Co robić kiedy w naszej rodzinie mamy osobę uzależnioną od alkoholu?

Mając wśród najbliższych nam osób alkoholika zawsze zadajemy sobie pytanie: co powinniśmy zrobić? W jaki sposób możemy wpłynąć na tę osobę, żeby zmienić jej postępowanie?

"Kiedy nareszcie uprzytomnimy sobie, że nawet pomiędzy najbliższymi sobie osobami istnieją nieskończenie wielkie przestrzenie i jeżeli będą one w stanie pokochać te przestrzenie, które je dzielą, może się wyłonić cudowny sposób wspólnego życia (ramię w ramię ), które daje możność widzenia siebie w pełni na tle nieba."
Rainer Maria Rilke

Mając wśród najbliższych nam osób alkoholika zawsze zadajemy sobie pytanie: co powinniśmy zrobić? W jaki sposób możemy wpłynąć na tę osobę, żeby zmienić jej postępowanie?

Otóż niestety możliwości oddziaływania bezpośrednio na osobę uzależnioną od alkoholu są niewielkie. Istnieje natomiast możliwość wpłynięcia pośrednio na alkoholika poprzez zmianę własnej postawy wobec niego.

Wiele osób zada pytania: dlaczego?, po co?, co to zmieni?

Okazuje się, że rodzina, w której jest osoba uzależniona od alkoholu, działa jak mechanizm zegarka. Członkowie tej rodziny to coś w rodzaju pojedyńczych trybów, elementów, które zazębiają się wzajemnie i obracają w tym samym kierunku i rytmie. Zazwyczaj alkoholik wymusza na członkach rodziny, by podporządkowali się jego własnemu, choremu rytmowi. Jest to coś w rodzaju tyranii.

Żaden człowiek nie powinien tyranizować innego człowieka, a każdy człowiek ma prawo nie poddawać się tyranii.

Wniosek z tego jest taki: członkowie rodziny poprzez zmianę swojego nastawienia i postępowania wobec alkoholika, powinni dążyć do tego, by on sam podporządkował się określonemu przez nich wspólnemu rytmowi.

Szanse na powodzenie całego planu zwiększają się tym bardziej, im więcej członków rodziny uczestniczy w przedsięwzięciu i im lepiej ze sobą współpracują.

Wskazówek jest wiele, ale musimy zdać sobie sprawę z tego, że teoria jest łatwiejsza od praktyki. Praktyka bowiem wymaga byśmy w swoich działaniach byli konsekwentni. To wszystko jest trudne, gdy w grę wchodzą powiązania rodzinne, emocjonalne i finansowe, ale nigdy nie jest to niewykonalne.

Oto wybrane wskazówki jak powinniśmy reagować, co robić, a jakich zachowań i sytuacji unikać, gdy członek naszej rodziny jest uzależniony od alkoholu:

  • Zawsze należy pamiętać, że alkoholizm to ciężka, przewlekła choroba i aby pomóc członkowi rodziny w pokonaniu jej, trzeba koniecznie zaakceptować ten fakt i przestać się wstydzić. Często bowiem jest tak, że alkoholizm bliskiej osoby traktowany jest jako "hańba" dla jego rodziny. To bardzo złe podejście do sprawy. Alkoholizm to bardzo uciążliwa choroba, ale jedna z wielu, z której powrót do zdrowia jest możliwy.

  • Nie wolno traktować alkoholika jak "niegrzeczne dziecko". Przecież nie traktuje się w ten sposób żadnego chorego. Chory człowiek wymaga akceptacji i tego, by godnie go traktowano. Wymówki, groźby, kary, wymuszanie obietnic, gderanie nie pomogą, a być może pogorszą tylko wasze relacje. Zamiast tego ważne by alkoholik był traktowany jak człowiek dorosły, zmuszany do dbania o siebie i do ponoszenia konsekwencji swoich zachowań. Pozwól więc swojemu alkoholikowi obudzić się w stanie w jakim przyszedł do domu i runął na łóżko. Pozwól mu zobaczyć jak wygląda pokój, w którym się awanturował. Nie sprzątaj. Nie zamykaj drzwi przed dziećmi. One już i tak od dawna o wszystkim wiedzą. Lepiej uczynić sprawę otwartą. Jeśli trzeba - wezwij policję.

