Kiedy spoglądam w ciemności dłonie otworzę Kluczem , Twoje dłonie, dotykam lewej ściany. Czubkami prawej dłoni, delikatne reliefy. W pokoju malowideł, dotykam jak oddechy, tych o których pamiętam, pieszczę reliefy. Dłonią lewą i cicho w mroku idę, Omijam. Z lewej otwór, następnie cztery kroki, czuję. Ten powiew wewnątrz oddechem mojej dłoni, omijam. Z lewej otwór i tak przekraczam bramę. Jestem pod grobowcami, a drogi są mi znane, Rozpala ciemność wokół różnorodności lśnienia, Pamiętają bez imion i ja nie mam imienia, poniżej. Mojej talii, mam naszyjnik kluczy. Jeden z nich teraz biorę w dłonie i wiem już. Że jest zielony, srebrny klucz jest kolejny, a mój pałac. Zraniony. Na pustym tronie niknie skruszona czaszka, myszy, Trzy Stopnie - niżej, krwawię. A ja tam tańczę. W ciszy, Cisza moją domeną, Mroku się nie lękamy, dotykam. Klucza z brązu, otwieram wszystkie bramy. Kolejny klucz prowadzi do komnaty bezruchu, dotykam dłonią ściany i chwilę tkwię w bezruchu. Pieszczę reliefy, które? Dla Bezimiennych z Ludu, są jak oczy lodu, pieszczę reliefy z prawej. Mijam cztery otwory, Drugi prowadzi w prawo. Trzeci, zamykam oczy, czuję, obecność, Mroku jestem Kapłanką. Nocy Moje włosy, w ciemności są bezkształtem, wyboru moje oczy, zamknięte. Nie dostrzegą otworu, Moja... dłoń, nie odrywa się. Od gładkiej ściany korytarz skręca, w lewo, a potem dotknę. Ściany. Pochylam się i w lewo przesuwam całe ciało. Spadam bez końca w ciemność, przez chwilę odszukany. Dłonią, prawą uchwycę za rysę niewidoczną, wyciągam dłon. W mą ciemność i już nie czuję w Nocy oddechu bezdennego, przesuwam lekko stopy i cofam się o trzy kroki. Odwracam się w około i lewej dotykam ściany. Dotykam swego serca i czuję dwa oddechy. Dotykam swych oddechów i czuję. Serca trzy. Nie odrywając ręki wiem, że to jesteśmy my. W ciemności kroczę naprzód, przesuwam stopy, raz. Skręcam w lewo i w lewo, i w lewo, jeszcze, raz. Dotykam pustki z prawa, dotykam. Ich milczenia. Wygładzam suknię, rosnę i wdycham zapach Mroku. Nie słyszę już ich krzyków, on dotrzymuje kroku...Przesuwam dłonią bramę bez czternastego z kluczy. Przekraczam bramę sama, bo on, się, nie poruszy, słyszę prawdziwe Imię, lecz jestem Zapomniana, słyszę Prawdziwe Imię, ale nie poganiana, stąpam lekko i jestem. Dumna, Wyprostowana, Jeszcze, Nie, Mylę kroku. Przekraczam bramę sama i już nie słyszę mowy. Otwieram kluczem pierwszym najwyższej czaru mowy, kolejny rozdział, w ciszy zaklętych korytarzy. Otwieram oczy Siostry i widzę moją ciszę. Nie wykonuję kroku. I wypowiadam słowo. Rozbrzmiewa szczery uśmiech. Nie wykonuję kroku. Spoglądam w górę dłoni, łączymy - dłonie w Mroku. Spoglądam w umysł wzoru, zamykam Twoje oczy. Jej imię jest. Pożarte, a ja się śmieję w Ćwoki. I wtedy dalekiego słowem skonam w mrozie i półmroku.
Komentarze