Albert Hofmann - LSD, Moje Trudne Dziecko

4/19/43 16:20: 0.5 cm3 Z 1/2-promilowego, wodnego roztworu winianu dwuetyloamidu, doustnie = 0.25 mg winianu. Zażyte po rozcieńczeniu w 10 cm3 wody. Bez smaku.

Anonim

Odsłony

52725
4/19/43 16:20: 0.5 cm3 Z 1/2-promilowego, wodnego roztworu winianu dwuetyloamidu, doustnie = 0.25 mg winianu. Zażyte po rozcieńczeniu w 10 cm3 wody. Bez smaku. 17:00: Początek zawrotów głowy (...)

LSD... moje trudne dziecko


Wydawca dziękuje Bebemu za inspirację i pomoc

Tytuł oryginału:
LSD - mein Sorgenkind.
Die Entdeckung einer "Wunderdroge"

Klett-Cotta @ 1979 J.G. Cotta'sche Buchhandlung Nachfolger GmbH Stuttgart
Copyright for the Polish translation @ 2001 Wydawnictwo Latawiec

Redakcja: Elżbieta Wilczyńska Projekt i opracowanie graficzne: Edyta Majewska W projekcie okładki wykorzystano zdjęcie obrazu Andrzeja Urbanowicza "Panienka L. emanuje Sri Yantrą"

Wydanie pierwsze ISBN 83-902659-3-1
Printed in Poland: Opolgraf S.A.

Książka w wersji papierowej do nabycia w księgarni wysyłkowej www.merlin.com.pl

Zamieszczono bez wiedzy i zgody autorów, tłumaczy, wydawców!


Redakcja hyperreal.info dziękuje bujnosowi (OCR) i tupaxi (korekta, html) oraz agquarx (korekta html ;-)).


Każda roślina zawiera tajemnicę swego wnętrza, pochodzenia i przeznaczenia. Każda niesie też, zapisany chemicznie, przekaz. Podobny przekaz zdaje się być zakodowany także w człowieku, o czym przekonują najnowsze badania naukowe, a co od niepamiętnych czasów próbują nam przybliżyć prace artystów z całego świata.




Dr Albert Hofmann, światowej sławy chemik, członek Komitetu Noblowskiego, były dyrektor Oddziału Badań fabryki leków Sandoz A.G. w Szwajcarii. Odkrywca nowych substancji o niezwykłych właściwościach, jak LSD czy psylocybina, których działanie nie zostało jeszcze wyjaśnione do końca, a które znalazły szerokie zastosowanie w medycynie i badaniach naukowych. Wiadomo już dziś, że substancje te biorą udział w skomplikowanych procesach biochemicznych człowieka, zwierząt i roślin. Bogate struktury chemiczne roślin różnych gatunków, pełniących sakralną rolę wśród starodawnych kultur, są w niezwykły sposób podobne do neuroprzekaźników u ludzi. Albert Hofmann jest nie tylko wybitnym uczonym, ale też świetnym obserwatorem i sprawozdawcą, którego kontrkultura hippisów mimowolnie wplotła w swój barwny deseń.
Z niezwykłą starannością relacjonuje historię odkrycia LSD, a następnie psylocybiny oraz innych magicznych związków. opowiadając także swoją własną historię uczonego i filozofa, który źródła rozdarcia dzisiejszego świata upatruje w przerwaniu tradycji antycznych inicjacji eleuzyjskich.

Co wspólnego mają z sobą system nerwowy człowieka i pozbawione nerwów tkanki muchomora czy powoju? Książka jest próbą odpowiedzi także i na to pytanie.