  • Bardzo szkodliwym i bezsensownym jest wdawanie się w kłótnie z alkoholikiem. Szczególnie należy przestrzegać tej reguły, gdy jest on pod wpływem alkoholu. Kłótnia z człowiekiem pijanym, a do tego alkoholikiem, może mieć opłakane, a niekiedy wręcz tragiczne skutki dla członków rodziny i samego chorego.

  • Alkoholik może mieć ubytki pamięci. Jeśli zrobi coś złego, niestosownego pod wpływem alkoholu i tego nie pamięta, nie należy dręczyć go wymówkami, wygłaszać kazań na temat szkodliwości picia. On to wszystko już wie, ale nie może sobie z tym poradzić, bo choroba jest od niego silniejsza. Trzeba powiedzieć mu to, co niezbędne, bez kazań, złości i wymówek, przekazując tylko "nagie fakty". Jest to sposób na to, by alkoholik mógł zobaczyć samego siebie takim, jakim w rzeczywistości jest będąc pod wpływem alkoholu. Pozwolenie mu na chwilę refleksji w samotności może wiele zdziałać.

  • Często popełnianym błędem jest przyjmowanie obietnic dawanych przez uzależnionego członka rodziny. Alkoholik daje obietnice, których nie będzie w stanie wypełnić i doskonale o tym wie. Robi to dla "świętego spokoju", by rozładować nerwową atmosferę w domu. Członkowie rodziny natomiast, dając się okłamywać, utwierdzają alkoholika w przekonaniu, że potrafi przechytrzyć rodzinę. Będzie on zatem próbował robić to wiele razy, a członkowie rodziny będą za każdym razem rozgoryczeni, że nie dotrzymał danego im słowa.

  • Podobnie nie wolno wypowiadać pod adresem osoby pijącej gróźb, których nie jesteśmy w stanie spełnić. W oczach alkoholika jesteśmy wtedy osobami ,które nie traktują poważnie tego, co mówią. Zamiast powiedzieć: "Jeśli nie przestaniesz pić - pozbawię cię praw rodzicielskich!", zacznij informować alkoholika o jego niewłaściwym postępowaniu: "Kiedy wczoraj przyszedłeś pijany obudziłeś dzieci, wyzywałeś syna, zwaliłeś czajnik z wrzątkiem a potem długo nie mogliśmy zasnąć bo śpiewałeś wulgarne piosenki. Dzieci rano nie mogły wstać do szkoły... Nie chcę się kłócić, chcę tylko abyś o tym wiedział". Z tak podanymi faktami trudno dyskutować.

  • Nie wolno szantażować osoby uzależnionej od alkoholu. Często słyszymy "gdybyś mnie kochał - nie piłbyś!", itp. Po pierwsze nie jest to prawda, ale przede wszystkim - nie jest to metoda. Taka informacja zwiększa tylko poczucie winy osoby pijącej. To przykre uczucie, z którym alkoholik potrafi sobie "poradzić" tylko w jeden znany sobie sposób: sięgając po kolejny kieliszek. Przecież chorej na zapalenie płuc osobie nie mówimy "gdybyś mnie kochał, to byś nie chorował na zapalenie płuc!". Alkoholizm to też choroba.

  • Wskazanym jest znalezienie "zdrowego" sposobu na rozładowywanie swoich ujemnych uczuć. Jest to droga do rozsądnego i spokojnego porozumiewania się z alkoholikiem. Świetnym miejscem dla wyrażenia i odreagowania wszystkich przykrych, ciążących od lat jak głaz na sercu uczuć, jest spotkanie grupy wsparcia Al-Anon.

