tak, że zabrałem się ze swoimi kolegami na imprezę. Tym razem miało być inaczej, bardziej grubo. Na odwagę zaczęło się tradycyjnie od trawy w niewielkich ilościach. Trochę zmuliło ale wprowadziło też w odmienny nastrój. Potem leci feta. Niestety diler dał ciała i nie był to produkt pierwszej klasy, nie klepał.

  • Heroina
  • Tripraport

Pisze znajomy: załatw H. Nie załatwię, mówię, nie załatwiam tego nikomu. Weź grama, przyjadę, oddam kasę, ćwiara dla ciebie - odbija znajomy.

Siedzę w autobusie, tłok jak cholera, ludzie wracają z roboty. Telefon - 'będę czekał na przystanku, kasa w drzwiach, zostawię Ci tam gdzie zawsze'. Ok, więc nie dostanę sreberka do ręki, muszę liczyć, że faktycznie będzie leżało tam gdzie leżeć powinno. Na każdym przystanku wykręcam głowę próbując przeczytać jego nazwę. Jeszcze 3, może 4.