salvia divinorum

Anonim

Kategorie

salvia divinorum

Komentarze

Radar (niezweryfikowany)
Exp: Speed, Koks, LSD, Poppers, Piguly, MDMA, Meth, Antydepresanty (Hydiphen), Ziolo (non-stop) Set: Salvia Divinorum - uncja suszu i 1 g. ekstraktu 15X Met: Ekstrakt pomieszany z suszem palony w duzej metalowej fifie TRIP; To byl zwykly ladny dzien pod koniec sierpnia. Wstalem kolo godziny 10:00 i pod drzwiami dostrzeglem duza "dmuchana" koperte z pieczatka sklepu All-Salvia. Nie moglem uwierzyc ze po 2 tyg. od uprzedniego zamowienia szalwii i ekstraktu wreszcie przesylka jest w moich rekach. Po rozpakowaniu koperty dostrzeglem wielki deal-pack suszu (zamowilem uncje czyli 28 gramow) i mala, aczkolwiek cudowna fiolke 15x ekstraktu, coz pomyslalem - takie zakupy za 20 funtow to jest to (zeby tak mozna bylo zamowic skuna ;)). Odlozylem "zakupy" w bezpieczne miejsce i niestety musialem wyruszyc do pracy, majac jednak caly czas w glowie wieczor, kiedy to po przyjsciu do domu wyprobuje nowy cud natury ;) Pomijam czas kiedy to ciezko pracowalem, zarabiajac na nowe psychodeliczne wynalazki ze sklepow wysylkowych ;] Okolo godziny 22:30 wrocilem do domu, od razu szybki prysznic, wychodzac z lazienki spotkalem kumpla, ktory juz byl po seansie z szalwia. Nie chcial nic mowic zeby mi nie zepsuc bani wiec powiedzial tylko zebym na nia uwazal. Zasmialem sie i poszedlem do salonu przygotowac mix suszu i ekstraktu. Po przygotowaniu fify wygodnie usiadlem i juz mialem zapalac kiedy to wszedl znajomy z pietra nizej. Usiadl ze mna co nie bylo po mojej mysli, no ale przeciez go nie wyzuce ;) Mimo, ze wiele przeczytalem o szalwii, o jej wlasciwosiach i o tym jak owa palic sie powinno postanowilem ze jednak zapale mimo wszytko, nie czekajac jak delikwent wyjdzie ani nie przygotowywujac specjalnie jakiegos dobrego miejsca. Chwycilem lufe w dlon, dosieglem zapalniczki i przysmazam. Pierwszy buch jakis dziwny. Smak mialo to to nie za specjalny, czuc bylo suszonymi liscmi, a pozatym tak dlugo grzalem ze zepsulem sobie zwykla zapalnicze. Wstalem znalazlem kolejna. Znow usiadlem i znow smaze. Buch, pozniej drugi i trzecie - gleboko sie zaciagajac i trzymajac dym jak najdluzej w tym co pozostalo mi po kidysiejszych plucach ;) I nagle owy znajomy cos do mnie powiedzial. Nie bylo to nic specjalnie smiesznego, ale rzucilo mnie na podloge. Plakalem jak dziecko, smialem sie do rozpuku, nie moglem przestac. Kiedy juz przestalem (po dobrych 3 minutach) caly zalany bylem potem. Uswiadomilem sobie ze tak wlasnie objawila mi sie szalwia. Zadnych halunow, na ktore z restza bardzo liczylem, tylko mocny smiech, ktorym bylem wrecz skrepowany. Tak jak po dobrym sztachnieciu sie poppersem. Uswiadomilem sobie, ze jednak chyba wiele ma do rzeczy dobranie odpowiedniego miejsca i klimatu. Nie spoczne puki deminiczna salvia nie objawi mi prawdziwego oblicza - pomyslalem. Udalem sie wiec do swojego pokoju. Znalazlem jakies swieczki, ktory posutawialem w pokoju, odpalilem wieze i zapuscilem plytke "New World Observer" znakomitego ambient-dub'owej kapeli Deadbeat (swoja droga bardzo polecam). Atmosfera wydala mi sie odpoweidnia. Slebe swiatlo swieczek, mroczna i ciezka muzyka Deadbeat'a robily swietny klimat. Zaaplikowalem wiec kolejny raz mix suszu i ekstraktu (tym razem postanowilem dodac wiecej ekstraktu), ulozylem sie wygodnie na lozku i poczelem smazyc lufe. Znow buch, drugi, trzeci.... W pewnym momencie odlecialem. Lufy nie zdazylem odlozyc, z reszta nie bylo to