  • Nie należy kontrolować alkoholika. Sprawdzenie ile pije jest niemożliwe.

  • Nie wolno zabierać lub chować alkoholu osobie uzależnionej. Takie postępowanie zmusza ją jedynie do desperackich prób odnalezienia wódki, wina czy piwa. Alkoholik musi się napić i zrobi wszystko, by osiągnąć swój cel, w odruchu desperacji może nawet sięgnąć po alkohole niekonsumpcyjne. Będzie też wyszukiwał coraz to nowe kryjówki, by skuteczniej ukryć alkohol. Nie stawaj między alkoholikiem, a butelką - rezultatem może być tylko wygrana mała bitwa w przegranej wojnie.

  • Dużym błędem jest picie alkoholu z osobą uzależnioną. Robimy to zazwyczaj po to, by alkoholik mniej wypił. Powoduje to jedynie odwleczenie w czasie momentu, w którym uzależniony od alkoholu sam poprosi o pomoc.

  • Nie wolno robić za alkoholika niczego, czego nie mógłby zrobić sam. Taka ochrona przed przykrymi konsekwencjami picia alkoholu przekreśla szanse na to, że alkoholik zauważy wreszcie fakt, że picie doprowadza go na "dno" i żeby się podnieść trzeba coś ze sobą zrobić, radykalnie zmienić swoje dotychczasowe postępowanie. Jeśli robisz wszystko by twój alkoholik nie stoczył się na dno - załatwiasz mu zwolnienia i usprawiedliwienia do pracy, kupujesz alkohol i podajesz jak na tacy do łóżka byle tylko nie wyszedł z domu w kierunku: knajpa, spłacasz jego długi zaciągnięte na poczet picia, dorzucasz 2 złote do "ratującego życie klina", odbierasz pijanego w środku nocy z meliny na drugim końcu miasta by bezpiecznie dotarł do domu, itp. - przekazujesz mu tym samym jasną informację: "Pij dalej bezpiecznie! Bez strachu o jutro."

  • Jeśli osoba uzależniona zaczyna się leczyć, nie należy liczyć na natychmiastowe efekty leczenia. Alkoholizm jest chorobą przewlekłą, leczenie również wymaga czasu, a nawroty są prawdopodobne. Bardzo potrzebne jest w tym czasie wspieranie osoby, która się leczy. Abstynencja to wielkie cierpienie i wyrzeczenie dla alkoholika, szczególnie w początkowej fazie. Pomóż mu w tym, wspieraj go uprzejmością, miłością, zrozumieniem. Pamiętaj o tym, że osoba ta nie zawsze była uzależniona od alkoholu a kochasz ją za to, kim jest, a nie za to na co jest chora.

Nie musisz dłużej kontrolować picia alkoholika. Zacznij koncentrować się na jego potrzebie leczenia.

Dostosowanie się, do powyższych wskazówek, skorzystanie z nich w odpowiednich momentach, może być bardzo pomocne w obcowaniu z osobą uzależnioną. Należy jednak pamiętać o tym, że chorego leczy terapeuta, a zadaniem rodziny jest wspierać go w trudnych chwilach.

Rodzinom, w których ktoś pije alkohol w sposób patologiczny, niezbędna jest pomoc profesjonalistów. Musi ona być udzielona zarówno osobie chorej - alkoholikowi jak i jego najbliższym. Będąc bowiem w bliskim kontakcie z osobą uzależnioną od alkoholu sami stajemy się ofiarami koalkoholizmu czyli wpółuzależnienia od destruktywnych zachowań alkoholika. Syndrom ten nie znika samoistnie po tym jak alkoholik zaprzestanie picia. Najczęściej natomiast jest czynnikiem podtrzymującym osobę uzależnioną w jej pijackich nawykach i ułatwiającym jej nawrót w stronę alkoholu.

