salvia divinorum

salvia divinorum


Salwinorin A: Nowy i wysoce selektywny agonista receptora κ – opioidowego.

frodo, 11. Październik 2008 - 11:06 :: |

ABSTRAKT

Kappa-opioidowe receptory reprezentują główne miejsce działania dynorfiny i pokrewnych neuropeptydów. Niedawno, Salwinorin A – naturalnie występujący neoklerodanowy halucynogenny diterpen został zidentyfikowany jako wysoko selektywny agonista receptorów kappa-opioidowych. W tym krótkim przeglądzie postaramy się podsumować znaną chemię, farmakologię i biologię salwinorinu A. Ponieważ Salwinorin A głęboko zmienia ludzką świadomość i percepcję, badania nad tym jak salwinorin A wywiera wpływ na receptory kappa-opioidowe mogą dostarczyć nowy wgląd w molekularne i komórkowe podstawy unikalnych wyższych korowych funkcji u ludzi.


Ziołowa ekstaza

a., 18. Styczeń 2007 - 19:15 :: | | | |

Halucynogenne zioła zdobywają coraz większą popularność, stając się alternatywą dla tradycyjnych narkotyków

Rośliny wywołują ekstremalne doznania, można je często spotkać w parkach i przydomowych ogródkach, a ich konsumpcja jest zwykle legalna. Teraz eksperci zastanawiają się, jak przeciwdziałać zagrożeniom związanym z zażywaniem naturalnych narkotyków.


Odmienne stany świadomości

Otaczają nas substancje, które z człowiekiem są w stanie zrobić prawie wszystko. Ogłupiają, podniecają, stymulują, osłabiają. Pod ich wpływem tworzyli już prehistoryczni autorzy - duży tekst o substancjach psychoaktywnych opublikowany w miesięczniku Focus, marzec 2006.


Salvia Divinorum - Derribando Los Cimientos De La Realidad Experimento Documental

Anonim, 29. Grudzień 2003 - 13:13 :: |
Wesołe towarzystwo i Salvia Divinorum. Czy to tak czy nie tak? Zobaczcie ten film i oceńcie sami. Tłumaczenie w drodze.

Płonące oko DEA spoczęło na Salvii Divinorum!

Anonim, 25. Czerwiec 2003 - 17:23 :: | | |
...niewinne zioło, czy morderca naszych nastolatków?

Boska szałwia zagrożona w stanie Oregon! Co dalej?

Anonim, 21. Czerwiec 2003 - 18:56 :: | | |
Propozycja delegalizacji salvii divonorum! 10 lat za posiadanie, 20 lat za udzielanie!

Salvinorin A - działanie na receptor opioidowy kappa

Anonim, 1. Czerwiec 2003 - 23:33 ::
Do lata 2002 roku nie wiedziano nic o farmakologicznym działaniu Salvii Divinorum. Aktywny związek przetestowano na 43 znanych bioreceptorach, jednak nie zaobserwowano znaczącej inhibicji (Siebert, Sage Student 1994).

Salvia Divinorum - bądź ostrożny

Anonim, 1. Czerwiec 2003 - 23:27 ::
Daniel Siebert informuje o środkach bezpieczeństwa.

Salvia Divinorum - Efekty

Anonim, 1. Czerwiec 2003 - 23:24 ::
Podstawy: czego oczekiwać od Potężnej Nauczycielki?

Salvia - 5 poziom

Anonim, 24. Luty 2003 - 17:50 :: |
by podziemny digger

Salvia divonorum jak wódka?

Anonim, 4. Styczeń 2003 - 11:10 :: |
Zaproponowano pierwsze ograniczenia w sprzedaży Salvia Divonorum, chwilowo lokalne.

Lady Salvia Divinorum - info o uprawie i nie tylko...