LATA
WIEC

info (na) swietoradosci.pl


Spis treści:

Przedmowa
Przedmowa do wydania kieszonkowego z 1993 roku, w 50 lat po odkryciu LSD

  1. Jak powstało LSD
  2. LSD w doświadczeniach ze zwierzętami i badania biologiczne
  3. Chemiczna modyfikacja LSD
  4. Zastosowanie LSD w psychiatrii
  5. Od leczenia do odurzenia
  6. Niebezpieczeństwa związane z pozamedycznymi eksperymentami z LSD
  7. Przypadek z dr. Leary
  8. Podróże w świecie duszy
  9. Meksykańscy krewni LSD
  10. Na tropie magicznej rośliny Ska Maria Pastora
  11. Promieniowanie Ernsta Jungera
  12. Spotkanie z Aldousem Huxleyem
  13. Korespondencja z poetą-lekarzem Walterem Vogtem
  14. Goście z całego świata
  15. Doświadczenia z LSD a rzeczywistość
  16. Dodatek

Oceń treść:

0
Brak głosów

Komentarze

em. cin. (niezweryfikowany)

Chopaki, kocham Was :-)))
Jinks (niezweryfikowany)

naprawde swietna sprawa z ta ksiazka
H. Tomasz Grzybowski (niezweryfikowany)

<P>Czy ktoś ma nr telefonu, email albo adres Wydawnictwa Latawiec?</P> <P>H. Tomasz Grzybowski</P> <P>email: <A href="mailto:htg@interia.pl">htg@interia.pl</A></P> <P>tel. 512-933-540</P> <P>&nbsp;</P>
falcon_aural (niezweryfikowany)

dzieeeki wielgachne.. mialem zamowic ksiazke, a tak jest 30zl do przodu.. na nowy papierek bede mial :D <br>
rencista (niezweryfikowany)

STOKROTNE DZIEKI !!! : )
mi (niezweryfikowany)

... czytac, ale juz czuje, ze to bedzie przezycie. Przeczytalem Huxleya, i choc nie probowalem niczego poza trawa, dzieki niemu czuje, ze wiem o co chodzi. Sama lektura byla odjazdem :-) <br>
prof. (niezweryfikowany)

świetnie sie to czyta.thx
pablito (niezweryfikowany)

Świetnie, żę ten tekst się pojawił. Gratulacje, może więcej ludzi zrozumie, że narkotyki to nie jest tylko rozrywka.
detlef (niezweryfikowany)

To co Benek jedziemy? <br>
eeeej (niezweryfikowany)

ale okładka tej książki to taka szmira kiczor jakiś kompletny
yupiter (niezweryfikowany)

Chwala i gloria Hoffmanowi za to czego dokonal. Malo ktore odkrycie upiekszylo zycie w dzisiejszym bagnie jak to. Psylocibes - zjedz grzybka jak nie masz kasy na hoffmana.
Beem (niezweryfikowany)

Ale czy u Was też zniknęły kwasy? <br>Bo u nas, już chyba z 2 lata, totalna pustka na tym rynku... <br>Normalnie czarna rozpacz! :(
Gzybek (niezweryfikowany)

Ale czy u Was też zniknęły kwasy? <br>Bo u nas, już chyba z 2 lata, totalna pustka na tym rynku... <br>Normalnie czarna rozpacz! :(
zewsząd i znikąd (niezweryfikowany)