Zatem jednoczesne poddanie się terapii osoby uzależnionej i członków rodziny daje większe szanse na powodzenie przedsięwzięcia, którego głównym celem jest to, BY OSOBA UZALEŻNIONA ZOSTAŁA WYLECZONA A CHORA RODZINA ZACZĘŁA FUNKCJONOWAĆ NA ZDROWYCH ZASADACH.

źródło: psychotest.com, autor: Sylwia Czubakowska

Odpowiedzi

sytuacja gdy ktoś pije w

sytuacja gdy ktoś pije w rodzinie nie jest fajna, wiadomo. Zawsze dochodzą takie problemy jak kłótnie czy brak kasy. Mój wujek miał przez kilka dobrych lat problem z piciem. Ciotka nie dała rady i postawiła mu ultimatum: albo terapia albo rozwód. Wybrał terapie (z tego co wiem był w klinice inventiva gdzieś pod łodzią), udało mi się wyjść z nałogu. Wujek jest przykładem, że jednak da się wyleczyć, tylko trzeba chcieć albo być postawionym w sytuacji podbramkowej: rodzina albo nałóg.

a ja jestem zmęczony

witam a ja jestem zmęczony piciem mojej żony nie pomaga głaskanie nie pomagają groźby ma swój rozum dzieckiem nie jest wybiera taka droge to jej sprawa czekam aż najmłodszy dzieciak będzie wstanie racjonalnie dostrzec sedno problemu i się ulatniam starczy poświęciłem jej najlepsze lata mojego życia a ona mi się odpłaca piciem po pare tyg. pieprzeniem sie z kim popadnie i potem mówi że nic nie pamieta pewnie najlepiej jest nic nie pamietać albo mówić że to nie jest zależne od niej no ciekawe nie jest zależne od niej ale ten pierwszy kieliszek jak jest trzeźwa dłuższy okres jest chyba zależny od niej koniec bajek jak ktoś jest ...... to kanarkiem nie ... i to jest prawda a jesli chodzi o moją pomoc nie będę tu pisał o długach bo to najmniej mnie boli lecz o pomoc psychiczną wsparcie duchowe poświęcenie nieraz kosztem dzieci no bo przecież ona jest chora to się obraca wszystko przeciw mnie człowiek daje serce na dłoni a ona pluje patrząc prosto w oczy bez zmrużenia jak wyrafinowany bandyta bez skrupułów i poszanowania bliźnich. jedno jest pewne każdy ma jedno życie i sam obiera drogi jakimi chce iść wiadomo że można zboczyć na manowce no ale bez jaj nie na połowe życia tak więc niech każdy żyje jak potrafi pozdrawiam wszystkich z podobnym problemem nie miejcie złudzeń