potrzebne. Nie bylo juz w niej nic oprocz popiolu, a i tak reka jakby sparalizowana kurczowo ja trzymala nie pozwalajac na jej wypuszczenie. Spojzalem na sciane gdzie zdawalo mi sie widziec kuliste wybrzuszenie poruszajace sie w rozne strony (cos w stylu tej wypuklej kuli na windowsowskim wygaszaczu). Wpatrywalem sie w nia przez jakas chwile, gdy nagle zobaczylem cos zupelnie innego. Na scianie pojawil sie suwak. Taki zwykly zamek blyskawiczny, ktory po woli sam sie rozsuwal ku dolowi, coraz bardziej sie rozszezajac. Za nim byla pustka. Czarna nicosc. Przestraszylem sie. Widzialem ze to zbliza sie w moim kierunku i zaraz w nia wpadne. Tak tez sie stalo. Wpadlem w pustke. Przez chwile lecialem w powietrzu, slyszac do okola rozne dziwne i trudne do opisania odglosy. Nie byly to odglosy ludzi, nie byl to zaden znany mi glos ani dziwiek. Czulem ze spadam ale nie widzielem nic wiecej. Wszytsko wokol mnie bylo czarne. W pewnym momencie moim ocza ukazala sie ziemia. Ziemia, taka jak widziana z kosmosu, tyle ze w okolo nie bylo zadnych gwiazd. Byla czrna pustka a ja wisialem w niej bezwladnie. Nagle ziemia znikla. Pojawil sie jakby obraz. Obraz przedstawial jakby wszytskie chwile z mojego zycia. Wszytko jednak bylo dwuwymiarowe, dziwnie plastyczne w bardzo zywych aczkolwiek malarskich kolorach. Wszytkie te chwile byly zszyte nieczym laty w calosc, ktory byl ten caly obraz. Dokladnie dalo sie zobaczec miejsca szwow. W pewnym momencie szew z jednej strony zaczal puszczac i wyraznie widac bylo jak kazda "chwila" odpada. Na koncu znow byla ta wielka czarna proznia, tym razem jednak z czarnej nicosci wylonilo sie cos w stylu wielkiego kola zebatego. Ktore z kazda chwilo oddalalo sie dalej. Dokladnie widzialem pojedyncze trybiki. Od tych najmniejszych, po wieksze. Kazdy trybik byl zlozony z kawalkow obrazu, o ktorym pisalem wczesniej. Jednak nie byly to tym razem chwile z mojego zycia. Zauwazylem ze to zycie zupelnie innych ludzi, czy osob podobnych do ludzi. Kazdy trybik nalezal do innego czlowieka jednak byli to nie tylko ludzie. byly istoty czleksztaltne. Zdalem sobie sprawe ze kazdy trybik to zycie innej osoby w innym wymiarze. Gdzies w polowie tej "machiny" ujzalem wreszcie trybik zlozony z obrazkow z mojego zycia. Stalo sie dla mnie jednoznaczne ze nasz wymiar jest na wyzszym poziomie niz wymiary na poprzednich trybikach. Niestety trybiki stawaly sie coraz wieksze i caly czas widzialem nowe. Stojoce znow wyzej niz trybik z mojego zycia. Wszystko nabieralo rozpedu i bylo tak realne. Pomyslalem ze My jako ludzie, albo osoby mieszkajace w naszym wymiarze - jestesmy tylko jednym z wielu trybikow wielkiej machiny, widzialem ze sa inni na nizszych poziomach oraz jescze inni ktorzy znajduja sie w tej calej "maszynarii" nad nami. Zaczelem sobie wmawiac ze cale moje zycie to jeden wielki sen, jedno wielkie zludzenie. Ze te wszytskie piekne chwile, wsyztscy poznani ludzie, wszystko w okolo jest snem, ale nie moim, a osoby ktora go sni. To rudne do opisania, ale mysle ze wszyscy zrozumieja. Cos w stylu filmu Vanilla Sky, ale jednak nie mialem w glowie tego filmu, gdyz ogladalem go dlugo po pierwszej przygodzie z salvia. Cale to zludzenie mnie przeroslo. Nie chcialem stracic tego wszystkiego co bylo moim zyciem, nie chialem sie nawet dowiadywac co stoi na samym szczeblu tej calej machiny z mojej halucynacji. Krzyczalem, a raczej wydobywalem z siebie jakies dzwieki gdyz nie moglem wymowic logicznego slowa. Chcialem zeby ta bania sie