Anonim, 16. Maj 2002 - 15:45 ::
Podstawowe informacje, jak radzić sobie z problemami podczas uprawy Boskiej Szałwi, a także opis botaniczny

Przewodnik użytkownika Salvii Divinorum

Anonim, 15. Październik 2001 - 20:59 :: | | |
Wszystko co powinieneś wiedzieć, zanim spróbujesz SD.
Subskrybuj zawartość
Radar (niezweryfikowana), 23. Listopad 2006 - 3:04

Exp: Speed, Koks, LSD, Poppers, Piguly, MDMA, Meth, Antydepresanty (Hydiphen), Ziolo (non-stop)
Set: Salvia Divinorum - uncja suszu i 1 g. ekstraktu 15X
Met: Ekstrakt pomieszany z suszem palony w duzej metalowej fifie

TRIP;
To byl zwykly ladny dzien pod koniec sierpnia. Wstalem kolo godziny 10:00 i pod drzwiami dostrzeglem duza "dmuchana" koperte z pieczatka sklepu All-Salvia. Nie moglem uwierzyc ze po 2 tyg. od uprzedniego zamowienia szalwii i ekstraktu wreszcie przesylka jest w moich rekach. Po rozpakowaniu koperty dostrzeglem wielki deal-pack suszu (zamowilem uncje czyli 28 gramow) i mala, aczkolwiek cudowna fiolke 15x ekstraktu, coz pomyslalem - takie zakupy za 20 funtow to jest to (zeby tak mozna bylo zamowic skuna ;)). Odlozylem "zakupy" w bezpieczne miejsce i niestety musialem wyruszyc do pracy, majac jednak caly czas w glowie wieczor, kiedy to po przyjsciu do domu wyprobuje nowy cud natury ;) Pomijam czas kiedy to ciezko pracowalem, zarabiajac na nowe psychodeliczne wynalazki ze sklepow wysylkowych ;] Okolo godziny 22:30 wrocilem do domu, od razu szybki prysznic, wychodzac z lazienki spotkalem kumpla, ktory juz byl po seansie z szalwia. Nie chcial nic mowic zeby mi nie zepsuc bani wiec powiedzial tylko zebym na nia uwazal. Zasmialem sie i poszedlem do salonu przygotowac mix suszu i ekstraktu. Po przygotowaniu fify wygodnie usiadlem i juz mialem zapalac kiedy to wszedl znajomy z pietra nizej. Usiadl ze mna co nie bylo po mojej mysli, no ale przeciez go nie wyzuce ;) Mimo, ze wiele przeczytalem o szalwii, o jej wlasciwosiach i o tym jak owa palic sie powinno postanowilem ze jednak zapale mimo wszytko, nie czekajac jak delikwent wyjdzie ani nie przygotowywujac specjalnie jakiegos dobrego miejsca. Chwycilem lufe w dlon, dosieglem zapalniczki i przysmazam. Pierwszy buch jakis dziwny. Smak mialo to to nie za specjalny, czuc bylo suszonymi liscmi, a pozatym tak dlugo grzalem ze zepsulem sobie zwykla zapalnicze. Wstalem znalazlem kolejna. Znow usiadlem i znow smaze. Buch, pozniej drugi i trzecie - gleboko sie zaciagajac i trzymajac dym jak najdluzej w tym co pozostalo mi po kidysiejszych plucach ;) I nagle owy znajomy cos do mnie powiedzial. Nie bylo to nic specjalnie smiesznego, ale rzucilo mnie na podloge. Plakalem jak dziecko, smialem sie do rozpuku, nie moglem przestac. Kiedy juz przestalem (po dobrych 3 minutach) caly zalany bylem potem. Uswiadomilem sobie ze tak wlasnie objawila mi sie szalwia. Zadnych halunow, na ktore z restza bardzo liczylem, tylko mocny smiech, ktorym bylem wrecz skrepowany. Tak jak po dobrym sztachnieciu sie poppersem. Uswiadomilem sobie, ze jednak chyba wiele ma do rzeczy dobranie odpowiedniego miejsca i klimatu. Nie spoczne puki deminiczna salvia nie objawi mi prawdziwego oblicza - pomyslalem. Udalem sie wiec do swojego pokoju. Znalazlem jakies swieczki, ktory posutawialem w pokoju, odpalilem wieze i zapuscilem plytke "New World Observer" znakomitego ambient-dub'owej kapeli Deadbeat (swoja droga bardzo polecam). Atmosfera wydala mi sie odpoweidnia. Slebe swiatlo swieczek, mroczna i ciezka muzyka Deadbeat'a robily swietny klimat. Zaaplikowalem wiec kolejny raz mix suszu i ekstraktu (tym razem postanowilem dodac