alkoholizm

Witraj zmeczony zainteresowal mnie twoj wpis czuje sie troche podobnie a moze czulam przez dlugi czas mojego zycia.Maz "przestal pic na pewien czas nawet dlugi bo 3 lata w ciagu ktorych mial krotkie slabosci konczace sie na piwie i moze z raz upil sie do utraty swiadomosci i ludzilam sie ze tak juz bedzie ale widze ze to wraca.coraz czesciej wraca po piwie i widze ze to go znowusz wciaga czuje sie jak dziecko ktoremu na troche dano fajna zabawke a tera ja zabieraja.Paradoks tak przywyklam znow do dobrego ze nie przypuszczalam ze znow moze to wrocic choc to logiczne ze moze sie to zdarzyc bo to przeciez choroba.mam 2 dzieci boje sie co dalej bo drugi raz nie podolam walce o niego i wiem ze wtedy moje zycie bedzie musialo djametralnie sie zmienic.Zyje za granica i mamy tylko siebie cala rodzina w polsce,a i tak na moich rodzicow nie moge liczyc gdyz cale zycie zyli tylko dla siebie odkad moi dziadkowie zmarli nie mam nikogo.Chce by moje dzieci mialy fajna pelana rodzine ale chciec to nie wszystko i nie zalezy tu duzo odemnie wiem to teraz na szczescie i to jest moja sila.moze gdzies podczas tych 3 lat trzezwosci popelnilam gdzies blad w mojej relacji z mezem i dalam mu tym furtke bo poczul ze moze znow moze mna manipulowac,a moze i nie to tylko moje gdybanie choc wiem ze jest bezsensowne,mysle tylko ze moze moje wspoluzaleznienie od alkoholika jakby nie bylo moze mialo wplyw do nawrotu choroby choc nie winie sie, bo wiem ze co ma byc to bedzie.Teraz wiem ze nie poloze juz na pewno na szali szczescia moich dzieci  bo sa juz wieksze i duzo rozumieja wtedy byly malutki choc posradnio gdy  wszystko robilam na szybko zeby jak najszybciej ich umyc i polozyc na wypadek jak tata wroci pijany wiem ze duzo stracilam radosci z bycia matka nie zylam tym a ciaglym martwieniem sie nie myslalam jak fajnie kapie moja coreczke lecz szybko musze ja wykapac i polozyc bo maz moze wrocic pijany.Zapomnialam o sobie i czerpaniu z zycia radosci ktora dostaje.Nie popelniajcie tych bledow a to zaowocuje zobaczycie.Jesli teraz niedajboze procz tego ze sa sygnaly ze moze moj maz wroci do nalogu choc nie musi ale jakby sie tak okazalo wiem ze nie poswiece sie juz napewno,bo przeciez jak ktos jeschory na grype nie lezymy za niego w lozku i nie bierzemy z aniego lekow prawda...???

za co

Rozumiem co czujesz. Mam podobna sytuację. Mój mąż pije od 4 lat. Nie pomagają prośby, grozby, szantaż. Twierdzi że nie widzi problemu. Wypja dziennie butelkę wódki lub kilka piw a potem kładzie się spać. Twierdzi że skoro nie robi awantur, nie ma długów to nic sie nie dzije. Poddałam się bo nic sie nie zmienia. Nie widzi jak posypało się nasze małżeństwo, jak mało nas łaczy.

Z tego co widzę jedyną netodą jest kontakt z lekarzem terapia Nie mam jeszcze pomysłu jak go do niej nakłonić, bo pomimo rozmów na ten temat nic nie robi w tym kierunku. 

nie widzę nadziei

... Dwa lata temu rozwiodłam się, niedługo potem poznałam mężczyznę, zakochałam się tak naprawdę, byłam niesamowicie szczęśliwa. Związaliśmy się "od razu" nie chcieliśmy marnować życia, było cudownie, czuliśmy że jesteśmy dla siebie stworzeni, że życie musialo nam się  tak właśnie poukładać, żę w tym momencie trafiliśmy na siebie.... Wyjechalam do niego z dzieckiem z pierwszego małżeństwa, mieszkał za granicą...

Po pewnym czasie przyjechaliśmy do kraju do rodziny, okazało się że jestem w ciąży, bardzo tego pragneliśmy byliśmy szczęśliwi, żę spełniły się nasze marzenia, nasze dziecko poczęte z wielkiej miłości ... zostaliśmy w kraju ..