skonczyla. Zerwalem sie na rowne nogi. Prawie sie przewrocilem. Juz nie bylo tak ostrej halucynacji. Wszystko w okol bylo realne ale falowalo, rozmywalo sie albo obracalo o 180 stopni (cos w stylu LSD). Wybieglem z pokoju wymawianie jakichkolwiek slow w dalszym ciagu sprawialo mi klopoty. Najgorsze bylo to ze halucynacja za wszelka cene chciala wrocic. Bieglem do pokoju kumpla, chcialem zeby mi pomogl, a za mna wszytsko wpadalo w ta wielka czarna odchlan. Wbieglem do jego pokoju, zamklem drzwi. Krzyczalem zeby mi pomogl, ze ja juz nie chce tej bani, krzyczalem ze to sie zbliza. Slyszalem jak mnie uspokoajal ze to tylko substancja w mojej glowie, ze wsyztsko jest zludzeniem. Powoli dochodzilem do siebie, znow widzialem pod sciana wypukla kule przesowajaca sie w rozne strony. Powoli wsyztsko wracalo do normy. usiadlem pod sciana. Bylem zszokowany, przerazony, znow zlany potem i do tego jescze lzami. Dlugo siedzialem nic nie mowiac. Myslac o tym co dzialo sie przed chwila. Najdziwniejsze ze spojrzalem na zegarek i okazalo sie ze minelo niecale 10 min. od czasu kiedy palilem, a dla mnie to wszytko zdawalo sie trwac kilka dobrych godzin. Podsumowanie: Salvia pokazala mi swoje prawdziwe oblicze, tak jak chcialem. Jej dzialanie przeroslo moje najsmielsze oczekiwania. Nie da sie tego porownac do innych psychodeli, przynajmniej do tych z ktorymi mialem do czynienia. Calkiem inna, mistyczna, tajemnicza, realna i przerazajaca bania. Nie wiem czy ten raz z salvia moge zaliczyc do BAD TRIPA, jednak dostarczyl mi on wielu negatywnych przezyc i na dlugi czas odsunal od tego swietego ziola. Nauczylem sie szanowac ta rosline. Zrozumialem ze nie nadaje sie do do czestego uzywania i ze trzeba wyczuc odpowiedni moment. Wiem tez ze bardzo wane jest miejsce w jakim odbywamy podroz, bardzo duzo role odgrywa muzyka. W moim przypadku po pozniejszym przemysleniu sprawy doszedlem do wniosku ze wlasnie muzyka zrobila taka dziwna jazde i wprowadzila negatywna energie. Niestety nie kazda muzyka nadaje sie do podrozy. Kolejna rzecza jest poczucie czasu. Podczas podrozy wydaje Ci sie ze trwa ona cale godziny, a w rzeczywistoci mija zaledwie 10 min. W tym momencie wiem rowniez ze bardzo wielka role odgrywa ekstrakt. Przeprowadzilem sie 2 tyg. temu do Edynburga i mialem problemy ze znalezieniem skuna, wiec zmuszony sytuacja krecilem baty z suszu salvii i musze przyznac ze nie dziala on tak na mnie jak ekstrakt. Pojawia sie lekkie zaburzenie widzenia, problemy z chodzeniem i slowotok. Probawalem tez palic sam susz z lufy, mocno ja przypalajac, ale efekt tylko troche mocniejszy niz ten po blancie. Na koniec chce polecic salvie wszytskim osoba chetnym na tajemnicza, mistyczna podroz. Pamietajcie ze traktujac ta potezna rosline w odpowiedni sposob, ona odplaci sie w naprawde cudowny sposob. Pozdrowienia dla szalwiowych podroznikow ;) ps1. Jezeli ktos jest na terenie UK i szuka dobrego internetowego sklepu z ciekawa roslinnoscia polecam: ALL-SALVIA STORE ps2. Sorry za brak polskich znakow ale to wina angielskiego systemu na moim kompie ;/
kurzowy (niezweryfikowany)
hm,zawsze wydawalo mi sie ze salvia nie dziala przy drugim paleniu w malym odstepie czasu,musze to sprawdzic.tak czy siak bardzo dobry report dobrze oddaje klimaty tych podrozy. mi nigdy nie udalo sie tak dobrze zapamietac tak glebokich tripow,czasami zle zapisywalem i po paru dniach przypominalem sobie ze nie ktore watki szly calkiem inaczej
Zajawki z NeuroGroove
  • LSD-25
  • Pierwszy raz