wiecej ekstraktu), ulozylem sie wygodnie na lozku i poczelem smazyc lufe. Znow buch, drugi, trzeci.... W pewnym momencie odlecialem. Lufy nie zdazylem odlozyc, z reszta nie bylo to potrzebne. Nie bylo juz w niej nic oprocz popiolu, a i tak reka jakby sparalizowana kurczowo ja trzymala nie pozwalajac na jej wypuszczenie. Spojzalem na sciane gdzie zdawalo mi sie widziec kuliste wybrzuszenie poruszajace sie w rozne strony (cos w stylu tej wypuklej kuli na windowsowskim wygaszaczu). Wpatrywalem sie w nia przez jakas chwile, gdy nagle zobaczylem cos zupelnie innego. Na scianie pojawil sie suwak. Taki zwykly zamek blyskawiczny, ktory po woli sam sie rozsuwal ku dolowi, coraz bardziej sie rozszezajac. Za nim byla pustka. Czarna nicosc. Przestraszylem sie. Widzialem ze to zbliza sie w moim kierunku i zaraz w nia wpadne. Tak tez sie stalo. Wpadlem w pustke. Przez chwile lecialem w powietrzu, slyszac do okola rozne dziwne i trudne do opisania odglosy. Nie byly to odglosy ludzi, nie byl to zaden znany mi glos ani dziwiek. Czulem ze spadam ale nie widzielem nic wiecej. Wszytsko wokol mnie bylo czarne. W pewnym momencie moim ocza ukazala sie ziemia. Ziemia, taka jak widziana z kosmosu, tyle ze w okolo nie bylo zadnych gwiazd. Byla czrna pustka a ja wisialem w niej bezwladnie. Nagle ziemia znikla. Pojawil sie jakby obraz. Obraz przedstawial jakby wszytskie chwile z mojego zycia. Wszytko jednak bylo dwuwymiarowe, dziwnie plastyczne w bardzo zywych aczkolwiek malarskich kolorach. Wszytkie te chwile byly zszyte nieczym laty w calosc, ktory byl ten caly obraz. Dokladnie dalo sie zobaczec miejsca szwow. W pewnym momencie szew z jednej strony zaczal puszczac i wyraznie widac bylo jak kazda "chwila" odpada. Na koncu znow byla ta wielka czarna proznia, tym razem jednak z czarnej nicosci wylonilo sie cos w stylu wielkiego kola zebatego. Ktore z kazda chwilo oddalalo sie dalej. Dokladnie widzialem pojedyncze trybiki. Od tych najmniejszych, po wieksze. Kazdy trybik byl zlozony z kawalkow obrazu, o ktorym pisalem wczesniej. Jednak nie byly to tym razem chwile z mojego zycia. Zauwazylem ze to zycie zupelnie innych ludzi, czy osob podobnych do ludzi. Kazdy trybik nalezal do innego czlowieka jednak byli to nie tylko ludzie. byly istoty czleksztaltne. Zdalem sobie sprawe ze kazdy trybik to zycie innej osoby w innym wymiarze. Gdzies w polowie tej "machiny" ujzalem wreszcie trybik zlozony z obrazkow z mojego zycia. Stalo sie dla mnie jednoznaczne ze nasz wymiar jest na wyzszym poziomie niz wymiary na poprzednich trybikach. Niestety trybiki stawaly sie coraz wieksze i caly czas widzialem nowe. Stojoce znow wyzej niz trybik z mojego zycia. Wszystko nabieralo rozpedu i bylo tak realne. Pomyslalem ze My jako ludzie, albo osoby mieszkajace w naszym wymiarze - jestesmy tylko jednym z wielu trybikow wielkiej machiny, widzialem ze sa inni na nizszych poziomach oraz jescze inni ktorzy znajduja sie w tej calej "maszynarii" nad nami. Zaczelem sobie wmawiac ze cale moje zycie to jeden wielki sen, jedno wielkie zludzenie. Ze te wszytskie piekne chwile, wsyztscy poznani ludzie, wszystko w okolo jest snem, ale nie moim, a osoby ktora go sni. To rudne do opisania, ale mysle ze wszyscy zrozumieja. Cos w stylu filmu Vanilla Sky, ale jednak nie mialem w glowie tego filmu, gdyz ogladalem go dlugo po pierwszej przygodzie z salvia. Cale to zludzenie mnie przeroslo. Nie chcialem stracic tego wszystkiego co bylo moim zyciem, nie chialem sie nawet dowiadywac co stoi na samym szczeblu tej calej machiny z mojej halucynacji. Krzyczalem, a raczej wydobywalem