Przez okres ciąży nie było aż tak źle, znalazł pracę, wypijał piwo po pracy, bo jak to mówił, wraca zmęczony i chce odreagować. Pierwsza wypłata trzeba "postawić" kumplom ... Po urodzeniu dziecka, pierwszy raz zniknął z domu w nocy na cały dzień, odchodziłam od zmysłów, w nocy pił piwa, tym bardziej się martwiłam, żę coś mu się stało jak jechał po alkoholu. Telefon wyłączył, nie miałam żadnej informacji. Maleńkie dziecko i ja odchodząca od zmysłów. Zgłosił się dopiero wieczorem... wrócił..chciał tylko jechać do rodziny do innego miasta, przecież nic złego nie zrobił... wsiadł w nocy w moje auto, nie mając na paliwo na nic pojechał do innego miasta ... Po kilku tygodniach znów się to powtórzyło, tym razem nie było go dwie doby ... telefon milczał..myślałam, że oszaleje, nic nie mogłam zrobić. Wrócił był u kolegi z dawnych lat i się napili, a jak pije to nie wie co rozbi ... takie tłumaczenie. Myślałam, że ni ma problemu, pojechał do kolegi, wrócił, przeprosił, zarzekał się że już nigdy tego nie zrobi. Ma przyjechać jego rodzina z zaganicy, bierze zaliczkę aby mieć parę groszy jak będą w kraju, ma jechać po nich na lotnisko .. nie wraca do domu...znika ..nie ma go trzy doby ... w dniu ich przyjazdu pojawia się rano , wystraszony, że mnie stracił, że go zostawię, obiecał i nawalił... od tego czasu juą nie znika...wypija po pracy 2, 3 4 piwa. Teraz już te 9% bo słabsze są za słabe ... przychodzi weekend, bierze zaliczkę wypija czteropak, potem idzie po następny i kolejne piwo i kolejne, pada w łóżko spać...daj mi tylko godzinkę ... śmierdzi alkoholem w całym pokoju, poci się okropnie. Po sobocie jest niedziela, wstaje raniutko, pędzi do sklepu bądź na stacje kupuje piwa, boli go głowa tylko jedno aby przestała, wypija cztery ... pytany mówi: wypiłem dwa, zawsze tak mówi tylko dwa. W domu w różnych miejscach niechcący znajduję poukrywane puste piersiówki, pokazując mu uśmiecha się i mówi aaaa to już dawno było, teraz już tego nie pije. Jeśli w domu jest jakiś alkohol pije dopóki się nie skończy. Pewnego dnia nie wytrzymałam jak po kolejnej rozmowie z nim  i oferowaniu pomocy, tłumaczeniu wraca do domu pijany ... nie wytrzymuję ... do tego gra i bawi się moimi emocjami i nerwami ..tłumacząc ale przecież ja nie jestem agresywny jak wypije... agresywny nie ale nie interesuje się rodzina, tylko śpi i pje i tak w kółko, jak to mówi bo miałem ochotę się napić. Jak wraca kolejny raz po alkoholu wyrzucam go za drzwi, uderzam w twarz, płacząc krzyczę, że zmarnował zycie mnie i dziecku, czuję bezsilność, ból, rozczarowanie, załamanie, śwat mi się rozsypał, gdzie ten człowiek, którego pokochałam ????? Nie ma go i nigdy nie było, kocham tylko wyobrażenie o nim ... nie wraca na noc ja już nie wydzwaniam, następnego dnia rozmawiamy, nie widzi nic a nic swojej winy, zwala wszystko na mnie, to ja go uderzyłam i to ja powinnam przeprosić, on się tylko napił, nic nie zrobił a ja go chcę zmienić na siłę, wprowadziłam w domu obóz koncentracyjny bo nie pozwalam mu pić ...  co robić ??? co robić ??? mamy maleńkie dziecko ... nie mam siły i żyć mi się nie chce ... błagam o pomoc