Czy Hyperreal ma całą armię skrybów, którzy w pocie czoła przepisują do netu wszystko, co się ukaże &quot;w temacie &quot;? Jeżeli tak, to godna podziwu mała liczba literówek... (Acz tłumacz kalosz, w paru miejscach popełnił kiksy stylistyczne... czytałam to dawno temu po angielsku, wydania polskiego kupować nie będę, za to zapoluję na oryginał.) <br>Wiem, że dorzucone już dłuższy czas temu i w tej chwili nikt nie komentuje... niemniej ja skomentuję. :) Pewnie jak zwykle dziwnie. <br> <br>Szczegolnie znaczący wydaje mi się jeden aspekt tego Odkrycia: otóż Hofmann po raz pierwszy szyntetyzował LSD w 1938 r. I właściwie nic z tego nie wynikło. W 1943 r. wrócił do badania tego związku i ciąg dalszy historii znamy. :) Przypadek? Nie wierzę w przeznaczenie, ale też pewien typ &quot;przypadków &quot; wydaje mi się tak naciągany, że widzę w nim raczej znak interwencji Bożej. Dla przykładu - &quot;strefa życia &quot; w Układzie Słonecznym - czyli obszar, w którym musi znajdować się planeta, by mogło na niej przetrwać życie - wynosi wg jednych astronomów od 0,95 do 1,01, wg innych do 1,5 jednostek astronomicznych (j.a. - średnia odległość Ziemi od Słońca). Cudowny zbieg okoliczności? Czy też Ktoś chciał, żebyśmy BYLI? Ja sądzę, że to drugie. <br> &quot;Albo też jest to coś na kształt wielkiego zegaru, <br>Który obiega popędem ciężaru - <br>Tylko nie wiecie, kto zawiesił wagi! &quot; <br>( &quot;Dziady &quot;, cz. IV) <br>Analogicznie jestem skłonna sądzić w tym wypadku. <br>Przy tym wszystkim jestem teoretyczką i sądzę, że nią pozostanę. Już gdy miałam 13 lat, ciągnęło mnie bardzo konkretnie do psychodelików (takie moje życie... od maleńkości siedzę w książkach i sama się wychowuję), jako 16-17-latka byłam ich teoretyczną entuzjastką i snułam plany, że spróbuję, jak skończę 18 lat... To było 6 lat temu. Wiosną czytałam Słowackiego z okresu mistycznego i uznałam, że psychodelia to droga na skróty. W moim konkretnym przypadku może to też taka &quot;błogosławiona interwencja &quot;. <br>Nie uznaję pojęcia normalności, ale wiem, że odbiegam od tego, co nasze społeczeństwo uznaje za normę psychiczną. Nie wiem, czy w sytuacji takiego wystawienia na Wszystko, otwarcia tamy dzielącej człowieka od świata - &quot;cudowny środek &quot; zważa na to, co dana osoba prywatnie sądzi o swojej (nie)normalności, czy każdą obiektywnie istniejącą patologię bezwzględnie wykorzystuje, wciska się w każdą szczelinę otwierającą się w duszy... Więc wolę uważać. Czuję, że bez mojej odrobiny szaleństwa nie byłabym poetką ani radykalną filozofką, a to jeden z najważniejszych elementów mojego życia. Jednocześnie jestem wrogiem psychiatrii; każdy szpital psychiatryczny uważam za enklawę totalitaryzmu w demokratycznym państwie. Więc moja polityka wobec własnego życia wewnętrznego jest następująca: żyć, pisać i filozofować po swojemu, uważać z wypowiadaniem myśli, które moja mama nazywa &quot;egzaltacją &quot;... i uważać ze wszystkim, co mogłoby tę chwiejną równowagę naruszyć. To nie dla mnie pomysły, skoro w stanie najzwyklejszej rozpaczy czuję się &quot;jak planeta pozbawiona atmosfery &quot;. <br>Ale kto może i potrafi konstruktywnie wykorzystywać środki psychodeliczne, używać ich dla własnego rozwoju, powinien mieć do tego pełne prawo. Jestem w stanie zrozumieć przyczyny, źródła dzisiejszej prohibicji, ale mimo tego uważam ją za głęboko niesłuszną. &quot;Żyjemy na własną odpowiedzialność &quot; i powinniśmy mieć prawo wedle własnej świadomości i odpowiedzialności podejmować ryzyko lub cofać się przed nim. Także na to - wierzę - Bóg zesłał Wam wynalazek dr. Hofmanna. A mnie nieustanny niepokój, nieskończony lot przez świat na paliwie Poezji!...
ALinkA (niezweryfikowany)

