Substancja: Szałwia Wróżbitów
Doswiadczenie: SD 1 raz, grzyby, snif-snif (juz rok dtx!), merry...
...a zaczelo sie ok 2h temu, nie wiem dokladnie bo zapominam lookac
na zegarek. Bardzo spontanicznie zdecydowalem sie ze spale to co mi
zostalo w wroku (wczesniej palilem ze lufek szklanych, bez
wiekszych efektow). Za injektor posluzyl mi kran, idealnie nadawal
sie na loofe, duzy cybuch, srednica srednia :), hmm - folia alu -
dziurki - w kran... Nie dysponowalem dostatecznie wysoka
temperatura wiec pomyslalem ze dobrze bedzie jesli odpale od
kuchenki gazowej. Nie mylilem sie :) Chcialem nabic to co zostalo w
worku (ok 1/2 tego co mialem przedtem, ale sie nie zmiescilo i tym
sposobem mam na jeszcze raz :))) odpalilem najmniejszy palnik tak
aby gaz mial wieksze cisnienie. Chmura, na poczatku ostra ale gdy
wciagnalem juz wszystko przestalem ja wogole czuc. Wypuszczam, w
cybuchu jeszcze cos jest, wiec chcem dopalic... czuje efekty jak
poprzednimi razami palac z lufki, dopalam reszte. Czuje ze coraz
bardziej zaczynam odplywac, ide sie polozyc, lufke mam w reku(!)
klade ja na podlodze, a jak sie zapali(sic!) podnosze, znowu klade,
stan oduzenia sie nasila, wracam do kuchni i klade ja na blacie
kuchenki. Dosyc niezdarnie dochodze na lozko i opadam bez sil. To
co sie zaczyna dziac przerasta moje oczekiwania, obraz faluje,
probuje sie uspokoic - bez skutku... Czuje jak mocno bije mi serce,
a kazde uderzenie to jakby szarpniecie za reke ! ktos mnie ciagnie!
to juz trip...! nie poczulem wogule tego przejscia pomiedzy
rzeczywistoscia a stanem w ktorym sie znajdowalem. To dosyc trudne
do wytlumaczenia (jak wiele innych rzeczy) ale nagle zdalem sobie
sprawe ze wlasnie snie, snie na jawie i ktos, zapiera mi dech w
piersiach... kobieta... ciagnie mnie za reke w rytm mojego serca.
Jedno uderzenie (niczym wilki beben) - jedno szarpniecie, mocne i
zdecydowane. Muzyka... gra w drugim pokoju a dobiega z mojego
wnetrza (Kosheen - "Harder", "Resist" - polecam)Caly czas mam
wrazemnie ze to co sie dzieje, dzieje sie w rzeczywistosci, tylko
nie wiem kto mnie tak usilnie ciagnie i gdzie, czuje(!!!) sciezke,
i drzewo niedaleko mnie, i piekny pejzaz, ale to wszystko jest
niewyrazne, prawie nienamacalne i wzrokowo nierzeczywiste choc dla
mnie to w tej chwili jedyna rzeczywistoc. Czuje ze trace kontrole,
mam wrazenie ze ktorys z domownikow wrocil, a ja tripuje...
stracilem poczucie czasu... ona, i tylko ona, nadal mnie ciagnie.
Chyba zbyt uporczywie, a moze ta uporczywosc to moje serce, moze to
jego stukot ciagnie mnie do tego swiata... zbyt uporczywie. Chce
wracac. Czuje strach. Wytezam zmysly i probuje znalezc jakas droge
powrotna. Ona nadal ciagnie. Otwieram oczy... Nie zabardzo zdaje
sobie sprawe co sie dzieje, szok, dezorientacja... sam nie wiem,
rozgladam sie czy nikogo nie ma. Probuje przez chwile myslec o tym
co sie wydazylo przed chwila, przechodza mnie dreszcze emocji... To
ze poczulem strach i jakas bariere ktora nie pozwalala mi na
przekroczenie progu mojej jazni to zapewnie zle przygotowanie,
miejsce (blok 11 pietro, brak opiekuna... hehe hardcore ), czas
(jeszcze widno) i mnostwo roznych rzeczy ktore skladaja sie na mnie.
Jestem pod wrazeniem tego co sie stalo, zaluje ze nie poszedlem
dalej, ze nie dalem sie poprowadzic za reke, jak dziecko ktore
dopiero poznaje swiat i zycie. Zaluje ze nie dalem sie porwac w ten
szalenczy wir. Kim byla ta kobieta widziana pomiedzy oddechami...
napewno wiecie.
Komentarze
Ja jakos sie nie domyslam, fajnie by bylo gdybys sam napisal... a moze sam nie wiesz? :)
Kazde dziecko powinno wiedziec jaka pania sie spotyka po spaleniu ___Szalwii___ !!! <----- ( aluzja )
Kazde dziecko powinno wiedziec jaka pania sie spotyka po spaleniu ___Szalwii___ !!! <----- ( aluzja )
synu pierworodny, dobrze ci radzę, poproś kogoś do asysty, bo jak już przejdziesz próg swojej jaźni (a często nie jest to kwestia ilosci spalonego matexu) to mówię zupelnie serio: mozesz chciec np. wyjsc na balkon (nie bedac tego swiadomym!!!), a tam wiadomo co sie moze stac. poza tym bardzo trafnie opisany stan po Sally, trzymam kciuka za pomyslnosc nastepnych podrozy :)
Ona...
ona nie jest śmiercią
jest życiem
wpisanym wśród wersów Tolkiena
jako księżyc
wędrujący z Kuivienem
chęcią powrotu
i zapomnieniem
jest ciszą poranka
zgielkiem południa
spokojem zachodu
i szeptem północy
"Sí man i yulma nin enquantuva? "
PS. dziękuję Naga, za komplement :)
Piekne zakonczenie... az mnie dreszcze przeszly :)
Piekne zakonczenie... az mnie dreszcze przeszly :)
pani po szałwii to ŚMIERĆ !!
Ona...
ona nie jest śmiercią
jest życiem
wpisanym wśród wersów Tolkiena
jako księżyc
wędrujący z Kuivienem
chęcią powrotu
i zapomnieniem
jest ciszą poranka
zgielkiem południa
spokojem zachodu
i szeptem północy
"Sí man i yulma nin enquantuva? "
PS. dziękuję Naga, za komplement :)