z siebie jakies dzwieki gdyz nie moglem wymowic logicznego slowa. Chcialem zeby ta bania sie skonczyla. Zerwalem sie na rowne nogi. Prawie sie przewrocilem. Juz nie bylo tak ostrej halucynacji. Wszystko w okol bylo realne ale falowalo, rozmywalo sie albo obracalo o 180 stopni (cos w stylu LSD). Wybieglem z pokoju wymawianie jakichkolwiek slow w dalszym ciagu sprawialo mi klopoty. Najgorsze bylo to ze halucynacja za wszelka cene chciala wrocic. Bieglem do pokoju kumpla, chcialem zeby mi pomogl, a za mna wszytsko wpadalo w ta wielka czarna odchlan. Wbieglem do jego pokoju, zamklem drzwi. Krzyczalem zeby mi pomogl, ze ja juz nie chce tej bani, krzyczalem ze to sie zbliza. Slyszalem jak mnie uspokoajal ze to tylko substancja w mojej glowie, ze wsyztsko jest zludzeniem. Powoli dochodzilem do siebie, znow widzialem pod sciana wypukla kule przesowajaca sie w rozne strony. Powoli wsyztsko wracalo do normy. usiadlem pod sciana. Bylem zszokowany, przerazony, znow zlany potem i do tego jescze lzami. Dlugo siedzialem nic nie mowiac. Myslac o tym co dzialo sie przed chwila. Najdziwniejsze ze spojrzalem na zegarek i okazalo sie ze minelo niecale 10 min. od czasu kiedy palilem, a dla mnie to wszytko zdawalo sie trwac kilka dobrych godzin.
Podsumowanie:
Salvia pokazala mi swoje prawdziwe oblicze, tak jak chcialem. Jej dzialanie przeroslo moje najsmielsze oczekiwania. Nie da sie tego porownac do innych psychodeli, przynajmniej do tych z ktorymi mialem do czynienia. Calkiem inna, mistyczna, tajemnicza, realna i przerazajaca bania. Nie wiem czy ten raz z salvia moge zaliczyc do BAD TRIPA, jednak dostarczyl mi on wielu negatywnych przezyc i na dlugi czas odsunal od tego swietego ziola. Nauczylem sie szanowac ta rosline. Zrozumialem ze nie nadaje sie do do czestego uzywania i ze trzeba wyczuc odpowiedni moment. Wiem tez ze bardzo wane jest miejsce w jakim odbywamy podroz, bardzo duzo role odgrywa muzyka. W moim przypadku po pozniejszym przemysleniu sprawy doszedlem do wniosku ze wlasnie muzyka zrobila taka dziwna jazde i wprowadzila negatywna energie. Niestety nie kazda muzyka nadaje sie do podrozy. Kolejna rzecza jest poczucie czasu. Podczas podrozy wydaje Ci sie ze trwa ona cale godziny, a w rzeczywistoci mija zaledwie 10 min. W tym momencie wiem rowniez ze bardzo wielka role odgrywa ekstrakt. Przeprowadzilem sie 2 tyg. temu do Edynburga i mialem problemy ze znalezieniem skuna, wiec zmuszony sytuacja krecilem baty z suszu salvii i musze przyznac ze nie dziala on tak na mnie jak ekstrakt. Pojawia sie lekkie zaburzenie widzenia, problemy z chodzeniem i slowotok. Probawalem tez palic sam susz z lufy, mocno ja przypalajac, ale efekt tylko troche mocniejszy niz ten po blancie. Na koniec chce polecic salvie wszytskim osoba chetnym na tajemnicza, mistyczna podroz. Pamietajcie ze traktujac ta potezna rosline w odpowiedni sposob, ona odplaci sie w naprawde cudowny sposob. Pozdrowienia dla szalwiowych podroznikow ;)

ps1. Jezeli ktos jest na terenie UK i szuka dobrego internetowego sklepu z ciekawa roslinnoscia polecam: ALL-SALVIA STORE

ps2. Sorry za brak polskich znakow ale to wina angielskiego systemu na moim kompie ;/


kurzowy (niezweryfikowana), 23. Listopad 2006 - 13:05

hm,zawsze wydawalo mi sie ze salvia nie dziala przy drugim paleniu w malym odstepie czasu,musze to sprawdzic.tak czy siak bardzo dobry report dobrze oddaje klimaty tych podrozy. mi nigdy nie udalo sie tak dobrze zapamietac tak glebokich tripow,czasami zle zapisywalem i po paru dniach przypominalem sobie ze nie ktore watki szly calkiem inaczej