Czy Hyperreal ma całą armię skrybów, którzy w pocie czoła przepisują do netu wszystko, co się ukaże &quot;w temacie &quot;? Jeżeli tak, to godna podziwu mała liczba literówek... (Acz tłumacz kalosz, w paru miejscach popełnił kiksy stylistyczne... czytałam to dawno temu po angielsku, wydania polskiego kupować nie będę, za to zapoluję na oryginał.) <br>Wiem, że dorzucone już dłuższy czas temu i w tej chwili nikt nie komentuje... niemniej ja skomentuję. :) Pewnie jak zwykle dziwnie. <br> <br>Szczegolnie znaczący wydaje mi się jeden aspekt tego Odkrycia: otóż Hofmann po raz pierwszy szyntetyzował LSD w 1938 r. I właściwie nic z tego nie wynikło. W 1943 r. wrócił do badania tego związku i ciąg dalszy historii znamy. :) Przypadek? Nie wierzę w przeznaczenie, ale też pewien typ &quot;przypadków &quot; wydaje mi się tak naciągany, że widzę w nim raczej znak interwencji Bożej. Dla przykładu - &quot;strefa życia &quot; w Układzie Słonecznym - czyli obszar, w którym musi znajdować się planeta, by mogło na niej przetrwać życie - wynosi wg jednych astronomów od 0,95 do 1,01, wg innych do 1,5 jednostek astronomicznych (j.a. - średnia odległość Ziemi od Słońca). Cudowny zbieg okoliczności? Czy też Ktoś chciał, żebyśmy BYLI? Ja sądzę, że to drugie. <br> &quot;Albo też jest to coś na kształt wielkiego zegaru, <br>Który obiega popędem ciężaru - <br>Tylko nie wiecie, kto zawiesił wagi! &quot; <br>( &quot;Dziady &quot;, cz. IV) <br>Analogicznie jestem skłonna sądzić w tym wypadku. <br>Przy tym wszystkim jestem teoretyczką i sądzę, że nią pozostanę. Już gdy miałam 13 lat, ciągnęło mnie bardzo konkretnie do psychodelików (takie moje życie... od maleńkości siedzę w książkach i sama się wychowuję), jako 16-17-latka byłam ich teoretyczną entuzjastką i snułam plany, że spróbuję, jak skończę 18 lat... To było 6 lat temu. Wiosną czytałam Słowackiego z okresu mistycznego i uznałam, że psychodelia to droga na skróty. W moim konkretnym przypadku może to też taka &quot;błogosławiona interwencja &quot;. <br>Nie uznaję pojęcia normalności, ale wiem, że odbiegam od tego, co nasze społeczeństwo uznaje za normę psychiczną. Nie wiem, czy w sytuacji takiego wystawienia na Wszystko, otwarcia tamy dzielącej człowieka od świata - &quot;cudowny środek &quot; zważa na to, co dana osoba prywatnie sądzi o swojej (nie)normalności, czy każdą obiektywnie istniejącą patologię bezwzględnie wykorzystuje, wciska się w każdą szczelinę otwierającą się w duszy... Więc wolę uważać. Czuję, że bez mojej odrobiny szaleństwa nie byłabym poetką ani radykalną filozofką, a to jeden z najważniejszych elementów mojego życia. Jednocześnie jestem wrogiem psychiatrii; każdy szpital psychiatryczny uważam za enklawę totalitaryzmu w demokratycznym państwie. Więc moja polityka wobec własnego życia wewnętrznego jest następująca: żyć, pisać i filozofować po swojemu, uważać z wypowiadaniem myśli, które moja mama nazywa &quot;egzaltacją &quot;... i uważać ze wszystkim, co mogłoby tę chwiejną równowagę naruszyć. To nie dla mnie pomysły, skoro w stanie najzwyklejszej rozpaczy czuję się &quot;jak planeta pozbawiona atmosfery &quot;. <br>Ale kto może i potrafi konstruktywnie wykorzystywać środki psychodeliczne, używać ich dla własnego rozwoju, powinien mieć do tego pełne prawo. Jestem w stanie zrozumieć przyczyny, źródła dzisiejszej prohibicji, ale mimo tego uważam ją za głęboko niesłuszną. &quot;Żyjemy na własną odpowiedzialność &quot; i powinniśmy mieć prawo wedle własnej świadomości i odpowiedzialności podejmować ryzyko lub cofać się przed nim. Także na to - wierzę - Bóg zesłał Wam wynalazek dr. Hofmanna. A mnie nieustanny niepokój, nieskończony lot przez świat na paliwie Poezji!...
zewsząd i znikąd (niezweryfikowany)