PROLOG:
T-10h
- [E] Szkoda, że Cię tutaj nie ma Milordzie... Co się tu dzieje. Przejebałem wszystkie bitcoiny na maszynach znowu. Całe 10 tysięcy poszło się jebać... A no i mam prawdziwy kwas i MDMA. Dałem Kebabowi przetestować to LSD i mówi, że to jakiś nbome, bo nie ma wizuali... Może przetestujesz?
- [A] No kusisz kusisz, zobaczymy, może wpadnę. Dawno mnie nie było...
[...]
T-6h
Dzwonię domofonem. Nie było mnie tu miesiąc. Nie ćpałem nic miesiąc. [Dryń dryń...]
- [A] Milordzie!
- [E] Kto tam?!
- [A] A...
- [E] Aha, wbijaj!

  • Benzydamina
  • Etanol (alkohol)
  • Kodeina
  • Pierwszy raz

podniecenie, ciśnienie na "zaćpanie" czegokolwiek. pozytywny, lekko chilloutowy, wakacyjny nastrój.

Wakacje 2014, lipiec.

 

Dwójka nas była, obaj płci męskiej. Tego dnia właśnie przyjechaliśmy do Milówki - mała wieś w powiecie Żywieckim, bardzo przyjemna, jeżeli chodzi o krótki wypoczynek. Nasza kwatera, co istotne dla dalszej części opowieści, znajdowała się 650 metrów nad poziomem morza, a droga od "rynku" (czyli najbliższe oznaki cywilizacji) to około 2 kilometry. Owa droga prowadziła przez pola (piękne widoki, swoją drogą), dwa, czy trzy razy trzeba było przejść przez zagęszczenie drzew przypominające mały las.

  • Amfetamina


Tekst jest trochę długi. Ale moja faza była dla mnie tak długa

jak ten opis.




Jazda


  • DPT
  • Marihuana
  • Ruta stepowa
  • Tripraport

Spotkanie z jedną z najbliższych mi osób, w dodatku także psychonautą biorącym udział w ceremonii. Chęć wspólnego przeżycia czegoś wspaniałego i dającego samahdi. Ostatnimi czasy psychodeliki i tematy krążące w około ich stały się istotnym elementem mojej osobowości. Pozwoliły mi dostrzec zagłębione w nieświadomości problemy rzutujące na moje zachowanie w dorosłym życiu. Była to także chęć sprawdzenia siły DPT z iMAO. Z mojej strony chciałem by było to odświętne szamańskie doświadczenie. Duży wpływ na mnie miało zażyte wcześniej LSD i fakt przeczytania Tybetańskiej Księgi Umarłych.

 

 

Do mojego przyjaciela przyjechałem pociągiem. Odebrał mnie w te wczesne popołudnie z dworca i chwilę później już rozsiedliśmy się w herbaciarni na miłych pufach i zajęliśmy rozmową w oczekiwaniu na białą herbatę. Wymieniłem z nim kilka zdań na temat LSD zjedzonego kilka dni wcześniej oraz oczekiwania związane z połączeniem ruty z DPT. Podczas picia herbaty omówiliśmy też czytane przez nas namiętnie książki Grofa czy raport Strassmana z badań nad DMT. Ustaliliśmy, że podjedziemy do znajomego po zielsko i następnie zajmiemy się już tylko sednem doświadczenia.