Nic nie jest mi obce

Po przeczytaniu wypowiedzi, widzę, że coraz więcej osób ma problem z alkoholikiem, alkoholizmem. Nikomu nie zazdroszczę i nawet najgorszemu wrogowi nie życzę, aby spotkał się w twarzą w twarz z alkoholikiem w domu. Mój brat ma 30 lat, żonę, dziecko, a zaczął pić od nastolatka. Moi rodzice też są temu winni, bo nie zareagowali w porę jak robił awantury po pijaku. Nienawidzę go, nie mogę na niego patrzeć, najchętniej sama dałabym mu wódkę, aby się zapił i był w końcu święty spokój. Z pewnością każdy z Was ma takie myśli. Ja już czasami sama mam ochotę sobie coś zrobić, żeby nie patrzeć na niego. Gdy widzę pijanego na ulicy to mnie złość bierze, nie mogę patrzeć na takie osoby. W domu cały czas nerwowa atmosfera, oczywiście są zapewnienia, że już nie będzie pił. Teraz już wiem, że to tylko kłamstwa. Jestem osobą wierzącą, praktykującą, staram się być dobrym człowiekiem, ale czasami się zastanawiam, DLACZEGO? Przez jego zapijaczałą naturę nie mogę zaprosić nikogo, bo nigdy nie wiem w jakim stanie wróci. We własnym domu czuję się jak więzień. Współczuję wszystkim, kórzy przez to przechodzą. Wiem też, że żadne tabletki nie pomogą, gdy sam alkoholik nie poukłada sobie w głowie, że chce przestać pić. Życzę wszystkim, którzy mają podobną sytuację po prostu SPOKOJU, bo to jest nam najbardziej potrzebne.

P.S. Właśnie mój brat przyszedł pijany do domu po pracy.

Tak samo

witam:( Też mam problem, mój mąż od dawna większość czasu spędza z kolegami pod sklepem. Prośby, groźby i obietnice nic nie pomagają. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Może rozmowa z kimś kto zna problem coś pomoże. Pracujemy oboje, mamy dorosłych wykształconych synów, wydawało by się, że nic więcej nie potrzeba, a tu niestety coś gdzieś umknęło i jest smutek, łzy z mojej strony, bo mąż problemu nie widzi. Nie mogę nakłonić go do terapii, uważa, że jak mam problem to sama mam chodzić na terapię. I tak mijają kolejne dni życia ze śmierdzącym alkoholem męzem. Może ktoś podpowie jak żyć?

niwiem dlaczego tak jest

wiesz tez wiem co czujesz moj partner bo niemamy slubu tesz pije codziennie wypija butelke wodki a ile znajduje pochowanych w roznych miejscach pustych flaszek jestesmy z soba od 6 lat myslalam ze jak bedziemy miec dziecko to cos zmieni ale niestety nic sie nie zmienia sa tylko klamstwa obietnice nigdy nie spelnione mysli ze jest mistrzem kamuflarzu ale ja itak wiem ze klamie juz niewiem jak do niego dotrzec 

 

wiem o czym mówisz

Kochana !Oni (alkoholicy)się nie zmieniają ,z latami jest jeszcze gorzej .Wiem co mówię przez 20 lat wierzyłam że on się opamięta ale teraz doszły wymyśleni kochankowie,moja rozmowa nawet w pracy z mężczyzną to powód do karczemnej awantury że go zdradzam,rozliczanie mnie z każdej minuty,nie mam przyjaciół,koleżanek bo zadbał o to mój "ślubny" Nie daj się tak omotać UCIEKAJ !!!!

mama alkoholiczka?:(

Witam,
Piszę, ponieważ szukam rozwiązania problemu alkoholowego który dotyczy mojej mamy. Nie wiem co mam zrobić, nie mam siły jej tłumaczyć, co robi źle itp. Ona ponadto nie widzi w tym żadnego problemu i uważa, że przesadzam,. Próbuje z nią rozmawiać, ale zawsze odpowiada "daj spokój" bądź "zdaje ci się". Nie mieszkam z mamą, ale został tam mój młodszy brat i informuje mnie na bieżąco z sytuacją w domu. Po kryjomu pije oszukuje wszystkich przede wszystkim siebie, własnego faceta i nas. Nigdy taka nie była wydaję mi się, że to przez pracę.  Ma 40 lat, jest nie do poznania ludzie śmieją się, że odbija się z drzwi do drzwi.. A ja zwyczajnie nie mam siły ani za nią biegać zwłaszcza gdy jestem w 7 miesiacu ciązy ani pilnowac. Nie wiem gdzie mam się udać, gdzie zasięgnąć pomocy , co robić?