Czy Hyperreal ma całą armię skrybów, którzy w pocie czoła przepisują do netu wszystko, co się ukaże &quot;w temacie &quot;? Jeżeli tak, to godna podziwu mała liczba literówek... (Acz tłumacz kalosz, w paru miejscach popełnił kiksy stylistyczne... czytałam to dawno temu po angielsku, wydania polskiego kupować nie będę, za to zapoluję na oryginał.) <br>Wiem, że dorzucone już dłuższy czas temu i w tej chwili nikt nie komentuje... niemniej ja skomentuję. :) Pewnie jak zwykle dziwnie. <br> <br>Szczegolnie znaczący wydaje mi się jeden aspekt tego Odkrycia: otóż Hofmann po raz pierwszy szyntetyzował LSD w 1938 r. I właściwie nic z tego nie wynikło. W 1943 r. wrócił do badania tego związku i ciąg dalszy historii znamy. :) Przypadek? Nie wierzę w przeznaczenie, ale też pewien typ &quot;przypadków &quot; wydaje mi się tak naciągany, że widzę w nim raczej znak interwencji Bożej. Dla przykładu - &quot;strefa życia &quot; w Układzie Słonecznym - czyli obszar, w którym musi znajdować się planeta, by mogło na niej przetrwać życie - wynosi wg jednych astronomów od 0,95 do 1,01, wg innych do 1,5 jednostek astronomicznych (j.a. - średnia odległość Ziemi od Słońca). Cudowny zbieg okoliczności? Czy też Ktoś chciał, żebyśmy BYLI? Ja sądzę, że to drugie. <br> &quot;Albo też jest to coś na kształt wielkiego zegaru, <br>Który obiega popędem ciężaru - <br>Tylko nie wiecie, kto zawiesił wagi! &quot; <br>( &quot;Dziady &quot;, cz. IV) <br>Analogicznie jestem skłonna sądzić w tym wypadku. <br>Przy tym wszystkim jestem teoretyczką i sądzę, że nią pozostanę. Już gdy miałam 13 lat, ciągnęło mnie bardzo konkretnie do psychodelików (takie moje życie... od maleńkości siedzę w książkach i sama się wychowuję), jako 16-17-latka byłam ich teoretyczną entuzjastką i snułam plany, że spróbuję, jak skończę 18 lat... To było 6 lat temu. Wiosną czytałam Słowackiego z okresu mistycznego i uznałam, że psychodelia to droga na skróty. W moim konkretnym przypadku może to też taka &quot;błogosławiona interwencja &quot;. <br>Nie uznaję pojęcia normalności, ale wiem, że odbiegam od tego, co nasze społeczeństwo uznaje za normę psychiczną. Nie wiem, czy w sytuacji takiego wystawienia na Wszystko, otwarcia tamy dzielącej człowieka od świata - &quot;cudowny środek &quot; zważa na to, co dana osoba prywatnie sądzi o swojej (nie)normalności, czy każdą obiektywnie istniejącą patologię bezwzględnie wykorzystuje, wciska się w każdą szczelinę otwierającą się w duszy... Więc wolę uważać. Czuję, że bez mojej odrobiny szaleństwa nie byłabym poetką ani radykalną filozofką, a to jeden z najważniejszych elementów mojego życia. Jednocześnie jestem wrogiem psychiatrii; każdy szpital psychiatryczny uważam za enklawę totalitaryzmu w demokratycznym państwie. Więc moja polityka wobec własnego życia wewnętrznego jest następująca: żyć, pisać i filozofować po swojemu, uważać z wypowiadaniem myśli, które moja mama nazywa &quot;egzaltacją &quot;... i uważać ze wszystkim, co mogłoby tę chwiejną równowagę naruszyć. To nie dla mnie pomysły, skoro w stanie najzwyklejszej rozpaczy czuję się &quot;jak planeta pozbawiona atmosfery &quot;. <br>Ale kto może i potrafi konstruktywnie wykorzystywać środki psychodeliczne, używać ich dla własnego rozwoju, powinien mieć do tego pełne prawo. Jestem w stanie zrozumieć przyczyny, źródła dzisiejszej prohibicji, ale mimo tego uważam ją za głęboko niesłuszną. &quot;Żyjemy na własną odpowiedzialność &quot; i powinniśmy mieć prawo wedle własnej świadomości i odpowiedzialności podejmować ryzyko lub cofać się przed nim. Także na to - wierzę - Bóg zesłał Wam wynalazek dr. Hofmanna. A mnie nieustanny niepokój, nieskończony lot przez świat na paliwie Poezji!...
a (niezweryfikowany)

Czy Hyperreal ma całą armię skrybów, którzy w pocie czoła przepisują do netu wszystko, co się ukaże &quot;w temacie &quot;? Jeżeli tak, to godna podziwu mała liczba literówek... (Acz tłumacz kalosz, w paru miejscach popełnił kiksy stylistyczne... czytałam to dawno temu po angielsku, wydania polskiego kupować nie będę, za to zapoluję na oryginał.) <br>Wiem, że dorzucone już dłuższy czas temu i w tej chwili nikt nie komentuje... niemniej ja skomentuję. :) Pewnie jak zwykle dziwnie. <br> <br>Szczegolnie znaczący wydaje mi się jeden aspekt tego Odkrycia: otóż Hofmann po raz pierwszy szyntetyzował LSD w 1938 r. I właściwie nic z tego nie wynikło. W 1943 r. wrócił do badania tego związku i ciąg dalszy historii znamy. :) Przypadek? Nie wierzę w przeznaczenie, ale też pewien typ &quot;przypadków &quot; wydaje mi się tak naciągany, że widzę w nim raczej znak interwencji Bożej. Dla przykładu - &quot;strefa życia &quot; w Układzie Słonecznym - czyli obszar, w którym musi znajdować się planeta, by mogło na niej przetrwać życie - wynosi wg jednych astronomów od 0,95 do 1,01, wg innych do 1,5 jednostek astronomicznych (j.a. - średnia odległość Ziemi od Słońca). Cudowny zbieg okoliczności? Czy też Ktoś chciał, żebyśmy BYLI? Ja sądzę, że to drugie. <br> &quot;Albo też jest to coś na kształt wielkiego zegaru, <br>Który obiega popędem ciężaru - <br>Tylko nie wiecie, kto zawiesił wagi! &quot; <br>( &quot;Dziady &quot;, cz. IV) <br>Analogicznie jestem skłonna sądzić w tym wypadku. <br>Przy tym wszystkim jestem teoretyczką i sądzę, że nią pozostanę. Już gdy miałam 13 lat, ciągnęło mnie bardzo konkretnie do psychodelików (takie moje życie... od maleńkości siedzę w książkach i sama się wychowuję), jako 16-17-latka byłam ich teoretyczną entuzjastką i snułam plany, że spróbuję, jak skończę 18 lat... To było 6 lat temu. Wiosną czytałam Słowackiego z okresu mistycznego i uznałam, że psychodelia to droga na skróty. W moim konkretnym przypadku może to też taka &quot;błogosławiona interwencja &quot;. <br>Nie uznaję pojęcia normalności, ale wiem, że odbiegam od tego, co nasze społeczeństwo uznaje za normę psychiczną. Nie wiem, czy w sytuacji takiego wystawienia na Wszystko, otwarcia tamy dzielącej człowieka od świata - &quot;cudowny środek &quot; zważa na to, co dana osoba prywatnie sądzi o swojej (nie)normalności, czy każdą obiektywnie istniejącą patologię bezwzględnie wykorzystuje, wciska się w każdą szczelinę otwierającą się w duszy... Więc wolę uważać. Czuję, że bez mojej odrobiny szaleństwa nie byłabym poetką ani radykalną filozofką, a to jeden z najważniejszych elementów mojego życia. Jednocześnie jestem wrogiem psychiatrii; każdy szpital psychiatryczny uważam za enklawę totalitaryzmu w demokratycznym państwie. Więc moja polityka wobec własnego życia wewnętrznego jest następująca: żyć, pisać i filozofować po swojemu, uważać z wypowiadaniem myśli, które moja mama nazywa &quot;egzaltacją &quot;... i uważać ze wszystkim, co mogłoby tę chwiejną równowagę naruszyć. To nie dla mnie pomysły, skoro w stanie najzwyklejszej rozpaczy czuję się &quot;jak planeta pozbawiona atmosfery &quot;. <br>Ale kto może i potrafi konstruktywnie wykorzystywać środki psychodeliczne, używać ich dla własnego rozwoju, powinien mieć do tego pełne prawo. Jestem w stanie zrozumieć przyczyny, źródła dzisiejszej prohibicji, ale mimo tego uważam ją za głęboko niesłuszną. &quot;Żyjemy na własną odpowiedzialność &quot; i powinniśmy mieć prawo wedle własnej świadomości i odpowiedzialności podejmować ryzyko lub cofać się przed nim. Także na to - wierzę - Bóg zesłał Wam wynalazek dr. Hofmanna. A mnie nieustanny niepokój, nieskończony lot przez świat na paliwie Poezji!...
Zajawki z NeuroGroove
  • Gałka muszkatołowa

Mój pierwszy kontakt(i chyba ostatni) z gałką.



16:15 Do szklanki wsypałem 4 paczki mielonej gałki Kamis w sumie 60g,

zalałem letnią wodą i po paru minutach zabrałem się do spożycia.


Poszło na 4 razy. Smak okrutny, popijałem herbatą. Później jeszcze zabijałem ten smak musztardą


Po 1,5h lekko zacząłem odczuwać efekty. Zaburzenia widzenia, pojawiały się jakieś niebieskie wędrujące łaty. Cały czas odbijał mi się smak gałki - ochyda, do tego jeszcze zaczął mnie boleć brzuch.

  • 2C-I



motto:

było smaszno a jaszmije smukwijne

świdrokrętnie na zegwniku wężały

peliczaple stały smutcholijne

a zbłąkinie rykoświstąkały




W moim posiadaniu znajduje sie 300mg 2c-i w eleganckiej dilerce.

Rozpuszczam to w butelce wody zdatnej do użycia dla niemowląt.




Dzień pierwszy


  • Marihuana
  • Marihuana
  • Przeżycie mistyczne

Dom ziomka, jesienny dzień, dobry klimat, nuta w głośniku, nastrój jak zawsze pozytywny.

 

Siema, to mój pierwszy raport, więc na starcie chciałem powiedzieć że zdarza mi używać lokalnego slangu, jeśli jakikolwiek wyraz bądź fraza nie byłaby zrozumiała, piszcie w komentarzach a wszystko wyjaśnię ;)

  • Bieluń dziędzierzawa (datura stramonium)
  • Bieluń dziędzierzawa (datura stramonium)

średnio, nie miałem na głowie większych problemów, trochę dołująca pogoda, bez specjalnych przygotowań (decyzję o zarzuceniu podjąłem ad hoc), psychicznie i fizycznie wszystko w porządku

Data: 1 listopada 2002 (heh, nie, wcale nie chciałem, aby stało się i moim świętem :))